000296b |
Previous | 13 of 14 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
m
la
li
I
KU
pu
li
14'
aia--?ia
Hi iU
Bi
1
JgO)
iff--
H
slałku retymowym "AA S Poniatowski' przybyłym
" i III mi0dsrym kuchanem e Zygmunł Błoński kłó- - udnie my5"' aby 5P(ka sl? le swym braem bllfnla-1- 1
Jankiem Zmyliwszy czulnoić poliłruka Zygmunł
k"!d7ie jłalku I mieszając się z Hornem cdierdia "na "
do lendynu Nie znajdule lednak Janka ale za to
!'P{'iJ na Hezne "girl frlends" brała które biorą go za
TrU-j- j zabiera go do kasyna gry które nachodzi po-J- n
_ t vomuntem uciekała Zygmunt trafia Wesz- -
licK 'ruu° "" - Siady swego tirata
„i na
bllfnlaka
XV
PRZEBUDZENIE
W duszno i parno morze by- - Wirowali w lańcu zawrotnie aż się zmienili w w febrze Nie był w stanic pohamować szczęka
In spokojne Zygmum usiaai na Kamieniu opoK wirujące koło rulety Z koła uśmiechnęła się nila zębów
_i- -: Tntil"i i v 7-łinłorncrtwa-niDm
rrlfinT r?mi- - t--i jnarj'narsi utuma j i --i _ t: wruvi v6wium uu gmuma myscćąca iwan czarnego dinia
znalezioną w porueiu umia luiugiauc uuieiy
Wiedział o niej nie wiele Tyle tylko że za-pala
Janka Krystynie że już byli ze sobą zaręc-zeni
i ze się o coś licho wie o co pokłócili Pa-tną- c
na fotografię Elżbiety musiał przyznać że
ioi 'uroda jest efektowniejsza od 'urody Krysty- -
v coorawda brak uśmiechu na twarzy na mrim "'" _ ( oiłr VfA™™ ł„1 1ł„ -- 1
odbierał icj iwij utyiu aiuicju ijic ujm w
drobnej sylwetce ivrysiyny
Bjł jak Janek zareaguje kiedy mu' wzrok a a w
nnnpm' ze swoiei sympatii dla Krvstvnv '__ ! cip
się ucieszy? W ostateczności na pew-no
Krystyny nie chciał skrzywdzić Zakochał się
w innej i tyle
Odłożył fotografię do portfelu portfel wsu-nął
z powrotem do marynarki Janka Zapalił pap-ierosa
i wpatrzył się w morze
Janek już był daleko i dla oczu Zygmunta
przedstawiał sobą coraz bardziej malejący punk-a-k
Janek już wojną uchodził za doskon-ałego
pływaka i gdy spędzali w Jastrzębiej Gór-ze
swoje ostatnie w Polsce wakacje wypływał
w morze na długie godziny Więc Zygmunt li-cz- jł
się z możliwością że i teraz kąpiel morska
Janka może się przedłużyć
Co prawda pierwsza kąpiel po wyjściu ze
szpitala nic powinna trwać zbyt długo
Zygmunt przeniósł wzrok z morza na mokry
piasek plaży Zamyślił się Jak długo Janek
był w szpitalu? Kto go pobił i za co? Dlac-zego
opuścił pracę u Hladki i dlaczego włóczy
się po świecie?
Starał sie otrząsnąć odsunąć od siebie nie- - i mile natrętne myśli Niedługo dowie się wszyst- - I kiego Janek mu wszystko wyjaśni Zresztą
wreszcie z Jankiem zobaczy
Spróbował wyobrazić' sobie jak się ich przy-witanie
odbędzie Ociekającego wodą Janka
chwyci w ramiona i tak' go uściska że aż kości
zatrzeszczą To dopiero Janek zdębieje kiedy go
(ak nagle po wyjściu z wody zobaczy "
Oparł się wygodnie o skałę w rozmarzeniu
przjmknął oczy 'Było parno duszno rozleni:
mfająco Zygmunt czuł jak go powoli ogarnia
senność Nie bronił się
Sen był ciężki męczący i duszny nie mniej
duszny od kończącego się dnia Przyśnił się Zyg-muntowi
tłusty nudysta z dużym guzem na gło-rie- r
tańczący z chudą -- jak szkielet staruszką
iiiBSiSSSSjjSSKSSgggaSSfcjgg
5 Aleksander Dumas mus™
j JiilJłilllii =
s
KTESZCZENIE POPRZEDNICH ODCINKÓW
Edmund nanieś 1 Marsylii oskarżony nic-Uwin- ie
priez swych rywali o odział w spisku bonapar-H- w
została wtrącony do wlezienia na wyspie If Tu za-tnyil- nlł
się z opałem Farlą który w chwili zgonu prz-ełaj
mu laiemnlce ukrytych skarbów Dantes ucieka z
Mjiienn I odnalazszy skarby wraca do Francl by się
dowiedzieć o losie swych buskich i wrogów którym za-fysl?- 8t
zemstę w" Paryżu wszedł w posiadanie pałacu w
llrym natrafia na {lady swego prześladowcy prokuratora
VHItforł przez klórego' tyle długich lat przesiedział w
i(z!enlu
Co roku wyprawia bal podczas Którego
sni ukazvwił sio tv1kn na iirzeciau iedneeo 1 a więc o trzy kwadranse niż
Pi
"roi na zabawach dworskich Nikt nigdy nie wi-fo-al
' go ani w teatrze ani na koncercie ani też żadnym innym publicznym miejscu Czasami
le zdarzało się to bardzo rzadko grywał w wis-'Uec- z
w tedy było dobrać mu partnerów1
Zgadzał sic na sre z ambasadorami co najmniej
7sfnrłiał
Monte te
Cuwili
w
sDrawv
kiem
Prokurator królewski do kro- -
powaznym i Była to ta sama oso--
"a-
- raczej ciąg tej osoby która
atała niegdyś urzędzie podprokuratora w
Z człowieka szczupłego stał się
z bladego żółtym Oczy ongi tylko głę-- o
osadzone zupełnie zapadły Okulary
złotej oprawie się cząstką całej
"yUllei fimii-i-r rVn-- A ł:„l„rf T-ir-iito
nQ C7Vi
-- j --t- i-j wuiuci iiav " "ji
slJdala
zawsze
uSOua T'nMniio rvr7vnnt r'--
~- - rozpoczął Villefort
Piskliwym i wymuszonym — przysługa
i$7itmu-ta- ' wyświadczył pan zonia
wczorajszym zniewala mnie
j-e- nia wdzięczności
iiii
ninboirićoio
rozmowę
mojej
tego nrzpmńwipnia urzędnika
£zrtLjd0Walym za szczęśliwego
ocalić ATmrła 7P uczucie
H est la ze uczuć
IW h Jest szczęście cale do mnie
od SDełnienia prostej for- -
która w wypadkach
calonych spotkał mnie
Napoleon Sadek
O
(powieść z życia obecnej emigracji)
-- yJ"
powietrziubyło
Śniło się Zygmuntowi że drobna filigrano
wa Krystyna płacze ze ońhce do niej podejść
żeby ją pocieszyć ale nie może bo trzyma go łań-cuch
Szarpnął się wściekle i obudził
gdzie i na co czeka Niebo było pochmurne
zapadał zmrok Ubranie buty i walizka Janka
Elżbiety ieżałv swoim
Cłnba
łcglarz
hadransa
sztywnym
Zygmunt zerwał się przestraszony Nie
orientował się absolutnie jak długo spał Wytężył
ciekaw
przed
mniej
trudno
cym coraz bardziej horyzoncie nie dostrzegł nic
coby mogło powracającego Janka
Przerażenie zaczęło podkradać się pod gard-ło
Co robić dalej? Co począć jeżeli Janek przed
zupełnym zapadnięciem zmroku nie wróci? Czy
czekać? Czy nie należy biec po lu-dzi
zmobilizować ratunek?
