000272b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
jitzY ZAWIEYSKI: II
_-l- —ił nłllirilp 3r1v ni
?T-i-_-
nł cip rfn DODołudmo- - eeiuł- - 7 - Hn nłp
iiajrzemw 1 u — — —
i nip wiedział co ma zro- -
Dfco powiedzieć Chciał ująć
at rękę albo objąć za szyję
qak obejmował dzisiaj dok- -
'szeptał nieśmiało:
-T- atusiu
S§ Odejdź Widzisz ze chcę
?I Ijciec odwrócił się do ścia- -
M
przed wieczorem rodzice wy-hodb- li
do teatru i także nie
vll osobności by ojca przer-osić
Gdy tylko wyszli babcia
Saa" przykazała Jackowi by
jlnnwał Adasia bo sama musi
Mit do przyjaciółki aby jej
0J Ważnego powiedzieć Wróci
a pol godziny Ale wróciła póż-oid- y
Adaś już dawno spał a
faćei nie mógł usiedzieć ze
męczenia przy łóżeczku bracisz
Walcząc ze snem wzywał Prez-ydenta
'Wenderdyka któremu
ulali tyle opowiedzieć z wyda-leń]
dzisiejszego dnia!
jBabcia "Kicia" wróciła w do-afyn- J
usposobieniu i była dobra
fla"Jacka Dala mu działkę cze-iolacl- y
i rozkładając polowe łóż-koldl- a
niego w kuchni nuciła
byś ręce
w i O No
się bal)-deb- y
Pofchwili radosnego oczekiwa-nia'Sjavi- l
się pod powiekami
gość pan Prezydent
Wenderdyk
jpjJDobry —
posłyszał brzmienie najmilszego
głosu i równocześnie do-tkniecie
na do-tkntó- ie
ojca
opowiadał Opowiadał
doktorowi przy
Prezydenta Gdy już ze
dnia wszystko wycze-rpali
do powrotu babci
i jejwesolego w kuc!)-ni'Zapyt- al
nieśmiało:
Czy ten był
ąfaju Wenderdycji?
jPan Prezydent uśmiechnął się
milejjpogladził po
nic ale
Ts h ibub
I
powieść
H
S£J
łssr "V ''
iv fc- -ł Jt A Jl AOrtWf vćA
m z
£ynn'Si!iffi
II
yvV
ślizgała się
oiHichni a uderzyła w
Mfifl z sylwetek
"szczeblem piąć się w
stał też koło drabiny
ą~3 rt cor
:lt3 Nic czekałem tylko mój
3 Otwarty?
3 żem knrknciaff
do
$M górę i kra-'- ?
dwie ręce które
Z nienacka
w a w dru-kj- 1
i się po
się że się ale ty
Jwef się _nie Npaortuesgzoyłaś — nie
na rlnlp Gńv
się podłogę i
— pochylił się zaraz
z nnrl 4pin- -
Ljgprnki gliniane? Był nich
i
ItProsto w cisnąłem
w ool dwa następne '
No i zhnrbiłpm Tmi inż
3A om?
mnpp nn
cjW1 DocninnU _
oznaczało że
nie było bo po- winien wiedzieć od razu że tak
Czy nie Ven-derdyc- ji
po sposobie mówienia?
Po objęciu
Po rąk? nade
wszystko po prześlicznych opo- wiadaniach? — Ach —
się z
Wenderdyk — kraj
Wenderdycji jest rozległy i nie
ma o nim
ale unikają go Wolą
tę zabawę o
dziś z rana
zabawę pod "ja
z
— Och Prezydencie —
szeptał w —
źle się skończy Bo jeśli
oni nas jeśli nas
Wenderdycji?
Prezydencie!
lalcaj umył siej płakał Załóż mi
Dredko łazience nieco mniej dobrze
SpiąĄ' położył prosząc
zgasiła światło
u-WS- isy
wieczór Jacku
poczuł
swych rękach
{"Jacek
talmak twarzą
twarzy
zdarzeń
"Kici"
nucenia
doktór kiedy
Jacka twarzy
ib
By""
by
imuga światła jeszcze chwilę
potem
jedna zaczęła
fch$ szczebel
6reTen drugi
iy
mohk
wvsnnnł
Klapa uniosła
szmeru wtedy
parapet
ostrzem jedną potem
zsunął na
zbudzisz
dodał
nuechem
Zesalem Trzymał lntarkp
zwalił zaklął
Licht!
1?ipmu latarka WirWinlni
w zdaje
smalec za jeden
A potem
co wtedy?
ciebie
PMco dalej
noKądŻe uHorl7io Tatnrlrn
szpuai
co
Jacek
poznał
A
Jacku
zdawał mówić
granic Dorośli
dorośli bo-wiem
której
ci wy-biję
Jacek ta
zabawa
S$? gdzieś pod stół i ciemno
Pod Miałem może zejść
-s-adzie z na
zamilkł Ja
rą na brzegu tro-- u
trzeba było pójść
y Sie do na
e"& "j'"uiii cos czego mgay
w To było „i "ł Auizmar trzeci
łintoiam l-- f- ł„„_
air--cii- u zamieniano na
nH Cr~-- U
pytanie
czułym
wiedzą
hasłem:
trwodze
wreszcie
jjjTaf
usunąć
imhMU' nvi 11
Jeśli zaczną
nam z głowy kraj
O mój
— Nie płacz mały Nigdy go
nie Nigdy Jacku Nie
bój się
— Och panie
Mój Bardzo mi smu-tno
Ojciec się na mnie gniewa
gniewa się ciągle bo jestem
do mamy Co to zro-bić?
Umiem tylko płakać
— do ciebie
mój śliczny Jacku — mówi
pan a- -
Jacek nie na
szyję tak już
bez
j3£
W si? sie
ich
też
juz
0011:11
Jeńców z Można dlf m° dwóch trzech
w4 się bezsil- -
ieżlii "'""cv uziesiaiw seiKi
rin
fc W me nie
rf się i ukryć twarz w
można
si--
ę
wlek11 ieden
oto w kraju
— —
szeptał Jacek
— tam dziś
zaszło Zaszło ogrom-ne
— Jakie?
