000456b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
'MR1041
[ Józef "Mackiewicz
vi Droga Dótiika
[l]1 Wszystkie pratcaautorskie zastrzeżone
W kilka godzin później ostatni pijak
wytoczył się z Knajpy Szlomy Kowarskie-go
zwalił się do czekającego nań wozu
a koń nią kiejowan3%_ ruszył utartym
cziakiemido'domu:!Podóbnie jak milkną
kawki na kopułach cerkiewnych stada
wron w parkach miejskich jak zacichają
kopyta konnicy która wróciła do koszar
po ćwiczeniach a na szosę opada tylko
po nich zwolna kurz i pustka — tak z
cicha zapada w martwotę po dniu ryn-kowym
małe" miasteczko w dalekim sen-nym
kraju Pozostają nawisie chmury
bezładne źdźbła słomy koński nawóz
drgające na wietrze pierze po" sprzedanej
kurze I tylko na niektórych drogach
wybiegających na kształt palców u ręki
i jakby uciętych zapadającym mrokiem
jak cisza w ustach tak dzwonią w pustce
druty na slupach telegraficznych
XIII
Śnieg padał i padał Od Tadeusza
wciąż nie było wiadomości Paweł kupił
sobie konia w mieście wozu odpowied-niego
nie znalazł ale też nie byl mu na
razie potrzebny Pożyczył od Mani sanie
które stały bezużytecznie w szopie gdy
mąż jej Jan wciąż jeszcze siedział w wię-zieniu
za nielegalną sprzedaż świni
Pracę znalazł w odległym o pięć ki-lometrów
sowchozie przy zwózce drzewa
z lasu do smolarni
Pewnego ranka jechał aleją prowa-dzącą
do byłego pałacu dawnego właści-ciela
gdy spotkany człowiek prosił by
go podwieźć Na skinienie głowy siadł
tylem do wiatru i zapytał Pawła:
— Do lasu?
— Tak Wozić--osik- ę -
— Dużo płacą?
— Mało 10 rubli za metr
— Na machorkę musić ledwo za-robisz?
Chłop zdjął rękawicę przechylił się
w dva-palc- e ująwszy nos zgrabnie się
wysmarkał wytarł wierzchem dłoni i
włożył rękawicę z powrotem
— Zmienilim jednego pana na dru-giego
— powiedział
— A tamten był zły?
— Kto jego wie jaki on tam byl w
sobie Ja po jego pokojach nie chodził
Pan siedział we dworze a a w chacie
A teraz jak w kazarmach — Zeskoczył
koło kuźni podziękował i poszedł drogą
do smolarni
Ranek był mroźny Na drzewach osia-dła
szać Lasy byłego obszarnika rozrzu-ciły
się po wzgórzach i jarach bardzo
irfssSteJU2=
sn—
Wiiold Poprzęcki
KOLII
prawa autorskie
H=3)==()=()==()=()==()C==()==C)==()==()=()==()==(C=()'C=(
Za oknami słońce złoci ruiny ghctla
obsypane śniegiem jakby sama natu-ra
chciała zatrzeć ślady niemieckich
zbrodni Pogoda jest prześliczna Tylko
sanki wziaść wypuścić się gdzieś na
przejażdżkę użyć trochę ruchu
Ale piokufator Drewnottsk jest po-nury
jak noc
Sprawa Irenki wygląda bowiem przy-najmniej
w jego oczach fatalnie Go-rzej
być nie mogło!
Poco ona się przyznała? za-stanawia
się prokurator Co się miało
stać złego to tak się stało mogłoby
się jeszcze wszystko "rozejść po koś-ciach"
skoro ona się przyznała to od-powiedzialność
ponieść musi
XV "Oskarżona Irena Ocieska!"
Nadszedł wreszcie dzicn(ważny do-niosły
w skutkach dzień który od dłuż-nego
czasu sen oczu Irenki
termin jej rozprawy w sądzie dyscy-plinarnym
Już piątej rano budzi się czuje
że nie będzie mogła usnąć Trzeba wsta-wać
To nietylko trzynasty wydział sądu
okręgowego nietylko wszyscy koledzy
koleżanki z innyeh wydziałów bo sa-ma
Irenka jest przekonana że jak dwa
razy równa się cztery tak w sądzie dy-scyplinarnym
w którym przewodniczy
sędzia Horak oskarża Kraczkiewicz a
broni Len musi zapaść wyrok skazu-jący
Można się tylko zastanowić nad
tym do jakiego stopnia wyrok będzie
nirowy: czy Irena Ocieska skazana będzie
tylko na wydalenie z pracy czy też do-łożą
jej do tego skierowanie sprawy do
Hdu okręgowego Sprawa ma swój para-ira- f
który brzmi: "Za uniemożliwienie
Wymiaru sprawiedliwości" a w pew-fiyc- h
wypadkach paragraf ten przewidu-je
rawet karę śmierci
Wszyscy przecież wiedzą wszyscy są
śłeboko przekonani że dzięki ukryciu
Ektów Wiktor Ociepko zbieal wię-żenia
wszyscy wiedzą że był to ban-dyta
jeśli się tak można wyrazić "wyso-ts- j
klasy" jden z tych co przechodzą
£o dziejów kryminalistyki jak Mucha
Psnicz czyJZieliński
I takiernu właśnie bandycie prawdo
?5 i
O i8&
![]i
niedogodnych do wywózki drzewa Pa-weł
wybrał sag stojący pośrodku polany
i zabrał 'się do ładowania ale robota nie
szła mu tego dnia Na spodzie leżały
ogromne szczapy i nierozłupane komie
Trzeba było odrywać je od zmarzłej zie-mi
dźwigać i wrzucać do sań Podrąby-wa- ł
lód siekierą podważał żerdzią do-ciągał
porzucał na chwilę by złapać tro-chę
oddechu po chwili zbierał siły i
ujmował na nowo Ręka zaczęła mu
krwawić od zadraśnięcia nie czul bólu
skupiwszy całą uwagę na zawiłej kombi-nacji
podciągnięcia kłody i oparcia jej
brzegu o podłogę sań Nagle koń zrobił
krok naprzód by zerwać pęd młodej
sośniny spod śniegu odciągnął sanki
o kilka centymetrów Kłoda ześlizgnęła
się i padła w zagłębienie Paweł skoczył
wściekły porwał konia za uzdę targał
nim klął brzydko po chamsku w unie-siony
do góry łeb koński z wystraszony-mi
oczyma patrzył prawie z nienawiścią:
"Nazaaad!!" krzyczał pchając wstecz
Robotę musiał zaczynać od nowa
Tak szła szczapa po szczapie ale
największych nie miał siły unieść Od-wrócił
się mimowoli do towarzyszy któ-rzy
opodal ładowali swoje sanie Jeden
stał już gotów na drodze i skręcał ''cy-garetkę"
W pobliskim zagajniku chło-pak
z sąsiedniej wsi przeklinał straszli-wymi
słowami swoją klacz Prawie nad
jego głową dzięcioł wykuwał sosnowe
szyszki: obrabiał je dziobem wyjadał na-sienie
następnie silniejszym uderzeniem
wytrącał je ze szczeliny i leciał po no-wą
Wracał szorstko prując powietrze
skrzydłami i migocąc w słońcu pstroka-cizn- ą
Wsadzał nową szyszkę do szczeli-ny
i zabierał się do pracy Wykończył
znów wytrącił znów leciał po(następną
W ten sposób płynęły godziny Na śnie-gu
pod sosną gromadził się stos obrobio-nych
szyszek
'Paweł załadował wreszcie sanie spiął
łańcuchem podniósł lejce i wziął do rę-ki
bat "Ale czy wyjadę z tego śniegu?"
myślał z niepokojem "Ach Boże że-by
tylko koń wyciągnął Koniowi dopo-móż
nie mnie!" — Wielki kary grzbiet
wypiął się w łuk uda zadrgały w stra-sznym
naprężeniu podpinka na podsic-dziołk- u
skrzypnęła złowrogo Paweł z
boku wpił swoje ramię w kłonicę sań
nogi wparł w śnieg: "No no nooo! Ka-ry!"