Gnany i wyrzutami sumienia
że zasnął że może zaniedbał pomoc zaczął wspi-nać
się rozpaczliwie na nadbrzeżną skałę
Był już blisko szczytu gdy spostrzegł że na
krawędzi stoi jakiś wąsaty mężczyzna który z
zainteresowaniem przygląda się jego rozpacz-liwej
spinaczce Nieznajomy pochylił się wyciąg-nął
rękę i pomógł Zygmuntowi wdrapać się na
szczyt Widocznie wyczytał z jego twarzy prze-- _
rażenie bo zapytał życzliwie czy mógłby mu
w czymś pomóc
Zygmunt czuł że język skołowaciał mu w
ustach Wszystkie angielskie słowa poplątały się
naraz Nie był w stanie zbudować zdania Jąkał
się i plątał usiłując wyjaśnić co się stało
słuchał z natężeniem Widocznie
zrozumiał wreszcie ktoś wypłynął w i
nie bo zapytał:
— Kiedy wypłynął?
Zygmunt pamiętał że gdy opuszczał szpi-tal
zegar szpitalny wskazywał kwadrans po
czwartej Więc Janek do około w pół
do piątej Wymienił tę godzinę
wąsacz przyglądał mu się z nie
dowicrzaniem - I
— Teraz ósma — powiedział —
— Zaspałem jęknął Zygmunt
— I dokąd pan biegnie?
— Do szpitala
— Po co? W szpitalu nic mają nic
panu nic pomogą
- ' — Więc co mam robić? trzęsło nim jak t -
52 m
1
1U W 11 Ilu
iiilltllllllU
najpotężniejszym
zaszczyt lecz rozumiem jest to tylko formal-ność
zdumiała Villeforla Zmarszczył
z brwi i zmienił temat rozmowy
— Jak widzę studiuje pan geografię Ob-szerne
ona daje pole do badań Jest ciekawa
zwłaszcza dla pana który jak mówią zwiedził
wszystkie kraje
— Tak pa-- o tublę się zastanawiać nad ro-dzajem
ludzkim pod geogra-ficzną
Ale proszę zająć miejsce
— Ze słów pańskich można sądzić — odez-wał
się Villeforl dłuższej chwili milczenia —
że zajmuje się pan także filozofią Gdybym miał
więcej czasu poświęciłbym się tej dziedzinie wie-dzy
z przyjemnością
— Człowiek brzydką gąsiennicą — rzekł
Monte Christo — jeżeli się go badać będzie przez
nowiekszajace szkło analizy Ale raczył pan po
wiedzieć że ja mam(dużo wolnego czasu czy
Taki łn c7Jnwinfc Wa7 nr7firt dom twii tak harrizn wiele ma do działania albo raczej
hrabiego Christo w celu złożenia mu wi- - czy czynności są warte trudu? % Zdziwienie' Villeforta wzrosło Nikt jeszcze
Służący zameldował pana de Villefórt w nigdy tak do niego nie mówił
Pflv hrnWo nnA oihnrmim Tnrhv--- Panip — ndnowiedział — nrzebywałeś
% szukał na mapie dróg wiodących z Moskwy dotychczas dalekich egzotycznych krajach Nie
Pekini: mm( wipr-- 7riawać sobie iak wszech
wszedł pokoju
a dalszy samej
na
rsylii jednak
w%n
teraz
zdawały być
uiaicgu
wraca
dochodzi
łaskawie
stronnym zajęciem wy- -
miar
Jedyną
moim zdaniem prawo od-wetu
samemu
trzeba istotą
jestem!
oczach Christo Jestem
m czerni! Wąska wstążeczka konany że żaden człowiek me zajmo--7
dziurkę takiej pozycji Królestwa królów -- w klapie
naspmi-- n swoje granice Moje bezkresne
Jakkolwiek Monte Christo panował wielkie światNie jestem Włochem
prokuratorowi
Panie —
Llem
którą
do
szczerej
roaczas
Ji-y01- '
to
t°
Pojmuję że
że
wszedł wody
—
tm k'
iż
lekka
każdą
po
A
1 odpowiedzialnym
swawiedliwości
— sprawiedliwością — się
— jest
' '
l
— Aby sprawiedliwość
być
— A więc nią — zawołał z
w Monte — prze- -
rfy w
przeciągnięta wy-- wał jak moja
iak krwi maia jest jest
tak jak ani
tprn7
6{i'C
w dniu
słów
twarz
ani Francuzem ani mieszKancem mun iuo me--
uznaiac żadnym człowieku brata nie będąc pytał
nikim ani niczym działam szeroko
swobodnie Wrogami są jedynie
odległość i czas te wytrwałością potrafię
m
w
chwilę nie się uśmiechem zawsze ujarzmić Trzecim moim wrogiem najpo- - —
„r — odpowiedział głosem nie- - tężniejszym jest Ona jedna może stanąć dejdzi
— się uważam
'wiałem svno""matpp
n1?"5'6 najbardziej
najświętszym wszystkich
należy
wiec nana
jest podobnych
jest
przypominać
natychmiast
przerażeniem
Nieznajomy
morze
Nieznajomy
łodzi
Odpowiedź
szerokością
jest
etnjom
jest
sprzeciwił
Monte-Christo1- "
wymierzać
wyjątkową
płomie-niami
czerwonej dotychczas
przez
skrępowany
rozjaśniła
w poprzeK mym niowi? 10 Miuaio 1
otwarcie nawet panie który Jesteś proku- -
ratoiem królewskim
'Ś (Vw!Sv IMI
— Niech pan idzie 'ze mną do telefonu
Przystań jest dwie mile stąd w miasteczku Trze-ba
natychmiast powiadomić policję żeby wysłano
łódź na poszukiwania
Przez telefon z policją rozmawiał wąsaty je-gomość
prawdopodobnie okoliczny farmer Zyg-muntowi
szumiało w głowie i niewiele zrozumiał
z tego co jego towarzysz mówił przez telefon
Zrozumiał -- jedynie że podał godzinę o której za-giniony
wypłynął i miejsce z którego wypłynął
Potem zapewnił Zygmunta że łódź zostanie
wysłana i spytał czy się Zygmunt nie napije
herbaty Ale Zygmunt odmówił Więc mu pora-dził
żeby się udał na przystań i tam czekał na
wynik poszukiwań
Zygmunt podziękował za pomoc i radę Na
przystań jednak nie poszedł Wrócił na to samo
miejsce z którego Janek wypłynął i na którym
pozostały wszystkie rzeczy Janka'Choć miał zu-pełny
zamęt w głowie instynkt mu że nie
ma po co chodzić na przystań Nic tam nie po-może
Lepiej tutaj a nuż jednak Janek
wróci A jeżeli łódź go znajdzie to i tak przy-jadą
na to miejsce po rzeczy
Skulony bez ruchu przesiedział do północy
na kamieniu wpatrując się bezmyślnie w ciem-ności
nocy O północy zaczął deszcz Zyg-munt
podniósł się zebrał rzeczy Janka wcisnął
je do walizeczki i wsunął za kamień żeby je
uchronić przed deszczem Potem wrócił na swoje
poprzednie miejsce i nie zwracając uwagi na
deszcz nieruchomo przesiedział do świtu
wyjrzało zza chmur i już było dość
wysoko kiedy Zygmunt zdecydował że dalsze
wyczekiwanie nie ma najmniejszego sensu- - Bo-lała
go straszliwie głowa czuł że trawi go go-rączka
Ściskając kurczowo walizkę Janka z ol-brzymim
trudem wydostał się na szczyt skaliste-go
brzegu odnalazł szosę i resztkami sił powlókł
się w kierunku miasteczka
Szedł z milę automatycznie powłócząc no-gami
Nie słyszał nawet nadjeżdżającego auta
Podniósł oczy-dopier- o wtedygdy wóz wyprzedził
go i stanął
Był to ambulans szpitalny w którym prócz
kierowcy nie było nikogo
j — Hallo! Pan do miasteczka? — zapytał kie-- i
rowca
1 Zygmunt w milczeniu skinął głową
— No to siadaj pan podwiozę
Wgramolił się z trudem na miejsce obok
jednak zanim sio udam do jakiegoś kraju sta
ram się uprzednio poznać ludzi z którymi żyć
mi przyjdzie Poznaję ich tak iż znam ich lepiej
aniżeli oni siebie znają Z tego wynika że jeżeliby
wypadkiem prokurator królewski miał do mnie
jakąś sprawę to z nas on na byłby
bardziej zakłopotany
— To — rzekł wahając się Villeforl
— że natura ludzka jest omylna i że waszym
zdaniem kaady człowiek zdolny jest do popełnie-nia
jakiegoś
albo nawet nied-bale
— Błędu występku —
odpowiedział Christo '
— A pan panie de Monte Christo czyż miał-byś'
być wyjątkiem? Miałbyś być bez zarzutu i
skazy? Zupełnie doskonały?
