000052b |
Previous | 7 of 12 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
r
rfa
5555EHK38SBt
tiS&ISgfgmgSH
w c Utr iiihmar 'tfsr im '-yŁ-Ęj&
Sifz] 'v ul =if-ifvsifsss- ss
i'_ja vcrv aiHn annniH M W Ui JiaTE:aiiiirm lfV OmiiiM~-jaT- i a— Caen Antwerpia czerni się Bmvc u - B~- -a w m mr & chb jm cnw ah it __ i "'"Hy nuilllimftdljl lUUIICZei
gvli właśnie na wysokości
tótwerpu gdy celna seria
'ciemieckich bateru otoczyła
żeńcem wybuchów Lancaste-ra
ugodzona pociskiem ma-£n- a
wyskoczy3 z linii lotu
fooszła przez skrzydło w dól
cood maski pierwszego z le-wej
strony silnika wywinęła
?e wstęga dymu przeplatane
go jęzorami ognia warKocz
rumieni nval jak huragan li- -
ac boki kadłuba Wydłużał
aę rósł v
Ladacnwiia mogiy wyoucn
nac
caanniiiiiiiiiH
zbiorniki Nie było czasu strzału i chowa gó
da namysłu Trzeba było ska
Za otwartym prostokątem
właził kabiny huczy pęd
Strzelec pokładowy kapral
jiirsM' ie że każda sekun-da
zwłoki zmniejsza szanse o-caip- nia Wysokość meleje z
przerażająca szybkością
Skacze głowa w dół Czar- -
na Lanca-i!VS0K- a pierś
1 w mroku
ka wyrywa ucnwyt ujmuje reke i szarpnięcie iUUKnie ta lekko drżv
luszacn — -- caieui
Czarna w ziemia i
--JS jtrz_ ari_ia iIMnjnyiuiłi'1a nmiouuKał rułurul rtru- - Kfrt4 fid7ips daleko rozbłvslcn
HO v -- -- -- -
F'SJd " H " puiiiuLaiii-Łun- c
mbuchv i orzęcza I silniki niewidocznych maszyn
Pod nogami przemyka wysoki
P-- f kształt drzewa Migają
_
ja- -
flśniejsze piamy uumuw i ja
kichś zabudowań
Mirski kurczy nogi Silny
wstrząs Na głowę wali
irasa jedwabiu Sieć linek
dacze i ręce
Nie ma chwili do stracenia
Kapral oswobadza się z twię-- zi
i odpina klamry
Rozgląda się dokoła
sie na łące- - przylegającejf do
małego zagajnikću-Zlewe- j
strony biegnie kuMiemu" kil--'
H u cieranycu' iyweieK rrzy--
111 -- mol w UTnoW ►! 'i
Błyskają? 'pgniki'f [wys
łów Gwiżcjżą kulei-- J pa-da
na ziemieiOdBeztóecźa Dii
stolet Strzela kilka-raz- y dó
nadbiegających- - Zatfzymują 1
się rodrywa się z i bie-gnie
Słyszy za sobą głośny
ckrzjk: "Halt! hoch!"
i nowe strzały'1 Wpaaa:'w" zaL
cajnik yw siał tat v
W stojącej) zazagajnikiemJ
wim jest piemnQvSwka: do
okna Drzwi 1 twjiprą
Staje w nich s'mukjapyhvetj"
ka młodej' kobiety' we wzro-ku
iei maluje sie zdumienie
jarach J{apraltłumaczy4oj- -
kim jest i o pomoc Plą- -
(II C"q HxulAA
U")
!irUui !iiiiiiM' v !'u"uOQrZ
j!i j-rwwl-ynTwnjr
fijflTyfflriirT
nic Chwyta go za rękę cią
gnie wgiąD aomu Jedne dru- gie drzwi schody wiodące w aoi piwnica Jakieś maleńkie
Mdrzirwsikcizmki zzaatrpzaadsaku'jkąomspileetnzaa
ciemność
łomDorztwemi wkeojślcbiojwoebcashóuwczą"Gjaur-ż
dkłoobwieecykrtzłyukmiaczSypockoośjnystntg--łaos ją szybkie kroki po całym do- m"'u" Zuubuliażidajjdą ssieię isacitcunżnapo--
xvaprai zabezpiecza gotowv
pistolet
do kieszeni
powłoki
Oddycha ul?a
Po kilku minutach niezria-iom- a zjawia sie w jego kry-jówce
— "Wszystko w porządku
mówi — Odeszli Zaraz dam ranu coś do zjedzenia Jestem
Yyonne Bertrand
Mirski widzi drobniutkie
KropeiKl na ipi j-n1- Q
masa palącego sie w szyb
W stera przepada Re- - kim oddechu
sama wiai jej
Mocne w i-ai-uje
nęka
gwuu puiueuid poisKim lotn
aoie jest
pocisków
„się
nogi
Znajduje
33łrski
ziemi
Haende
ąiej
prosi
DOtu
faluje
Kiem — mówi — Uratowała
rmaiziepanoicażlyiłcaie prwzednajlneipewszoylam
Dziękuję
Huczący w kominku noioń
kszęybkkoompboiżneerzaonmunddoukrumceznapty-jkkpuiaożepgsrrzazwelenabicaycmzwMeaimilrnsdykomikpuomrupobieózrngłatrnyzieubJbueej
sw-et gijskiego obywatela Jean Pel-letie- r przybyłego w odwie-dziny
do mademoiselle Yyon-ne
Bertrand zamieszkałej' w willi pod Antwerpia Ubranie
i papiery dostarczył mu iakiś
gruby zażywny pan 'który
me iu£eusia}vu sienawet ka- pralowi zbywając półsłówka
mi jego' liczne zapytania Na
pożegnanie f powiedział mu"
jegokolega kjóry postaracie
przerzucicAlirsJiiegoido Fran- - ciiiJskierOwafrrpo iarn'ań7
trzeba tadyv7szefMvQnne4
powiedziałar -f- -'Ki l
ozei tuipjszeeo uviouve- - ment National Belge
Kapral sam nie wie co sie
nim dzieje PBrz"y'mt' Yyon-ne
i"milczy Jest starym do"--'
świadczonym-iżęłnierzęlwil- o rileumieltpizelarnać ibgąrnia-JłlQe- j {„nieśmiałości- - iv--
ppwięcłzieć jak "hąidzjo YA"onJ
ne mu się jpuuuua iie umie
wyrazić jej stówami' jak'
wdzięczny-j- ej est-za-ratun- ekj
JUK
cza sie tranouskie i angielskie ben! Łatmej jest
slowa WQ3TOTO bWfcStolfc Nieznajoma nie odpowiada schmitta łatwiej zachować
-- f l_1
Ł-BBłjmIJJIJtflPUiaŁliflifflŁJgW!MCTWginfcgrT3imŁŁlLJ-LihJHI!
iJiJJLJ_liMB ! i
i
m a
i
~"MM~~~M"™'l'r"""-"r""- '
H
--jiMbonb-ji jc
'HSM''
i! '
a
i
-
f 1 1 i £
I ltl -- r rl ( t j
i
i
z
--
_
—
i
'
—
z
'
i j _-
-
' '
-- j
j - i
j
'
" 'IDU' i
Wszelkie prana autorskie zastrzeżone
At"łi r'--- J ' j _ „'-- - !_ tl mu uytw nawraca oa arzwi mija ius-t- ro
Nie dla p§a'r kiełbasa panie majorze
Turg-Turgia- sz Chwila krótsza niż drgnie
nie'1 powiek wytrzeźwienia Rzeczywiście:
narobiłaby skandalu' za zwierzę wyłazi
zriiej po wódce?' Z niej takiej wstydliwej
brzydzącej się moralnych brudów i fizycz-nych
świństw fakt że alkohol wyzwa-la
najpodlejsze instynkty zboczenia zaha-mowania
To co po trzeźwemu chowa się
i przyczaja — po alkoholu dopiero sobie
nula Taki na przykład Lutek taki wzór
człowieka i ojca taki nieskazitelny szla-chetny
a zgwałcił po córeczkę
stróża Wylazło!
'
4
Ach nieważne wszystko nieważne Źy-a- e
jest takie krótkie łatwe puste Raz
kozie śmierć — to prawda Wojtku to
Moralność etyka zasady — to
Kistko fikcja to wszystko po to aby
Psuć nam smak istnienia Człowiek? Do-brze
mówi jakiś Tołstoja: —
Lichtarzem w łeb i nie ma człowieka"
"chtarzem! Właśnie: lichtarz cały świat
2 "ego etyką zasadami moralnością prze-aj- e
istnieć Nie ma człowieka — nie ma
świata Fiut — dymek — mgła
Powiało srebrnym mrozem od okna
garnęła się szukając tej dużej agrafki i SP'Ć P Wmona Agrafka
niewiarygodną jasnością przypomnia- -
sobie w ułamku sekundy: dużą agrafkę
"orą drzwiczki w szafce w am-ouiatori- um
zostawiła w otworze zame"czka
fikając z absolutną dokładnością: zo-- wa
Niezbity kategoryczny dowód wła- - """" "a stop do głów obleciał ją prze-bywający
lęk aż ugięły się pod nia nogi
będzie? Obsunęła się na kolana
bliska z bezmiernym ludzkim smut-?fi- m spojrzał ku niej prosto w oczy —
--wwn Nieprawdopodobnie realny wi-"t- ay
aż do maleńkiej blizny nasady
--'„ "N° i cóż Martusiu będzie
nami — zapj-ta- ł bardzo cicho Iczekał na
spowiedź
J~ ?rzebacz Stefuś — powiedziała tak
acho bardzo szczerze — Ja się tro-n-?
upiłam to prawdafcUe tojuż ostatni
-- sięgam Stefuś
rwał Co będzcieiszejnas—zymChgcneisazzdjeemm? i—eć
S'Dka? Mart0 m°J3' Mart- 0-
03~1wie dosł3-szalnjT- n echem powiało po Ju6 2alani'rfl burzą w noc
ilarto gwiazdy filarto mbja„
Podźwipnpło c --j : : : - „
itee' CZąC' i?rzrz w twarzze Stefanem
fias7?yce?' óryiteraz- - zalewał ich oboje
płynną rtęcią światłem- -
spokój w gradzie pekajacvch
wokół samolotu pocisków!