— Sanki drgnęły już już prawie
I raptownie lewa użwa zbyt przepojona
tłuszczem ześliznęła się z holobli duha
rfi jMJfcMhpjfcfctWfcitfc! tktaififAAMAH
'— "— w " " " n fi o— (
Wszelkie zastrzeżone
i
—
— —
—
i
a
i
spędzał z
—
o i —
i
i
—
— z
i
i
—
%
— — "
28
podobnie ułatwiono ucieczkę z więzienia!
Tc myśli towarzyszą bez przerwy Iren-c- e
gdy udaje się do sądu okręgowego
Ileż to razy już odbywała tę drogę pełna
zadowolenia że pracuje na siebie że od
śmierci matki nie "utonęła" w szarym
tłumie wykolejeńców że nic stanęła z
koszyczkiem pieczywa na rogu ulicy
ani nic rozchorowała się z głodu
Dzicn za dniem coraz szybciej zapo-znawała
się z biegiem spraw sądowych
nabierała coraz lepszej znajomości przed-miotu
a gdyby w sądzie przebyła tyle
lat co Malicka — miałaby napewno więk-szy
zasób wiadomości niż Stanisławski
Przecież prokuraior
Ba! Prokurator
Temu człowiekowi Irenka zrobiła naj-większa
krzywdę której niczym wytłu
maczyć nic potrafi sni jemu ani sobie
Prawda to że ani razu jeszcze nie za- -
uaia sooie pyiania aisczego wiasuwie
usunęła akta Ociepki Nie zmieniłoby to
jednak w niczym tego co się stało ani
jej dzisiejszych myśli bo nie umiałaby
na to pytanie odpowiedzieć
Tym ciężej jest dziś pomyśleć o pro-kuratorze
Taki dobry człowiek i tyle
musiał przez nią wycierpieć
Serce bije jej coraz szybciej aż na-gle
rodzi się w niej decyzja: trzeba go
przeprosić Nie wiele to wprawdzie bę-dzie
znaczyć ale — może on jeszcze ma
do niej choć trochę tej dawnej sympatii?
Może mu lo przeproszenie będzie jakąś
minimalną satysfakcją?
Z tą myślą wchodzi do gmachu są-dów
sprawdza swój zegarek — z zegar-kiem
stojącym na ladzie woźnego — i
— Co to?
Spóźniła się prawie dziesięć minut
na własną sprawę! Niemożliwe!
To ten złośliwy martwy przedmiot
spóźniający się zegarek może być spraw-cą
tego że zostanie aresztowana za ukry-wanie
się przed sądem dy2cyptev£xnym!
A właśnie tuż za nią wchodzi do gma-chu
sądów Goworek z dwoma policjan-tami
— No tak! To jasne! — myśli Iren
ka z przerażeniem — Sąd dyscyplinarny'
może mnie wydać sądowi okręgowemu]
a wtedy muszę zostać aresztowana!
Niemal biegiem wydostaje się na trze-- '
--lUTWIĄZKÓwTECeRUDZIEW (DtitmlSr) i iffialSÓl—imiIZJi H
-- STiiri
poleciała precz Koniec --Trzeba konia
na nowo zaprzęgać
Zacisnąłizęby Aczas leci Leci dzię
cioł po nową"szyszkę~ Suni" obłoki nad
drzewami Sunie słońce na niebie nie
ubłagane Chłopak z zagajnika' zdążył
juz wyjechać na drogę
— Co tam jest z tobą? — krzyknął
do Pawła
— Użwa psia ją mać mać mać!
Nie trzyma!
— Wsadź pod spód rękawicę albo
jedliny kawałek! — odkrzyknął i ruszył
Paweł wyjechał z polany ze sznacz-ny- m
opóźnieniem Droga do smolarni
miejscami była zawiana miejscami zwia-na
aż do piasku Nie można było ani
na chwilę spuszczać z niej wzroku Bo
droga dla woźnicy jest istotą pełną wyra
zu a zmienna jak samo życie Ma swoje
humory i swój charakter
Prowadzi w dół na łeb to znów pod
bardzo ciężką górę Czai się na swej
prostej niespodziewanym korzeniem spod
śniegu kamieniem Droga może być też
wprawdzie przyjacielem ale bywają dni
w których staje się wrogiem najgorszym
z którym się walczy w pojedynkę Mróz
si? wzmagał Wszystko wokoło zaczyna-ło
skrzypieć Paweł tego dnia ledwo zdą-żył
obrócić z lasu do smolarni dwa razy
W drodze powrotnej do domu było
już ciemno Na zachodzie pozostało po
zorzy wieczornej jedynie wąskie zsiniałe
pasmo jaśniejszego nieba Paweł pod
ciągnął wyżej podpinkę na podsiedziolku
ukląkł na przodzae san i ujął lejce
— Uważajcie chłopcy nocą — ode-zwał
się jeden z woźniców na tylnich sa-niach
— a lo mówią że wilki jakoby po-jawiły
się
Paweł spojrzał pytająco na gajowego
który stał przy drodze i patrzył na od-jeżdżających
' — Ech tam mówią — mruknął ga-jowy
— Jedne owieczkę w zaścianku
zjedli Jeszcze nie wiadomo czy sam go-spodarz
na mięso jej nie"chciał przedać
żeby nie było na świecie gorszych stra-chów
jak wilki! — Odwrócił się ociężale
1 spojizał ku zachodowi
Gnali szybko Mróz zapierał dech Pa-weł
zwrócony do konia miał tuż przed so-bą
kłąb jego zadu który niestrudzenie ko
łysal się się i miesił tylnymi nogami dro-gę
Od blasku gwiazd błyszczała ona wy-ślizganym
mrozem Jechali lasem jak
między ścianami czarnego korytarza Po
upływie godziny zamigotało wreszcie
światełko na przejeździe kolejowym Mi-nąwszy
go skręcił między domy osiedla
Boleśnie prawie placząc-zawodzą- c skrzy-piał
żuraw w obejściu Rojkiewiczów
O tej samej porze Marta przesłania-jąc
z boku dwoma rękami oczy zbliżyła
je do szyby by odczytać termometr za
oknem Wskazywał 29 stopni poniżej ze-ra
W lesie pękały z mrozu drzewa
Paweł zjeżyl się pod kożuchem i' po-myślał:
"A jak inni w ten sposób cale
życie z domu do lasu z lasu do domu"
-- 1 £j£jit' " "fyfgł-jgaAawrttfi-g
cie piętro gdzie w jednej z-mniejsz-ych
sal jedenastego czy też ósmego wydziału
ma się odbyć jej rozprawa
Zadyszana staje przed drzwiami i do
piero odgłosy gwarów dochodzące z we-wnątrz
uspokajają ją: rozprawa się jesz-cze
nie zaczęła bo gdyby się zaczęła
byłoby cicho Byłoby słychać conajwy-żc- j
jeden głos — glos prokuratora re-ferującego
sprawę
Jednakże z chwilą gdy się zjawia we
drzwiach wszystkie rozmowy cichną' jak
nożem uciął Oczy niemal wszystkich o- -
bccnjch przeprowadzają "oskarżoną" aż
do jej właściwego miejsca z prawej stro-ny
prezydium a każdy jej krok znaczony
jest szeptem podawanym z ust do ust:
— Ocieska Ocieska Ocieska To
ta To właśnie ona
Przy stole sędziowskim nic ma jesz-cze
nikogo Przed chwilą chyba zjawił
się woźny który sprząta jakieś świstki
papieru ustawia kałamarze z odgrzanym
zapewne atramentem sprawdza pióra i
ręką strzepuje jakieś ledwo widzialne
pyłki ze stołu sędziowskiego
Ale kto jest na sali?