— Nie jestem doskonałością W każdym
razie jednak mogę upewnić pana że wasza spra-wiedlwo- ść
na pewno mi nie grozi Zresztą i pan
nie potrzebuje się moich przywidzeń
— O tym nie pomyślałem nawet — odparł
z uśmiechem Villefort — Pozwól jednak hra-bio
że ci powiem otwarcie: "Bracie mój zaślepia
cię duma Nad innych się wynosisz lecz pamię-taj
że nad tobą jest Bóg"
— Nad wszystkimi jest Wóg — zekł Monte
Christo głosem tak przejmującym że Villefort
zadrżał mimo woli — Duma moja jest tylko dla
ludzi którzy jak węże są gotowi rzucić się zaw-sze
na tego kto nie chce ich podeptać Wobec
Boga jednak w prochu się korzę
— Teraz uchylam czoła przed tobą panie
hrabio Jeżeli istotnie jesteś silnym czystym nie-skalanym
masz prawo być dumnym Lecz duma
twa musi do czegoś zmierzać?
— Kiedyś istotnie zmierzała I mnie kusił
kiedyś szatan I do mnie jak ongi do Chrystusa
mówił: "Synu człowieczy mi pokłon a dam
ci królestwa całej' ziemi" Wahałem się czas dłu-gi
bo istotnie bezmierna duma od dawna rozpie-rała
me serce lecz wreszcie powiedziałem mu:
"Posłuchaj mówiono mi zawsze o Opatrzności
nigdym jej jednak" nie widział) Sądzę więc że nie
ma Opatrzności A jeżeli jest pragnę zostać
Opatrznością bo według mnie nie ma nic wznioś- -
lejszego jak sprawiedliwie karać i nagradzać"
się
tylko ją zobaczyć można ponieważ jest córką Bo-ga
a więc jest niewidzialna Jej działanie nawet
jest niewidzialne ona tajemnymi ścieżka-mi
Opatrznością zostać nie możesz uczynić cię
zdołanutylko poslannikiem Opatrzności"
'ryki Jestem człowiekiem bez ojczyzny -- nowym Yillefort z nieukrywanym zdumieniem spój- -
Tanpm hez Ziemi Nie należąc do żadnego kraju rżał ńa Monte Christa
nie dbając o opiekę jakiegokolwiek rządu niey Więc tylko śmierci się pan lęka?
śmiało moimi
ale
jedną
Panie hrabia śmierć
zamiarom
tobie
ro
mówił
czekać
mżyć- -
Słońce
dwóch pewno
znaczy
błędu
Monte
lękać
oddaj
chodzi
za- -
się o tyle tylko o ile by mogła
zniweczyć moje
starość?
me spełni się nim ona
— A szaleństwa?
— Już mi raz
— Oprócz śmierci ciągnął dalej yillefort
kierowcy Widać" po'nim było że goni resztkami
sił Wóz ruszył Kierowca z ukosa przyglądał się
Zygmuntowi
— Zdaje się że to ja 'pana przywiozłem do
szpitala mruknął
— Acha — mruknął Zygmunt Nie chciał 1
był w stanie wdawać się teraz w jakiekolwiek
rozmowy udzielać jakichkolwiek wyjaśnień
— Pan na dworzec?
Zygmunt skinął głową
— Dlaczego pan szedł pieszo? Dlaczego pan
nie zaczekał na autobus?
Zygmunt wzruszył ramionami Nie odpowie-dzia- ł
Szofer już o nic nic pytał Ale od cza-su
do czasu rzucał podejrzliwe spojrzenie w stro-nę
milczącego pasażera
Gdy ambulans zatrzymał się przed dworcem
i gdy Zygmunt ledwo trzymając się na nogach
wysiadł z wozu x wszedł do poczekalni kierowca
wysiadł z wozu również i wszedł do budki tele
fonicznej
W poczekalni Zygmunt usiadł na ławce pod
ścianą Nic miał nawet siły spytać o której po
ciąg odchodzi do Londynu Ból głowy rozsadzał
mu czaszkę
Obojętnie uniósł głowę gdy poczuł że ktoś
mu położył rękę na ramieniu Stał przed nim do-brotliwie
spoglądający policjant
" ~" — Pan jedzie do Londynu? — spytał
Zygmunt skinął głową
— Ze szpitala?
Ponownie odpowicdziałi skinieniem głowy
— Czy mogę pana prosić o dokumenty?
