000424a |
Previous | 4 of 50 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
!©r?S?S!SI?Sl rrSS3!??8Hl?8£ STR 4 "ZWIĄZKOWIEC ROŹC NAPCBZRNIR (X m0 195? r IW II Życzenia Toronto i n!'t'xir'c!rc!?!C'e'-c'ecr-z SZCZĘŚCIA I- - RADOŚCI Z OKAZJI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I NOWEGO ROKU ' ŻYCZY WSZYSTKIM HON JOHN YAREMKO MPP POSEŁ PARLAMENTU ONTARIO BELLWOODS I MINISTER DRÓG PROWINCJI ONTARIO p Jmym mśm WESOŁYCH ŚWIAT I POMYŚLNEGO NOWEGO ROKU CAŁEJ POLONII SKŁADA MORTON OCMP do Parlamentu w Ottawie MORTON A MAŁO Barristers Solicitors Sł W DUŻO SZCZĘŚCIA I RADOŚCI Z OKAZJI ŚWIĄT B02EGO NARODZENIA l' NOWEGO ROKU składa JAŃ' ALEKSANDROWICZ ADYISER POLISII & INTERNATIONAL Ouccn St W WIĄZANKĘ NAJLEPSZYCH W RADOSNYM NARODZENIA NOWEGO KLIENTELI CAŁEJ POLONII SERDECZNE ŻYCZENIA $ Bolesław IB j§ Staniszewski BA K Adwokat — Notariusz M Obrońca ftj? BAGWELL ? STANISZEWSKI & Street cokói 9 ¥¥¥¥ I? 9 ¥ ¥ z DO D Poseł and Bloor LAW 618A w dzielnicy Pnrkdale-Sunnysid- c Roncetvalles LE Toronto' G- - Toronto B-54- 41 - fc ł fi'CZ77Ń DNIU BOAEGO I ROKU SLE SWEJ I i 372 Bav 506 Tel EM 30427 Biuro 220 Ave Tel 2-08- 46 Ont WlilA? WESOŁYCH ŚWIĄT 1 POMYŚLNEGO NOWEGO ROKU CALU POLONU SKŁADA ANDREW McKAGUE ADWCKAT-OBRONC- A Room Northern Ontario Buildin ££_ Tel EM 4-13- 94 vy _— s? ¥ a? ¥ OKR M 1067 NAPRAWDC NAJLEPSZE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE i NOWOROCZNE w Ward 5 całej Polonii składa Alderman Ward 5 GIYENS 229 YONGE STREET EM 6-5-8S9 Tel 47543 — Tol EM __„ LILł-SL'łfft?tS'la7S'lT7r!Js'r'- j3'l =i TCi T Ą Ą LE IN Toronto Ontario B!FKAnltSl"i£K&ttfEJJ%iSSfK7riRałifPMG i? WW ¥¥¥ ¥$w W a¥ i¥8 ¥¥ 9¥ ¥ ¥¥¥¥ $w¥ m w s? E J01 ¥ & Si? I Si? a? I? er 1 &¥ % SI —f— ♦ II— ♦ 1 + # „ fc-- J ' 2 rt l rt N t-- i ? SB laMsf:IneSss£!: 5-3Jy- y? ADAM TOMASZEWSKI Świąteczny zajazd (Z Kroniki Ziemi Sanockiej w XVII wieku) Dreszcz przeizc-d- l ziemię Mroź-ny uiatr ściął grudy poiozpinał nad kałużami sz bki szkliwa Po-ty- m pnszła od Karpat wieją Du-ncł- a kurniawą zaspała docna pa-góry puszcze wąwozy nawaliło zasp na drogę przetartą tylko ma-ło — wiele przez płozy i kopta końskie Dobrze bło już pod południe gdy gromadka konnych dotarła do lasu Szlachcic z Niewistki w sa-nockiej ziemi pan Jacek Dydj li-ski jadący na czele orszaku ro-zejrzał się bacznie po czubach di7ew przyjrzał się głębiom leś-nym czyli gdzie zasieku nie widać poczym cugle ściągnął i zwrócił się do towarzyszy: — Czuj-duc- h teraz waćpanowie czuj duch — Snadnie tu natknąć się mo-że- m na grasantów Hultajstwo teraz głowy coraz śmielej unosi bezkarności pewne napadami na kupców rozzuchwalone Uskoczyło tu w góry łatwo — prawda jest Podsypać tedy prochu pod panew-ki krucice dobrze osłonić Kupa nas nam zastąpi — nic to prze-rąbic- m się szablami Województwo Ruskie zawsze by-wało widownią mordów i rozbo-jów aleć przecie w latach trzy-dziestych siedemnastego wieku — kiedy to rozpoczyna się naze o-powiad- anie — nasilenie napadów zbójeckich doszło chyba do zeni-tu Nie pomagały surowe dekrety kiólewskie i hetmańskie uniwer-sały nawołujące do bezlitosnego tępienia zbójców Wojny tureckie moskiewskie szwedzkie prywatne wyprawy magnackie na Moskwę i Wołoszę zamieszki domowe tfwał-t- y i bezprawia szlachty specyficz-na aura bozkarności dozwalająca wszelkim oczajduszom haniebnych zajazdów bijatyk dochodzenia swych pretensji więcej "lewem" ' niż prawem długie lata trwóg ta-tarskich — wszystko to zmieniło zwłaszcza ziemię halicką i sanoc-ką w Mne dzikie pola gdzie moc-niejszy szablą l pięścią ustanawiał swój własny porządek własną ra-'ej- ę własne prawa Jeśli dodamy do tego opryszków rzezimieszków zbiegów spod ckonomskich batów karpackich górali dzikich jeszcze najzupełniej "beskidników" i "sa-batów" Wołochów Tatarów Ko-zaków pocztowych a nawet towa-rzyszy zbiegłych spod chorągwi tozMiiakowanych w rozboju szara-ków szlacheckich śmiesznie okre-ślanych w aktach grodzkich jako "odardi et