Panna Irenka nie jest w stanic na
razić podnieść oczu ieby spojrzeć na
salę Na myśl o tym że na sali może
być prokuraior Drewnowski pani Ma-licka
na myśl o tym że oczy wszystkich
obecnych patrzą na nią z oburzeniem z
wyrzutem w najlepszym razie z polito-waniem
— mrówki wędrują jej po ple-cach
Nagle za podium sędziowskim sły-chać
skrzypnięcie drzwi — zjawia się
Horak Ząbek 7 Kosiński Oczy tego
ostatniego patrzą w Irenkę z takim wy- rzutem jakby chciały mówić:
— Do czego doprowadziłaś dziewczy-no?
Ja cię tułaj protegowałem ja za
ciebie ręczyłem a dziś muszę oczami
świecić przed ludźmi?
Ale sędzia Horak który ma dziś bar-dzo
pogodną minę — odwraca siędo idą-cego
za nim sędziego Ząbka i mówi jak-by
kończył jakąś rozmowę która się
między nimi odbywała w gabinecie sę-dziowskim:
— Ja jednak panie kolego jestem
innego zdania
— No tak — myśli Irenka — Sę-dzia
Ząbek bronił mnie a sędzia Ho-rak
jest innego zdania On nawet nie
ma prawa dobrze o mnie myśleć: skoro
zna stosunki panujące w naszym wydzia
le to doskonale wie ze ia nie miałam
powodów do jakiegoś sabotażu
Szurganie noS2mi na S3łi oznacza
ze sąd juz usiadł i właśnie siadają wi-dzowie
Chwila ciszy
— Saó dyscyplinarny ministerstwa
Ii gdy chwilę potemi --wchodził1 do sieni
otrzepując ze szronu futrzany kołnierz
postanowił nieoczekiwanie: "Można być
jednak szczęśliwym!'"
Od tego postanowienia minęło dzie- -
sięc dni Pogoda uległa gwałtownej zmia-nie
Marta wstała o "piątej rano wprost
na koszulę narzuciławielki kożuch wcią-gnęła
na bose nogi walonki i zapaliła
świeczkę w ręcznej latarni Odsypawszy
poranną miarę owsa poszła przez pod-wórze
do' stajniJPies pobiegł z tyłu Sko-bel
usuwał się z trudem Marta musiała
ha śniegu postawić miarę owsa i latarnię
a później dwoma rękami otwierać drzwi
Pies obwąchał owies i ziewnął tak sze-roko
rozdziawiając mordę że w blasku
latarni widać było czarne jego podnie-bienie
następnie zębami począł iskać
pchły w kudłach kolo ogona Koń stulił
uszy i sapał ciężko w żłób O piątej rano
czasu moskiewskiego panowała głęboka
noc Paweł spał jeszcze Ale koń musiał
być nakarmiony co najmniej na godzinę
przed wyjazdem Do pracy wyjeżdżał 'Pa-weł
zazwyczaj o szóstej Dlatego Marta
wstawała wcześniej by mu oszczędzić go-dzinę
snu sama zaś mogła później jesz-cze
wrócić do łóżka i odespać trochę
Na dworze stała wilgotna mgła Śnieg
był miękki drzewa czarne i mokre Od
kilku dni panowała odwilż Gdzieś w są-siedztwie
zapiał kogut Jednocześnie pra-wie
daleki jak echo dal się słyszeć gwiz-dek
pierwszego pociągu z miasta Pod
kożuch i koszulę wdzierał się przejmują-cy
chłód Marta wróciła do kuchni przy-siadła
nad paleniskiem płyty i zaczęła
rozpalać ogień na ranne śniadanie dla
męża Pies łapą otworzył drzwi wpusz-czając
strumień zimnego powietrza i za-pach
mokrej psiej skóry
— Poszed do budy! — krzyknęła na
niego i zatrzasnęła drzwi Pies który
słyszał ten okrzyk wiele razy w ciągu
doby wycofał się tyłem i poszedł nic
do budy a wzdłuż płotu obwąchiwać zna-ne
mu na pamięć zapachy
W wilgotno zastygłym powietrzu ko-min
ciągnął z trudem oglon rozpalał się
niechętnie Potem wstał Paweł Przeszedł
przez kuchnię bez słowa i wyszedł na
podwórko Pies musiał podbiec na jego
przywitanie bo usłyszała jak Paweł krzy-knął:
"Poszed do budy!" — Po chwili
powrócił ostukal buty z przyklejonego
śniegu o próg t — Po czemu płaciłaś mąkę ostatnio?
— spytał poprawiając rzemień na spod-niach
Spojrzała na niego z ukosa
— Ależ ty i chodzisz rozchesłtany
jak
— No już donrze dobrze — odparł
szorstko przechodząc do pokoju
— Osiemnaście rubli za pud! — za-wołała
za nim
Odpowiedział 'coś czego nic dosły-szała
Zarobki nie przekraczały przeciętnie
dwudziestu rubli dziennie bardzo rzadko
sięgając trzydziestu Ledwo wiązali ko-niec
z końcem
sprawiedliwości — ogłasza sędzia Ilorak
— w składzie: wotanci sędziowie Ząbek
i Kosiński przewodniczący sędzia Horak
rozpatrywać będzie sprawę Ireny Ocic-ski- cj
oskaiżoncj z paragrafu 47 o unie-możliwienie
wymiaru sprawiedliwości
— Bi oni? — rzuca po chwili pytanie!