— Było dziś Wielkie Granie
przed i Wielki
Czyli jak mówią dorośli:
Wielki Koncert Albo inaczej je-szcze:
Wieczór Od rana
przygotowywano się do
Wielki Kon-cert
który się ci-chej
w lesie Gdy tylko
słońce że pora
się zbliża po-chód
ruszył Na czele
szło
Wiec najmniejsze zwierzątka
uśmiechał się najmniejsze ptaszki prowadzone
rnnicjfci laia iH'iQiiaiBB latania in 'Djnim
{Halszka Guilley-Chmielowsk- a
n
4 AvwłVv
ŻYCIA POWOJENNEJ
(Copyright "Kultura")
nagle
Wtedy
za
Miałem
Myślisz
Jbotiilnik paznokci?
na
zobaczyłem chwy-jjft- u
ciachnąlem
szczeblach
%Ba!em
ze
drugiego to
na
owflział- -
Złapałem walnąłem
plecy
ciągle
mądre
mieszkańca
ramionami?
pieszczocie
wyrzutem
Prezydent
śmieszną
mówiliśmy
panie
napadną?
drabiną
powrotem zydlach?
tgtem Siedzieliśmy
g°dzinc
Gdy
śródmieścia jednym
gpm
rPJętrowrm ogromnym
T
na
-- i t -- —
zawojują? wybijać
najdroższy
zawojują
najdroższy!
po-dobny
na
Dlatego przycho-dzę
poważnie Prezydent —
piosenkę
£laia Buchenwaldu
ić Jedneg°
""dych słaniających
ffJ?°ne mnóstwoitu ws7ar7ałvrh
P°d°bnych upiorów te-teŁJ- L
JPosob wytrzymać Chciałoby
oczy ifo£
feaSo Podtrzy?iuJiłc
Jesteśmy Wender-dycji
Jesteśmy jesteśmy
Opowiem ci co
zdarzenie
niezwykłe
zmierzchem
Śpiew
Muzyki
uroczy-stego
wymarszu na
odbywał na
polanie
mrugnęło odpo-wiednia
uroczysty
naprzód
wszystko co najmniejsze
niemówil
ihiihjhiib
EMIGRACJI
§1
głowy"
niepamięć
dłoniach
-- a ~strTiuv tfiy tz iaua
SIERPIEŃ 1961
przez najmniejsze dzieci żaden
ptak nie leciał bowiem sejm
ptasi uchwalił aby okazać bra-terstwo
z tymi co nie mają
skrzydeł i iść pieszo Ptaki na
równi ze zwierzątkami szły wol-no
spacerem w przewidzianym
porządku i to parami: ptak i
zwierzątko Więc: słowik z kot-kiem
kukułka z wiewiórką sko- -
wroneK z piesiciem lasKoiKa z
zajączkiem wróbelek z liskiem
— Widzę jak idą! To śliczne
i zabawne panie Prezydencie!
— Widzę jak ida! Teraz już
zwierzęta Więc: wilk z jagnię-ciem
cielątko z dzikiem wół z
żyrafą sarenka ze słoniem la-nia
z kozłem konik z wielbłą
dem Ach trudno mi zliczyć te
pary — śmiał się wesoło pan
Prezydent Wenderdyk — Na
polanie Wielki Koncert Naj-pierw
dyrygent Wiatr dał mu-zykę
drzew leśnych muzykę
strumieni i rzek oraz cichy szum
zbóż Nawet trawa miała swój
udział w koncercie nawet kwia
ty wszystko co zdolne poru-szać
się było w ruchu czyli gra-ło
na równi z drzewami w le-sie
na równi z wodą w rzekach
i strumieniach A później były
występy śpiewaków Najpierw
śpiewały slowjki swoje pieśni
miłosne których słuchano przy-tulając
się do siebie głowami
przy głowie Zadowolenie było
ogromne i słowiki musiały śpie-wać
aż do zachrypnięcia Ale
najcudniej mój Jacku śpiewały
później skowronki śpiewały tak
rzewnie tak ślicznie wyciągały
swoje nutki że słuchacze z po-dziwu
i zachwytu oniemieli O-nie-mi-e-
li
czyli zapanowało po-śród
nich ogólne zapomnienie
że po śpiewie skowronków na-leży
zamruczeć lub zapiszczeć
stosownie do swej natury Więc
była wielka cisza i ta cisza też
była muzyką Skowronki pospa-dały
z wysoka w zboże i tam
omdlewały z wyczerpania oraz
szczęścia Tak było do zachodu
słońca które skryło się całe w
uśmiechach i blaskach Później
oczarowani słuchacze Wielkiego
Koncertu wracali parami do do-mów
Ach Jacku było to cud-ne
święto kraju Wenderdycji
— Czy pójdzie pan ze mną
ihjhsh ihiiemu
rffiocxa:nrratrmam3j
12
H SS [i uh
a !□ n
moment opadną na chodnik by być już
tylko workiem porzuconych kości Ich
oczy gdzieś w głąb czaszki wepchane
były nie do opisania Nie widzisz nie
mogę o tym mówić ściska mi krtań
Około południa znaleźliśmy gdzieś na
końcu miasta ogromne koszary w któ-rych
jak nas poinformowano znajdował
się punkt repatriacyjny Były to dwupię-trowe
budynki rozstawione szeroko na
pustej przestrzeni ogrodzonej wysokim
murem Pachniało tu krezolem i wap-nem
Ileż tam było ludzi z tłumokami
na tlumokach między tłumokami jak w
jakiejś gigantycznej poczekalni w której
wszyscy oczekiwali na odjazd Ale dokąd
jak kiedy? — nikt nie wiedział
Tnkknlwiek to iedno tylko wszystkich
1
no sobie nawzajem informacji ze
nikt i nic nie potwierdzało
Już na sam widok tego tłumu zdezo-rientowanego
podnieconego złaknione-go
powrotu który wydawał się coraz
wątpliwszy doznałam uczucia fizycznego
zmęczenia Oparłam się mur cemento-wego
i miałam ochotę tylko
spać
Mark poszedł by wyszukać jakieś
mipisce Korytarze sale schody były
tak zapchane że nawet nie próbowaliś-my
przez nie przebrnąć Zresztą nie mia-łam
sił Patrzyłam więc za gdy
się oddalał gubił się między- - ludźmi
nikł za budynkami Ogarnął mnie strach
że teraz stracę go z oczu na dobre Uświa-domiłam
sobie że gdyby Mark nie wró-cił
to chyba się spod tego muru nie
ruszę Nie sposób wyrazić w tym
momencie poczułam się --w tym rojowisku
zgubiona obojętna smutna
Słońce na tym ogołoconym betonie
podwórza paliło żarem i pragnienie przy-schnę- lo
mi do warg Bolała mnie głowa
Wreszcie go zobaczyłam Szedł raźno 1 z
daleka czynił w moim kierunku ożywio-ne
gesty Wyglądał jak chłopak
się rozdokazwai i wygłupia się by ko-goś
rozśmieszyć
— Chodźże odlep się od tego muru
— wołał głośno kąt I pociąg-nął
mnie za sobą wymijając szybko i
zręcznie grupujących się co kilka kro-kó- w
ludzi Faktycznie w garażu
bez drzwi wyszperał kawałek wolnego
miejsca poza skrzyniami sztabami ze- -
"ZWIĄZKOWIEC" (August) Sobota 19 —
panie Prezydencie — mówił Ja-cek
przez łzy — czy pójdzie pan
ze mną i będzie mnie pan trzy-mał
za rękę
Prezydent już nie zdążył od-powiedzieć