Czemu tak trudno powiedzieć
bkeozbierceiseztytosecrocewćyopezłnaiparząmtau
ckiaeżżdąpopwraiewdizeieżće mtoyśml?uAsi prKzeo--
niecznie!
Mijają godziny Mirski pa- trzy na tarczę zegara Powie
jej wszystko gdy duża wska-zówka
stanie na godzinie
myunastej Jeszcze dziesięć
minut Jeszcze cztery
W drzwiach staje jakiś męż
czyzna Wita sie z Yynnnp i
podchodzi do Mirskiego Po- daje mu reke
— Idziemy — mówi
Wskazówka stoi na dwuna
stej godzinie Mirski ujmuje
rękę Yyonne Całuje
— onne — zaczyna
Nieznajomy ciągnie go za rękę
— Nie ma chwili do strace-nia
— odzywa się — Idziemy!
Mirski jest już po kursie pi- lotażu i lata na Mustangu w
polskim Wingu myśliwskim
Wspomnienia ucieczki z Bel-gii
do Anglii zacierają sie w
pamięci w nawale walk i roz- machu inwazji O Yyonne my
śli za to bez przerwy W bez-senne
noce w czasie walk w
pmueirzu czasie zaoawy i rzadkich odpoczynków
Duchowy angielski złożył uro
czyste oświadczenie że pod żad--
njm pozorem nie będzie dawał
ślubu nowożeńcom stawiającym
się do obrzędu zawarcia mał-żeństwa
iw sianie nietrzeźwym
Pastor Charles Manchester
proboszcz parafii św Michała
Haworth „hrabstwie Pork
napisał w czasopiśmie parafial- -
nyiri:'i ' k
( "N'''-lj-m:niiej "vpołowa- - mężczyzn
idących ófr ołtarza zatacza się
na nogach' i' cuchnie jak bro-war"
"Jakże sie to dzieje' pyta z
go"ryczą-kap}a1- n j4eudziom po-trzebną
jest sztuczne podniecę-?'-%
1K Ł'tixm ' najuroczystszym
c)njuj ich życią? (Modlitewnik
Y2Taznetmpvi1że obrządek
kry
stalicznie jasnego A każdy le--
karz~pbw itr że "nieuchronnym
skutkiem alkoholu jest zamro- - etoi Ljjiiii' " rWJ-KfHO- :
£ wjL-rzj- c się nie ence ze
inl'il oj "t " ll-1- 'l --ll-fli'
lllilriKl'' 'f J
"" "" jłi— "-"--rr- — — --piraTOM-VTiTpf
ci f:{ v (juftoi-Tj- w 'up jerzy ''''' JS"'' ""'1j'j '""'' '--:' k "r' 'i-- ' 'i
ii j'
Co
To
i
pijanemu
i
Prawda
pijaczyna u
i
Z
otworzyła
i--
i
u
z
:!mo
z
jeszcze
2a księżj-cow-ą
—
i
i
w
w w
[iu: 'Seweryn
Zmniejszona poczytalność
małżeqstyąwymągaimysłu
umjimaJmmmmmHtm:mAum luwaf
— Będziemy mieli nasze gniazdo Ste-fuś
'— mówiła ustami w usta — Będzie-my
--mieli'' nasz ładny dom I Żula z nami
mała mądra Żula I będziemy mieli syn-ka
(SztefucśiemMnaełjegjoasksyinnikarwa! się prąd lo-dowaty
i mokry Nietoperze rozluźniały
łapki spadały na ziemię a niektóre pod-rywały
się i usiłowały lecieć pod prąd i
wiatr potrącając się błoniastymi skrzydła-mi
i z tego ich lotu wynikał dźwięk jak
melodia Znajoma? Skąd? Kołysanki?)
i będzie tak Stefuś: ty siedzisz czy-tasz
gazetę świeci lampa nad stołem pod
złocistym abażurem Kot' Żula obok odra-bia
lekcje Marszczy nosek jak to ona i
namyśla się A ja Patrzę na was z dru-giego
pokoju Mama chodzi bardzo ci-cho
na palcach bo Ja usypiam naszego
synka Najadł się i zasypia śpiewam mu
Ogarnęła ją słodka i cicha rzewność
Zaśpiewa to ("Tylko cicho Szeptem! —
zagroził kontroler) Tak naturalnie bar-dzo
cicho bo jest głucha noc i wszyscy
śpią a broń Boże kogo zbudzić Przyleci
Wieniewicz i wtedy — co? Po babsku pod-pier- a
podbródek dłonią patrzy w księżyc
i w złocisty abażur nad stołem i zaczyna
śpiewać cichutko i czysto jak flet Deli-katnie
jak flet śpiewa tą właśnie koły-sankę
którą przerabia tak jak podszeptują
niełoperze Jak lekki rytmiczny dźwięk ich
błoniastych skrzydełek:
Spij nasz synku
śpij maleńki nasz kretynku
Sto-- o lat
— a w kołysce A w kołysce rusza się
dziecko z baniastym łbem zaropiałevcałe
w liszajach Z martwym niedobrym uśmie-szkiem
idioty patrzy w sufit wątłe duże
już a nieforemne niedonoszone Widziała
takie Zna (W przychodni na Puławskiej
kobieta trzymała takie na ręku Marta prze-mówiła
do malca aby zaczął inaczej uśmie-chać
się bo nie mogła znieść Kobieta po-wiedziała
do niej ze złością: — "Nie ma co
ciukać Nie słyszy Od narodzenia głuchy"
— "Jezus Maria Biedny A dlaczego?" —
"Dochtury powiadają że od pijaka zrodzo-ny
to bez to")
Pochyliła się niżej nad kołyską bliżej
ku oropialnym uszkom i zaśpiewała głoś-niej
i jeszcze tkliwiej od początku: jak cza-rodziejski
urzekający flet:
Spij nasz synku
śpij najmilszy nasz kretynku
Sto 'lat sto— o lat niech żyje żyje na-a- m
— a to "sto--o lat" wracało echem od
księżyca jak dźwięk pękniętej słabej stru-ny
™ A echo zamierało nad klombami i nie
mogło umilknąć- -
francuskiego lotniska"' tod
dyniami pożarów wzniecany-mi
bezustannie przez padają-ce
niemieckie rakiety V--l "i
V--2 Pała się podmiejskie o-sie- dla i wsie Pod Antwerpia
mieszka Yyonne
Sierżant-pil- ot Mirski Doluie
zaciekle na V--l Liczba ze
strzelonych przez niego lata
jących bomb rośnie szybko
Może która z nich spadłaby na
willę Yyonne? Kto wie
Polska Dywizja Pancerna
walczy już poza Breda My- śliwski Wing Mustangów o- -
irzymuje rozkaz zmiany lotni-ska
Ląduje pod Antwerpia Lot-nisko
zryte jest potwornymi
lejami wybuchów Zryta jest
także droga i jeep skacze po
wybojach wolno posuwając
się naprzód Łąka zagajnik
za nim willa Dach rtiłnpnnv
' DruSim
siła dowóz
W drzwiach staje Yyonne
Wielkie jej oczy rozszerzają
się zdumieniem i
— xonne — mówi sier- żant — Maleńka Yyonne To
ja Nie zdążyłem ci wtedy po- wiedzieć że
Smukłe ramiona otaczają
głowę pilota Stłumiony szept
w samo ucho:
— Och Tak czeka-łam
Wiedziałam że wrócisz
go mnie
JERZY
dla 45-letnie-go
kapłana jest rze-czą
dlaczego męż-czyźni
stają na kobiercu ślub-nym
na chwiejących się nogach
Mógł przecież w pra-sie
historię panny Audrey
z Bradford której
ślubu dlate-go
że za każdym razem
w towarzystwie narzeczo-nego
w skrajnym zamroczeniu
alkoholicz-iy- m
zniewalającą otwartością że tyl-ko
w takim stanic udaje jej się
doprowadzić oblubieńca na ko-bierzec
ślubny
TCotote stuletnia żórwica ży
jąca w miejscowości Yincuil we
ma plecy do poza
zdroszczenia w czasie wojny
"tlom ale jej
wrascicicie ounaiezn ją wą
Bezustanny rozwój lotnictwa
komunikacyjnego doprowadził
do kryzysu jeśli cho-dzi
o zapewnienie jej sprawnej
obsługi naziemnej Przekonano
sic iż lotniska sq poprostu co-raz
mniei Drzvstnsowinr dn
dnia na dzień zwieksaajscego
się ruchu Wszystkie bez wyjąt-ku
działy "dworców
nie mogą nadążyć z obsługą
i załatwianiem formalności Za
mało jest kas biletowych za
szczupłe są oddziały bagażowe
restauracje dworcowe toalety
nie mówiąc już o parkingach
nuic-- uu uawna juz nie są w
stanie pomieścić samochodów
Okazało się iż przeciążenie nic
tak bardzo daje sic we znaki w
powietrzu jak właśnie na ziemi
z dachówek zdmuchniętych poważnym problemem
eksplozji To ten dom 'Jest pasażerów na lotni--
radością
George!