— Adwokat Len wysoki sądzie z
urzędu — oświadcza obrońca
A ponieważ sędzia Horak należy per-sonalnie
do trzynastego wydziału karne
go z którego pochodzi również oskarżo-na
— należy zadać jeszcze jedno pyta-nie:
— Czy strony kwestionują kompeten
cję sądu?
— Ja nie — stwierdza prokurator
Kraczkiewicz
— Ja również nic — dod?'e skwapli
wie Len
— Wobec tego sąd przystępuje do
rozpatrywania sprawy — glos sędziego
Horaka jest nieco zmieniony — Oskarżo-na
Irena Ocieska
Oskarżona Irena Ocieska
Więc jednak doczekała się tego że
słyszy te słowa które przez tyle czasu
dzwoniły jej w uszach które tyle razy
słyszała wśród gorączkowych majaczeń
w szpitalu! Więc jednak!
W tym momencie rzuca okiem w
kierunku sali i — krew zwolna zbiega
jej do serca: w pierwszym rzędzie ławek
dla publiczności siedzi prokurator
Drew nowski
0 tik! Poznała go niewątpliwie choć
twarz ukrył w dłoniach aby jej nic wi-dzieć
i aby — ona go nie widziała
— To mi się od niego należy pogar-da
— myśli Irenka z bolesną niemal re-zygnacją
1 druga myśl która przynosi wielką
ulgę:
— Przecież to ja dla niego zrobiłam
że się przyznałam do winy Nie ze stra-chu
przed karą
— Czy osKarzona przyznaje się do
winy? — wdziera się w jej świadomość
głos sędziego Horaka
— Tak
Przez salę przebiega szmer Proku-rator
Kraczkiewicz patrzy na Irenkę nie-mal
z wdzięcznością Gdyby nie przyzna- ła się do winy — trzeba by przeprowa-dzić
całe postępowanie sądowe mimo
iż początkiem sprawy jest samooskar-żeni- e
— Co oskarżona ma na swoją obronę?
— pyta stereotypowo sędzia Horak
Popierajcie łych klórzy
ogiaszają się
w "Związkowcua'
J & Ji HARDWARE
Polski _ iklsd towarSw telainych
farbL naczyń kuchennych orar przy- borów wodociągowych I ogrzewania ' JtStefaniak właić7 r„
t74S' Queen St W EM £4863
1 Solidna obsługa1 —JNlskle ceny1
Bezpłatno porady w "sprawach kana-lizacji
i ogrzewania - S'
OKULIŚCI
Okulistka
Br BUKOWSKA BEJNAR OD
274 Roncesvalles Ave
(przy Gcoffrc))
Tel LE 2-54-
93
Godziny przjjcc: codziennie od 10
rano do 8 wierz w soboty: od 10 do 4 wlecz
92W
ADWOKACI i H0TAB!USZE
JAK L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Tel Biura: LE 5-121- 1 Jlicszki AT W465
1479 Queen SI W — Toronto
i s
GEORGE BEK BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1147 Dundas St W Toronto
Tel LE 4-84-
31 I LE 44432'
1 s
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
S HEIFETZ
NOTARIU5X
55 Welllnslon Si W Trto Ont
EM (4451 wieczorami WA 3-44- 95
1 8
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA BA LLB
POLSCY ADWOKACI
Wspólnicy firmy adwokackiej
Blaney Pasternak Łuck & Smeta
57 BLOOR ST W rógBay WA 4-97- 55 pizyjmują wieczorami za telefonicz-nym
porDnrmicnlun" "" ' 1 8
CM BIELSKI babcl„
ADWOKAT I NOTARIUSZ
rrzyjccle codziennie — Suito 404 Uoard ot Trade Bldg
U Adelalde St West
(przy Yongo St)
Toronto — EM 2-12-
51
Wieczorami za uprzednim
telefonicznym porozumieniem
MV
A
(
DO KTÓRE WAM
W
na
TELEFONUJCIE
HM [ H
IMI III IllPł
BÓLOWI W KRZYŻACH
można zapobiec
Ból w krzyżach często jest powo- dowany ospałą pracą nerrk Gdy
nerki przestają działać normalnie
nadmiar wjdalin pozo- staje v organizmie w la tale
mote przyjść ból w krzyżach uczu- cie zmęczenia oclęłatośc lub przer- wanie spoczjnku To jest pora aby zatjć pigułki Dodd'a Dodd's Kldne
Pllls) Pigułki te przywracają nor- malne funkcjonowanie nerek Wów-czas
poczujecie sic lepiej
clo lepiej spali pracowali
Zaopatrzcie sle w pigułki I)odd'a
(Dodd's Kldney Pllls) Juz teraz- -
DENTYŚCI
Dr Władysława
SADAUSKAS
93
LEKARZ DENTYSTA
dom od Roncc-syall- o Przyjmuje za uprzednim
porozumieniem
Telefon LE 1-4-
25C 129 Rd
6
Lir M LUCYK
DENTYSTA
2092 Dundas St W Toronto
Tel RO 9-4o-
82
3 w
Br S D
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG —
Speclallita Jamy uiłne
PlijsIcUns' Sc Surgcons' DulldJng
Kancelaria No 270
BL Bloor St W — Toronto
Telefon WA 2-00-
56
Dr E WACHNA
DENTYSTA
Godziny: 10— 12 i 2—6
306 Balhurst St
101
4-65-
15 2 W
Popiera clo łych którzy
slow "Związkowcu"
Jan Alexandrowicz- - — Notary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc w rodzinnych spadkowych i majątkowych w
Polsce — Kontrakty i inno dokumenty Imigracja lncome Tojl
Tłumaczenia
Toronfo Ont Ć18-- A Quoen SLWest Tel EM 8-54-
41
DOMINION TRAYEL OFFICE
55 Wellington West — Toronto — Tel EM 66451
S HEIFETZ NOTARY PUBLIC
Załatwiamy sprawnie I solidnie: Sprowadzanie krewnych z Polski
na stałe lub wizjtc — Wizy do Polski w 10 — Wyjazd do
USA na stale wizytę — Sprawy majątkowe w kraju akty
darowizny pełnomocnictwa małżeństwa zastępcę i 1 sprawy
przesyłkę pieniędzy i pacek do Polski 1 Ukrainy
Tłumaczenia notarialne wszelkich dokumentów
Bezpłatna informacja listownie osobiście i telefonicznie
POLSKI PROGRAM RADIOWY "SYRENIA"
Niedziela Staca Fala
9—10 CKTB 620
29 Humbercrest BWd RO 9-91-
75 (wlecz)
"Związkowiec" LE
iL& DUKE o
M&Bl łyżwy
— -- - "ii tfry---~"S'M&- rj
i
I
I W
657
i
1
—
—
Grenadier
i
t
sprawach
'
:
H
i od
I i
625
EM
Mamy wybór maszyn do prania telewizyjnych
i radiowych lodówek i sportowych przyrządów
i wygodne raty na spłaty
NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE
TYCH TAK SAM-KOWAŁ- Y
KRAJU RODZINNYM
-
inne okazje
W
kwasów
Wtedy
będzie
lepiej
(drugi
chorób
przez
1-24-
91
B9-- W
Nowo używane $150
wyże
QUEEN WEST
8-61-
38
duży
ceny
Cola Ginger Ale Orange Cream Soda
BEZPŁATNA DOSTAWA
bankiety
TORONTO
telefo-nicznym
BRIGEL
STOMATOLOG
oglaszaiq
Gwarantowana
njwjajuriMiiwCTaujiirłWiiMi
:w?xak_22J
aparatów
Przystępne
1-2-
151
w dnie powszednie
do godi 7 wiecz
Nie dostarczamy towaru do prywatnych domów
EM
dni
lub
rano
lub
ST
96W
łJ--W
I
- — i
' '
- -
!