bo w kuchni zapali-ło
się światło i weszli rodzice
aby zrobić sobie herbaty która
już stała gotowa na małym ga-zie
w imbryku Imbryk szumiał
cicho jakby brał też udział w
Wielkim Koncercie o którym o-powia- dał Prezydent Wender
dyk
Spod przymkniętych powiek
Jacek widział nową mamę Igu-si- ę
która ze szklanką w ręce
pochylała się nad nim
— Znowu płakał przez sen —
mówiła do ojca — Co z nim zro
bić? Powinieneś Witusiu pójść
do tego doktora i porozmawiać
o Jacku
— Nie pójdę — odpowiedział
ojciec szorstko — Jeśli będzie
tak dalej trzeba go oddać mat-ce
albo umieścić w jakimś Do-mu
Dziecka
— Ależ Witusiu — dziwiła
się nowa mama — Zresztą jak
cncesz — powiedziała po chwili
— Przecież to twoje dziecko
Światło zgasło i oboje
Znowu
Wenderdycji
Zelunych
kana-lizacji
ZASTANÓW SIE
ZBADAJ DUŻE DA Cl
FRIGIDAIRE COIN LAUNDRIES ci:
1
2
I
—
1
Kolorową porcelanową oprawę
Pierwszej klasy urządzenia prania i
nieczystości
3 obrotowy
4 automatyczne urządzenia i wiele
nowoczesnych udoskonaleń
5 pomoc w
posiadacie sklep nadaje na
automatycznej (Coin Nasza
zobowiązań udzieli porad
zainstalowaniu automatycznych pralek
bardzo wplata Oprocentowanie jakie można
Po informacje zwracajcie
COIN LAUNDRY EOAJIP
27 Metropolitan Scarborough
AX 3-82-
91
laaenninin
laza i rupieciami wśród których siedzia-ło
w kucki na prowizorycznych lęgowi
skach mnóstwo innych pomęczonych i
zgłodniałych ludzi
Jakim sposobem przed
jeszcze Markowi udało się znaleźć nawet
i trochę słomy — to już nie wiem
Byłam u kresu sił W nocy chwyciła nuiie
gorączka Miałam spierzchłe suche war-gi
owładnął mną ciężki żar a w uszach
nieustannie i męcząco słyszałam wzbie-rający
szum Mark w jakiejś
puszcze mi trochę wody Jego
ręka była chłodna więc przytrzymywa-łam
ją przy skroniach a Mark przykuc-nął
mnie i co chwila mnie pytał:
już ci lepiej?" Męczyło to
więc nie odpowiadałam
Ile dni ile nocy ta gorączka mnie tra-wiła
— nie wiem majaczy-łam
Koszmarne kształty i barwy podry-wały
mnie ze słomy i gwałtownie otwie
rałam piekące Półświadomie
dostrzegałam ludzi poruszają-cych
się w garażu Zdawało mi się że
byli tuż blisko jak ogromne niepropor-cjonalne
widziadła A głosy ich
dochodziły mnie gdzieś z daleka jakby
się od odrywały uchodziły w prze-strzeń
i stamtąd wracały stłu
mione i ciche osiąść na ich porusza- -
absorbowało Mówiono jedynie o tym i jących się wciąż
w naiorzeróżniejszych językach udziela- - Wreszcie któregoś ranka
lylko
o
budynku
Markiem
jak
ludzkim
który
Znalazłem
jakimś
naraz
KORZYŚCI
zapewni
zało-żenie
miejsce
powieki
dopiero
otarłszy
szorstkim kocem pot z twarzy uniosłam
głowę i spostrzegłam Marka Zdawało
mi się że go długo tu nie było i dopiero
teraz zjawił Siedział tuż mnie
oparty o pakę
— Skąd — mi się
jakimś nie moim głosem
ZwTÓcił się twarzą ku mnie ale nie
dostrzegałam jego rysów Było jeszcze
bardzo szaro Jakąś szmatą ocie-rał
mi czoło odchylając z niego lepki
kosmyk_ włosów Zdaje że zaraz usnę-łam
Gdy się w jakiś czas potem
zobaczyłam że u wyjścia z garażu bło
słońce Dużo słońca i rażącego światła
To już nie ta szara porowata ściana ku
której byłam nieustannie zwrócona
Mark siedział na skrzyni i mówił do
dwóch mężczyzn którzy stali tuż nade
mną gorącego
—Gdyby ta chinina to nie wiem
co z nią stało Miałem szczęście bo
ów typ miał wszystkiego tylko dwa pro-szki
Przehandlowałem z nim za trzy pa-czki
papierosów Chciał cwaniak cztery
ale zmiękł
— No i od lepiej
— Inaczej to by kiepsko było — po-takiwali
— gorączkę to tylko chinina
Mark zwrócił ku mnie
— Patrzy na mnie a co widzicie? —
wolał z podnieceniem — Kto ja jestem
powiedz no mnie wreszcie!
Mimo woli uśmiechnęłam się
wyszli z kuchni Zajrzeli do "A-da-sia
Pochylali się nad nim z
uśmiechem czułością i podzi-wemż- e tak ślicznie rączki rozło-żył
przy główce Patrzyli długo
objęci teraz w pół po czym wy-szli
na palcach aby nie zbudzić
małego i "Kici" która coś mó-wiła
przez sen
Jacek słyszał kroki zamy- kanie drzwi brzęk talerzy oraz
szklanek Wreszcie wszystko u-cic- hlo
Był teraz sam
i zawsze sam
Przez straszną ciemność nocy
ręce przed siebie i wzy-wał
Prezydenta Wenderdyka a-b- y
przyszedł i zabrał go do kra-ju
Aby go zabrał
nim stanie to najgorsze o
czym mówił ojciec
KONIEC
J & J HARDWARE
tklad towarów
fbaorrbów naweoiydrotciąkguowchyecnhnych ogorrzaeiwpanriiya
J Stefaniak właić
745 Oueen St W EM 6-48- 64 obsługa Niskie ceny Bezpłatne porady w sprawach
ojrzeuanla S
Zanim ulokujesz pieniądze
JAK
AUTOMATYCZNA PRALNIA
piękną
do odrzucania
Szybki przyrząd do suszenia
Całkowicie innych
Całkowite rozplanowanie i instalacji
Może który się doskonale
pralni laundry) firma zbada
bez żadnych i wszelkich
Przy mała najniższe wymagana
otrzymać do:
RAUB LTD
Rd Ont
Dzwonić:
iB!!H'iH!Hintainiin:in'in
pewnie
wieczorem
koc
blaszanej
przyniósł
przy
teraz mnie
Wieczorem
sylwetki
przecież
nich
by
wargach
się przy
łokciem
wróciłeś? wyrwało
wilgotną
się
uniosłam
popijając coś
nie
by się
razu
Na
się
nazwij
ich
wyciągał
się
Polski
Solidna
się
a i ta i a it a ii n ii b i d ii a ii □ :i □ ii a :i i
— Mark — rzekłam cicho by mu
sprawić przyjemność
— Słyszycie?! — zawołał z triumfem
Po kilku dniach już wstawałam i mo-głam
chwiejnie dojść do drzwi garażu
Siadałam na progu Patrzyłam na ludzi
którzy grupowali się chodzili mijali to
tu to tam i ten ruch był dla mnie swego
rodzaju atrakcją Podpierałam ręką gło-wę
i mogłam tak patrzeć godzinami
Mark tymczasem biegał Z odżywia-niem