ROZWADOWSKI
niepojętą
przeczytać
Kin-derslc- y
trzy-krotnie
odmówiono
przyby-wała
poważnego
lotniczych
sko i z lotniska do miasta Siłą
rzecz porty lotnicze oddalają się
coraz bardziej od miast Czas
dostania się z lotniska do mia-sta
staje się coraz dłuższy i wy-nosi
nieiednokrotnio znirznio
niż sam przelot Staje konstrukcja podziemnego po-si- e
coraz bard?! inco „ „ mieszczenia pod Biblioteka
prostu nie się- - a częściowo
wZac£ tej racji samolotem na "K„£ pSL™ " h"? ™™ chyba nie bez
u „ jju--rac- ji masońska nie była
orozy zostaje utracony w prze- - Miana do czasu wojny W cza- - jeździe z lotniska do miasta Od
1948 roku czas przelotu z miej
scowości do miejscowości skró-cił
się przeciętnie o połowę w
tym samym jednak okresie
wzrósł o połowę czas rrzoiazdu
z lotniska do miasta
Wzrastająca coraz bardziej
ilość lotów powoduje również
konieczność czekania w powie
trzu przed lądowaniem i na zie-mi
oczekiwanie na start
Sytuacja oTjecna całkiem nie-dwuznacznie
wróży nie polep
szenie się jej ale pogorszenie!
w niedługim już czasie Za parę
lat weidado służbv snmolotw
Na ostrą krytykę duchownego zabierające 250—500 pasażerów
iranna młoda odpowiedziała ze i oczwuścit? oflnninrinin' CM
Francji'
ką ilość bagażu Obrót pasażer-ski
zwiększy się conajmnicj o
sto procent czyli o 'takie same
sto procent zwjększą' się auto- -
Mocarne plecy zwierzątka
za-Jwaliłtte-tfia- mhi
rSFi:
pod gruzami) ustatnio przpje-cha-ł
sie'po'nićj śamtfchód' faje
Totote nawet tęgo nici awa
tyła Nie wiadomo więc czyi to
lubi: "'i'f'! ''""'
Zza księżyca mignął dekiel Wojtka I
on sam — mrugał ubawiony jak to on
gdy jej zbierało się na (łzy — "Ano- - czy
moja ma 'już szmerek odpowiedzial-ny?
Dolać łaskawej pani? 'Na piątą nóżkę?"
— Nic mam dość Nie dolewaj Wojt-ku
— powiedziała szeptem z okrutną zdła-wioną
furią słowo po słowie Wydźwignęła
się i wstała wychylona w noc i heliotropy
— Tyś tego w kołysce nie widział co? A
szkoda Wojtku bobyś przestał się uśmie-chać
Wojtku Nie Pijcie sami do woli
Wojtku Pijcie sznapsa wódzię gołdę Wię-cej
Wojtku Życie jest krótkie nie ma
czego żałować nie ma Widzisz co uro-dziłam?
Wasze córki też będą takie jak
ja Widzisz? I wasze wnuczęta "tkanka
zżarła przez alkohol" w słoju O
Spij mój synku śpij maleńki mój sto-- o
— a w kołysce od którejcućhnie uryną
i zgniłym mięsem gmera jakiś ochłap wy-ciąga
do Marty kikuty i chrypi — Ma —
mo — Ma mo Ma — mo
Osłupiała i wytrzeźwiała Cofa się Chce
śmiać się z tego' widoku ale okropnym
chwytem łapie ją za gardło panika (Kon-troler
sucho: — "To halucynacja! Znasz
to przecież Nie pierwszy raz
Nie halucynacja!
Jego twarz za oknem zawieszona ponad
ziemią jak balon (Ta właśnie jak wtedy
gdy z ciepłego dziecięcego snu zbudził Mar-tę
straszny łoskot w przedpokoju Cienki
desperacki krzyk matki — Jezu! Umarł?"
— Głośny śmiech dozorcy: — żyje Schla-ny
na amen"
Twarz ojca Twarz ojca Przeklęta
Cofa się Łóżko ("Napij się wody —
komenderuje kontroler) Marta sięga na
oślep po szklankę Brzęk szkła i struga zim-nej
wody po nodze ("Cicho psia krew")
Głowa rwie się wstecz sama w spirale w
spirale w spirale Drętwiejące nogi też
wplątały sie w spirale jak w szprychy ko-ła
szybciej szybciej w wir Bez hedona-l- u
panie doktorze bez hedonalu Nie
rozbierając się w poprzek łóżka w kimo-nie
bez hedonalu
Piekielny instynktowny wstrząs zbudził
ją na dwie minuty przed tym jak do drzwi
zapukała Zosia niosąc śniadanie Tyle cza-su
aby sięgnąć po niedopitą butelkę i bły-skawicznie
schować ją do szafki I jeszcze
nakryć się kołdrą udawać że się' spało
normalnie Już
Głos Zosi: — Ojej A co to? Woda?
Zbiło się?
Marta naciąga kołdrę na głowę — Tak
Szklanka Niechcący
Okruchy szkła dzwonią w Zosinych pal-cach
— Ej bagatela — szczebioce — Tyl-ko
szklanka z tych gorszych A to na nie-spodziankę
pewny znak: szkła w księżycu
tłuc — blondyn 2 dalekiej drogi jedzie
Wyszła nareszcie Cisza Za oknem —
biała bezsłoneczna pustka Marta leż}'' bez
ruchu Bez myśli bez woli w próżni Na
suchych wargach obrzydliwy smak przepa-lonego
alkoholu suchy pergaminowy ję-zyk
— Jak ja się teraz pokażę — pomyśla-ła
leniwie — pewnie jestem cała zapuch-riięt- a
Poznają się — Ale jiięjniała sił po--
A
ii j
Ni "i
' '
'
t
'
(
' i
S&msiSssmi&s&isssmss£t&
matycznie i obecne kłopoty
Jedynym wyjściem z tej sy
tuacji jest znaczna rozbudowa
i poszerzenie lotnisk Najnowo-cześniejsze
z nich jeszcze rok
temu jui obecnie stają się prze-starzałe
Ale to Jeszcze nie wszystko
Niezależnie od tego musi zostać
rozwiązane zagadnienie szybkie
go transportowania podróżnych
z lotnisk do miast Zapewnić
je można w drodze połączeń
przy użyciu wielkich śmigłow-ców
które będą lądowały w
miastach na dachach domów
lub na placarh bądź też przez
budowanie specjalnych połą-czeń
kolejkami podziemnymi
wiążącymi porty lotnicze bezpo-średnio
z miastem
Rekonstrukcja
loży masońskiej
Prowadzona od wielu lat w
Warszawie pod nadzorem
arch Stanisława Lasoty re--
więcej
opłaca podróżo-!Sałnilawowsk- :ł'
z
VŁasH loza
panna
sic Powstania Warszawskiego
pocisk otworzył do niej wej-ście
W kilkunastu niszach stoją
tam rzeźby bliżej nieznanego
pocnoazenia najczęściej w
stylu antycznym oraz wielka
postać króla Salomona
Na razie loża nie jest udo-stępniona
szerszemu ogółowi
a służy projektantom Warsza-wy
jako salon wystawowy i
sala zebrań
Festiwal im J Kiepury
Grupa osób w Krynicy wy- stąpiła do władz-zropozyci- a
zorganizowania 'w tym pięk-nym
uzdrowisku łmpfezy-kul-turaln- ej
-- 'dużej rangi' Stałby
się' nia'dórpczny międzynaro-dowy
festiwal pieśni' i 'arii' im
Jana KleUury fi" )""
''Zgodnie i 'ipropozycjąnim-prez- a'
trwałaby za każdym ra-zem
4 dni obejmując:' wieczór
pieśni wieCzór'arii 'orazvkon-cert- V symfónłczneiUdziałom
eńlltfńin' i Allńnt:ll'fr II li'
Pro jektcdbIrcy pragną pVo-- _
sic arię"gggeni' o: przyjęcie
tyltllu 'prewodhiczjjćej" ' korhl-'totufhónoroNybg-ó'"
festiwalu
'Chcieliby ohrhlaby 'pierwszy
festiwal1 bdbvł slbl iuż'W fczasie
'flI 'tJe°gJdirdćzńyM(ihf''"DVn0I' SaVdeC! zfy'-l-znl j:
i rr = ij 11 it iM''
' dejść dWiistrabała' śię najmniej&eW ni-- i
i '"i ti c ' :' "J i"l'lW m uiiii:n'u' ''ij
i Lezała-ldługo- j wpatrzona w sufit „bez- -
władna''! nijaka przeżwyćięźająd nawroty
'straszliwej' ohydy i poniżónia"Nawrótynie'
ludzkiej samobójczej) rozpaczy') Może by
było lżej gdyby 'mogła' zwymiotować lub
zapłakać ("Zwykły normalny1 katzenjam-mer
— zironizował przyczajony kontroler
— A dobrze pi Jak ") Gdyby mogła g
Przeszyło ją nagfc przerażenie: zaraz
przyjdzie' Rozalia A ńuź' są "jakieś ślady?