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 30, 1959 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1959-12-30 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000370 |
Description
| Title | 000456b |
| OCR text | 'MR1041 [ Józef "Mackiewicz vi Droga Dótiika [l]1 Wszystkie pratcaautorskie zastrzeżone W kilka godzin później ostatni pijak wytoczył się z Knajpy Szlomy Kowarskie-go zwalił się do czekającego nań wozu a koń nią kiejowan3%_ ruszył utartym cziakiemido'domu:!Podóbnie jak milkną kawki na kopułach cerkiewnych stada wron w parkach miejskich jak zacichają kopyta konnicy która wróciła do koszar po ćwiczeniach a na szosę opada tylko po nich zwolna kurz i pustka — tak z cicha zapada w martwotę po dniu ryn-kowym małe" miasteczko w dalekim sen-nym kraju Pozostają nawisie chmury bezładne źdźbła słomy koński nawóz drgające na wietrze pierze po" sprzedanej kurze I tylko na niektórych drogach wybiegających na kształt palców u ręki i jakby uciętych zapadającym mrokiem jak cisza w ustach tak dzwonią w pustce druty na slupach telegraficznych XIII Śnieg padał i padał Od Tadeusza wciąż nie było wiadomości Paweł kupił sobie konia w mieście wozu odpowied-niego nie znalazł ale też nie byl mu na razie potrzebny Pożyczył od Mani sanie które stały bezużytecznie w szopie gdy mąż jej Jan wciąż jeszcze siedział w wię-zieniu za nielegalną sprzedaż świni Pracę znalazł w odległym o pięć ki-lometrów sowchozie przy zwózce drzewa z lasu do smolarni Pewnego ranka jechał aleją prowa-dzącą do byłego pałacu dawnego właści-ciela gdy spotkany człowiek prosił by go podwieźć Na skinienie głowy siadł tylem do wiatru i zapytał Pawła: — Do lasu? — Tak Wozić--osik- ę - — Dużo płacą? — Mało 10 rubli za metr — Na machorkę musić ledwo za-robisz? Chłop zdjął rękawicę przechylił się w dva-palc- e ująwszy nos zgrabnie się wysmarkał wytarł wierzchem dłoni i włożył rękawicę z powrotem — Zmienilim jednego pana na dru-giego — powiedział — A tamten był zły? — Kto jego wie jaki on tam byl w sobie Ja po jego pokojach nie chodził Pan siedział we dworze a a w chacie A teraz jak w kazarmach — Zeskoczył koło kuźni podziękował i poszedł drogą do smolarni Ranek był mroźny Na drzewach osia-dła szać Lasy byłego obszarnika rozrzu-ciły się po wzgórzach i jarach bardzo irfssSteJU2= sn— Wiiold Poprzęcki KOLII prawa autorskie H=3)==()=()==()=()==()C==()==C)==()==()=()==()==(C=()'C=( Za oknami słońce złoci ruiny ghctla obsypane śniegiem jakby sama natu-ra chciała zatrzeć ślady niemieckich zbrodni Pogoda jest prześliczna Tylko sanki wziaść wypuścić się gdzieś na przejażdżkę użyć trochę ruchu Ale piokufator Drewnottsk jest po-nury jak noc Sprawa Irenki wygląda bowiem przy-najmniej w jego oczach fatalnie Go-rzej być nie mogło! Poco ona się przyznała? za-stanawia się prokurator Co się miało stać złego to tak się stało mogłoby się jeszcze wszystko "rozejść po koś-ciach" skoro ona się przyznała to od-powiedzialność ponieść musi XV "Oskarżona Irena Ocieska!" Nadszedł wreszcie dzicn(ważny do-niosły w skutkach dzień który od dłuż-nego czasu sen oczu Irenki termin jej rozprawy w sądzie dyscy-plinarnym Już piątej rano budzi się czuje że nie będzie mogła usnąć Trzeba wsta-wać To nietylko trzynasty wydział sądu okręgowego nietylko wszyscy koledzy koleżanki z innyeh wydziałów bo sa-ma Irenka jest przekonana że jak dwa razy równa się cztery tak w sądzie dy-scyplinarnym w którym przewodniczy sędzia Horak oskarża Kraczkiewicz a broni Len musi zapaść wyrok skazu-jący Można się tylko zastanowić nad tym do jakiego stopnia wyrok będzie nirowy: czy Irena Ocieska skazana będzie tylko na wydalenie z pracy czy też do-łożą jej do tego skierowanie sprawy do Hdu okręgowego Sprawa ma swój para-ira- f który brzmi: "Za uniemożliwienie Wymiaru sprawiedliwości" a w pew-fiyc- h wypadkach paragraf ten przewidu-je rawet karę śmierci Wszyscy przecież wiedzą wszyscy są śłeboko przekonani że dzięki ukryciu Ektów Wiktor Ociepko zbieal wię-żenia wszyscy wiedzą że był to ban-dyta jeśli się tak można wyrazić "wyso-ts- j klasy" jden z tych co przechodzą £o dziejów kryminalistyki jak Mucha Psnicz czyJZieliński I takiernu właśnie bandycie prawdo ?5 i O i8& ![]i niedogodnych do wywózki drzewa Pa-weł wybrał sag stojący pośrodku polany i zabrał 'się do ładowania ale robota nie szła mu tego dnia Na spodzie leżały ogromne szczapy i nierozłupane komie Trzeba było odrywać je od zmarzłej zie-mi dźwigać i wrzucać do sań Podrąby-wa- ł lód siekierą podważał żerdzią do-ciągał porzucał na chwilę by złapać tro-chę oddechu po chwili zbierał siły i ujmował na nowo Ręka zaczęła mu krwawić od zadraśnięcia nie czul bólu skupiwszy całą uwagę na zawiłej kombi-nacji podciągnięcia kłody i oparcia jej brzegu o podłogę sań Nagle koń zrobił krok naprzód by zerwać pęd młodej sośniny spod śniegu odciągnął sanki o kilka centymetrów Kłoda ześlizgnęła się i padła w zagłębienie Paweł skoczył wściekły porwał konia za uzdę targał nim klął brzydko po chamsku w unie-siony do góry łeb koński z wystraszony-mi oczyma patrzył prawie z nienawiścią: "Nazaaad!!" krzyczał pchając wstecz Robotę musiał zaczynać od nowa Tak szła szczapa po szczapie ale największych nie miał siły unieść Od-wrócił się mimowoli do towarzyszy któ-rzy opodal ładowali swoje sanie Jeden stał już gotów na drodze i skręcał ''cy-garetkę" W pobliskim zagajniku chło-pak z sąsiedniej wsi przeklinał straszli-wymi