było bardzo kiepsko w tych kosza-rach
Kuchnie były źle zorganizowane
nie przygotowane na taki nawał ludzi
Podobno od piątej rano do południa cze-kało
się w długich ogonkach na menażkę
czarnej niesłodzonej kawy Zupę dosta-wało
się gdzieś pod wieczór albo i wcale
nie Trzeba więc było sobie radzić na
własną rękę Mark z niebywałym spry-tem
wkręcał się gdzie się dało chodził
z kolegami na farmy w mieście naga-bywał
amerykańskich żołnierzy nieu-stannie
czymś handlował wymieniał
skupował Tak więc rano miałam często
trochę świeżego mleka czasem parę
jabłek konserwy ba nawet miętowe
zielone cukierki Kiedy go dostrzegałam
gdy wracał ze swą płócienną torbą prze-wieszoną
przez ramię rozradowany oży-wiony
rzeźki podnosiłam się z progu i
szłam wolno na jego spotkanie Obejmo-wał
mnie i szliśmy tak razem do naszego
kąta gdzie Mark wypróżniając torbę
opowiadał mi co słyszał nowego co wi
dział o czym mówiono Ten i ów prze-siadał
się do nas i godzinami mówiliśmy
o powrocie Dłużyła się nam już wszyst-kim
ta koszarowa egzystencja To też
wszelkie wiadomości dotyczące możli-wych
transportów choćby niepewne i
mgliste były dla nas pasjonującym te-matem
Wieczorem któryś z naszych to-warzyszy
powiedział zdeprymowany:
--i Cóż chcecie jak w takim tempie
pójdzie to jeszcze tu całe tygodnie prze-siedzimy
Zaledwie dziesięć dwanaście
aut zajeżdża co dzień do koszar A tu
przecież tyle ludzi! — Ktoś dodał:
— Podobno nas tu przeszło dziesięć
tysięcy Zimować tu przyjdzie
A inny zawołał:
— Jeńcy to przynajmniej mają szczę-ście
Wystarczy im zapisać się tylko w
biurze na listę pokazać swoją książeczkę
wojskową i już nazajutrz zawożą ich na
lotnisko Samoloty biorą ich rano a w
południe mogą już pić aperitif w Pa-ryżu
— Jeniec ma pierwszeństwo przed
cywilami My to gówno A przecież nas
tu też przymusowo wzięli
— To i czekamy — dorzucił ktoś z
goryczą
A Mark był jeńcem Mógłby pojechać
nawet jutro Wtedy zostałabym w tych
koszarach sama Od końca wojny to sło-wo
było dla mnie obsesją lękiem Sama
"- - — -- -y ł"S
'
?5rff
TJ
67
LACH
CHIROPRACTIC CLINIC
Doktony Chiropraktykl
124 Roncesvalls Av-L- E 5-- 1 211
1174 Bloor St W at Dufferin
LE 2-03-
74 P
POZBĄDŹ SIE
siwego włosu
t będziesz młodszy o latał
RETONE
bardzo znany trodek me-dycyny
nada Twoemu wlo-towi
kolor pierwotny
I piękny
BEZ UłYCIA FARB
I UTLENIANIA
Dzisiaj przy iii] zamówie-nie
uraz z $150 na adres:
i ceTiuut
ANCHOR DISTRIBUTORS
PO Box 1083 Statlon "C"
Toronto Ont
Obecnie do nabjcla w
LANDIS PHARMACY 42 Oueen St West — Toronto Onł
DYMOND DRUCS LTD
12 Dalhousle St — Brantford Ont
oraz
PROTEIN SHAMPOO
Butelka 4 oz $125
Butelka a oz 2 00
l-B- -4
OKULIŚCI
i©:
OKULISTA
S BROGOWSKI OD
420 Roncesvalles Av
(blisko Howard Park)
Godziny przyjęć od 10—630 oraz la teliionlcznni purozumrenlem Tl LE 1-42-
51 — CL 9-80-
39
l'
OKULISTKA
J T SZYDŁOWSKA
OD FBOA
Badanie oczu dobieranie szkle) I do-pasoujwa- nlu "contact lensea" —
codziennie od 10— 7 soboty włqcznle
w Innych godzinach za uprzednim
porozumieniem
1063 Bloor SL Wt LE 2-87-
93
(róg Hoyelock) 17 -- P
Lunsky
WA 1-3- 924
s
Apteka
p p Medwidsklch
7
"Sanilas Pharmacy
Wysyłka lekarstw do Polski
(kolo Bathurst) 3-37-
46
546 Oueen St W Toronlo
E-- 4
DR W SAOAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
Przy)mu za uprzednim lelelonlcjnym
porozumieniem
Telefon LE 1-4-
250
129 Grenadier Rd
(drugi dom od Ronctsvalli)
T L
DENTYSTA CHIRURG
po polsku
Si'4 Dundai St W — Toronta
Tl EM 8-90- 38
1 I
DR MARA JINDRA
DR V JINDRA
LEKARZE-DENTYIC- I
prryjmuja wieczorami i '
lobuty la uprzednim porozumieniem
telefonicznym
310 Bloor St Włit WA 2-08-
44
(przy Spudlna) 49 P
Dr V J MEILUS
LEKARZ DENTYSTA
Przyjmuje od Eodz 10 do ł
1 od 5 do 8
W soboty od 10 do 3
282 Roncetvalls LE 5-70-
25
37 -- P
St
Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich defek-tów
na nerwowość na ból Mówimy po
H VJ1TUIH - okulista
DENTYŚCI
GRflUOWSKI
Okulista
470
wzroku głowy polsku
Badanie oczu — Dopasowywanie okularów
wypełnianie recept
godziny przyjęć 10—030
599 Bloor SI W Toronlo Tel LE 5-15-
21
(Blisko Palmerston obok Uloor Medlcal Center) w'
Wieczonml przyjmuje po uprzednim umówieniu ile
Tel 222-342- 6
Luck Chiropractic Glinics
BRACIA ŁUKOWSCY
DOKTORZY CHIROPRAKTYKf
Zdrowie jest największym skarbem człowieka
Zaniedbanie zdrowia kosztuje drogo Prześwie-tlenia
Rentgenowskie "X-HAY- " tylko za zgłoszę-nie- m
telefonicznym
1848 BLOOR St W TORONTO ONT - TEL RO 9-22- 59
CHURCH ST ST CATHARINES MU 4-31-61
p-- i
APTEKA LANDISA
6-05-
84 — 462 Queen St W Toronto — EM B129
Obsługująca Polonię Kanadyjską od lat Vysłamy lekarstwa do
Polski Sybka fachowa obsługa Wykonujemy recepty kanadyjskie
oraz krujowe
Dla Pań posiadamy na składzie wielki wybór kosmetyków naj-lepszego
gatunku znanych fin"
Utrzymanie zdrowia własnejN oraz waszych najbliższych Jest
naszym celem '
Wszelkle zamówienia przymujemy listownie telefonicznie lub
osobiście 17-- P
POLSKIE BIURO PODRÓŻY
LEON S GARCZYŃSKI
Przedilawiclłlstwo ORBISU — MS BATORY
WSZYSTKIE LINIE LOTNICZE
Załatwia rezerwacie wyrabianie dokumentów wiz itd Gdziekol-wiek
chcecie jechać porozumcie tie we własnym języku
z tym biurem
Wysyłka również przekazów i paczek PEKAO lekarstw itd
707 Oueen Street W Toronto Ont EM 6-40- 67
35-- P
KONOPKA FUELS LTD
Porozumiewamy się po polsku
IflllJiTirf
24
lujniiKl n%n ROSĘ
3tt!iicGassKs!caiał
EM
DR
takie
140
EM
0LIWA WIEL OBSŁUGA
liUUlHNA
College
Ś&E
ili!llllllHri
"fflBSjS?