golotac" — uznać mu simy ze żaden podróżny zapusz-czający się w dzikie górskie drogi nie mógł pozwolić sobie na lekce-ważenie niebezpieczeństw' jakie zagrażać mogły jego mieniu i ży-ciu dosłownie na każdym zakrę-cie drogi Nic lekceważył ich so-bie tedy i pan Jacek chociaż i zbytnio nie brał ich do serca Wielu on niebezpieczeństw w swym czterdziestoletnim życiu do-świadczył z wielu najostatecznicj-szyc- h tciminów się salwował By-wały i rozgromy tak straszne ze już tylko żelazna wytrzymałość po-dolskiego bieguna i cięcia wiernej szabli ratowały go z objęć śmier-ci-kojtuch- y żołnierskiej towarzy-szki i drużki Pacholęciem jeszcze zaciąunął się pod znak pułkowni-ka Lisowskiego Przeszedł kampa-nię moskiewską kiedy to w parę set lisowskiej jazdy poszli ścina-jąc i paląc aż na krańce "orbis terrarura" w podbiegunowe kraje lodów mrozów Polarnej Zorzy Widział waleczność bez granic i polskie szaleństwo bez gianic i si-wą hetmana głowę pod kopytami Nojajcow na cccorskich polach Potym już pod rotmistrzem Ro-gawski- m Walentym wyniosło go przez Śląsk Węgry całe Niemcy ścierane przez dwie ściany ognia — w amo jądro rzezi gwałtów w morze najstraszniejszej bo religij-nej nienawiści Nieprędko powró-cił do ojczyzny i ojcowizny Porą-banego strasmie wierny pachohk uniósł z pobojowiska a potym z ropiejącymi ranami wiózł ukrad-kiem przez całe Niemcy Aż dziw że nie zarąbali go po drodze stra-sznie zawzięci na 'lisów czy ków" herety cy Substancję rodzinną zastał w ruinie Rodziciele obumarli kiedy wędrował światami chciwa służba rozkradła statki — cienko zrazu prządł pan Jacek w swojej Niewi-stc- e A!e też i Dydyńscy nie taka to była szlachta W bitwie wy-borni w zwadzie gwałtowni w mi-ło- ci gorączki w radzie roztropni w polu robotni — mawiano o tyra rodzie Poradził sobie tedy i były lisów czy k Na jednej wiosce sam gospodarować zaczął drugą koło Leska wypuścił tenutą ł panu Tcnuta dzierżawa Rudawskiemu szlachcicowi dobre-mu jak zapewniali znajomki a są-siedzi Minęło lat kilsa Zagoiły się rany Wróciła dawna pana Jac-kow- a ochota dawny wigor i chęć 1 Ar 4t n?a I iinr nnpł Hłtiiin lata J Łp kU IJUjJ' fŁM-- Ł Uwq MW wojaczki zdobył wcale grzeczne dobyte teraz z ukrycia posłużyły do odrestaurowania dawnej świet-ności Przystało doń trochę daw-nych komilitonów trochę krew-niaków i powinowatych zawadia-kó-w a rembajłów przednich Uro-sło znaczenie dawnego żołnierza w całej sanockiej ziemi Włości jego strzegła sława wojenna kilkanaście wiernych szabel dwa falkonety) wpuszczone w palisady Wiedzia-ło hultajstwo kto zacz tu żywię i wolało gdzieindziej szukać łatwiej-szego łupu Pan Jacek polował zabawiał się szklanicą w wesołej kompanii rej wodził po sejmikach godził powa-śnion- e strony rotmistrzował sa-nockiej szlachcie w czasie dorocz-nych wojewódzkich "lustracji" Wszelako ostatniemi czasy nie-spokojna — jako się rzekło — krew pana jackowa zaczęła się bu-rzyć Powodem był dzierżawca z pod Leska Dwie wiosny minęły j bez wieści Dwie wiosny ani jed-nego tynfa nie przysłał pan Ru-dawski A przecie wioska była nie-- ' ostatnia Dochody z bydła i owiec1 wełny smoły potaszów pięknych bieszczadzkich lasów — niewątpli-- i jwie bogaciły szkatułę niesumien-- ' npfn S7larhr!'sa Krpuki nan Ta I I cek nie zwykł gruszek zasypiać w i popiele Skrzyknął przyjaciół w [ to im tylko graj Popili gęsto przed drogą kurzyło się mocno z podgolonych łbów kiedy pachoł-ki oprowadzały po majdanie ko-nie gotowe już do drogi Ruszyli w dńesiąlkę) kofmunikiem ot i trzeci już dzień telepią się po wer-tepach przebijają przez zaspy kluczą po wądołach "Wyprawimy panu bratu Gody — myśli trochę dziko pan Jacek Nic spodziewają się tam nas na same święta Staniem zajazdem żołnierską lnbcrną po wolunlar-sk- u a stawi szlachcic opór tedy górze polecą łby" Mściwe myśli nic przeszkadzają jednak wytrawnemu żołnierzowi obserwować bacznie trakt Droga jest tu równiejsza śniegu znacz-nie mniej Konic buchając kłęba-mi pary parskają raźnie