słowami swoją klacz Prawie nad jego głową dzięcioł wykuwał sosnowe szyszki: obrabiał je dziobem wyjadał na-sienie następnie silniejszym uderzeniem wytrącał je ze szczeliny i leciał po no-wą Wracał szorstko prując powietrze skrzydłami i migocąc w słońcu pstroka-cizn- ą Wsadzał nową szyszkę do szczeli-ny i zabierał się do pracy Wykończył znów wytrącił znów leciał po(następną W ten sposób płynęły godziny Na śnie-gu pod sosną gromadził się stos obrobio-nych szyszek 'Paweł załadował wreszcie sanie spiął łańcuchem podniósł lejce i wziął do rę-ki bat "Ale czy wyjadę z tego śniegu?" myślał z niepokojem "Ach Boże że-by tylko koń wyciągnął Koniowi dopo-móż nie mnie!" — Wielki kary grzbiet wypiął się w łuk uda zadrgały w stra-sznym naprężeniu podpinka na podsic-dziołk- u skrzypnęła złowrogo Paweł z boku wpił swoje ramię w kłonicę sań nogi wparł w śnieg: "No no nooo! Ka-ry!" — Sanki drgnęły już już prawie I raptownie lewa użwa zbyt przepojona tłuszczem ześliznęła się z holobli duha rfi jMJfcMhpjfcfctWfcitfc! tktaififAAMAH '— "— w " " " n fi o— ( Wszelkie zastrzeżone i — — — — i a i spędzał z — o i — i i — — z i i — % — — " 28 podobnie ułatwiono ucieczkę z więzienia! Tc myśli towarzyszą bez przerwy Iren-c- e gdy udaje się do sądu okręgowego Ileż to razy już odbywała tę drogę pełna zadowolenia że pracuje na siebie że od śmierci matki nie "utonęła" w szarym tłumie wykolejeńców że nic stanęła z koszyczkiem pieczywa na rogu ulicy ani nic rozchorowała się z głodu Dzicn za dniem coraz szybciej zapo-znawała się z biegiem spraw sądowych nabierała coraz lepszej znajomości przed-miotu a gdyby w sądzie przebyła tyle lat co Malicka — miałaby napewno więk-szy zasób wiadomości niż Stanisławski Przecież prokuraior Ba! Prokurator Temu człowiekowi Irenka zrobiła naj-większa krzywdę której niczym wytłu maczyć nic potrafi sni jemu ani sobie Prawda to że ani razu jeszcze nie za- - uaia sooie pyiania aisczego wiasuwie usunęła akta Ociepki Nie zmieniłoby to jednak w niczym tego co się stało ani jej dzisiejszych myśli bo nie umiałaby na to pytanie odpowiedzieć Tym ciężej jest dziś pomyśleć o pro-kuratorze Taki dobry człowiek i tyle musiał przez nią wycierpieć Serce bije jej coraz szybciej aż na-gle rodzi się w niej decyzja: trzeba go przeprosić Nie wiele to wprawdzie bę-dzie znaczyć ale — może on jeszcze ma do niej choć trochę tej dawnej sympatii? Może mu lo przeproszenie będzie jakąś minimalną satysfakcją? Z tą myślą wchodzi do gmachu są-dów sprawdza swój zegarek — z zegar-kiem stojącym na ladzie woźnego — i — Co to? Spóźniła się prawie dziesięć minut na własną sprawę! Niemożliwe! To ten złośliwy martwy przedmiot spóźniający się zegarek może być spraw-cą tego że zostanie aresztowana za ukry-wanie się przed sądem dy2cyptev£xnym! A właśnie tuż za nią wchodzi do gma-chu sądów Goworek z dwoma policjan-tami — No tak! To jasne! — myśli Iren ka z przerażeniem — Sąd dyscyplinarny' może mnie wydać sądowi okręgowemu] a wtedy muszę zostać aresztowana! Niemal biegiem wydostaje się na trze-- ' --lUTWIĄZKÓwTECeRUDZIEW (DtitmlSr) i iffialSÓl—imiIZJi H -- STiiri poleciała precz Koniec --Trzeba konia na nowo zaprzęgać Zacisnąłizęby Aczas leci Leci dzię cioł po nową"szyszkę~ Suni" obłoki nad drzewami Sunie słońce na niebie nie ubłagane Chłopak z zagajnika' zdążył juz wyjechać na drogę — Co tam jest z tobą? — krzyknął do Pawła — Użwa psia ją mać mać mać! Nie trzyma! — Wsadź pod spód rękawicę albo jedliny kawałek! — odkrzyknął i ruszył Paweł wyjechał z polany ze sznacz-ny- m opóźnieniem Droga do smolarni miejscami była zawiana miejscami zwia-na aż do piasku Nie można było ani na chwilę spuszczać z niej wzroku Bo droga dla woźnicy jest istotą pełną wyra zu a zmienna jak samo życie Ma swoje humory i swój charakter Prowadzi w dół na łeb to znów pod bardzo ciężką górę Czai się na swej prostej niespodziewanym korzeniem spod śniegu kamieniem Droga może być też wprawdzie przyjacielem ale bywają dni w których staje się wrogiem najgorszym z którym się walczy w pojedynkę Mróz si? wzmagał Wszystko wokoło zaczyna-ło skrzypieć Paweł tego dnia ledwo zdą-żył obrócić z lasu do smolarni dwa razy W drodze powrotnej do domu było już ciemno Na zachodzie pozostało po zorzy wieczornej jedynie wąskie zsiniałe pasmo jaśniejszego nieba Paweł pod ciągnął wyżej podpinkę na podsiedziolku ukląkł na przodzae san i ujął lejce — Uważajcie chłopcy nocą — ode-zwał się jeden z woźniców na tylnich sa-niach — a lo mówią że wilki jakoby po-jawiły się Paweł spojrzał pytająco na gajowego który stał przy drodze i patrzył na od-jeżdżających ' — Ech tam mówią — mruknął ga-jowy — Jedne owieczkę w zaścianku zjedli Jeszcze nie wiadomo czy sam go-spodarz na mięso jej nie"chciał przedać żeby nie było na świecie gorszych stra-chów jak wilki! — Odwrócił się ociężale 1 spojizał ku zachodowi Gnali szybko Mróz zapierał dech Pa-weł zwrócony do konia miał tuż przed so-bą kłąb jego zadu który niestrudzenie ko łysal się się i miesił tylnymi nogami dro-gę Od blasku gwiazd błyszczała ona wy-ślizganym mrozem Jechali lasem jak między ścianami czarnego korytarza Po upływie godziny zamigotało wreszcie światełko na przejeździe kolejowym Mi-nąwszy go skręcił między domy osiedla Boleśnie prawie placząc-zawodzą- c skrzy-piał żuraw w obejściu Rojkiewiczów O tej samej porze Marta przesłania-jąc z boku dwoma rękami oczy zbliżyła je do szyby by odczytać termometr za oknem