Może Zosia coś spostrzegła i powie' Zer-wała"
się z łóżka zatoczyła się od zawrotu
głowy z przeszywającym ukłuciem w płu-cach
Dyszała czepiając się poręczy łóżka
zatoczyła się od zawrotu głowy z przeszy-wającym
ukłuciem w płucach Dyszała
czepiając się poręczy łóżka ciężko jak ry-ba
zdychająca na piasku Sięgnęła po zim-ną
herbatę Jak zbawienie jak uśmiech
losu — plasterek cytryny na spodeczku
Rozejrzała się po pokoju W porządku
Jedynie — krzesło przysunięte do okna i
ślad po kałuży wody z rozbitej szklanki
przy łóżku Nieważne drobiazgi nie wzbu-dzające
podejrzeń Zbliżyła się do lustra
Nie nie jest lak źle Może nieco bled
sza ciemniejsze cienie pod oczami spie-czone
wargi Ujdzie nawet oku doktora
Wieniewicza a gdyby nie uszło — sama
mu pierwsza powie że bardzo długo nie
mogła usnąć prawie do świtu bo postano-wiła
że bez hedonalu Nawet pochwali
ją ak to już raz było
Z nocy nie pamiętała nic i przypomnieć
nie chciała Coś majaczyło się o agrafce
którą gdzieś zgubiła Księżyc śpiewała ja-kaś
piosenkę (No ale chyba zdawała 60-bi- e
sprawę żeby pianissimo? Co?) Major
Turg-Turgias- z? A tak — chciała iść do
jego pokoju idiotka Tak tak Jezus Maria
Zrobiło się jej zimno
Zbliżyła się do okna Właśnie on jest:
chodzi miarowym kocim krokiem wzdłuż
heliotropowego gazonu tam i z powrotem
wpatrzony w żwir alejki założywszy ręce
za siebie Czy on musi tak koniecznie pod
jej oknem? Turg-Turgia- sz Co za cudaczne
nazwisko Pewnie z Tatarów lub — raczej
z Ormian tych kresowych Birary Osłamc-wic- ze
Turg-Turgiasz- e Zawracając od koń-ca
gazonu podniósł głowę spojrzał prze-lotnie
i ostro w okno i lekko skłonił się
Marcie Kiwnęła mu tak samo lekko Spa-cerował
dalej z oczami w ziemię zamy-ślony
posępny tam i z powrotem miaro-wo
tam i z powrotem Spojrzała na para-pet
pochylając głowę jak on Rysy na bia-łej
farbie których wczoraj nie było Na
swoje paznokcie Połamane ze zdartym la--kier- em
Ze zgrozą odwróciła się od mlecz- - j
nego blasku dnia od Turg-Turgias- za od i
tych zadrapań na parapecie Co tu się dzia-ło
Co tu było?
Spojrzała na zegarek Za kwadrans dzie-siąta
Trzeba iść na zastrzyk do' siostry
Amelii Pukanie do drzwi Czupryna Ma-riana
— Proszę kw-i- t Wysłałem z samegora-n- a
jak pan doktór kazaŁ"Express polecony
— Dziękuję Marianowi bardzo
SSSSSSl
będą musiały "'jeszcze bardziej
oddalić się od miasta z uwag!
na niebezpieczeństwo niskich
przelotów olbrzymich samolo-tów
nad nimi i hałasu jaki
wydają one zniżając się do lą-dowania
i bezpośrednio po
starcie
Nie trzeba tu dodawać iż
zmiany te pochłoną astrono-miczne
wprost sumy pieniężne
Tym niemniej są one nieunik-nione
i jui dziś trzeba się liczyć
zikoniecznością ich wprowadze-nia
w życie
VIT1UIU
FLOUR
4'
FIYE
RO
MlCHED
U'
'
Etn
--TT
=?zz
1 M
cyfrypowejo- - n
to
Bninie
Okuł i
OKULISTKA
BR BUKOWSKA
OD
274 Roncesvalles
Gcoffrcy)
Tel LE
Godziny coddrnnle od
rano do u wlecz W
10 rano do 4 po poł
Specjalnie
lekka
uniwersalna
UżyAvaj mąkę 'dzięki
której Twoje wypiekł będą
lżejsze delikatniejsze smacz-niejsze
Z mąką1 Roscs
będziesz gwarantowanie
lepsze rezultaty!
Wipkki nlarnlr j i-tnł- lfmi i encom jR
cytrynowym przypomni ci smak
dawnych czasów „ iB
Hl CTiinrjnn f-tn-cłrt
'v InhlLnil tnlA 1nl lit
smakowało Th ojoj rodzinie I przjjnrlolftin 'Jest to rf
biszkoptowe z Jnbll(ni)l 1 cynombiK-n- t Mołcsr Jo fv
samo do kawy lub xauin"c)'lrnowyni Jako' deserr ' R
Wieiskiblaceki iabłliami Vi t
Hosó na 8 I u „nnlno lalkowni DobWfil
#11
A ---- ---- "IV iWW vr 1 rreslcrrnicW'2'kubM"! ')mlcsrpj! W Imi]
"jrŁ''JlimM 'uniwersalnej ~'J"J'i nó{ro0dl cXtfno'li WM
„biefi-klprpszklMdOfPl- C- 'V do"raAlełVa'touF i Fi?!nK1)':- -1 rii'fii&ańóii iuhVś'Aio'cfc Wmm
V łck" morelrtW- - J li!-- ćdl&LAl&J " ' MSUfiSW
iO fiaJlueć-Bonne- t '"'cLłU 1Wu-JłłłyŁhLiiif- # llf Ji! ispwjamym sieknozcm pokrojonej iłSiWwbny rd
?i:SiyblJ dwa (Jaja n tiUmniu iiri mńi iT2l
vj& t Jwtt--i lyU&tftnUu J ''?' yłłM!enamirtj poWfi
'l3loiilbr7ocóciiciklf '_fyr1j4 r-- Tuf iiii i''J' Ur poknynclonh-o'!- ! 'IfcdnJcJllIliiinWiiUylplccutipTednW
&"ii Xtói°i'Fl H""??0'lva1''rMmdw85wn"''VJ
fW y'A"lJVfW- - S Ąn: i lfl taivimoudPOdwUil1w
i$'' 4mdZartókbachdoslckttwlcjcalii ul flcilc'fz sosem lcjlrynoW wym-"'i- i Uąm
mur!!
$
(
U'
atl
'le )'hJ'1' " łv'it'(iitiłfi tum iv
Sos1 cytrynowyi
przezroczycty
mąka
slyhną
)((( mttinttl
Nf wnlMMJ P6' iktibkiui „''mi ifI
IjiACI-łH- I lvtrC7k łrlnl iliMI I
cytrynowej — llyłkc mqki dzianej " i
2 Stopniowo dodawał 1 kubek-- --{ lująccj woay i a ycK aoku
tl
3 Mleizaj nad KotuJica tlę woda
nic ZKetnlcJo l nlo
zrobi cle ''
z pary dodaj '3'łyłkl' mar-Rn'n- y llluo Ilonnet lub- - maułn
riiHjaJ Uuim-c- z się nie
rozpuScI
plecienia Magle
(eden dołkonaly wyrób
Slandcrt Brandi
w
ś
BEJNAR
Ave
(przy
2-54-
39 przyjęć: _ soboty
82-- W
Fivo
nrp1rilnli!
clńito
podać'
pbrcjl
(Srmlo
dobrzo
iiTłb
sucbjcli
mlp-fi- t iwls-i- -
t
t !! (II 'Jl "lir ll'i1i((i
CaM0
JU 'SOU —I
kukU'l-- ''
dopóki
dopóki
Prosttk
Iłizcza
Llmlłtd
mieć
Ci
Ml
cl
łwmGy
l}lj'£i_r_ifi1#
EMB
ii}ur
A
PSP znaczy Packaged Savings Plan — specjalny
plan oszczędzania docelowego Scotiabank Sami'
wyznaczacie sobie sumę jaką chcecie zaoszczę-dzić
otwieracie konto oszczędnościowe zwane
PSP i co miesiąc wpłacacie regularne sumy
Przez czas oszczędzania jesteście ubezpieczeni
na życie bez dodatkowej dopłaty Kiedy osią-gniecie
wyznaczony cel macie całe oszczędzone
pieniądze plus bonus wypłacony przez Scotia- - 4
bank W razie konieczności wypłacenia ubezpie- - --
czenia spadkobierca otrzymuje pełną sumę ubez- -'
pieczenia a ponadto cale zaoszczędzone przez
Was pieniądze oraz należny w tynfezasie bonus
Zapytajcie o odpowiedni dla Was plan "dszczę ?