Nie znajdziecie lepszej obsługi niz daje Konopka
406 GILBERT AVE — Toronto
5TR
Mówi
TEL
18-- a
RU 3-22-
0O
li J4
Xi
U
VI
:
m
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, August 19, 1961 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1961-08-19 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000116 |
Description
| Title | 000272b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | jitzY ZAWIEYSKI: II _-l- —ił nłllirilp 3r1v ni ?T-i-_- nł cip rfn DODołudmo- - eeiuł- - 7 - Hn nłp iiajrzemw 1 u — — — i nip wiedział co ma zro- - Dfco powiedzieć Chciał ująć at rękę albo objąć za szyję qak obejmował dzisiaj dok- - 'szeptał nieśmiało: -T- atusiu S§ Odejdź Widzisz ze chcę ?I Ijciec odwrócił się do ścia- - M przed wieczorem rodzice wy-hodb- li do teatru i także nie vll osobności by ojca przer-osić Gdy tylko wyszli babcia Saa" przykazała Jackowi by jlnnwał Adasia bo sama musi Mit do przyjaciółki aby jej 0J Ważnego powiedzieć Wróci a pol godziny Ale wróciła póż-oid- y Adaś już dawno spał a faćei nie mógł usiedzieć ze męczenia przy łóżeczku bracisz Walcząc ze snem wzywał Prez-ydenta 'Wenderdyka któremu ulali tyle opowiedzieć z wyda-leń] dzisiejszego dnia! jBabcia "Kicia" wróciła w do-afyn- J usposobieniu i była dobra fla"Jacka Dala mu działkę cze-iolacl- y i rozkładając polowe łóż-koldl- a niego w kuchni nuciła byś ręce w i O No się bal)-deb- y Pofchwili radosnego oczekiwa-nia'Sjavi- l się pod powiekami gość pan Prezydent Wenderdyk jpjJDobry — posłyszał brzmienie najmilszego głosu i równocześnie do-tkniecie na do-tkntó- ie ojca opowiadał Opowiadał doktorowi przy Prezydenta Gdy już ze dnia wszystko wycze-rpali do powrotu babci i jejwesolego w kuc!)-ni'Zapyt- al nieśmiało: Czy ten był ąfaju Wenderdycji? jPan Prezydent uśmiechnął się milejjpogladził po nic ale Ts h ibub I powieść H S£J łssr "V '' iv fc- -ł Jt A Jl AOrtWf vćA m z £ynn'Si!iffi II yvV ślizgała się oiHichni a uderzyła w Mfifl z sylwetek "szczeblem piąć się w stał też koło drabiny ą~3 rt cor :lt3 Nic czekałem tylko mój 3 Otwarty? 3 żem knrknciaff do $M górę i kra-'- ? dwie ręce które Z nienacka w a w dru-kj- 1 i się po się że się ale ty Jwef się _nie Npaortuesgzoyłaś — nie na rlnlp Gńv się podłogę i — pochylił się zaraz z nnrl 4pin- - Ljgprnki gliniane? Był nich i ItProsto w cisnąłem w ool dwa następne ' No i zhnrbiłpm Tmi inż 3A om? mnpp nn cjW1 DocninnU _ oznaczało że nie było bo po- winien wiedzieć od razu że tak Czy nie Ven-derdyc- ji po sposobie mówienia? Po objęciu Po rąk? nade wszystko po prześlicznych opo- wiadaniach? — Ach — się z Wenderdyk — kraj Wenderdycji jest rozległy i nie ma o nim ale unikają go Wolą tę zabawę o dziś z rana zabawę pod "ja z — Och Prezydencie — szeptał w — źle się skończy Bo jeśli oni nas jeśli nas Wenderdycji? Prezydencie! lalcaj umył siej płakał Załóż mi Dredko łazience nieco mniej dobrze SpiąĄ' położył prosząc zgasiła światło u-WS- isy wieczór Jacku poczuł swych rękach {"Jacek talmak twarzą twarzy zdarzeń "Kici" nucenia doktór kiedy Jacka twarzy ib By"" by imuga światła jeszcze chwilę potem jedna zaczęła fch$ szczebel 6reTen drugi iy mohk wvsnnnł Klapa uniosła szmeru wtedy parapet ostrzem jedną potem zsunął na zbudzisz dodał nuechem Zesalem Trzymał lntarkp zwalił zaklął Licht! 1?ipmu latarka WirWinlni w zdaje smalec za jeden A potem co wtedy? ciebie PMco dalej noKądŻe uHorl7io Tatnrlrn szpuai co Jacek poznał A Jacku zdawał mówić granic Dorośli dorośli bo-wiem której ci wy-biję Jacek ta zabawa S$? gdzieś pod stół i ciemno Pod Miałem może zejść -s-adzie z na zamilkł Ja rą na brzegu tro-- u trzeba było pójść y Sie do na e"& "j'"uiii cos czego mgay w To było „i "ł Auizmar trzeci łintoiam l-- f- ł„„_ air--cii- u zamieniano na nH Cr~-- U pytanie czułym wiedzą hasłem: trwodze wreszcie jjjTaf usunąć imhMU' nvi 11 Jeśli zaczną nam z głowy kraj O mój — Nie płacz mały Nigdy go nie Nigdy Jacku Nie bój się — Och panie Mój Bardzo mi smu-tno Ojciec się na mnie gniewa gniewa się ciągle bo jestem do mamy Co to zro-bić? Umiem tylko płakać — do ciebie mój śliczny Jacku — mówi pan a- - Jacek nie na szyję tak już bez j3£ W si? sie ich też juz 0011:11 Jeńców z Można dlf m° dwóch trzech w4 się bezsil- - ieżlii "'""cv uziesiaiw seiKi rin fc W me nie rf się i ukryć twarz w można si-- ę wlek11 ieden oto w kraju — — szeptał Jacek — tam dziś zaszło Zaszło ogrom-ne — Jakie? — Było dziś Wielkie Granie przed i Wielki Czyli jak mówią dorośli: Wielki Koncert Albo inaczej je-szcze: Wieczór Od rana przygotowywano się do Wielki Kon-cert który się ci-chej w lesie Gdy tylko słońce że pora się zbliża po-chód ruszył Na czele szło Wiec najmniejsze zwierzątka uśmiechał się najmniejsze ptaszki prowadzone rnnicjfci laia iH'iQiiaiBB latania in 'Djnim {Halszka Guilley-Chmielowsk- a n 4 AvwłVv ŻYCIA POWOJENNEJ (Copyright "Kultura") nagle Wtedy za Miałem Myślisz Jbotiilnik paznokci? na zobaczyłem chwy-jjft- u ciachnąlem szczeblach %Ba!em ze drugiego to na owflział- - Złapałem walnąłem plecy ciągle mądre mieszkańca ramionami? pieszczocie wyrzutem Prezydent śmieszną mówiliśmy panie napadną? drabiną powrotem zydlach? tgtem Siedzieliśmy g°dzinc Gdy śródmieścia jednym gpm rPJętrowrm ogromnym T na -- i t -- — zawojują? wybijać najdroższy zawojują najdroższy! po-dobny na Dlatego przycho-dzę poważnie Prezydent — piosenkę £laia Buchenwaldu ić Jedneg° ""dych słaniających ffJ?