Cisza Czasem wiatr zbudzi się górą i strąci okiśe śniegu czasem zakwi-li kania Bystre żołnierskie oczy wypatrzyły na drodze liche sanie wyładowane suszem Woźnica na widok zbrojnych próbował sko czyć w las Mc zdążył Morys z jeźdźców złapał zbiega za kołnierz i cisnął w śnieg u kopyt pana Jac-ków ego konia Przerażony chłop pada na kolana: "Pomiłujte jasne wielmożne pane" Osadził się moc-niej w siodle pan Dydyński posta-wił na czole marsa: "Ty czyj"? Za-stracha- nc oczy ledwie widoczne w masie rudego aarostu biegają po twarzach ściągnięta przeraże-niem grdyka przełyka z wysił-kiem: "Pana Rudawskoho" "Z Horodcnki" — Wieś daleko? — Oj nc dalekoż pane — Budo mile ze łry— Poszli odrazu z kopyta aż syp-nęło śniegowym pyłem Chłop pa-trzył za nimi długo Splunął po-groził pięścią: "Idy k' czortom" "preklinaju" Powlókł się ku sa niom Zgarbiony jak i jego szkapa obojętnie czekająca swej nieweso-- j łej doli Zaczął się wczesny zimowy zmierzch Kiedy droga wyniosła ich między młodniaki zwiastują-ce niedaleki kraj puszczy zaczął prózyć miałki śnieg który wnet przeszedł w zadymkę Sięgnął któ-ryś do terlicy i dobył bukłak wi-na Krążył chwilę od siodła do siodła zaraz przybyło animuszu i fantazji Wypłoszone gwarem po-szyciem lasu śmignęły dwa szare cienie Zastrzygły uszami niespo-kojnie konie wnet się uspokoiły pod szorstką pieszczota dłoni — Nie wierzgaj sura wilk żoł-nierzowi nie straszny — Patrzcie wilcy ku sadybom ciągną — Nie dziwota i wilk dziś jag-nięciu bratem Gody„ — Dajcie jeszcze wina bo mróz — Nie bój się: popijem zdro-- 1 w o w gościnie — „A nie dadzą to sami weź-nie-m ] — Znasz: ma szarak czeladź zbrojną zastawi się szablą — Cie nie takich bijalim Zaśpiewał któryś z całej piersi aż echo poniosło się borem: "Prynese koli bies lisowrzyld Zaroblu sebe na czerewiki ) Frlkorety — armatki Nie zdaj ty na lisów czy ki Dam ja tebe na czerewiki Ne choczu tebe wole lisaka Z ostrohami krasnoho kozaka" W jechali na kraj lasów Zew- - sząd szły im na spotkania góry Zasnute śniegami ciche zlane już w jedno morze zmierzchają-cych białości W dole w zaspach w zawalonych śniegami opłotkach migotały światła wsi Pchnął pan Dydyński przodem pacholika z wieścią kto jedzie Kopnęli się w dół pędem Z wiwatami z krzy-kami z palbą Jak w bitwie Wy-padł przed ganek gruby szlach-cic z rusznicą i pochodnią w dłoni sypnęła się z obejścia służba Nie-spokojne i wrogie spojrzenia o-mi- otły konnych cwałem zajeżdża-jących przed domostwo Pan Ja-cek zsiadał powoli z konia Pod podcieniami witał go już gospo-darz gnący się w ukłonach mio dopłynną mową: "Proszę w niskie progi J W Rotmistrza Dobrodzie-ja Raczże Wasza Miłość zaszczy cić gość w dom Bóg w dom A jeszcze taki gość chociaż i niespo-dziewany" "Łże szarak niecnota" — pomy-ślał pan Jacek Chciał już słowem ostrem osadzić nieszczerą jak mu się wydawało grę gospodarza gdy niespodziewany widok za plecami dzierżawcy kazał mu zerwać koł-pak z głowy i zamieść śnieg cza-plą kitą w dwornym ukłonie Z za szerokich barów szlachcica wyj-rzała znagła twarzyczka jejmo-ściank- i rumiana świeża smagła od wichrów spod wierchowiny spod rzęs jak frondzie spojrzały nań oczy trochę zalotne tro-chę smutne a tak piękne że pan Jacek w świecie bywały i ponęt niewieścich świadomy zapomniał przecie języka w gębie Nim się opamiętał urocze zjawisko znik-nęło w głębi domu a gromada to-vaysz- óv wchodziła do wielkiej sien z gwarem tupaniem butów zrzucaniem szub i kożuchów pod-różny eh Uderzyli odrazu w kielichy przy pijając do siebie gęsto mio-dem i przednim mołdawskim wi-nem Dwór był stary osiadły nie-co węgłami w ziemię ale prze-stronny i dobrze opatrzony od be-skidzkich wichrów Nędzę zezer-niałyc- h zadymionych belek po-kryto makatkami i kobiercami Na kolorowych zaponaeh nieco broni wschodniej jakiej wojenny wiek siedemnasty zasiał bez liku po do-mach szlacheckich i bogactwo swojskiej pożytecznej w czasie ło-wów zajazdu nagłego napadu: łu-ków sajdaków oszczepów spis