dzania docelowego w którymkolwiek oddziale iJ
& )BHNK'
THE BRNK OF NOVH SCOTIR
— - ? vi-vTfil- fi
tf $i ™f"--
)(
ts™-- &l &
Ta
j1
immniimlsl' na W il
1TT1135 m:
fitfS®
!SS
ciasjii
mm
III
imii m
£
mmi
mii: mi
w--m
mliffi mJI
wftim m
mm
łTnur-Ji-a
mmm
łiFł rvM ' vni "
1 v t( 0
' f vtył yceK „
''
k' tilmneJi i„ ' _ lulfmaMa
do '
01 M do- - '
!
i1 nu vuiwu
DiSł
ry ' -
ro--
mc
sos
4iZd(Jm
da
10
od
'"
= 3
]
df'
i
II
M
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, February 15, 1967 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1967-02-15 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000370 |
Description
| Title | 000052b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | r rfa 5555EHK38SBt tiS&ISgfgmgSH w c Utr iiihmar 'tfsr im '-yŁ-Ęj& Sifz] 'v ul =if-ifvsifsss- ss i'_ja vcrv aiHn annniH M W Ui JiaTE:aiiiirm lfV OmiiiM~-jaT- i a— Caen Antwerpia czerni się Bmvc u - B~- -a w m mr & chb jm cnw ah it __ i "'"Hy nuilllimftdljl lUUIICZei gvli właśnie na wysokości tótwerpu gdy celna seria 'ciemieckich bateru otoczyła żeńcem wybuchów Lancaste-ra ugodzona pociskiem ma-£n- a wyskoczy3 z linii lotu fooszła przez skrzydło w dól cood maski pierwszego z le-wej strony silnika wywinęła ?e wstęga dymu przeplatane go jęzorami ognia warKocz rumieni nval jak huragan li- - ac boki kadłuba Wydłużał aę rósł v Ladacnwiia mogiy wyoucn nac caanniiiiiiiiiH zbiorniki Nie było czasu strzału i chowa gó da namysłu Trzeba było ska Za otwartym prostokątem właził kabiny huczy pęd Strzelec pokładowy kapral jiirsM' ie że każda sekun-da zwłoki zmniejsza szanse o-caip- nia Wysokość meleje z przerażająca szybkością Skacze głowa w dół Czar- - na Lanca-i!VS0K- a pierś 1 w mroku ka wyrywa ucnwyt ujmuje reke i szarpnięcie iUUKnie ta lekko drżv luszacn — -- caieui Czarna w ziemia i --JS jtrz_ ari_ia iIMnjnyiuiłi'1a nmiouuKał rułurul rtru- - Kfrt4 fid7ips daleko rozbłvslcn HO v -- -- -- - F'SJd " H " puiiiuLaiii-Łun- c mbuchv i orzęcza I silniki niewidocznych maszyn Pod nogami przemyka wysoki P-- f kształt drzewa Migają _ ja- - flśniejsze piamy uumuw i ja kichś zabudowań Mirski kurczy nogi Silny wstrząs Na głowę wali irasa jedwabiu Sieć linek dacze i ręce Nie ma chwili do stracenia Kapral oswobadza się z twię-- zi i odpina klamry Rozgląda się dokoła sie na łące- - przylegającejf do małego zagajnikću-Zlewe- j strony biegnie kuMiemu" kil--' H u cieranycu' iyweieK rrzy-- 111 -- mol w UTnoW ►! 'i Błyskają? 'pgniki'f [wys łów Gwiżcjżą kulei-- J pa-da na ziemieiOdBeztóecźa Dii stolet Strzela kilka-raz- y dó nadbiegających- - Zatfzymują 1 się rodrywa się z i bie-gnie Słyszy za sobą głośny ckrzjk: "Halt! hoch!" i nowe strzały'1 Wpaaa:'w" zaL cajnik yw siał tat v W stojącej) zazagajnikiemJ wim jest piemnQvSwka: do okna Drzwi 1 twjiprą Staje w nich s'mukjapyhvetj" ka młodej' kobiety' we wzro-ku iei maluje sie zdumienie jarach J{apraltłumaczy4oj- - kim jest i o pomoc Plą- - (II C"q HxulAA U") !irUui !iiiiiiM' v !'u"uOQrZ j!i j-rwwl-ynTwnjr fijflTyfflriirT nic Chwyta go za rękę cią gnie wgiąD aomu Jedne dru- gie drzwi schody wiodące w aoi piwnica Jakieś maleńkie Mdrzirwsikcizmki zzaatrpzaadsaku'jkąomspileetnzaa ciemność łomDorztwemi wkeojślcbiojwoebcashóuwczą"Gjaur-ż dkłoobwieecykrtzłyukmiaczSypockoośjnystntg--łaos ją szybkie kroki po całym do- m"'u" Zuubuliażidajjdą ssieię isacitcunżnapo-- xvaprai zabezpiecza gotowv pistolet do kieszeni powłoki Oddycha ul?a Po kilku minutach niezria-iom- a zjawia sie w jego kry-jówce — "Wszystko w porządku mówi — Odeszli Zaraz dam ranu coś do zjedzenia Jestem Yyonne Bertrand Mirski widzi drobniutkie KropeiKl na ipi j-n1- Q masa palącego sie w szyb W stera przepada Re- - kim oddechu sama wiai jej Mocne w i-ai-uje nęka gwuu puiueuid poisKim lotn aoie jest pocisków „się nogi Znajduje 33łrski ziemi Haende ąiej prosi DOtu faluje Kiem — mówi — Uratowała rmaiziepanoicażlyiłcaie prwzednajlneipewszoylam Dziękuję Huczący w kominku noioń kszęybkkoompboiżneerzaonmunddoukrumceznapty-jkkpuiaożepgsrrzazwelenabicaycmzwMeaimilrnsdykomikpuomrupobieózrngłatrnyzieubJbueej sw-et gijskiego obywatela Jean Pel-letie- r przybyłego w odwie-dziny do mademoiselle Yyon-ne Bertrand zamieszkałej' w willi pod Antwerpia Ubranie i papiery dostarczył mu iakiś gruby zażywny pan 'który me iu£eusia}vu sienawet ka- pralowi zbywając półsłówka mi jego' liczne zapytania Na pożegnanie f powiedział mu" jegokolega kjóry postaracie przerzucicAlirsJiiegoido Fran- - ciiiJskierOwafrrpo iarn'ań7 trzeba tadyv7szefMvQnne4 powiedziałar -f- -'Ki l ozei tuipjszeeo uviouve- - ment National Belge Kapral sam nie wie co sie nim dzieje PBrz"y'mt' Yyon-ne i"milczy Jest starym do"--' świadczonym-iżęłnierzęlwil- o rileumieltpizelarnać ibgąrnia-JłlQe- j {„nieśmiałości- - iv-- ppwięcłzieć jak "hąidzjo YA"onJ ne mu się jpuuuua iie umie wyrazić jej stówami' jak' wdzięczny-j- ej est-za-ratun- ekj JUK cza sie tranouskie i angielskie ben! Łatmej jest slowa WQ3TOTO bWfcStolfc Nieznajoma nie odpowiada schmitta łatwiej zachować -- f l_1 Ł-BBłjmIJJIJtflPUiaŁliflifflŁJgW!MCTWginfcgrT3imŁŁlLJ-LihJHI! iJiJJLJ_liMB ! i i m a i ~"MM~~~M"™'l'r"""-"r""- ' H --jiMbonb-ji jc 'HSM'' i! ' a i - f 1 1 i £ I ltl -- r rl ( t j i i z -- _ — i ' — z ' i j _- - ' ' -- j j - i j ' " 'IDU' i Wszelkie prana autorskie zastrzeżone At"łi r'--- J ' j _ „'-- - !_ tl mu uytw nawraca oa arzwi mija ius-t- ro Nie dla p§a'r kiełbasa panie majorze Turg-Turgia- sz Chwila krótsza niż drgnie nie'1 powiek wytrzeźwienia Rzeczywiście: narobiłaby skandalu' za zwierzę wyłazi zriiej po wódce?' Z niej takiej wstydliwej brzydzącej się moralnych brudów i fizycz-nych świństw fakt że alkohol wyzwa-la najpodlejsze instynkty zboczenia zaha-mowania To co po trzeźwemu chowa się i przyczaja — po alkoholu dopiero sobie nula Taki na przykład Lutek taki wzór człowieka i ojca taki nieskazitelny szla-chetny a zgwałcił po córeczkę stróża Wylazło! ' 4 Ach nieważne wszystko nieważne Źy-a- e jest takie krótkie łatwe puste Raz kozie śmierć — to prawda Wojtku to Moralność etyka zasady — to Kistko fikcja to wszystko po to aby Psuć nam smak istnienia Człowiek? Do-brze mówi jakiś Tołstoja: — Lichtarzem w łeb i nie ma człowieka" "chtarzem! Właśnie: lichtarz cały świat 2 "ego etyką zasadami moralnością prze-aj- e istnieć Nie ma człowieka — nie ma świata Fiut — dymek — mgła Powiało srebrnym mrozem od okna garnęła się szukając tej dużej agrafki i SP'Ć P Wmona Agrafka niewiarygodną jasnością przypomnia- - sobie w ułamku sekundy: dużą agrafkę "orą drzwiczki w szafce w am-ouiatori- um zostawiła w otworze zame"czka fikając z absolutną dokładnością: zo-- wa Niezbity kategoryczny