°ne mnóstwoitu ws7ar7ałvrh P°d°bnych upiorów te-teŁJ- L JPosob wytrzymać Chciałoby oczy ifo£ feaSo Podtrzy?iuJiłc Jesteśmy Wender-dycji Jesteśmy jesteśmy Opowiem ci co zdarzenie niezwykłe zmierzchem Śpiew Muzyki uroczy-stego wymarszu na odbywał na polanie mrugnęło odpo-wiednia uroczysty naprzód wszystko co najmniejsze niemówil ihiihjhiib EMIGRACJI §1 głowy" niepamięć dłoniach -- a ~strTiuv tfiy tz iaua SIERPIEŃ 1961 przez najmniejsze dzieci żaden ptak nie leciał bowiem sejm ptasi uchwalił aby okazać bra-terstwo z tymi co nie mają skrzydeł i iść pieszo Ptaki na równi ze zwierzątkami szły wol-no spacerem w przewidzianym porządku i to parami: ptak i zwierzątko Więc: słowik z kot-kiem kukułka z wiewiórką sko- - wroneK z piesiciem lasKoiKa z zajączkiem wróbelek z liskiem — Widzę jak idą! To śliczne i zabawne panie Prezydencie! — Widzę jak ida! Teraz już zwierzęta Więc: wilk z jagnię-ciem cielątko z dzikiem wół z żyrafą sarenka ze słoniem la-nia z kozłem konik z wielbłą dem Ach trudno mi zliczyć te pary — śmiał się wesoło pan Prezydent Wenderdyk — Na polanie Wielki Koncert Naj-pierw dyrygent Wiatr dał mu-zykę drzew leśnych muzykę strumieni i rzek oraz cichy szum zbóż Nawet trawa miała swój udział w koncercie nawet kwia ty wszystko co zdolne poru-szać się było w ruchu czyli gra-ło na równi z drzewami w le-sie na równi z wodą w rzekach i strumieniach A później były występy śpiewaków Najpierw śpiewały slowjki swoje pieśni miłosne których słuchano przy-tulając się do siebie głowami przy głowie Zadowolenie było ogromne i słowiki musiały śpie-wać aż do zachrypnięcia Ale najcudniej mój Jacku śpiewały później skowronki śpiewały tak rzewnie tak ślicznie wyciągały swoje nutki że słuchacze z po-dziwu i zachwytu oniemieli O-nie-mi-e- li czyli zapanowało po-śród nich ogólne zapomnienie że po śpiewie skowronków na-leży zamruczeć lub zapiszczeć stosownie do swej natury Więc była wielka cisza i ta cisza też była muzyką Skowronki pospa-dały z wysoka w zboże i tam omdlewały z wyczerpania oraz szczęścia Tak było do zachodu słońca które skryło się całe w uśmiechach i blaskach Później oczarowani słuchacze Wielkiego Koncertu wracali parami do do-mów Ach Jacku było to cud-ne święto kraju Wenderdycji — Czy pójdzie pan ze mną ihjhsh ihiiemu rffiocxa:nrratrmam3j 12 H SS [i uh a !□ n moment opadną na chodnik by być już tylko workiem porzuconych kości Ich oczy gdzieś w głąb czaszki wepchane były nie do opisania Nie widzisz nie mogę o tym mówić ściska mi krtań Około południa znaleźliśmy gdzieś na końcu miasta ogromne koszary w któ-rych jak nas poinformowano znajdował się punkt repatriacyjny Były to dwupię-trowe budynki rozstawione szeroko na pustej przestrzeni ogrodzonej wysokim murem Pachniało tu krezolem i wap-nem Ileż tam było ludzi z tłumokami na tlumokach między tłumokami jak w jakiejś gigantycznej poczekalni w której wszyscy oczekiwali na odjazd Ale dokąd jak kiedy? — nikt nie wiedział Tnkknlwiek to iedno tylko wszystkich 1 no sobie nawzajem informacji ze nikt i nic nie potwierdzało Już na sam widok tego tłumu zdezo-rientowanego podnieconego złaknione-go powrotu który wydawał się coraz wątpliwszy doznałam uczucia fizycznego zmęczenia Oparłam się mur cemento-wego i miałam ochotę tylko spać Mark poszedł by wyszukać jakieś mipisce Korytarze sale schody były tak zapchane że nawet nie próbowaliś-my przez nie przebrnąć Zresztą nie mia-łam sił Patrzyłam więc za gdy się oddalał gubił się między- - ludźmi nikł za budynkami Ogarnął mnie strach że teraz stracę go z oczu na dobre Uświa-domiłam sobie że gdyby Mark nie wró-cił to chyba się spod tego muru nie ruszę Nie sposób wyrazić w tym momencie poczułam się --w tym rojowisku zgubiona obojętna smutna Słońce na tym ogołoconym betonie podwórza paliło żarem i pragnienie przy-schnę- lo mi do warg Bolała mnie głowa Wreszcie go zobaczyłam Szedł raźno 1 z daleka czynił w moim kierunku ożywio-ne gesty Wyglądał jak chłopak się rozdokazwai i wygłupia się by ko-goś rozśmieszyć — Chodźże odlep się od tego muru — wołał głośno kąt I pociąg-nął mnie za sobą wymijając szybko i zręcznie grupujących się co kilka kro-kó- w ludzi Faktycznie w garażu bez drzwi wyszperał kawałek wolnego miejsca poza skrzyniami sztabami ze- - "ZWIĄZKOWIEC" (August) Sobota 19 — panie Prezydencie — mówił Ja-cek przez łzy — czy pójdzie pan ze mną i będzie mnie pan trzy-mał za rękę Prezydent już nie zdążył od-powiedzieć bo w kuchni zapali-ło się światło i weszli rodzice aby zrobić sobie herbaty która już stała gotowa na małym ga-zie w imbryku Imbryk szumiał cicho jakby brał też udział w Wielkim Koncercie o którym o-powia- dał Prezydent Wender dyk Spod przymkniętych powiek Jacek widział nową mamę Igu-si- ę która ze szklanką w ręce pochylała się nad nim — Znowu płakał przez sen — mówiła do ojca — Co z nim zro bić? Powinieneś Witusiu pójść do tego doktora i porozmawiać o Jacku — Nie pójdę — odpowiedział ojciec szorstko — Jeśli będzie tak dalej trzeba go oddać mat-ce albo umieścić w