rohatyn tasaków nadewszystko zaś prostych polskich szabel wy-szczerbionych w ojczystych potrze-bach i na kaikach panów szlach-ty Na kominie płonęły całe polana smolne żywiczne gorąco też wnet zrobiło się takie że pozrzucali wierzchnie okrycia pozostając w samych żupanach Zaraz też służ-ba zaczęła się kizątać koło stołu zaścielając co sianem pod lnia-nym obrusem wnosząc pszenne snopy i umieszczając je po kątach izby ustawiając talerze z cyny srebrne pucharki i nalewki ser-wety misternie w rogi ustawione przy każdym nakiyciu chleb Z boków ek z wiry darzą łączącego główną komnatę z wnętrzem do-mu zaczęli wychodzić domowniew Trzęsąca się staruszka sumiaści rezydenci spłoniona jejmościan-"fc- a z parą -- grubych warkoczy na odświętnej szubce Sprezentował ją ojciec kompanii z widoczną du-ma dygnęła gościom wdzięcznie z uśmiechem z kręceniem wstąż-ki od warkocza — aż zadygotało serce pana jackowe lubością ja-kąś dziwną i zgoła nieznaną Za-raz też obsiedli długi stół i rząd kozaczków zaczął obnosić potra-wy Polewkę piwną gęsto kawałka-m- i sera kraszoną kutię czyli psze-nicę z miodem ryby pieczone smażone i warzone z "jucha czar-ną" z "juchą zieloną" z "juchą szarą" mak słodki suszki a kon-fekt- y Przełamali się chlebem po bo-żemu jak wiara święta nakazuje a tradycja stara uczy ale niedłjgo tego było bo goście głodni byli a zdrożeni Przy uczcie i miodzie rozwiąza-ły się języki Żalił się gospodarz tjako to zwyczajnie w czas Godów kiedy to wspomina się tych któ-rych już nie masz z żywymi} ca sieroctwo a opuszczenie "tej oto sieroty jejmościanki którą mac oducarła w czasie napadu ordy" Opowiadał o niebezpieczeństwach życia na takim pustkowiu o gro-(DakenMe- nie na słr 8-rr- ej) & i: - T~-- i i K Ł ¥ U L C II I Q Ł I U I U II T fi t i t!c'vittłt ii M a? ii ii s? 8& C- - ty sn W is'j &? ¥ ŁS f:'-- !i v 4 t sjt M £5 W ¥ V 4m Staropolskim zwyczajem składamy z serca płynące radosnych Bożego Narodzenia i Szczęshicego Nowego Roku Dr J Leśniak i Dr Krużel DENTYŚCI St W — Tel LE 14434 Wesołych Świąt Bożeyo Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku zczy swoim pacjentom i całej Polonii DR L H MUELLER LEKARZ 71 Howard Pk Ave Toronto Tel LE 6-37- 50 I? NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA WESOŁYCH SVIT I? Sr I ty & zyucnu śiciąt W Bloor I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU życzy swoim pacjentom i całej Polonii DR ROZALIA BASIOR 572 Bathurst St Toronto Wesołych Świąt Bożego Narod:cnia i Szczęśliwego Nowego Roku swoim pacjentom i całej Polonii DR ISHKLAR W 1334 King St W & ¥ a ¥¥ 1208 4-53- 68 życzy mu Moc serdecznych życzeń świątecznych i noworocznych życzy swoim pacjentom 1 całej Polonii DR ELIAS WACHNA DENTYSTA 336 Bathurst St 4-65- 15 Res: 2-68- 72 Wesobich świąt Bożego Narothcnia i Szczęśliwego Nowego Rokn życzy swoim pacjentom i całej Polonii BROGOWSKI OD OPTOMETRIST Godz przyjęć 10—730 soboty 10—4 420 Roncesvallos Ave 1-4- 251 Wesoły th świąt Bożego Narothcnia i szczęśliwego Nowego Roku życzy sivym Klientom i cale) Polonu PARK'S DEPARTMENT STORĘ Właśc S PARKS (Piwowarczyk) §3 2349 Kingston — Toronto — AM 1-7- 001 Z OKAZJI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I NOWEGO ROKU najlepsze życzenia szczęścia i powodzenia zasyła PANAMA SHOE CO obuwia Polski specjalna zniżka Ollocn 5ł U7 T-- _ _ nM9 ww „ — icronto — =_ Naiierisze 7f-7Pni- 3 świąteczne i Noworoczne lĄ składa swym Klientom I? 1 całej Polonii w Toronto John F Stróż BA POLSKI ADWOKAT I OBROŃCA PREMIER TRUST BI'IU)1nu 19 Richmond St W pokój 405 EM 4-74- 56 Toronto LE dla łw hpt 'xikh ISim hi _ J)H ł-zt?- vwi --2ł ić mmk wML A j€-C-f-fg- 4g v2 iitt m m w yy W y W 81 w w M Tel WA £? U j: wł M Ont &? Tel CM RU S Tel Rd Ont Dla G10 ieL 4-uj- io Tel El i? I? s? V P i? M 8 1W H & IMTf z a mr y ' ' B% ferZ-- '' ? l --a et KA ci
Object Description
Rating | |
Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 19, 1959 |
Language | pl |
Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
Date | 1959-12-19 |
Type | application/pdf |
Format | text |
Identifier | ZwilaD2000368 |
Description
Title | 000424a |
OCR text | !©r?S?S!SI?Sl rrSS3!??8Hl?8£ STR 4 "ZWIĄZKOWIEC ROŹC NAPCBZRNIR (X m0 195? r IW II Życzenia Toronto i n!'t'xir'c!rc!?!C'e'-c'ecr-z SZCZĘŚCIA I- - RADOŚCI Z OKAZJI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I NOWEGO ROKU ' ŻYCZY WSZYSTKIM HON JOHN YAREMKO MPP POSEŁ PARLAMENTU ONTARIO BELLWOODS I MINISTER DRÓG PROWINCJI ONTARIO p Jmym mśm WESOŁYCH ŚWIAT I POMYŚLNEGO NOWEGO ROKU CAŁEJ POLONII SKŁADA MORTON OCMP do Parlamentu w Ottawie MORTON A MAŁO Barristers Solicitors Sł W DUŻO SZCZĘŚCIA I RADOŚCI Z OKAZJI ŚWIĄT B02EGO NARODZENIA l' NOWEGO ROKU składa JAŃ' ALEKSANDROWICZ ADYISER POLISII & INTERNATIONAL Ouccn St W WIĄZANKĘ NAJLEPSZYCH W RADOSNYM NARODZENIA NOWEGO KLIENTELI CAŁEJ POLONII SERDECZNE ŻYCZENIA $ Bolesław IB j§ Staniszewski BA K Adwokat — Notariusz M Obrońca ftj? BAGWELL ? STANISZEWSKI & Street cokói 9 ¥¥¥¥ I? 9 ¥ ¥ z DO D Poseł and Bloor LAW 618A w dzielnicy Pnrkdale-Sunnysid- c Roncetvalles LE Toronto' G- - Toronto B-54- 41 - fc ł fi'CZ77Ń DNIU BOAEGO I ROKU SLE SWEJ I i 372 Bav 506 Tel EM 30427 Biuro 220 Ave Tel 2-08- 46 Ont WlilA? WESOŁYCH ŚWIĄT 1 POMYŚLNEGO NOWEGO ROKU CALU POLONU SKŁADA ANDREW McKAGUE ADWCKAT-OBRONC- A Room Northern Ontario Buildin ££_ Tel EM 4-13- 94 vy _— s? ¥ a? ¥ OKR M 1067 NAPRAWDC NAJLEPSZE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE i NOWOROCZNE w Ward 5 całej Polonii składa Alderman Ward 5 GIYENS 229 YONGE STREET EM 6-5-8S9 Tel 47543 — Tol EM __„ LILł-SL'łfft?tS'la7S'lT7r!Js'r'- j3'l =i TCi T Ą Ą LE IN Toronto Ontario B!FKAnltSl"i£K&ttfEJJ%iSSfK7riRałifPMG i? WW ¥¥¥ ¥$w W a¥ i¥8 ¥¥ 9¥ ¥ ¥¥¥¥ $w¥ m w s? E J01 ¥ & Si? I Si? a? I? er 1 &¥ % SI —f— ♦ II— ♦ 1 + # „ fc-- J ' 2 rt l rt N t-- i ? SB laMsf:IneSss£!: 5-3Jy- y? ADAM TOMASZEWSKI Świąteczny zajazd (Z Kroniki Ziemi Sanockiej w XVII wieku) Dreszcz przeizc-d- l ziemię Mroź-ny uiatr ściął grudy poiozpinał nad kałużami sz bki szkliwa Po-ty- m pnszła od Karpat wieją Du-ncł- a kurniawą zaspała docna pa-góry puszcze wąwozy nawaliło zasp na drogę przetartą tylko ma-ło — wiele przez płozy i kopta końskie Dobrze bło już pod południe gdy gromadka konnych dotarła do lasu Szlachcic z Niewistki w sa-nockiej ziemi pan Jacek Dydj li-ski jadący na czele orszaku ro-zejrzał się bacznie po czubach di7ew przyjrzał się głębiom leś-nym czyli gdzie zasieku nie widać poczym cugle ściągnął i zwrócił się do towarzyszy: — Czuj-duc- h teraz waćpanowie czuj duch — Snadnie tu natknąć się mo-że- m na grasantów Hultajstwo teraz głowy coraz śmielej unosi bezkarności pewne napadami na kupców rozzuchwalone Uskoczyło tu w góry łatwo — prawda jest Podsypać tedy prochu pod panew-ki krucice dobrze osłonić Kupa nas nam zastąpi — nic to prze-rąbic- m się szablami Województwo Ruskie zawsze by-wało widownią mordów i rozbo-jów aleć przecie w latach trzy-dziestych siedemnastego wieku — kiedy to rozpoczyna się naze o-powiad- anie — nasilenie napadów zbójeckich doszło chyba do zeni-tu Nie pomagały surowe dekrety kiólewskie i hetmańskie uniwer-sały nawołujące do bezlitosnego tępienia zbójców Wojny tureckie moskiewskie szwedzkie prywatne wyprawy magnackie na Moskwę i Wołoszę zamieszki domowe tfwał-t- y i bezprawia szlachty specyficz-na aura bozkarności dozwalająca wszelkim oczajduszom haniebnych zajazdów bijatyk dochodzenia swych pretensji więcej "lewem" ' niż prawem długie lata trwóg ta-tarskich — wszystko to zmieniło zwłaszcza ziemię halicką i sanoc-ką w Mne dzikie pola gdzie moc-niejszy szablą l pięścią ustanawiał swój własny porządek własną ra-'ej- ę własne prawa Jeśli dodamy do tego opryszków rzezimieszków zbiegów spod ckonomskich batów karpackich górali dzikich jeszcze najzupełniej "beskidników" i "sa-batów" Wołochów Tatarów Ko-zaków pocztowych a nawet towa-rzyszy zbiegłych spod chorągwi tozMiiakowanych w rozboju