Wskazywał 29 stopni poniżej ze-ra W lesie pękały z mrozu drzewa Paweł zjeżyl się pod kożuchem i' po-myślał: "A jak inni w ten sposób cale życie z domu do lasu z lasu do domu" -- 1 £j£jit' " "fyfgł-jgaAawrttfi-g cie piętro gdzie w jednej z-mniejsz-ych sal jedenastego czy też ósmego wydziału ma się odbyć jej rozprawa Zadyszana staje przed drzwiami i do piero odgłosy gwarów dochodzące z we-wnątrz uspokajają ją: rozprawa się jesz-cze nie zaczęła bo gdyby się zaczęła byłoby cicho Byłoby słychać conajwy-żc- j jeden głos — glos prokuratora re-ferującego sprawę Jednakże z chwilą gdy się zjawia we drzwiach wszystkie rozmowy cichną' jak nożem uciął Oczy niemal wszystkich o- - bccnjch przeprowadzają "oskarżoną" aż do jej właściwego miejsca z prawej stro-ny prezydium a każdy jej krok znaczony jest szeptem podawanym z ust do ust: — Ocieska Ocieska Ocieska To ta To właśnie ona Przy stole sędziowskim nic ma jesz-cze nikogo Przed chwilą chyba zjawił się woźny który sprząta jakieś świstki papieru ustawia kałamarze z odgrzanym zapewne atramentem sprawdza pióra i ręką strzepuje jakieś ledwo widzialne pyłki ze stołu sędziowskiego Ale kto jest na sali? Panna Irenka nie jest w stanic na razić podnieść oczu ieby spojrzeć na salę Na myśl o tym że na sali może być prokuraior Drewnowski pani Ma-licka na myśl o tym że oczy wszystkich obecnych patrzą na nią z oburzeniem z wyrzutem w najlepszym razie z polito-waniem — mrówki wędrują jej po ple-cach Nagle za podium sędziowskim sły-chać skrzypnięcie drzwi — zjawia się Horak Ząbek 7 Kosiński Oczy tego ostatniego patrzą w Irenkę z takim wy- rzutem jakby chciały mówić: — Do czego doprowadziłaś dziewczy-no? Ja cię tułaj protegowałem ja za ciebie ręczyłem a dziś muszę oczami świecić przed ludźmi? Ale sędzia Horak który ma dziś bar-dzo pogodną minę — odwraca siędo idą-cego za nim sędziego Ząbka i mówi jak-by kończył jakąś rozmowę która się między nimi odbywała w gabinecie sę-dziowskim: — Ja jednak panie kolego jestem innego zdania — No tak — myśli Irenka — Sę-dzia Ząbek bronił mnie a sędzia Ho-rak jest innego zdania On nawet nie ma prawa dobrze o mnie myśleć: skoro zna stosunki panujące w naszym wydzia le to doskonale wie ze ia nie miałam powodów do jakiegoś sabotażu Szurganie noS2mi na S3łi oznacza ze sąd juz usiadł i właśnie siadają wi-dzowie Chwila ciszy — Saó dyscyplinarny ministerstwa Ii gdy chwilę potemi --wchodził1 do sieni otrzepując ze szronu futrzany kołnierz postanowił nieoczekiwanie: "Można być jednak szczęśliwym!'" Od tego postanowienia minęło dzie- - sięc dni Pogoda uległa gwałtownej zmia-nie Marta wstała o "piątej rano wprost na koszulę narzuciławielki kożuch wcią-gnęła na bose nogi walonki i zapaliła świeczkę w ręcznej latarni Odsypawszy poranną miarę owsa poszła przez pod-wórze do' stajniJPies pobiegł z tyłu Sko-bel usuwał się z trudem Marta musiała ha śniegu postawić miarę owsa i latarnię a później dwoma rękami otwierać drzwi Pies obwąchał owies i ziewnął tak sze-roko rozdziawiając mordę że w blasku latarni widać było czarne jego podnie-bienie następnie zębami począł iskać pchły w kudłach kolo ogona Koń stulił uszy i sapał ciężko w żłób O piątej rano czasu moskiewskiego panowała głęboka noc Paweł spał jeszcze Ale koń musiał być nakarmiony co najmniej na godzinę przed wyjazdem Do pracy wyjeżdżał 'Pa-weł zazwyczaj o szóstej Dlatego Marta wstawała wcześniej by mu oszczędzić go-dzinę snu sama zaś mogła później jesz-cze wrócić do łóżka i odespać trochę Na dworze stała wilgotna mgła Śnieg był miękki drzewa czarne i mokre Od kilku dni panowała odwilż Gdzieś w są-siedztwie zapiał kogut Jednocześnie pra-wie daleki jak echo dal się słyszeć gwiz-dek pierwszego pociągu z miasta Pod kożuch i koszulę wdzierał się przejmują-cy chłód Marta wróciła do kuchni przy-siadła nad paleniskiem płyty i zaczęła rozpalać ogień na ranne śniadanie dla męża Pies łapą otworzył drzwi wpusz-czając strumień zimnego powietrza i za-pach mokrej psiej skóry — Poszed do budy! — krzyknęła na niego i zatrzasnęła drzwi Pies który słyszał ten okrzyk wiele razy w ciągu doby wycofał się tyłem i poszedł nic do budy a wzdłuż płotu obwąchiwać zna-ne mu na pamięć zapachy W wilgotno zastygłym powietrzu ko-min ciągnął z trudem oglon rozpalał się niechętnie Potem wstał Paweł Przeszedł przez kuchnię bez słowa i wyszedł na podwórko Pies musiał podbiec na jego przywitanie bo usłyszała jak Paweł krzy-knął: "Poszed do budy!" — Po chwili powrócił ostukal buty z przyklejonego śniegu o próg t — Po czemu płaciłaś mąkę ostatnio? — spytał poprawiając rzemień na spod-niach Spojrzała na niego z ukosa — Ależ ty i chodzisz rozchesłtany jak — No już donrze dobrze — odparł szorstko przechodząc do pokoju — Osiemnaście rubli za pud! — za-wołała za nim Odpowiedział 'coś czego nic dosły-szała Zarobki nie przekraczały przeciętnie dwudziestu rubli dziennie bardzo rzadko sięgając trzydziestu Ledwo wiązali ko-niec z końcem sprawiedliwości — ogłasza sędzia Ilorak — w składzie: wotanci sędziowie Ząbek i Kosiński przewodniczący sędzia Horak rozpatrywać będzie sprawę Ireny Ocic-ski- cj oskaiżoncj z paragrafu 47 o unie-możliwienie wymiaru sprawiedliwości — Bi oni? — rzuca po chwili pytanie! — Adwokat Len wysoki sądzie z urzędu — oświadcza obrońca A ponieważ sędzia Horak należy per-sonalnie do trzynastego wydziału karne go z którego pochodzi również oskarżo-na — należy zadać jeszcze jedno pyta-nie: — Czy strony kwestionują kompeten cję sądu? — Ja nie — stwierdza prokurator Kraczkiewicz — Ja również nic — dod?'e skwapli wie Len — Wobec tego sąd przystępuje do rozpatrywania sprawy — glos sędziego Horaka jest nieco zmieniony — Oskarżo-na Irena Ocieska Oskarżona Irena Ocieska Więc jednak doczekała się tego że słyszy te słowa które przez tyle czasu dzwoniły jej w uszach które tyle razy słyszała wśród gorączkowych majaczeń w szpitalu! Więc jednak! W tym momencie rzuca okiem w kierunku sali i — krew zwolna zbiega jej do serca: w pierwszym rzędzie ławek dla publiczności siedzi prokurator Drew nowski 0 tik! Poznała go niewątpliwie choć twarz ukrył w dłoniach aby jej nic wi-dzieć i aby — ona go nie widziała — To mi się od niego należy pogar-da — myśli Irenka z bolesną niemal re-zygnacją 1 druga myśl która przynosi wielką ulgę: — Przecież to ja dla niego zrobiłam że się przyznałam do winy Nie ze stra-chu przed karą — Czy osKarzona przyznaje się do winy? — wdziera się w jej świadomość głos sędziego Horaka — Tak Przez salę przebiega szmer Proku-rator Kraczkiewicz patrzy na Irenkę nie-mal z wdzięcznością Gdyby nie przyzna- ła się do winy — trzeba by przeprowa-dzić całe postępowanie sądowe mimo iż początkiem sprawy jest samooskar-żeni- e — Co oskarżona ma na swoją obronę? — pyta stereotypowo sędzia Horak Popierajcie łych klórzy ogiaszają się w "Związkowcua' J & Ji HARDWARE Polski _ iklsd towarSw telainych farbL naczyń kuchennych orar przy- borów wodociągowych I ogrzewania ' JtStefaniak właić7 r„ t74S' Queen St W EM £4863 1 Solidna obsługa1 —JNlskle ceny1 Bezpłatno porady w "sprawach kana-lizacji i ogrzewania - S' OKULIŚCI Okulistka Br BUKOWSKA BEJNAR OD 274 Roncesvalles Ave (przy Gcoffrc)) Tel LE 2-54- 93 Godziny przjjcc: codziennie od 10 rano do 8 wierz w soboty: od 10 do 4 wlecz 92W ADWOKACI i H0TAB!USZE JAK L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Tel Biura: LE 5-121- 1 Jlicszki AT W465 1479 Queen SI W — Toronto i s GEORGE BEK BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1147 Dundas St W Toronto Tel LE 4-84- 31 I LE 44432' 1 s G HEIFETZ BA ADWOKAT S HEIFETZ NOTARIU5X 55 Welllnslon Si W Trto Ont EM (4451 wieczorami WA 3-44- 95 1 8 E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) I R H SMELA BA LLB POLSCY ADWOKACI Wspólnicy firmy adwokackiej Blaney Pasternak Łuck & Smeta 57 BLOOR ST W rógBay WA 4-97- 55 pizyjmują wieczorami za telefonicz-nym porDnrmicnlun" "" ' 1 8 CM BIELSKI babcl„ ADWOKAT I NOTARIUSZ rrzyjccle codziennie — Suito 404 Uoard ot Trade Bldg U Adelalde St West (przy Yongo St) Toronto — EM 2-12- 51 Wieczorami za uprzednim telefonicznym porozumieniem MV A ( DO KTÓRE WAM W na TELEFONUJCIE HM [ H IMI III IllPł BÓLOWI W KRZYŻACH można zapobiec Ból w krzyżach często jest powo- dowany ospałą pracą nerrk Gdy nerki przestają działać normalnie nadmiar wjdalin pozo- staje v organizmie w la tale mote przyjść ból w krzyżach uczu- cie zmęczenia oclęłatośc lub przer- wanie spoczjnku To jest pora aby zatjć pigułki Dodd'a Dodd's Kldne Pllls) Pigułki te przywracają nor- malne funkcjonowanie nerek Wów-czas poczujecie sic lepiej clo lepiej spali pracowali Zaopatrzcie sle w pigułki I)odd'a (Dodd's Kldney Pllls) Juz teraz- - DENTYŚCI Dr Władysława SADAUSKAS 93 LEKARZ DENTYSTA dom od Roncc-syall- o Przyjmuje za uprzednim porozumieniem Telefon LE 1-4- 25C 129 Rd 6 Lir M LUCYK DENTYSTA 2092 Dundas St W Toronto Tel RO 9-4o- 82 3 w Br S D LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — Speclallita Jamy uiłne PlijsIcUns' Sc Surgcons' DulldJng Kancelaria No 270 BL Bloor St W — Toronto Telefon WA 2-00- 56 Dr E WACHNA DENTYSTA Godziny: 10— 12 i 2—6 306 Balhurst St 101 4-65- 15 2 W Popiera clo łych którzy slow "Związkowcu" Jan Alexandrowicz- - — Notary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc w rodzinnych spadkowych i majątkowych w Polsce — Kontrakty i inno dokumenty Imigracja lncome Tojl Tłumaczenia Toronfo Ont Ć18-- A Quoen SLWest Tel EM 8-54- 41 DOMINION TRAYEL OFFICE 55 Wellington West — Toronto — Tel EM 66451 S HEIFETZ NOTARY PUBLIC Załatwiamy sprawnie I solidnie: Sprowadzanie krewnych z Polski na stałe lub wizjtc — Wizy do Polski w 10 — Wyjazd do USA na stale wizytę — Sprawy majątkowe w kraju akty darowizny pełnomocnictwa małżeństwa zastępcę i 1 sprawy przesyłkę pieniędzy i pacek do Polski 1 Ukrainy Tłumaczenia notarialne wszelkich dokumentów Bezpłatna informacja listownie osobiście i telefonicznie POLSKI PROGRAM RADIOWY "SYRENIA" Niedziela Staca Fala 9—10 CKTB 620 29 Humbercrest BWd RO 9-91- 75 (wlecz) "Związkowiec" LE iL& DUKE o M&Bl łyżwy — -- - "ii tfry---~"S'M&- rj i I I W 657 i 1 — — Grenadier i t sprawach ' : H i od I i 625 EM Mamy wybór maszyn do prania telewizyjnych i radiowych lodówek i sportowych przyrządów i wygodne raty na spłaty NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE TYCH TAK SAM-KOWAŁ- Y KRAJU RODZINNYM - inne okazje W kwasów Wtedy będzie lepiej (drugi chorób przez 1-24- 91 B9-- W Nowo używane $150 wyże QUEEN WEST 8-61- 38 duży ceny Cola Ginger Ale Orange Cream Soda BEZPŁATNA DOSTAWA bankiety TORONTO telefo-nicznym BRIGEL STOMATOLOG oglaszaiq Gwarantowana njwjajuriMiiwCTaujiirłWiiMi :w?xak_22J aparatów Przystępne 1-2- 151 w dnie powszednie do godi 7 wiecz Nie dostarczamy towaru do prywatnych domów EM dni lub rano lub ST 96W łJ--W I - — i ' ' - - ! |
Tags
Comments
Post a Comment for 000456b