dowód wła- - """" "a stop do głów obleciał ją prze-bywający lęk aż ugięły się pod nia nogi będzie? Obsunęła się na kolana bliska z bezmiernym ludzkim smut-?fi- m spojrzał ku niej prosto w oczy — --wwn Nieprawdopodobnie realny wi-"t- ay aż do maleńkiej blizny nasady --'„ "N° i cóż Martusiu będzie nami — zapj-ta- ł bardzo cicho Iczekał na spowiedź J~ ?rzebacz Stefuś — powiedziała tak acho bardzo szczerze — Ja się tro-n-? upiłam to prawdafcUe tojuż ostatni -- sięgam Stefuś rwał Co będzcieiszejnas—zymChgcneisazzdjeemm? i—eć S'Dka? Mart0 m°J3' Mart- 0- 03~1wie dosł3-szalnjT- n echem powiało po Ju6 2alani'rfl burzą w noc ilarto gwiazdy filarto mbja„ Podźwipnpło c --j : : : - „ itee' CZąC' i?rzrz w twarzze Stefanem fias7?yce?' óryiteraz- - zalewał ich oboje płynną rtęcią światłem- - spokój w gradzie pekajacvch wokół samolotu pocisków! Czemu tak trudno powiedzieć bkeozbierceiseztytosecrocewćyopezłnaiparząmtau ckiaeżżdąpopwraiewdizeieżće mtoyśml?uAsi prKzeo-- niecznie! Mijają godziny Mirski pa- trzy na tarczę zegara Powie jej wszystko gdy duża wska-zówka stanie na godzinie myunastej Jeszcze dziesięć minut Jeszcze cztery W drzwiach staje jakiś męż czyzna Wita sie z Yynnnp i podchodzi do Mirskiego Po- daje mu reke — Idziemy — mówi Wskazówka stoi na dwuna stej godzinie Mirski ujmuje rękę Yyonne Całuje — onne — zaczyna Nieznajomy ciągnie go za rękę — Nie ma chwili do strace-nia — odzywa się — Idziemy! Mirski jest już po kursie pi- lotażu i lata na Mustangu w polskim Wingu myśliwskim Wspomnienia ucieczki z Bel-gii do Anglii zacierają sie w pamięci w nawale walk i roz- machu inwazji O Yyonne my śli za to bez przerwy W bez-senne noce w czasie walk w pmueirzu czasie zaoawy i rzadkich odpoczynków Duchowy angielski złożył uro czyste oświadczenie że pod żad-- njm pozorem nie będzie dawał ślubu nowożeńcom stawiającym się do obrzędu zawarcia mał-żeństwa iw sianie nietrzeźwym Pastor Charles Manchester proboszcz parafii św Michała Haworth „hrabstwie Pork napisał w czasopiśmie parafial- - nyiri:'i ' k ( "N'''-lj-m:niiej "vpołowa- - mężczyzn idących ófr ołtarza zatacza się na nogach' i' cuchnie jak bro-war" "Jakże sie to dzieje' pyta z go"ryczą-kap}a1- n j4eudziom po-trzebną jest sztuczne podniecę-?'-% 1K Ł'tixm ' najuroczystszym c)njuj ich życią? (Modlitewnik Y2Taznetmpvi1że obrządek kry stalicznie jasnego A każdy le-- karz~pbw itr że "nieuchronnym skutkiem alkoholu jest zamro- - etoi Ljjiiii' " rWJ-KfHO- : £ wjL-rzj- c się nie ence ze inl'il oj "t " ll-1- 'l --ll-fli' lllilriKl'' 'f J "" "" jłi— "-"--rr- — — --piraTOM-VTiTpf ci f:{ v (juftoi-Tj- w 'up jerzy ''''' JS"'' ""'1j'j '""'' '--:' k "r' 'i-- ' 'i ii j' Co To i pijanemu i Prawda pijaczyna u i Z otworzyła i-- i u z :!mo z jeszcze 2a księżj-cow-ą — i i w w w [iu: 'Seweryn Zmniejszona poczytalność małżeqstyąwymągaimysłu umjimaJmmmmmHtm:mAum luwaf — Będziemy mieli nasze gniazdo Ste-fuś '— mówiła ustami w usta — Będzie-my --mieli'' nasz ładny dom I Żula z nami mała mądra Żula I będziemy mieli syn-ka (SztefucśiemMnaełjegjoasksyinnikarwa! się prąd lo-dowaty i mokry Nietoperze rozluźniały łapki spadały na ziemię a niektóre pod-rywały się i usiłowały lecieć pod prąd i wiatr potrącając się błoniastymi skrzydła-mi i z tego ich lotu wynikał dźwięk jak melodia Znajoma? Skąd? Kołysanki?) i będzie tak Stefuś: ty siedzisz czy-tasz gazetę świeci lampa nad stołem pod złocistym abażurem Kot' Żula obok odra-bia lekcje Marszczy nosek jak to ona i namyśla się A ja Patrzę na was z dru-giego pokoju Mama chodzi bardzo ci-cho na palcach bo Ja usypiam naszego synka Najadł się i zasypia śpiewam mu Ogarnęła ją słodka i cicha rzewność Zaśpiewa to ("Tylko cicho Szeptem! — zagroził kontroler) Tak naturalnie bar-dzo cicho bo jest głucha noc i wszyscy śpią a broń Boże kogo zbudzić Przyleci Wieniewicz i wtedy — co? Po babsku pod-pier- a podbródek dłonią patrzy w księżyc i w złocisty abażur nad stołem i zaczyna śpiewać cichutko i czysto jak flet Deli-katnie jak flet śpiewa tą właśnie koły-sankę którą przerabia tak jak podszeptują niełoperze Jak lekki rytmiczny dźwięk ich błoniastych skrzydełek: Spij nasz synku śpij maleńki nasz kretynku Sto-- o lat — a w kołysce A w kołysce rusza się dziecko z baniastym łbem zaropiałevcałe w liszajach Z martwym niedobrym uśmie-szkiem idioty patrzy w sufit wątłe duże już a nieforemne niedonoszone Widziała takie Zna (W przychodni na Puławskiej kobieta trzymała takie na ręku Marta prze-mówiła do malca aby zaczął inaczej uśmie-chać się bo nie mogła znieść Kobieta po-wiedziała do niej ze złością: — "Nie ma co ciukać Nie słyszy Od narodzenia głuchy" — "Jezus Maria Biedny A dlaczego?" — "Dochtury powiadają że od pijaka zrodzo-ny to bez to") Pochyliła się niżej nad kołyską bliżej ku oropialnym uszkom i zaśpiewała głoś-niej i jeszcze tkliwiej od początku: jak cza-rodziejski urzekający flet: Spij nasz synku śpij najmilszy nasz kretynku Sto 'lat sto— o lat niech żyje żyje na-a- m — a to "sto--o lat" wracało echem od księżyca jak dźwięk pękniętej słabej stru-ny ™ A echo zamierało nad klombami i nie mogło umilknąć- - francuskiego lotniska"' tod dyniami pożarów wzniecany-mi bezustannie przez padają-ce niemieckie rakiety V--l "i V--2 Pała się podmiejskie o-sie- dla i wsie Pod Antwerpia mieszka Yyonne Sierżant-pil- ot Mirski Doluie zaciekle na V--l Liczba ze strzelonych przez niego lata jących bomb rośnie szybko Może która z nich spadłaby na willę Yyonne? Kto wie Polska Dywizja Pancerna walczy już poza Breda My- śliwski Wing Mustangów o- - irzymuje rozkaz zmiany lotni-ska Ląduje pod Antwerpia Lot-nisko zryte jest potwornymi lejami wybuchów Zryta jest także droga i jeep skacze po wybojach wolno posuwając się naprzód Łąka zagajnik za nim willa Dach rtiłnpnnv ' DruSim siła dowóz W drzwiach staje Yyonne Wielkie jej oczy rozszerzają się zdumieniem i — xonne — mówi sier- żant — Maleńka Yyonne To ja Nie zdążyłem ci wtedy po- wiedzieć że Smukłe ramiona otaczają głowę pilota Stłumiony szept w samo ucho: — Och Tak czeka-łam Wiedziałam że wrócisz go mnie JERZY dla 45-letnie-go kapłana jest rze-czą dlaczego męż-czyźni stają na kobiercu ślub-nym na chwiejących się nogach Mógł przecież w pra-sie historię panny Audrey z Bradford której ślubu dlate-go że za każdym razem w towarzystwie narzeczo-nego w skrajnym zamroczeniu alkoholicz-iy- m zniewalającą otwartością że tyl-ko w takim stanic udaje jej się doprowadzić oblubieńca na ko-bierzec ślubny TCotote stuletnia żórwica ży jąca w miejscowości Yincuil we ma plecy do poza zdroszczenia w czasie wojny "tlom ale jej wrascicicie ounaiezn ją wą Bezustanny rozwój lotnictwa komunikacyjnego doprowadził