jakimś Do-mu Dziecka — Ależ Witusiu — dziwiła się nowa mama — Zresztą jak cncesz — powiedziała po chwili — Przecież to twoje dziecko Światło zgasło i oboje Znowu Wenderdycji Zelunych kana-lizacji ZASTANÓW SIE ZBADAJ DUŻE DA Cl FRIGIDAIRE COIN LAUNDRIES ci: 1 2 I — 1 Kolorową porcelanową oprawę Pierwszej klasy urządzenia prania i nieczystości 3 obrotowy 4 automatyczne urządzenia i wiele nowoczesnych udoskonaleń 5 pomoc w posiadacie sklep nadaje na automatycznej (Coin Nasza zobowiązań udzieli porad zainstalowaniu automatycznych pralek bardzo wplata Oprocentowanie jakie można Po informacje zwracajcie COIN LAUNDRY EOAJIP 27 Metropolitan Scarborough AX 3-82- 91 laaenninin laza i rupieciami wśród których siedzia-ło w kucki na prowizorycznych lęgowi skach mnóstwo innych pomęczonych i zgłodniałych ludzi Jakim sposobem przed jeszcze Markowi udało się znaleźć nawet i trochę słomy — to już nie wiem Byłam u kresu sił W nocy chwyciła nuiie gorączka Miałam spierzchłe suche war-gi owładnął mną ciężki żar a w uszach nieustannie i męcząco słyszałam wzbie-rający szum Mark w jakiejś puszcze mi trochę wody Jego ręka była chłodna więc przytrzymywa-łam ją przy skroniach a Mark przykuc-nął mnie i co chwila mnie pytał: już ci lepiej?" Męczyło to więc nie odpowiadałam Ile dni ile nocy ta gorączka mnie tra-wiła — nie wiem majaczy-łam Koszmarne kształty i barwy podry-wały mnie ze słomy i gwałtownie otwie rałam piekące Półświadomie dostrzegałam ludzi poruszają-cych się w garażu Zdawało mi się że byli tuż blisko jak ogromne niepropor-cjonalne widziadła A głosy ich dochodziły mnie gdzieś z daleka jakby się od odrywały uchodziły w prze-strzeń i stamtąd wracały stłu mione i ciche osiąść na ich porusza- - absorbowało Mówiono jedynie o tym i jących się wciąż w naiorzeróżniejszych językach udziela- - Wreszcie któregoś ranka lylko o budynku Markiem jak ludzkim który Znalazłem jakimś naraz KORZYŚCI zapewni zało-żenie miejsce powieki dopiero otarłszy szorstkim kocem pot z twarzy uniosłam głowę i spostrzegłam Marka Zdawało mi się że go długo tu nie było i dopiero teraz zjawił Siedział tuż mnie oparty o pakę — Skąd — mi się jakimś nie moim głosem ZwTÓcił się twarzą ku mnie ale nie dostrzegałam jego rysów Było jeszcze bardzo szaro Jakąś szmatą ocie-rał mi czoło odchylając z niego lepki kosmyk_ włosów Zdaje że zaraz usnę-łam Gdy się w jakiś czas potem zobaczyłam że u wyjścia z garażu bło słońce Dużo słońca i rażącego światła To już nie ta szara porowata ściana ku której byłam nieustannie zwrócona Mark siedział na skrzyni i mówił do dwóch mężczyzn którzy stali tuż nade mną gorącego —Gdyby ta chinina to nie wiem co z nią stało Miałem szczęście bo ów typ miał wszystkiego tylko dwa pro-szki Przehandlowałem z nim za trzy pa-czki papierosów Chciał cwaniak cztery ale zmiękł — No i od lepiej — Inaczej to by kiepsko było — po-takiwali — gorączkę to tylko chinina Mark zwrócił ku mnie — Patrzy na mnie a co widzicie? — wolał z podnieceniem — Kto ja jestem powiedz no mnie wreszcie! Mimo woli uśmiechnęłam się wyszli z kuchni Zajrzeli do "A-da-sia Pochylali się nad nim z uśmiechem czułością i podzi-wemż- e tak ślicznie rączki rozło-żył przy główce Patrzyli długo objęci teraz w pół po czym wy-szli na palcach aby nie zbudzić małego i "Kici" która coś mó-wiła przez sen Jacek słyszał kroki zamy- kanie drzwi brzęk talerzy oraz szklanek Wreszcie wszystko u-cic- hlo Był teraz sam i zawsze sam Przez straszną ciemność nocy ręce przed siebie i wzy-wał Prezydenta Wenderdyka a-b- y przyszedł i zabrał go do kra-ju Aby go zabrał nim stanie to najgorsze o czym mówił ojciec KONIEC J & J HARDWARE tklad towarów fbaorrbów naweoiydrotciąkguowchyecnhnych ogorrzaeiwpanriiya J Stefaniak właić 745 Oueen St W EM 6-48- 64 obsługa Niskie ceny Bezpłatne porady w sprawach ojrzeuanla S Zanim ulokujesz pieniądze JAK AUTOMATYCZNA PRALNIA piękną do odrzucania Szybki przyrząd do suszenia Całkowicie innych Całkowite rozplanowanie i instalacji Może który się doskonale pralni laundry) firma zbada bez żadnych i wszelkich Przy mała najniższe wymagana otrzymać do: RAUB LTD Rd Ont Dzwonić: iB!!H'iH!Hintainiin:in'in pewnie wieczorem koc blaszanej przyniósł przy teraz mnie Wieczorem sylwetki przecież nich by wargach się przy łokciem wróciłeś? wyrwało wilgotną się uniosłam popijając coś nie by się razu Na się nazwij ich wyciągał się Polski Solidna się a i ta i a it a ii n ii b i d ii a ii □ :i □ ii a :i i — Mark — rzekłam cicho by mu sprawić przyjemność — Słyszycie?! — zawołał z triumfem Po kilku dniach już wstawałam i mo-głam chwiejnie dojść do drzwi garażu Siadałam na progu Patrzyłam na ludzi którzy grupowali się chodzili mijali to tu to tam i ten ruch był dla mnie swego rodzaju atrakcją Podpierałam ręką gło-wę i mogłam tak patrzeć godzinami Mark tymczasem biegał Z odżywia-niem było bardzo kiepsko w tych kosza-rach Kuchnie były źle zorganizowane nie przygotowane na taki nawał ludzi Podobno od piątej rano do południa cze-kało się w długich ogonkach na menażkę czarnej niesłodzonej kawy Zupę dosta-wało się gdzieś pod wieczór albo i wcale nie Trzeba więc było sobie radzić na własną rękę Mark z niebywałym spry-tem wkręcał się gdzie się