szara-ków szlacheckich śmiesznie okre-ślanych w aktach grodzkich jako "odardi et golotac" — uznać mu simy ze żaden podróżny zapusz-czający się w dzikie górskie drogi nie mógł pozwolić sobie na lekce-ważenie niebezpieczeństw' jakie zagrażać mogły jego mieniu i ży-ciu dosłownie na każdym zakrę-cie drogi Nic lekceważył ich so-bie tedy i pan Jacek chociaż i zbytnio nie brał ich do serca Wielu on niebezpieczeństw w swym czterdziestoletnim życiu do-świadczył z wielu najostatecznicj-szyc- h tciminów się salwował By-wały i rozgromy tak straszne ze już tylko żelazna wytrzymałość po-dolskiego bieguna i cięcia wiernej szabli ratowały go z objęć śmier-ci-kojtuch- y żołnierskiej towarzy-szki i drużki Pacholęciem jeszcze zaciąunął się pod znak pułkowni-ka Lisowskiego Przeszedł kampa-nię moskiewską kiedy to w parę set lisowskiej jazdy poszli ścina-jąc i paląc aż na krańce "orbis terrarura" w podbiegunowe kraje lodów mrozów Polarnej Zorzy Widział waleczność bez granic i polskie szaleństwo bez gianic i si-wą hetmana głowę pod kopytami Nojajcow na cccorskich polach Potym już pod rotmistrzem Ro-gawski- m Walentym wyniosło go przez Śląsk Węgry całe Niemcy ścierane przez dwie ściany ognia — w amo jądro rzezi gwałtów w morze najstraszniejszej bo religij-nej nienawiści Nieprędko powró-cił do ojczyzny i ojcowizny Porą-banego strasmie wierny pachohk uniósł z pobojowiska a potym z ropiejącymi ranami wiózł ukrad-kiem przez całe Niemcy Aż dziw że nie zarąbali go po drodze stra-sznie zawzięci na 'lisów czy ków" herety cy Substancję rodzinną zastał w ruinie Rodziciele obumarli kiedy wędrował światami chciwa służba rozkradła statki — cienko zrazu prządł pan Jacek w swojej Niewi-stc- e A!e też i Dydyńscy nie taka to była szlachta W bitwie wy-borni w zwadzie gwałtowni w mi-ło- ci gorączki w radzie roztropni w polu robotni — mawiano o tyra rodzie Poradził sobie tedy i były lisów czy k Na jednej wiosce sam gospodarować zaczął drugą koło Leska wypuścił tenutą ł panu Tcnuta dzierżawa Rudawskiemu szlachcicowi dobre-mu jak zapewniali znajomki a są-siedzi Minęło lat kilsa Zagoiły się rany Wróciła dawna pana Jac-kow- a ochota dawny wigor i chęć 1 Ar 4t n?a I iinr nnpł Hłtiiin lata J Łp kU IJUjJ' fŁM-- Ł Uwq MW wojaczki zdobył wcale grzeczne dobyte teraz z ukrycia posłużyły do odrestaurowania dawnej świet-ności Przystało doń trochę daw-nych komilitonów trochę krew-niaków i powinowatych zawadia-kó-w a rembajłów przednich Uro-sło znaczenie dawnego żołnierza w całej sanockiej ziemi Włości jego strzegła sława wojenna kilkanaście wiernych szabel dwa falkonety) wpuszczone w palisady Wiedzia-ło hultajstwo kto zacz tu żywię i wolało gdzieindziej szukać łatwiej-szego łupu Pan Jacek polował zabawiał się szklanicą w wesołej kompanii rej wodził po sejmikach godził powa-śnion- e strony rotmistrzował sa-nockiej szlachcie w czasie dorocz-nych wojewódzkich "lustracji" Wszelako ostatniemi czasy nie-spokojna — jako się rzekło — krew pana jackowa zaczęła się bu-rzyć Powodem był dzierżawca z pod Leska Dwie wiosny minęły j bez wieści Dwie wiosny ani jed-nego tynfa nie przysłał pan Ru-dawski A przecie wioska była nie-- ' ostatnia Dochody z bydła i owiec1 wełny smoły potaszów pięknych bieszczadzkich lasów — niewątpli-- i jwie bogaciły szkatułę niesumien-- ' npfn S7larhr!'sa Krpuki nan Ta I I cek nie zwykł gruszek zasypiać w i popiele Skrzyknął przyjaciół w [ to im tylko graj Popili gęsto przed drogą kurzyło się mocno z podgolonych łbów kiedy pachoł-ki oprowadzały po majdanie ko-nie gotowe już do drogi Ruszyli w dńesiąlkę) kofmunikiem ot i trzeci już dzień telepią się po wer-tepach przebijają przez zaspy kluczą po wądołach "Wyprawimy panu bratu Gody — myśli trochę dziko pan Jacek Nic spodziewają się tam nas na same święta Staniem zajazdem żołnierską lnbcrną po wolunlar-sk- u a stawi szlachcic opór tedy górze polecą łby" Mściwe myśli nic przeszkadzają jednak wytrawnemu żołnierzowi obserwować bacznie trakt Droga