do kryzysu jeśli cho-dzi o zapewnienie jej sprawnej obsługi naziemnej Przekonano sic iż lotniska sq poprostu co-raz mniei Drzvstnsowinr dn dnia na dzień zwieksaajscego się ruchu Wszystkie bez wyjąt-ku działy "dworców nie mogą nadążyć z obsługą i załatwianiem formalności Za mało jest kas biletowych za szczupłe są oddziały bagażowe restauracje dworcowe toalety nie mówiąc już o parkingach nuic-- uu uawna juz nie są w stanie pomieścić samochodów Okazało się iż przeciążenie nic tak bardzo daje sic we znaki w powietrzu jak właśnie na ziemi z dachówek zdmuchniętych poważnym problemem eksplozji To ten dom 'Jest pasażerów na lotni-- radością George! ROZWADOWSKI niepojętą przeczytać Kin-derslc- y trzy-krotnie odmówiono przyby-wała poważnego lotniczych sko i z lotniska do miasta Siłą rzecz porty lotnicze oddalają się coraz bardziej od miast Czas dostania się z lotniska do mia-sta staje się coraz dłuższy i wy-nosi nieiednokrotnio znirznio niż sam przelot Staje konstrukcja podziemnego po-si- e coraz bard?! inco „ „ mieszczenia pod Biblioteka prostu nie się- - a częściowo wZac£ tej racji samolotem na "K„£ pSL™ " h"? ™™ chyba nie bez u „ jju--rac- ji masońska nie była orozy zostaje utracony w prze- - Miana do czasu wojny W cza- - jeździe z lotniska do miasta Od 1948 roku czas przelotu z miej scowości do miejscowości skró-cił się przeciętnie o połowę w tym samym jednak okresie wzrósł o połowę czas rrzoiazdu z lotniska do miasta Wzrastająca coraz bardziej ilość lotów powoduje również konieczność czekania w powie trzu przed lądowaniem i na zie-mi oczekiwanie na start Sytuacja oTjecna całkiem nie-dwuznacznie wróży nie polep szenie się jej ale pogorszenie! w niedługim już czasie Za parę lat weidado służbv snmolotw Na ostrą krytykę duchownego zabierające 250—500 pasażerów iranna młoda odpowiedziała ze i oczwuścit? oflnninrinin' CM Francji' ką ilość bagażu Obrót pasażer-ski zwiększy się conajmnicj o sto procent czyli o 'takie same sto procent zwjększą' się auto- - Mocarne plecy zwierzątka za-Jwaliłtte-tfia- mhi rSFi: pod gruzami) ustatnio przpje-cha-ł sie'po'nićj śamtfchód' faje Totote nawet tęgo nici awa tyła Nie wiadomo więc czyi to lubi: "'i'f'! ''""' Zza księżyca mignął dekiel Wojtka I on sam — mrugał ubawiony jak to on gdy jej zbierało się na (łzy — "Ano- - czy moja ma 'już szmerek odpowiedzial-ny? Dolać łaskawej pani? 'Na piątą nóżkę?" — Nic mam dość Nie dolewaj Wojt-ku — powiedziała szeptem z okrutną zdła-wioną furią słowo po słowie Wydźwignęła się i wstała wychylona w noc i heliotropy — Tyś tego w kołysce nie widział co? A szkoda Wojtku bobyś przestał się uśmie-chać Wojtku Nie Pijcie sami do woli Wojtku Pijcie sznapsa wódzię gołdę Wię-cej Wojtku Życie jest krótkie nie ma czego żałować nie ma Widzisz co uro-dziłam? Wasze córki też będą takie jak ja Widzisz? I wasze wnuczęta "tkanka zżarła przez alkohol" w słoju O Spij mój synku śpij maleńki mój sto-- o — a w kołysce od którejcućhnie uryną i zgniłym mięsem gmera jakiś ochłap wy-ciąga do Marty kikuty i chrypi — Ma — mo — Ma mo Ma — mo Osłupiała i wytrzeźwiała Cofa się Chce śmiać się z tego' widoku ale okropnym chwytem łapie ją za gardło panika (Kon-troler sucho: — "To halucynacja! Znasz to przecież Nie pierwszy raz Nie halucynacja! Jego twarz za oknem zawieszona ponad ziemią jak balon (Ta właśnie jak wtedy gdy z ciepłego dziecięcego snu zbudził Mar-tę straszny łoskot w przedpokoju Cienki desperacki krzyk matki — Jezu! Umarł?" — Głośny śmiech dozorcy: — żyje Schla-ny na amen" Twarz ojca Twarz ojca Przeklęta Cofa się Łóżko ("Napij się wody — komenderuje kontroler) Marta sięga na oślep po szklankę Brzęk szkła i struga zim-nej wody po nodze ("Cicho psia krew") Głowa rwie się wstecz sama w spirale w spirale w spirale Drętwiejące nogi też wplątały sie w spirale jak w szprychy ko-ła szybciej szybciej w wir Bez hedona-l- u panie doktorze bez hedonalu Nie rozbierając się w poprzek łóżka w kimo-nie bez hedonalu Piekielny instynktowny wstrząs zbudził ją na dwie minuty przed tym jak do drzwi zapukała Zosia niosąc śniadanie Tyle cza-su aby sięgnąć po niedopitą butelkę i bły-skawicznie schować ją do szafki I jeszcze nakryć się kołdrą udawać że się' spało normalnie Już Głos Zosi: — Ojej A co to? Woda? Zbiło się? Marta naciąga kołdrę na głowę — Tak Szklanka Niechcący Okruchy szkła dzwonią w Zosinych pal-cach — Ej bagatela — szczebioce — Tyl-ko szklanka z tych gorszych A to na nie-spodziankę pewny znak: szkła w księżycu tłuc — blondyn 2 dalekiej drogi jedzie Wyszła nareszcie Cisza Za oknem — biała bezsłoneczna pustka Marta leż}'' bez ruchu Bez myśli bez woli w próżni Na suchych wargach obrzydliwy smak przepa-lonego alkoholu suchy pergaminowy ję-zyk — Jak ja się teraz pokażę — pomyśla-ła leniwie — pewnie jestem cała zapuch-riięt- a Poznają się — Ale jiięjniała sił po-- A ii j Ni "i ' ' ' t ' ( ' i S&msiSssmi&s&isssmss£t& matycznie i obecne kłopoty Jedynym wyjściem z tej sy tuacji jest znaczna rozbudowa i poszerzenie lotnisk Najnowo-cześniejsze z nich jeszcze rok temu jui obecnie stają się prze-starzałe Ale to Jeszcze nie wszystko Niezależnie od tego musi zostać rozwiązane zagadnienie szybkie go transportowania podróżnych z lotnisk do miast Zapewnić je można w drodze połączeń przy użyciu wielkich śmigłow-ców które będą lądowały w miastach na dachach domów lub na placarh bądź też przez budowanie specjalnych połą-czeń kolejkami podziemnymi wiążącymi porty lotnicze bezpo-średnio z miastem Rekonstrukcja loży masońskiej Prowadzona od wielu lat w Warszawie pod nadzorem arch Stanisława Lasoty re-- więcej opłaca podróżo-!Sałnilawowsk- :ł' z VŁasH loza panna sic Powstania Warszawskiego pocisk otworzył do niej wej-ście W kilkunastu niszach stoją tam rzeźby bliżej nieznanego pocnoazenia najczęściej w stylu antycznym oraz wielka postać króla Salomona Na razie loża nie jest udo-stępniona szerszemu ogółowi a służy projektantom Warsza-wy jako salon wystawowy i sala zebrań Festiwal im J Kiepury Grupa osób w Krynicy wy- stąpiła do władz-zropozyci- a zorganizowania 'w tym pięk-nym uzdrowisku łmpfezy-kul-turaln- ej -- 'dużej rangi' Stałby się' nia'dórpczny międzynaro-dowy festiwal pieśni' i 'arii' im Jana KleUury fi" )"" ''Zgodnie i 'ipropozycjąnim-prez- a' trwałaby za każdym ra-zem 4 dni obejmując:' wieczór pieśni wieCzór'arii 'orazvkon-cert- V symfónłczneiUdziałom eńlltfńin' i Allńnt:ll'fr II li' Pro jektcdbIrcy pragną pVo-- _ sic arię"gggeni' o: przyjęcie tyltllu 'prewodhiczjjćej" ' korhl-'totufhónoroNybg-ó'" festiwalu 'Chcieliby ohrhlaby 'pierwszy festiwal1 bdbvł slbl iuż'W fczasie 'flI 'tJe°gJdirdćzńyM(ihf''"DVn0I' SaVdeC! zfy'-l-znl