Usłyszał to pytanie jakby przez mgłę Ja-kie
dokumenty? Przecież on nie ma żadnych
dokumentów' Nie Teraz już nic będzie
uciekał Nie ma siły Daleko by nie uciekł
Już mu teraz wszystko jedno Niech się dzieje
co chce
Milczenie Zygmunta trwało podejrzanie dłu-go
Dobrotliwy wyraz twarzy zniknął z twarzy
policjanta Zastąpił go wyraz' zniecierpliwienia:
— Pańskie dokumenty! — powtórzył -- surowo
Wzrok Zygmunta padł na walizeczkę stojącą
n jego nóg Pochylił się otworzył walizkę wyjął
z niej portfel Janka Z portfelu wyjął dokumenty
Podał policjantowi'
Policjant przeglądał je dość długo Widocz-- J
nie jednaknipodejrzanego wnich nie zauważył
bo dorotliwy wyraz wrócił na jego oblicze
-D- ziękuję -- "powiedział zwracając Zyg-muntowi
dokumenty — Przepraszam że pana
niepokoiłem
XVI
CHOROBA
Od piątkowej awantury Krystyna nie zamlc-nil- a
z Władkiem ani słowa Żal jej było tego
"mrukliwego chłopca któryocfdawna narzucał jej
woje uczucia 2al było bo odczuła na własnej
skórzcjak bolesna jest miłość wzajemności
domu istoty swej Walentyny a który
ongi wstrząsał królestwami Ciężko mi patrzeć
na ojca na szczęście jednak Bóg litościwy zesłał
domowi mojemu światło w postaci dwojga nie-letnich
dzieci Jest to Walentyna córka moja z
pierwszego małżeństwa zpanną Renatą de Saint-Mera- n
i Edwardsyn obecnej mej małżonki któ-remu
ocaliłeś życie A teraz żegnam pana uno-sząc
wspomnienie szacunku którymam nadzieję
obopólnie się utrwali gdy zechce pan bliżej zaz-najomić'
się 'z moją rodziną
Gdy powóz1 Villcforta odjechał Monte Chris-to
rzekł do siebie:
— Dosyć tego jadu którym serce moje aż
po brzegi zostało wypełnione Muszę poszukać ja-kiegoś
lekarstwa '
Zadzwonił na Alego i rzekł doń:
— Idę do pani
Młoda Greczynka prnywała w apartamen-tach
urządzonych na sposób wschodni Posadzki
wysłane były miękkimi tureckimi dywanami
ściany powleczone materią jedwabną We wszyst-kich
pokojach nie brakowało miękkich poduszek
Hayde leżała jak zazwyczaj na atłasowych
poduszkach koloru błękitnego srebrem haftowa-nych
Ubrana była w strój niewiast z Egiptu to
znaczy w atłasowe spodenki białej barwy boga-to
haftowane z których wychylały się drobne
nóżki przybrane w sandałki z zakrzywionymi nos-kami
złotem i perłami wyszywanekaftan w dłu-gie
niebieskie i białe prążki z szerokimi rękawa-mi
ujętymi u dołu w klamry wreszcie
staniczek z 'wycięciem w formie serca zapięty na
trzy guzy brylantowe znacznej wielkości Stani-czek
i spotlenki łączył pas w żywe kolory tkany
z długimi frędzlami Na głowie miała czapeczkę
złotą perłami naszywaną spod czapeczki wyglą-dała'
świeża' róża purpurowa która od czarnych
włosów odbijała prześlicznie
Przepiękna twarz była typu czysto greckie-go
z dużymi czarnymi oczami które ocieniały
jedwabiste rzęsy Wspaniałe łuki brwi nos pro-sty
usta jak korale wreszcie zęby do pereł po- dobne''
Z urodą niezwykłą łączył się czar młodości
i "Mylisz Szatan pochylił wtedy głowę westchnął " moła mieć bowicm Iat dwadzieścia naj- -
rzekł — Opatrzność istnieje nie tak łatwo ' J" '
—
— Lękam jej
zamiary
— A
Posłannictwo
groziło
—
—
nie
więcej
bez
wnuczki
srebrne
iuonic unnsio poiecii siuzeonej aby zapy- tała Hayde czy go przyjąć zechce W odpowiedzi
dywan nad drzwiami zawieszony uniósł się w
górę
Monte Christo wszedł
Hayde uniosła się wtedy wspierając się na
ręce w której trzymała riargile Podając je hra-biemu
rzekła z uśmiechem
— Dlaczegóż każesz panie pytać się o poz- wolenie wejścia? Czyż nie jestem twoją niewol-nicą?'
Monte Christo uśmiechnął się Jekko
— Hayde wiesz chyba że znajdujemy się
we Francji jesteś więc wolna -
— Cóż to jest wolność? Co ona dać mi mo-że?
— To znaczy że jesteś panią siebie i swej
Tikżp nan może mówić coś nodobneso — starości iszaleństwa jednej jeszcze rzeczy wi'-- woli że możesz wv każdej 'chwili odeiść
Nie jesteś Francuzem od chwili jednak gdy sta- - nieneś się obawiać- - a mianowicie niedołęstwa — Ciebie porzucić? Z jakiej przyczyny mia- -
nałPć na francuskiei ziemi francuskim nodlesasz Przyjdź panie do mnie kiedy a pokaże ci mego łabym to zrobić? Sci prawom
" ojca Noirtiera de Villef ort który dziś jest njeru- - - Młodą jesteś świat stoi przedtobą ótwo- -
a — Wiem o tym doskonale mój panie Ja chomym starcem podległym woli najsłabszej w rem
g
-
Architektoniczne 1 konstrukryjnsbu
djnków mleszknlnjch przemysło-wjc- h
I handlowychParcelacJMSUb- -
dhlslons) " -- 'r"J
JE PRZYOODAcónsulHnB Englnłor
EM S-94- 30 ' HU -- 54M -- 2MJ57
dSShrt
CITY DRIVI[]G SCHOOL
(Licencjonowana Szkoła Jazdy)
$125 za lekcję'
Gwarantowane v711iki nauki
806 Bathurst Sł — LE 7J45A
(róg Bloor) ' (22-51- )
Jedyny Polski Salon
Piękności
Marya'5 Beauiy Parlor
Specjalizacja w trwałej
Ondulacji 'Tcrmancnt
Wavcs"
216 Bathurst St EM 8-44-
32
mBmmĘmimmmmmmmmmmmĘMmĘmaammmm&
BIERZESZ Rffiifó
ślub? fH
Skorzystaj z naszej wypoży-czalni
strojów ślubnych"
256 College — WA 2-09- 91
556 Yongo — WA 2-32- 70
€-- "f
-- B
1
Wjpoijczalnlfł dla
panów w obydwu
sklepach ~ dla
pnń tylko przy
-- yonge si
INSTALACJE
K7
~n 7 7 KI i tf% U? K
mmmm ł — - -
38-4- 6
elektryczne :
wykonuje1 t„
STANISLAV''BĄllij r
57 Grawjforil St
el EM 4-2- 67
William Shoc Storo1
Wlatc: B Czarnofu'
Poleca obuttlrlmporloanB
1 kanadyjskie „ - -- i Wysyłamy rńwnlcł obuwie do Tolakl
750 Quen St W — tEM 898 """IR
Wiele polskich sklepów i przed-siębiorstw
nic prowadzi księgo
wości aż władze" podatkowe te-go'
nic zażadaji Powoduje lo
wtedy wicie nieprzyjemności
i kosztów '
Jest znacznie wycodnicJ I ta
niej prowadzić księgowość ire: i
gularnic „ „ 1
KSIĘGI HANDLOWE
zakłada prowadzi I
' ' bilansuje
T L "U B ACZ ?