jest tu równiejsza śniegu znacz-nie mniej Konic buchając kłęba-mi pary parskają raźnie Cisza Czasem wiatr zbudzi się górą i strąci okiśe śniegu czasem zakwi-li kania Bystre żołnierskie oczy wypatrzyły na drodze liche sanie wyładowane suszem Woźnica na widok zbrojnych próbował sko czyć w las Mc zdążył Morys z jeźdźców złapał zbiega za kołnierz i cisnął w śnieg u kopyt pana Jac-ków ego konia Przerażony chłop pada na kolana: "Pomiłujte jasne wielmożne pane" Osadził się moc-niej w siodle pan Dydyński posta-wił na czole marsa: "Ty czyj"? Za-stracha- nc oczy ledwie widoczne w masie rudego aarostu biegają po twarzach ściągnięta przeraże-niem grdyka przełyka z wysił-kiem: "Pana Rudawskoho" "Z Horodcnki" — Wieś daleko? — Oj nc dalekoż pane — Budo mile ze łry— Poszli odrazu z kopyta aż syp-nęło śniegowym pyłem Chłop pa-trzył za nimi długo Splunął po-groził pięścią: "Idy k' czortom" "preklinaju" Powlókł się ku sa niom Zgarbiony jak i jego szkapa obojętnie czekająca swej nieweso-- j łej doli Zaczął się wczesny zimowy zmierzch Kiedy droga wyniosła ich między młodniaki zwiastują-ce niedaleki kraj puszczy zaczął prózyć miałki śnieg który wnet przeszedł w zadymkę Sięgnął któ-ryś do terlicy i dobył bukłak wi-na Krążył chwilę od siodła do siodła zaraz przybyło animuszu i fantazji Wypłoszone gwarem po-szyciem lasu śmignęły dwa szare cienie Zastrzygły uszami niespo-kojnie konie wnet się uspokoiły pod szorstką pieszczota dłoni — Nie wierzgaj sura wilk żoł-nierzowi nie straszny — Patrzcie wilcy ku sadybom ciągną — Nie dziwota i wilk dziś jag-nięciu bratem Gody„ — Dajcie jeszcze wina bo mróz — Nie bój się: popijem zdro-- 1 w o w gościnie — „A nie dadzą to sami weź-nie-m ] — Znasz: ma szarak czeladź zbrojną zastawi się szablą — Cie nie takich bijalim Zaśpiewał któryś z całej piersi aż echo poniosło się borem: "Prynese koli bies lisowrzyld Zaroblu sebe na czerewiki ) Frlkorety — armatki Nie zdaj ty na lisów czy ki Dam ja tebe na czerewiki Ne choczu tebe wole lisaka Z ostrohami krasnoho kozaka" W jechali na kraj lasów Zew- - sząd szły im na spotkania góry Zasnute śniegami ciche zlane już w jedno morze zmierzchają-cych białości W dole w zaspach w zawalonych śniegami opłotkach migotały światła wsi Pchnął pan Dydyński przodem pacholika z wieścią kto jedzie Kopnęli się w dół pędem Z wiwatami z krzy-kami z palbą Jak w bitwie Wy-padł przed ganek gruby szlach-cic z rusznicą i pochodnią w dłoni sypnęła się z obejścia służba Nie-spokojne i wrogie spojrzenia o-mi- otły konnych cwałem zajeżdża-jących przed domostwo Pan Ja-cek zsiadał powoli z konia Pod podcieniami witał go już gospo-darz gnący się w ukłonach mio dopłynną mową: "Proszę w niskie progi J W Rotmistrza Dobrodzie-ja Raczże Wasza Miłość zaszczy cić gość w dom Bóg w dom A jeszcze taki gość chociaż i niespo-dziewany" "Łże szarak niecnota" — pomy-ślał pan Jacek Chciał już słowem ostrem osadzić nieszczerą jak mu się wydawało grę gospodarza gdy niespodziewany widok za plecami dzierżawcy kazał mu zerwać koł-pak z głowy i zamieść śnieg cza-plą kitą w dwornym ukłonie Z za szerokich barów szlachcica wyj-rzała znagła twarzyczka jejmo-ściank- i rumiana świeża smagła od wichrów spod wierchowiny spod rzęs jak frondzie spojrzały nań oczy trochę zalotne tro-chę smutne a tak piękne że pan Jacek w świecie bywały i ponęt niewieścich świadomy zapomniał przecie języka w gębie Nim się opamiętał urocze zjawisko znik-nęło w głębi domu a gromada to-vaysz- óv wchodziła do wielkiej sien z gwarem tupaniem butów zrzucaniem szub i kożuchów pod-różny eh Uderzyli odrazu w kielichy przy pijając do siebie gęsto mio-dem i przednim mołdawskim wi-nem Dwór był stary osiadły nie-co węgłami w ziemię ale prze-stronny i dobrze opatrzony od be-skidzkich wichrów Nędzę zezer-niałyc- h zadymionych belek po-kryto makatkami i kobiercami Na kolorowych zaponaeh nieco broni wschodniej jakiej wojenny wiek siedemnasty zasiał bez liku po do-mach szlacheckich i bogactwo swojskiej