dało chodził z kolegami na farmy w mieście naga-bywał amerykańskich żołnierzy nieu-stannie czymś handlował wymieniał skupował Tak więc rano miałam często trochę świeżego mleka czasem parę jabłek konserwy ba nawet miętowe zielone cukierki Kiedy go dostrzegałam gdy wracał ze swą płócienną torbą prze-wieszoną przez ramię rozradowany oży-wiony rzeźki podnosiłam się z progu i szłam wolno na jego spotkanie Obejmo-wał mnie i szliśmy tak razem do naszego kąta gdzie Mark wypróżniając torbę opowiadał mi co słyszał nowego co wi dział o czym mówiono Ten i ów prze-siadał się do nas i godzinami mówiliśmy o powrocie Dłużyła się nam już wszyst-kim ta koszarowa egzystencja To też wszelkie wiadomości dotyczące możli-wych transportów choćby niepewne i mgliste były dla nas pasjonującym te-matem Wieczorem któryś z naszych to-warzyszy powiedział zdeprymowany: --i Cóż chcecie jak w takim tempie pójdzie to jeszcze tu całe tygodnie prze-siedzimy Zaledwie dziesięć dwanaście aut zajeżdża co dzień do koszar A tu przecież tyle ludzi! — Ktoś dodał: — Podobno nas tu przeszło dziesięć tysięcy Zimować tu przyjdzie A inny zawołał: — Jeńcy to przynajmniej mają szczę-ście Wystarczy im zapisać się tylko w biurze na listę pokazać swoją książeczkę wojskową i już nazajutrz zawożą ich na lotnisko Samoloty biorą ich rano a w południe mogą już pić aperitif w Pa-ryżu — Jeniec ma pierwszeństwo przed cywilami My to gówno A przecież nas tu też przymusowo wzięli — To i czekamy — dorzucił ktoś z goryczą A Mark był jeńcem Mógłby pojechać nawet jutro Wtedy zostałabym w tych koszarach sama Od końca wojny to sło-wo było dla mnie obsesją lękiem Sama "- - — -- -y ł"S ' ?5rff TJ 67 LACH CHIROPRACTIC CLINIC Doktony Chiropraktykl 124 Roncesvalls Av-L- E 5-- 1 211 1174 Bloor St W at Dufferin LE 2-03- 74 P POZBĄDŹ SIE siwego włosu t będziesz młodszy o latał RETONE bardzo znany trodek me-dycyny nada Twoemu wlo-towi kolor pierwotny I piękny BEZ UłYCIA FARB I UTLENIANIA Dzisiaj przy iii] zamówie-nie uraz z $150 na adres: i ceTiuut ANCHOR DISTRIBUTORS PO Box 1083 Statlon "C" Toronto Ont Obecnie do nabjcla w LANDIS PHARMACY 42 Oueen St West — Toronto Onł DYMOND DRUCS LTD 12 Dalhousle St — Brantford Ont oraz PROTEIN SHAMPOO Butelka 4 oz $125 Butelka a oz 2 00 l-B- -4 OKULIŚCI i©: OKULISTA S BROGOWSKI OD 420 Roncesvalles Av (blisko Howard Park) Godziny przyjęć od 10—630 oraz la teliionlcznni purozumrenlem Tl LE 1-42- 51 — CL 9-80- 39 l' OKULISTKA J T SZYDŁOWSKA OD FBOA Badanie oczu dobieranie szkle) I do-pasoujwa- nlu "contact lensea" — codziennie od 10— 7 soboty włqcznle w Innych godzinach za uprzednim porozumieniem 1063 Bloor SL Wt LE 2-87- 93 (róg Hoyelock) 17 -- P Lunsky WA 1-3- 924 s Apteka p p Medwidsklch 7 "Sanilas Pharmacy Wysyłka lekarstw do Polski (kolo Bathurst) 3-37- 46 546 Oueen St W Toronlo E-- 4 DR W SAOAUSKAS LEKARZ DENTYSTA Przy)mu za uprzednim lelelonlcjnym porozumieniem Telefon LE 1-4- 250 129 Grenadier Rd (drugi dom od Ronctsvalli) T L DENTYSTA CHIRURG po polsku Si'4 Dundai St W — Toronta Tl EM 8-90- 38 1 I DR MARA JINDRA DR V JINDRA LEKARZE-DENTYIC- I prryjmuja wieczorami i ' lobuty la uprzednim porozumieniem telefonicznym 310 Bloor St Włit WA 2-08- 44 (przy Spudlna) 49 P Dr V J MEILUS LEKARZ DENTYSTA Przyjmuje od Eodz 10 do ł 1 od 5 do 8 W soboty od 10 do 3 282 Roncetvalls LE 5-70- 25 37 -- P St Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich defek-tów na nerwowość na ból Mówimy po H VJ1TUIH - okulista DENTYŚCI GRflUOWSKI Okulista 470 wzroku głowy polsku Badanie oczu — Dopasowywanie okularów wypełnianie recept godziny przyjęć 10—030 599 Bloor SI W Toronlo Tel LE 5-15- 21 (Blisko Palmerston obok Uloor Medlcal Center) w' Wieczonml przyjmuje po uprzednim umówieniu ile Tel 222-342- 6 Luck Chiropractic Glinics BRACIA ŁUKOWSCY DOKTORZY CHIROPRAKTYKf Zdrowie jest największym skarbem człowieka Zaniedbanie zdrowia kosztuje drogo Prześwie-tlenia Rentgenowskie "X-HAY- " tylko za zgłoszę-nie- m telefonicznym 1848 BLOOR St W TORONTO ONT - TEL RO 9-22- 59 CHURCH ST ST CATHARINES MU 4-31-61 p-- i APTEKA LANDISA 6-05- 84 — 462 Queen St W Toronto — EM B129 Obsługująca Polonię Kanadyjską od lat Vysłamy lekarstwa do Polski Sybka fachowa obsługa Wykonujemy recepty kanadyjskie oraz krujowe Dla Pań posiadamy na składzie wielki wybór kosmetyków naj-lepszego gatunku znanych fin" Utrzymanie zdrowia własnejN oraz waszych najbliższych Jest naszym celem ' Wszelkle zamówienia przymujemy listownie telefonicznie lub osobiście 17-- P POLSKIE BIURO PODRÓŻY LEON S GARCZYŃSKI Przedilawiclłlstwo ORBISU — MS BATORY WSZYSTKIE LINIE LOTNICZE Załatwia rezerwacie wyrabianie dokumentów wiz itd Gdziekol-wiek chcecie jechać porozumcie tie we własnym języku z tym biurem Wysyłka również przekazów i paczek PEKAO lekarstw itd 707 Oueen Street W Toronto Ont EM 6-40- 67 35-- P KONOPKA FUELS LTD Porozumiewamy się po polsku IflllJiTirf 24 lujniiKl n%n ROSĘ 3tt!iicGassKs!caiał EM DR takie 140 EM 0LIWA WIEL OBSŁUGA liUUlHNA College Ś&E ili!llllllHri "fflBSjS? Nie znajdziecie lepszej obsługi niz daje Konopka 406 GILBERT AVE — Toronto 5TR Mówi TEL 18-- a RU 3-22- 0O li J4 Xi U VI : m |
Tags
Comments
Post a Comment for 000272b