118 Roncowalles AvoAp 22
Toronto — Tol- - LE! 2-65- 70'
wwmJ
MASZYNY do PISAUiA
Tylko 09 £ tygodniowo
i bgdziesz właściciclem''tcj
pięknej maszyny do pisania
I JSHAROUN ZOv
781 Queon St" W Toronjp
Dostarczamy'wcałcj Kanadzie
4
s
I
Zawiadamiamy naszych
KUEHT0)fe
źe obecnie prócz 'WCGLAjmn-m- y
na sprzedaż i 'dostarczamy
do domów '""F
_
olej do opafu
— dzwoń do —
POLSKIEJ SKŁADNICYtOPAfcU
RE-220- 0 (dwa" dwa- - lerojzoro)
wAfdmiiffsRn nTrTmafap TJS&JP"
DZI EĆI POLSKIE -- MUŚZĄłuMJEć
)POvPOLSKUIjJt#r
i 111
" 1 rllit
j 1
Mm
u__i w IrSlrt
ł''
} 1
i n
StJEK&IBlrtUMl Ul
i M
H
r
1
1
'£ U
I
'ftsl
tur--
1 ti y Hi ' I 1 !1 ii IM mmt
IW mm- -
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, November 03, 1956 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1956-11-03 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000044 |
Description
| Title | 000296b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | m la li I KU pu li 14' aia--?ia Hi iU Bi 1 JgO) iff-- H slałku retymowym "AA S Poniatowski' przybyłym " i III mi0dsrym kuchanem e Zygmunł Błoński kłó- - udnie my5"' aby 5P(ka sl? le swym braem bllfnla-1- 1 Jankiem Zmyliwszy czulnoić poliłruka Zygmunł k"!d7ie jłalku I mieszając się z Hornem cdierdia "na " do lendynu Nie znajdule lednak Janka ale za to !'P{'iJ na Hezne "girl frlends" brała które biorą go za TrU-j- j zabiera go do kasyna gry które nachodzi po-J- n _ t vomuntem uciekała Zygmunt trafia Wesz- - licK 'ruu° "" - Siady swego tirata „i na bllfnlaka XV PRZEBUDZENIE W duszno i parno morze by- - Wirowali w lańcu zawrotnie aż się zmienili w w febrze Nie był w stanic pohamować szczęka In spokojne Zygmum usiaai na Kamieniu opoK wirujące koło rulety Z koła uśmiechnęła się nila zębów _i- -: Tntil"i i v 7-łinłorncrtwa-niDm rrlfinT r?mi- - t--i jnarj'narsi utuma j i --i _ t: wruvi v6wium uu gmuma myscćąca iwan czarnego dinia znalezioną w porueiu umia luiugiauc uuieiy Wiedział o niej nie wiele Tyle tylko że za-pala Janka Krystynie że już byli ze sobą zaręc-zeni i ze się o coś licho wie o co pokłócili Pa-tną- c na fotografię Elżbiety musiał przyznać że ioi 'uroda jest efektowniejsza od 'urody Krysty- - v coorawda brak uśmiechu na twarzy na mrim "'" _ ( oiłr VfA™™ ł„1 1ł„ -- 1 odbierał icj iwij utyiu aiuicju ijic ujm w drobnej sylwetce ivrysiyny Bjł jak Janek zareaguje kiedy mu' wzrok a a w nnnpm' ze swoiei sympatii dla Krvstvnv '__ ! cip się ucieszy? W ostateczności na pew-no Krystyny nie chciał skrzywdzić Zakochał się w innej i tyle Odłożył fotografię do portfelu portfel wsu-nął z powrotem do marynarki Janka Zapalił pap-ierosa i wpatrzył się w morze Janek już był daleko i dla oczu Zygmunta przedstawiał sobą coraz bardziej malejący punk-a-k Janek już wojną uchodził za doskon-ałego pływaka i gdy spędzali w Jastrzębiej Gór-ze swoje ostatnie w Polsce wakacje wypływał w morze na długie godziny Więc Zygmunt li-cz- jł się z możliwością że i teraz kąpiel morska Janka może się przedłużyć Co prawda pierwsza kąpiel po wyjściu ze szpitala nic powinna trwać zbyt długo Zygmunt przeniósł wzrok z morza na mokry piasek plaży Zamyślił się Jak długo Janek był w szpitalu? Kto go pobił i za co? Dlac-zego opuścił pracę u Hladki i dlaczego włóczy się po świecie? Starał sie otrząsnąć odsunąć od siebie nie- - i mile natrętne myśli Niedługo dowie się wszyst- - I kiego Janek mu wszystko wyjaśni Zresztą wreszcie z Jankiem zobaczy Spróbował wyobrazić' sobie jak się ich przy-witanie odbędzie Ociekającego wodą Janka chwyci w ramiona i tak' go uściska że aż kości zatrzeszczą To dopiero Janek zdębieje kiedy go (ak nagle po wyjściu z wody zobaczy " Oparł się wygodnie o skałę w rozmarzeniu przjmknął oczy 'Było parno duszno rozleni: mfająco Zygmunt czuł jak go powoli ogarnia senność Nie bronił się Sen był ciężki męczący i duszny nie mniej duszny od kończącego się dnia Przyśnił się Zyg-muntowi tłusty nudysta z dużym guzem na gło-rie- r tańczący z chudą -- jak szkielet staruszką iiiBSiSSSSjjSSKSSgggaSSfcjgg 5 Aleksander Dumas mus™ j JiilJłilllii = s KTESZCZENIE POPRZEDNICH ODCINKÓW Edmund nanieś 1 Marsylii oskarżony nic-Uwin- ie priez swych rywali o odział w spisku bonapar-H- w została wtrącony do wlezienia na wyspie If Tu za-tnyil- nlł się z opałem Farlą który w chwili zgonu prz-ełaj mu laiemnlce ukrytych skarbów Dantes ucieka z Mjiienn I odnalazszy skarby wraca do Francl by się dowiedzieć o losie swych buskich i wrogów którym za-fysl?- 8t zemstę w" Paryżu wszedł w posiadanie pałacu w llrym natrafia na {lady swego prześladowcy prokuratora VHItforł przez klórego' tyle długich lat przesiedział w i(z!enlu Co roku wyprawia bal podczas Którego sni ukazvwił sio tv1kn na iirzeciau iedneeo 1 a więc o trzy kwadranse niż Pi "roi na zabawach dworskich Nikt nigdy nie wi-fo-al ' go ani w teatrze ani na koncercie ani też żadnym innym publicznym miejscu Czasami le zdarzało się to bardzo rzadko grywał w wis-'Uec- z w tedy było dobrać mu partnerów1 Zgadzał sic na sre z ambasadorami co najmniej 7sfnrłiał Monte te Cuwili w sDrawv kiem Prokurator królewski do kro- - powaznym i Była to ta sama oso-- "a- - raczej ciąg tej osoby która atała niegdyś urzędzie podprokuratora w Z człowieka szczupłego stał się z bladego żółtym Oczy ongi tylko głę-- o osadzone zupełnie zapadły Okulary złotej oprawie się cząstką całej "yUllei fimii-i-r rVn-- A ł:„l„rf T-ir-iito nQ C7Vi -- j --t- i-j wuiuci iiav " "ji slJdala zawsze uSOua T'nMniio rvr7vnnt r'-- ~- - rozpoczął Villefort Piskliwym i wymuszonym — przysługa i$7itmu-ta- ' wyświadczył pan zonia wczorajszym zniewala mnie j-e- nia wdzięczności iiii ninboirićoio rozmowę mojej tego nrzpmńwipnia urzędnika £zrtLjd0Walym za szczęśliwego ocalić