pożytecznej w czasie ło-wów zajazdu nagłego napadu: łu-ków sajdaków oszczepów spis rohatyn tasaków nadewszystko zaś prostych polskich szabel wy-szczerbionych w ojczystych potrze-bach i na kaikach panów szlach-ty Na kominie płonęły całe polana smolne żywiczne gorąco też wnet zrobiło się takie że pozrzucali wierzchnie okrycia pozostając w samych żupanach Zaraz też służ-ba zaczęła się kizątać koło stołu zaścielając co sianem pod lnia-nym obrusem wnosząc pszenne snopy i umieszczając je po kątach izby ustawiając talerze z cyny srebrne pucharki i nalewki ser-wety misternie w rogi ustawione przy każdym nakiyciu chleb Z boków ek z wiry darzą łączącego główną komnatę z wnętrzem do-mu zaczęli wychodzić domowniew Trzęsąca się staruszka sumiaści rezydenci spłoniona jejmościan-"fc- a z parą -- grubych warkoczy na odświętnej szubce Sprezentował ją ojciec kompanii z widoczną du-ma dygnęła gościom wdzięcznie z uśmiechem z kręceniem wstąż-ki od warkocza — aż zadygotało serce pana jackowe lubością ja-kąś dziwną i zgoła nieznaną Za-raz też obsiedli długi stół i rząd kozaczków zaczął obnosić potra-wy Polewkę piwną gęsto kawałka-m- i sera kraszoną kutię czyli psze-nicę z miodem ryby pieczone smażone i warzone z "jucha czar-ną" z "juchą zieloną" z "juchą szarą" mak słodki suszki a kon-fekt- y Przełamali się chlebem po bo-żemu jak wiara święta nakazuje a tradycja stara uczy ale niedłjgo tego było bo goście głodni byli a zdrożeni Przy uczcie i miodzie rozwiąza-ły się języki Żalił się gospodarz tjako to zwyczajnie w czas Godów kiedy to wspomina się tych któ-rych już nie masz z żywymi} ca sieroctwo a opuszczenie "tej oto sieroty jejmościanki którą mac oducarła w czasie napadu ordy" Opowiadał o niebezpieczeństwach życia na takim pustkowiu o gro-(DakenMe- nie na słr 8-rr- ej) & i: - T~-- i i K Ł ¥ U L C II I Q Ł I U I U II T fi t i t!c'vittłt ii M a? ii ii s? 8& C- - ty sn W is'j &? ¥ ŁS f:'-- !i v 4 t sjt M £5 W ¥ V 4m Staropolskim zwyczajem składamy z serca płynące radosnych Bożego Narodzenia i Szczęshicego Nowego Roku Dr J Leśniak i Dr Krużel DENTYŚCI St W — Tel LE 14434 Wesołych Świąt Bożeyo Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku zczy swoim pacjentom i całej Polonii DR L H MUELLER LEKARZ 71 Howard Pk Ave Toronto Tel LE 6-37- 50 I? NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA WESOŁYCH SVIT I? Sr I ty & zyucnu śiciąt W Bloor I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU życzy swoim pacjentom i całej Polonii DR ROZALIA BASIOR 572 Bathurst St Toronto Wesołych Świąt Bożego Narod:cnia i Szczęśliwego Nowego Roku swoim pacjentom i całej Polonii DR ISHKLAR W 1334 King St W & ¥ a ¥¥ 1208 4-53- 68 życzy mu Moc serdecznych życzeń świątecznych i noworocznych życzy swoim pacjentom 1 całej Polonii DR ELIAS WACHNA DENTYSTA 336 Bathurst St 4-65- 15 Res: 2-68- 72 Wesobich świąt Bożego Narothcnia i Szczęśliwego Nowego Rokn życzy swoim pacjentom i całej Polonii BROGOWSKI OD OPTOMETRIST Godz przyjęć 10—730 soboty 10—4 420 Roncesvallos Ave 1-4- 251 Wesoły th świąt Bożego Narothcnia i szczęśliwego Nowego Roku życzy sivym Klientom i cale) Polonu PARK'S DEPARTMENT STORĘ Właśc S PARKS (Piwowarczyk) §3 2349 Kingston — Toronto — AM 1-7- 001 Z OKAZJI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I NOWEGO ROKU najlepsze życzenia szczęścia i powodzenia zasyła PANAMA SHOE CO obuwia Polski specjalna zniżka Ollocn 5ł U7 T-- _ _ nM9 ww „ — icronto — =_ Naiierisze 7f-7Pni- 3 świąteczne i Noworoczne lĄ składa swym Klientom I? 1 całej Polonii w Toronto John F Stróż BA POLSKI ADWOKAT I OBROŃCA PREMIER TRUST BI'IU)1nu 19 Richmond St W pokój 405 EM 4-74- 56 Toronto LE dla łw hpt 'xikh ISim hi _ J)H ł-zt?- vwi --2ł ić mmk wML A j€-C-f-fg- 4g v2 iitt m m w yy W y W 81 w w M Tel WA £? U j: wł M Ont &? Tel CM RU S Tel Rd Ont Dla G10 ieL 4-uj- io Tel El i? I? s? V P i? M 8 1W H & IMTf z a mr y ' ' B% ferZ-- '' ? l --a et KA ci |
Tags
Comments
Post a Comment for 000424a