j: i rr = ij 11 it iM'' ' dejść dWiistrabała' śię najmniej&eW ni-- i i '"i ti c ' :' "J i"l'lW m uiiii:n'u' ''ij i Lezała-ldługo- j wpatrzona w sufit „bez- - władna''! nijaka przeżwyćięźająd nawroty 'straszliwej' ohydy i poniżónia"Nawrótynie' ludzkiej samobójczej) rozpaczy') Może by było lżej gdyby 'mogła' zwymiotować lub zapłakać ("Zwykły normalny1 katzenjam-mer — zironizował przyczajony kontroler — A dobrze pi Jak ") Gdyby mogła g Przeszyło ją nagfc przerażenie: zaraz przyjdzie' Rozalia A ńuź' są "jakieś ślady? Może Zosia coś spostrzegła i powie' Zer-wała" się z łóżka zatoczyła się od zawrotu głowy z przeszywającym ukłuciem w płu-cach Dyszała czepiając się poręczy łóżka zatoczyła się od zawrotu głowy z przeszy-wającym ukłuciem w płucach Dyszała czepiając się poręczy łóżka ciężko jak ry-ba zdychająca na piasku Sięgnęła po zim-ną herbatę Jak zbawienie jak uśmiech losu — plasterek cytryny na spodeczku Rozejrzała się po pokoju W porządku Jedynie — krzesło przysunięte do okna i ślad po kałuży wody z rozbitej szklanki przy łóżku Nieważne drobiazgi nie wzbu-dzające podejrzeń Zbliżyła się do lustra Nie nie jest lak źle Może nieco bled sza ciemniejsze cienie pod oczami spie-czone wargi Ujdzie nawet oku doktora Wieniewicza a gdyby nie uszło — sama mu pierwsza powie że bardzo długo nie mogła usnąć prawie do świtu bo postano-wiła że bez hedonalu Nawet pochwali ją ak to już raz było Z nocy nie pamiętała nic i przypomnieć nie chciała Coś majaczyło się o agrafce którą gdzieś zgubiła Księżyc śpiewała ja-kaś piosenkę (No ale chyba zdawała 60-bi- e sprawę żeby pianissimo? Co?) Major Turg-Turgias- z? A tak — chciała iść do jego pokoju idiotka Tak tak Jezus Maria Zrobiło się jej zimno Zbliżyła się do okna Właśnie on jest: chodzi miarowym kocim krokiem wzdłuż heliotropowego gazonu tam i z powrotem wpatrzony w żwir alejki założywszy ręce za siebie Czy on musi tak koniecznie pod jej oknem? Turg-Turgia- sz Co za cudaczne nazwisko Pewnie z Tatarów lub — raczej z Ormian tych kresowych Birary Osłamc-wic- ze Turg-Turgiasz- e Zawracając od koń-ca gazonu podniósł głowę spojrzał prze-lotnie i ostro w okno i lekko skłonił się Marcie Kiwnęła mu tak samo lekko Spa-cerował dalej z oczami w ziemię zamy-ślony posępny tam i z powrotem miaro-wo tam i z powrotem Spojrzała na para-pet pochylając głowę jak on Rysy na bia-łej farbie których wczoraj nie było Na swoje paznokcie Połamane ze zdartym la--kier- em Ze zgrozą odwróciła się od mlecz- - j nego blasku dnia od Turg-Turgias- za od i tych zadrapań na parapecie Co tu się dzia-ło Co tu było? Spojrzała na zegarek Za kwadrans dzie-siąta Trzeba iść na zastrzyk do' siostry Amelii Pukanie do drzwi Czupryna Ma-riana — Proszę kw-i- t Wysłałem z samegora-n- a jak pan doktór kazaŁ"Express polecony — Dziękuję Marianowi bardzo SSSSSSl będą musiały "'jeszcze bardziej oddalić się od miasta z uwag! na niebezpieczeństwo niskich przelotów olbrzymich samolo-tów nad nimi i hałasu jaki wydają one zniżając się do lą-dowania i bezpośrednio po starcie Nie trzeba tu dodawać iż zmiany te pochłoną astrono-miczne wprost sumy pieniężne Tym niemniej są one nieunik-nione i jui dziś trzeba się liczyć zikoniecznością ich wprowadze-nia w życie VIT1UIU FLOUR 4' FIYE RO MlCHED U' ' Etn --TT =?zz 1 M cyfrypowejo- - n to Bninie Okuł i OKULISTKA BR BUKOWSKA OD 274 Roncesvalles Gcoffrcy) Tel LE Godziny coddrnnle od rano do u wlecz W 10 rano do 4 po poł Specjalnie lekka uniwersalna UżyAvaj mąkę 'dzięki której Twoje wypiekł będą lżejsze delikatniejsze smacz-niejsze Z mąką1 Roscs będziesz gwarantowanie lepsze rezultaty! Wipkki nlarnlr j i-tnł- lfmi i encom jR cytrynowym przypomni ci smak dawnych czasów „ iB Hl CTiinrjnn f-tn-cłrt 'v InhlLnil tnlA 1nl lit smakowało Th ojoj rodzinie I przjjnrlolftin 'Jest to rf biszkoptowe z Jnbll(ni)l 1 cynombiK-n- t Mołcsr Jo fv samo do kawy lub xauin"c)'lrnowyni Jako' deserr ' R Wieiskiblaceki iabłliami Vi t Hosó na 8 I u „nnlno lalkowni DobWfil #11 A ---- ---- "IV iWW vr 1 rreslcrrnicW'2'kubM"! ')mlcsrpj! W Imi] "jrŁ''JlimM 'uniwersalnej ~'J"J'i nó{ro0dl cXtfno'li WM „biefi-klprpszklMdOfPl- C- 'V do"raAlełVa'touF i Fi?!nK1)':- -1 rii'fii&ańóii iuhVś'Aio'cfc Wmm V łck" morelrtW- - J li!-- ćdl&LAl&J " ' MSUfiSW iO fiaJlueć-Bonne- t '"'cLłU 1Wu-JłłłyŁhLiiif- # llf Ji! ispwjamym sieknozcm pokrojonej iłSiWwbny rd ?i:SiyblJ dwa (Jaja n tiUmniu iiri mńi iT2l vj& t Jwtt--i lyU&tftnUu J ''?' yłłM!enamirtj poWfi 'l3loiilbr7ocóciiciklf '_fyr1j4 r-- Tuf iiii i''J' Ur poknynclonh-o'!- ! 'IfcdnJcJllIliiinWiiUylplccutipTednW &"ii Xtói°i'Fl H""??0'lva1''rMmdw85wn"''VJ fW y'A"lJVfW- - S Ąn: i lfl taivimoudPOdwUil1w i$'' 4mdZartókbachdoslckttwlcjcalii ul flcilc'fz sosem lcjlrynoW wym-"'i- i Uąm mur!! $ ( U' atl 'le )'hJ'1' " łv'it'(iitiłfi tum iv Sos1 cytrynowyi przezroczycty mąka slyhną )((( mttinttl Nf wnlMMJ P6' iktibkiui „''mi ifI IjiACI-łH- I lvtrC7k łrlnl iliMI I cytrynowej — llyłkc mqki dzianej " i 2 Stopniowo dodawał 1 kubek-- --{ lująccj woay i a ycK aoku tl 3 Mleizaj nad KotuJica tlę woda nic ZKetnlcJo l nlo zrobi cle '' z pary dodaj '3'łyłkl' mar-Rn'n- y llluo Ilonnet lub- - maułn riiHjaJ Uuim-c- z się nie rozpuScI plecienia Magle (eden dołkonaly wyrób Slandcrt Brandi w ś BEJNAR Ave (przy 2-54- 39 przyjęć: _ soboty 82-- W Fivo nrp1rilnli! clńito podać' pbrcjl (Srmlo dobrzo iiTłb sucbjcli mlp-fi- t iwls-i- - t t !! (II 'Jl "lir ll'i1i((i CaM0 JU 'SOU —I kukU'l-- '' dopóki dopóki Prosttk Iłizcza Llmlłtd mieć Ci Ml cl łwmGy l}lj'£i_r_ifi1# EMB ii}ur A PSP znaczy Packaged Savings Plan — specjalny plan oszczędzania docelowego Scotiabank Sami' wyznaczacie sobie sumę jaką chcecie zaoszczę-dzić otwieracie konto oszczędnościowe zwane PSP i co miesiąc wpłacacie regularne sumy Przez czas oszczędzania jesteście ubezpieczeni na życie bez dodatkowej dopłaty Kiedy osią-gniecie wyznaczony cel macie całe oszczędzone pieniądze plus bonus wypłacony przez Scotia- - 4 bank W razie konieczności wypłacenia ubezpie- - -- czenia spadkobierca otrzymuje pełną sumę ubez- -' pieczenia a ponadto cale zaoszczędzone przez Was pieniądze oraz należny w tynfezasie bonus Zapytajcie o odpowiedni dla Was plan "dszczę ? dzania docelowego w którymkolwiek oddziale iJ & )BHNK' THE BRNK OF NOVH SCOTIR — - ? vi-vTfil- fi tf $i ™f"-- )( ts™-- &l & Ta j1 immniimlsl' na W il 1TT1135 m: fitfS® !SS ciasjii mm III imii m £ mmi mii: mi w--m mliffi mJI wftim m mm łTnur-Ji-a mmm łiFł rvM ' vni " 1 v t( 0 ' f vtył yceK „ '' k' tilmneJi i„ ' _ lulfmaMa do ' 01 M do- - ' ! i1 nu vuiwu DiSł ry ' - ro-- mc sos 4iZd(Jm da 10 od '" = 3 ] df' i II M |
Tags
Comments
Post a Comment for 000052b