ATmrła 7P uczucie H est la ze uczuć IW h Jest szczęście cale do mnie od SDełnienia prostej for- - która w wypadkach calonych spotkał mnie Napoleon Sadek O (powieść z życia obecnej emigracji) -- yJ" powietrziubyło Śniło się Zygmuntowi że drobna filigrano wa Krystyna płacze ze ońhce do niej podejść żeby ją pocieszyć ale nie może bo trzyma go łań-cuch Szarpnął się wściekle i obudził gdzie i na co czeka Niebo było pochmurne zapadał zmrok Ubranie buty i walizka Janka Elżbiety ieżałv swoim Cłnba łcglarz hadransa sztywnym Zygmunt zerwał się przestraszony Nie orientował się absolutnie jak długo spał Wytężył ciekaw przed mniej trudno cym coraz bardziej horyzoncie nie dostrzegł nic coby mogło powracającego Janka Przerażenie zaczęło podkradać się pod gard-ło Co robić dalej? Co począć jeżeli Janek przed zupełnym zapadnięciem zmroku nie wróci? Czy czekać? Czy nie należy biec po lu-dzi zmobilizować ratunek? Gnany i wyrzutami sumienia że zasnął że może zaniedbał pomoc zaczął wspi-nać się rozpaczliwie na nadbrzeżną skałę Był już blisko szczytu gdy spostrzegł że na krawędzi stoi jakiś wąsaty mężczyzna który z zainteresowaniem przygląda się jego rozpacz-liwej spinaczce Nieznajomy pochylił się wyciąg-nął rękę i pomógł Zygmuntowi wdrapać się na szczyt Widocznie wyczytał z jego twarzy prze-- _ rażenie bo zapytał życzliwie czy mógłby mu w czymś pomóc Zygmunt czuł że język skołowaciał mu w ustach Wszystkie angielskie słowa poplątały się naraz Nie był w stanie zbudować zdania Jąkał się i plątał usiłując wyjaśnić co się stało słuchał z natężeniem Widocznie zrozumiał wreszcie ktoś wypłynął w i nie bo zapytał: — Kiedy wypłynął? Zygmunt pamiętał że gdy opuszczał szpi-tal zegar szpitalny wskazywał kwadrans po czwartej Więc Janek do około w pół do piątej Wymienił tę godzinę wąsacz przyglądał mu się z nie dowicrzaniem - I — Teraz ósma — powiedział — — Zaspałem jęknął Zygmunt — I dokąd pan biegnie? — Do szpitala — Po co? W szpitalu nic mają nic panu nic pomogą - ' — Więc co mam robić? trzęsło nim jak t - 52 m 1 1U W 11 Ilu iiilltllllllU najpotężniejszym zaszczyt lecz rozumiem jest to tylko formal-ność zdumiała Villeforla Zmarszczył z brwi i zmienił temat rozmowy — Jak widzę studiuje pan geografię Ob-szerne ona daje pole do badań Jest ciekawa zwłaszcza dla pana który jak mówią zwiedził wszystkie kraje — Tak pa-- o tublę się zastanawiać nad ro-dzajem ludzkim pod geogra-ficzną Ale proszę zająć miejsce — Ze słów pańskich można sądzić — odez-wał się Villeforl dłuższej chwili milczenia — że zajmuje się pan także filozofią Gdybym miał więcej czasu poświęciłbym się tej dziedzinie wie-dzy z przyjemnością — Człowiek brzydką gąsiennicą — rzekł Monte Christo — jeżeli się go badać będzie przez nowiekszajace szkło analizy Ale raczył pan po wiedzieć że ja mam(dużo wolnego czasu czy Taki łn c7Jnwinfc Wa7 nr7firt dom twii tak harrizn wiele ma do działania albo raczej hrabiego Christo w celu złożenia mu wi- - czy czynności są warte trudu? % Zdziwienie' Villeforta wzrosło Nikt jeszcze Służący zameldował pana de Villefórt w nigdy tak do niego nie mówił Pflv hrnWo nnA oihnrmim Tnrhv--- Panip — ndnowiedział — nrzebywałeś % szukał na mapie dróg wiodących z Moskwy dotychczas dalekich egzotycznych krajach Nie Pekini: mm( wipr-- 7riawać sobie iak wszech wszedł pokoju a dalszy samej na rsylii jednak w%n teraz zdawały być uiaicgu wraca dochodzi łaskawie stronnym zajęciem wy- - miar Jedyną moim zdaniem prawo od-wetu samemu trzeba istotą jestem! oczach Christo Jestem m czerni! Wąska wstążeczka konany że żaden człowiek me zajmo--7 dziurkę takiej pozycji Królestwa królów -- w klapie naspmi-- n swoje granice Moje bezkresne Jakkolwiek Monte Christo panował wielkie światNie jestem Włochem prokuratorowi Panie — Llem którą do szczerej roaczas Ji-y01- ' to t° Pojmuję że że wszedł wody — tm k' iż lekka każdą po A 1 odpowiedzialnym swawiedliwości — sprawiedliwością — się — jest ' ' l — Aby sprawiedliwość być — A więc nią — zawołał z w Monte — prze- - rfy w przeciągnięta wy-- wał jak moja iak krwi maia jest jest tak jak ani tprn7 6{i'C w dniu słów twarz ani Francuzem ani mieszKancem mun iuo me-- uznaiac żadnym człowieku brata nie będąc pytał nikim ani niczym działam szeroko swobodnie Wrogami są jedynie odległość i czas te wytrwałością potrafię m w chwilę nie się uśmiechem zawsze ujarzmić Trzecim moim wrogiem najpo- - — „r — odpowiedział głosem nie- - tężniejszym jest Ona jedna może stanąć dejdzi — się uważam 'wiałem svno""matpp n1?"5'6 najbardziej najświętszym wszystkich należy wiec nana jest podobnych jest przypominać natychmiast przerażeniem Nieznajomy morze Nieznajomy łodzi Odpowiedź szerokością jest etnjom jest sprzeciwił Monte-Christo1- " wymierzać wyjątkową płomie-niami czerwonej dotychczas przez skrępowany rozjaśniła w poprzeK mym niowi? 10 Miuaio 1 otwarcie nawet panie który Jesteś proku- - ratoiem królewskim 'Ś (Vw!Sv IMI — Niech pan idzie 'ze mną do telefonu Przystań jest dwie mile stąd w miasteczku Trze-ba natychmiast powiadomić policję żeby wysłano łódź na poszukiwania Przez telefon z policją rozmawiał wąsaty je-gomość prawdopodobnie okoliczny farmer Zyg-muntowi szumiało w głowie i niewiele zrozumiał z tego co jego towarzysz mówił przez telefon Zrozumiał -- jedynie że podał godzinę o której za-giniony wypłynął i miejsce z którego wypłynął Potem zapewnił Zygmunta że łódź zostanie wysłana i spytał czy się Zygmunt nie napije herbaty Ale Zygmunt odmówił Więc mu pora-dził żeby się udał na przystań i tam czekał na wynik poszukiwań Zygmunt podziękował za pomoc i radę Na przystań jednak nie poszedł Wrócił na to samo miejsce z którego Janek wypłynął i na którym pozostały wszystkie rzeczy Janka'Choć miał zu-pełny zamęt w głowie instynkt mu że nie ma po co chodzić na przystań Nic tam nie po-może Lepiej tutaj a nuż jednak Janek wróci A jeżeli łódź go znajdzie to i tak przy-jadą na to miejsce po rzeczy Skulony bez ruchu przesiedział do północy na kamieniu wpatrując się bezmyślnie w ciem-ności nocy O północy zaczął deszcz Zyg-munt podniósł się zebrał rzeczy Janka wcisnął je do walizeczki i wsunął za kamień żeby je uchronić przed deszczem Potem wrócił na swoje poprzednie miejsce i nie zwracając uwagi na deszcz nieruchomo przesiedział do świtu wyjrzało zza chmur i już było dość wysoko kiedy Zygmunt zdecydował że dalsze wyczekiwanie nie ma najmniejszego sensu- - Bo-lała go straszliwie głowa czuł że trawi go go-rączka Ściskając kurczowo walizkę Janka z ol-brzymim trudem wydostał się na szczyt skaliste-go brzegu odnalazł szosę i resztkami sił powlókł się w kierunku miasteczka Szedł z milę automatycznie powłócząc no-gami Nie słyszał nawet nadjeżdżającego auta Podniósł oczy-dopier- o wtedygdy wóz wyprzedził go i stanął Był to ambulans szpitalny w którym prócz kierowcy nie było nikogo j — Hallo! Pan do miasteczka? — zapytał kie-- i rowca 1 Zygmunt w milczeniu skinął głową — No to siadaj pan podwiozę Wgramolił się z trudem na miejsce obok jednak zanim sio udam do jakiegoś kraju sta ram się uprzednio poznać ludzi z którymi żyć mi przyjdzie Poznaję ich tak iż znam ich lepiej aniżeli oni siebie znają Z tego wynika że jeżeliby wypadkiem prokurator królewski miał do mnie jakąś sprawę to z nas on na byłby bardziej zakłopotany — To — rzekł wahając się Villeforl — że natura ludzka jest omylna i że waszym zdaniem kaady człowiek zdolny jest do popełnie-nia jakiegoś albo nawet nied-bale — Błędu występku — odpowiedział Christo ' — A pan panie de Monte Christo czyż miał-byś' być wyjątkiem? Miałbyś być bez zarzutu i skazy? Zupełnie doskonały? — Nie jestem doskonałością W każdym razie jednak mogę upewnić pana że wasza spra-wiedlwo- ść na pewno mi nie grozi Zresztą i pan nie potrzebuje się moich przywidzeń — O tym nie pomyślałem nawet — odparł z uśmiechem Villefort — Pozwól jednak hra-bio że ci powiem otwarcie: "Bracie mój zaślepia cię duma Nad innych się wynosisz lecz pamię-taj że nad tobą jest Bóg" — Nad wszystkimi jest Wóg — zekł Monte Christo głosem tak przejmującym że Villefort zadrżał mimo woli — Duma moja jest tylko dla ludzi którzy jak węże są gotowi rzucić się zaw-sze na tego kto nie chce ich podeptać Wobec Boga jednak w prochu się korzę — Teraz uchylam czoła przed tobą panie hrabio Jeżeli istotnie jesteś silnym czystym nie-skalanym masz prawo być dumnym Lecz duma twa musi do czegoś zmierzać? — Kiedyś istotnie zmierzała I mnie kusił kiedyś szatan I do mnie jak ongi do Chrystusa mówił: "Synu człowieczy mi pokłon a dam ci królestwa całej' ziemi" Wahałem się czas dłu-gi bo istotnie bezmierna duma od dawna rozpie-rała me serce lecz wreszcie powiedziałem mu: "Posłuchaj mówiono mi zawsze o Opatrzności nigdym jej jednak" nie widział) Sądzę więc że nie ma Opatrzności A jeżeli jest pragnę zostać Opatrznością bo według mnie nie ma nic wznioś- - lejszego jak sprawiedliwie karać i nagradzać" się tylko ją zobaczyć można ponieważ jest córką Bo-ga a więc jest niewidzialna Jej działanie nawet jest niewidzialne ona tajemnymi ścieżka-mi Opatrznością zostać nie możesz uczynić cię zdołanutylko poslannikiem Opatrzności" 'ryki Jestem człowiekiem bez ojczyzny -- nowym Yillefort z nieukrywanym zdumieniem spój- - Tanpm hez Ziemi Nie należąc do żadnego kraju rżał ńa Monte Christa nie dbając o opiekę jakiegokolwiek rządu niey Więc tylko śmierci się pan lęka? śmiało moimi ale jedną Panie hrabia śmierć zamiarom tobie ro mówił czekać mżyć- - Słońce dwóch pewno znaczy błędu Monte lękać oddaj chodzi za- - się o tyle tylko o ile by mogła zniweczyć moje starość? me spełni się nim ona — A szaleństwa? — Już mi raz — Oprócz śmierci ciągnął dalej yillefort kierowcy Widać" po'nim było że goni resztkami sił Wóz ruszył Kierowca z ukosa przyglądał się Zygmuntowi — Zdaje się że to ja 'pana przywiozłem do szpitala mruknął — Acha — mruknął Zygmunt Nie chciał 1 był w stanie wdawać się teraz w jakiekolwiek rozmowy udzielać jakichkolwiek wyjaśnień — Pan na dworzec? Zygmunt skinął głową — Dlaczego pan szedł pieszo? Dlaczego pan nie zaczekał na autobus? Zygmunt wzruszył ramionami Nie odpowie-dzia- ł Szofer już o nic nic pytał Ale od cza-su do czasu rzucał podejrzliwe spojrzenie w stro-nę milczącego pasażera Gdy ambulans zatrzymał się przed dworcem i gdy Zygmunt ledwo trzymając się na nogach wysiadł z wozu x wszedł do poczekalni kierowca wysiadł z wozu również i wszedł do budki tele fonicznej W poczekalni Zygmunt usiadł na ławce pod ścianą Nic miał nawet siły spytać o której po ciąg odchodzi do Londynu Ból głowy rozsadzał mu czaszkę Obojętnie uniósł głowę gdy poczuł że ktoś mu położył rękę na ramieniu Stał przed nim do-brotliwie spoglądający policjant " ~" — Pan jedzie do Londynu? — spytał Zygmunt skinął głową — Ze szpitala? Ponownie odpowicdziałi skinieniem głowy — Czy mogę pana prosić o dokumenty? Usłyszał to pytanie jakby przez mgłę Ja-kie dokumenty? Przecież on nie ma żadnych dokumentów' Nie Teraz już nic będzie uciekał Nie ma siły Daleko by nie uciekł Już mu teraz wszystko jedno Niech się dzieje co chce Milczenie Zygmunta trwało podejrzanie dłu-go Dobrotliwy wyraz twarzy zniknął z twarzy policjanta Zastąpił go wyraz' zniecierpliwienia: — Pańskie dokumenty! — powtórzył -- surowo Wzrok Zygmunta padł na walizeczkę stojącą n jego nóg Pochylił się otworzył walizkę wyjął z niej portfel Janka Z portfelu wyjął dokumenty Podał policjantowi' Policjant przeglądał je dość długo Widocz-- J nie jednaknipodejrzanego wnich nie zauważył bo dorotliwy wyraz wrócił na jego oblicze -D- ziękuję -- "powiedział zwracając Zyg-muntowi dokumenty — Przepraszam że pana niepokoiłem XVI CHOROBA Od piątkowej awantury Krystyna nie zamlc-nil- a z Władkiem ani słowa Żal jej było tego "mrukliwego chłopca któryocfdawna narzucał jej woje uczucia 2al było bo odczuła na własnej skórzcjak bolesna jest miłość wzajemności domu istoty swej Walentyny a który ongi wstrząsał królestwami Ciężko mi patrzeć na ojca na szczęście jednak Bóg litościwy zesłał domowi mojemu światło w postaci dwojga nie-letnich dzieci Jest to Walentyna córka moja z pierwszego małżeństwa zpanną Renatą de Saint-Mera- n i Edwardsyn obecnej mej małżonki któ-remu ocaliłeś życie A teraz żegnam pana uno-sząc wspomnienie szacunku którymam nadzieję obopólnie się utrwali gdy zechce pan bliżej zaz-najomić' się 'z moją rodziną Gdy powóz1 Villcforta odjechał Monte Chris-to rzekł do siebie: — Dosyć tego jadu którym serce moje aż po brzegi zostało wypełnione Muszę poszukać ja-kiegoś lekarstwa ' Zadzwonił na Alego i rzekł doń: — Idę do pani Młoda Greczynka prnywała w apartamen-tach urządzonych na sposób wschodni Posadzki wysłane były miękkimi tureckimi dywanami ściany powleczone materią jedwabną We wszyst-kich pokojach nie brakowało miękkich poduszek Hayde leżała jak zazwyczaj na atłasowych poduszkach koloru błękitnego srebrem haftowa-nych Ubrana była w strój niewiast z Egiptu to znaczy w atłasowe spodenki białej barwy boga-to haftowane z których wychylały się drobne nóżki przybrane w sandałki z zakrzywionymi nos-kami złotem i perłami wyszywanekaftan w dłu-gie niebieskie i białe prążki z szerokimi rękawa-mi ujętymi u dołu w klamry wreszcie staniczek z 'wycięciem w formie serca zapięty na trzy guzy brylantowe znacznej wielkości Stani-czek i spotlenki łączył pas w żywe kolory tkany z długimi frędzlami Na głowie miała czapeczkę złotą perłami naszywaną spod czapeczki wyglą-dała' świeża' róża purpurowa która od czarnych włosów odbijała prześlicznie Przepiękna twarz była typu czysto greckie-go z dużymi czarnymi oczami które ocieniały jedwabiste rzęsy Wspaniałe łuki brwi nos pro-sty usta jak korale wreszcie zęby do pereł po- dobne'' Z urodą niezwykłą łączył się czar młodości i "Mylisz Szatan pochylił wtedy głowę westchnął " moła mieć bowicm Iat dwadzieścia naj- - rzekł — Opatrzność istnieje nie tak łatwo ' J" ' — — Lękam jej zamiary — A Posłannictwo groziło — — nie więcej bez wnuczki srebrne iuonic unnsio poiecii siuzeonej aby zapy- tała Hayde czy go przyjąć zechce W odpowiedzi dywan nad drzwiami zawieszony uniósł się w górę Monte Christo wszedł Hayde uniosła się wtedy wspierając się na ręce w której trzymała riargile Podając je hra-biemu rzekła z uśmiechem — Dlaczegóż każesz panie pytać się o poz- wolenie wejścia? Czyż nie jestem twoją niewol-nicą?' Monte Christo uśmiechnął się Jekko — Hayde wiesz chyba że znajdujemy się we Francji jesteś więc wolna - — Cóż to jest wolność? Co ona dać mi mo-że? — To znaczy że jesteś panią siebie i swej Tikżp nan może mówić coś nodobneso — starości iszaleństwa jednej jeszcze rzeczy wi'-- woli że możesz wv każdej 'chwili odeiść Nie jesteś Francuzem od chwili jednak gdy sta- - nieneś się obawiać- - a mianowicie niedołęstwa — Ciebie porzucić? Z jakiej przyczyny mia- - nałPć na francuskiei ziemi francuskim nodlesasz Przyjdź panie do mnie kiedy a pokaże ci mego łabym to zrobić? Sci prawom " ojca Noirtiera de Villef ort który dziś jest njeru- - - Młodą jesteś świat stoi przedtobą ótwo- - a — Wiem o tym doskonale mój panie Ja chomym starcem podległym woli najsłabszej w rem g - Architektoniczne 1 konstrukryjnsbu djnków mleszknlnjch przemysło-wjc- h I handlowychParcelacJMSUb- - dhlslons) " -- 'r"J JE PRZYOODAcónsulHnB Englnłor EM S-94- 30 ' HU -- 54M -- 2MJ57 dSShrt CITY DRIVI[]G SCHOOL (Licencjonowana Szkoła Jazdy) $125 za lekcję' Gwarantowane v711iki nauki 806 Bathurst Sł — LE 7J45A (róg Bloor) ' (22-51- ) Jedyny Polski Salon Piękności Marya'5 Beauiy Parlor Specjalizacja w trwałej Ondulacji 'Tcrmancnt Wavcs" 216 Bathurst St EM 8-44- 32 mBmmĘmimmmmmmmmmmmĘMmĘmaammmm& BIERZESZ Rffiifó ślub? fH Skorzystaj z naszej wypoży-czalni strojów ślubnych" 256 College — WA 2-09- 91 556 Yongo — WA 2-32- 70 €-- "f -- B 1 Wjpoijczalnlfł dla panów w obydwu sklepach ~ dla pnń tylko przy -- yonge si INSTALACJE K7 ~n 7 7 KI i tf% U? K mmmm ł — - - 38-4- 6 elektryczne : wykonuje1 t„ STANISLAV''BĄllij r 57 Grawjforil St el EM 4-2- 67 William Shoc Storo1 Wlatc: B Czarnofu' Poleca obuttlrlmporloanB 1 kanadyjskie „ - -- i Wysyłamy rńwnlcł obuwie do Tolakl 750 Quen St W — tEM 898 """IR Wiele polskich sklepów i przed-siębiorstw nic prowadzi księgo wości aż władze" podatkowe te-go' nic zażadaji Powoduje lo wtedy wicie nieprzyjemności i kosztów ' Jest znacznie wycodnicJ I ta niej prowadzić księgowość ire: i gularnic „ „ 1 KSIĘGI HANDLOWE zakłada prowadzi I ' ' bilansuje T L "U B ACZ ? 118 Roncowalles AvoAp 22 Toronto — Tol- - LE! 2-65- 70' wwmJ MASZYNY do PISAUiA Tylko 09 £ tygodniowo i bgdziesz właściciclem''tcj pięknej maszyny do pisania I JSHAROUN ZOv 781 Queon St" W Toronjp Dostarczamy'wcałcj Kanadzie 4 s I Zawiadamiamy naszych KUEHT0)fe źe obecnie prócz 'WCGLAjmn-m- y na sprzedaż i 'dostarczamy do domów '""F _ olej do opafu — dzwoń do — POLSKIEJ SKŁADNICYtOPAfcU RE-220- 0 (dwa" dwa- - lerojzoro) wAfdmiiffsRn nTrTmafap TJS&JP" DZI EĆI POLSKIE -- MUŚZĄłuMJEć )POvPOLSKUIjJt#r i 111 " 1 rllit j 1 Mm u__i w IrSlrt ł'' } 1 i n StJEK&IBlrtUMl Ul i M H r 1 1 '£ U I 'ftsl tur-- 1 ti y Hi ' I 1 !1 ii IM mmt IW mm- - |
Tags
Comments
Post a Comment for 000296b
