000057b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
m
"A
-- fi
t
ą:
R
al
te
m
-- $gy#r "-"-
™ "W" --q™'" " ~ '% CV
__t? Ar Xl _ - ~— £ła i - 5 --
Ljm-j sssa _ -- rfi—jjjjflst v4kft — — - -- — -
' 'W 11
mmmWli
TTHl
"ZWIĄZKOWIEC" LUTY (February) środa 15 — 1961 STR -
rpusz Nowakowski
ROZ WSITSTKSGH SWIET70H :
ffnelile autorskie zastrzeżone (Copyrlgnt by T Nowakowski)
irm znów razem gdy Biedronka i thodu --(tysiąc — jakby nie było!) '' 7„mik iednego 1 najwyDitniej fp kulturo nia-ro-nln- n u:
poetów na emigracji zawinaia w
świetlicę:
Mli 'prawdziwa poezja jest wodą
„-rl-
W Której jti f"cj--
VVpowiedzcie„temu ode mnie
tuórczość jest przegotowaną wo- -
„ńmv sie przed czystą poezją! Iet nieustraszony ksiądz Henias
Pl_ w kacecie --prześladowców
$ z obawą spoglądał na niesforną
-- P SWODOUIUej uuuj-vuo- i xia aur
„ńw nie dostrzegał czarnej
!y w ławce Pozwalała sobie na nie-i™'mva- ei
podczas jego kazań Gdy
M rozognił w dniu Pierwszym Maja:
Robociarze katolicy niechaj was
(jzi patron świata pracy święty
„iiai przyhamowała go w
ffllbluźnierezym pomrukiem:
tfcj_ gniety Józef? Nie przestrzegał
U sów o zatrudnianiu mioaocianycn! ki dai Boże nawinąć 'się złośliwej
0jj UnCe pod języczek! Jeśli się świę- -
Patronom aostawaio uopiero mo-lazwykły- ch
śmiertelnikach Ze szcze- -
zajadioscią znęcaia się nau uieu- -
łscarźyl się przy obiedzie że ogień
M w Warszawie" jego' rękopisy z lo- -
Kri AwiJnctrintYt umkrTukiurnła
VIII U3I"IWŁWVUi Vin Niektórym grafomanom Bóg
Jńlfta zesłał Powstanie warszawskie
W ffańskich bezcennych rękopisów re- -
naprawdę szkoda!
!j eszony Raczka nie wiedział czy się
ć czy się usmiecnnąc na ten poaej- -
komplement bazyliszka Niby to
flnim Dyia mowa tyitto o jamcns
[Mianach ale dlaczego ludzie chi--
kasynie?
Jmajor po każdym popisie pani Bu
kiej wodził dumnie roziskrzonym
ja po ooecnycn jaKuy im cnciai po- -
zachwyconym patriotycznym
Widzicie ludzie małej wiary?
przeproszeniem francowaty
świata Paryża odcięty
niezależny panie aziejaszKu sąd
yt
o
h
:e
w
:eó w
ie:
0--
msz za
y od i od
sad
!wach kultury i sztuki jest! Nawet
nawet cywilna banda nawet pa-oficero- wie
rezerwy u nas myślą
wkład! Troska tutaj
kia troska o dobro duchowe o im- -
iijerabilia o tę przynależność do Za
l S32
ttnasz
INsdto licząc się z przyszłymi ewentu- -
ifioami- - 7łn7vł ui7vtv kilku --nntenta-flrt
[lansowym co nrzvszło mu' łat--
e ambasador polski otrzymał pole- -
$ie utorowania mu drógjdo zawarcia
inanych znajomości
UUyl'Sobie pewną formułkę postę--m
ia Z tvmi nnnnmi --nnwflżnie
tol iwy i z punktu zaznaczał że jest
irszym Polakiem który przyjeżdża
Pa ryża bez zamiaru zaciągnięcia no- -
™ lecz odwrotnie w celu nawiązania
Miłków osobistych z" tymi sferami
Srełyłyby zainteresowane w znalezie- -
luOŻeeo rvnkn 7Wtn rn7auchrHnia
al© Polski
Bdzo ostrożnie przy tym dawał do
fienia że przemysł francuski miał-Wierwszenst- wo
przed każdym in-!V- J
drogi onanowania iwsDomniane- -
'lynkunależą do'całkiem wyjątkowych
'firn tylko Pawiowi Dalczowi wiado- -
ychl
rOhHHl'!)7 Ml vnnmnAl 1U ntn -- —" IU6IUUWillil lytn ŁUtllU- - W daleko posuniętą rezerwę i nad-pjU- e
obecnie 'jedzie d'o Londynu
J??1" "niektóre rzeczy mogą nabrać ?h kształtów" a poprzedzająca go
Rotacja ambasady brzmiała bardzo
TvuJaco osiągnął tyle poza wy-~:'f- n
dobrego wrażenia że kilka gru- -
"3}0
soi m
prawi
lat
g całą
jej
EJ
Pan
się
tym
Rvł
przy pożegnaniu z naciskiem
mo iż rńiłobimbyło kiedykol- -
Wi mteresv- - Si wyWczęnieasu jakiego
Ja trzymał sie w'Parvżu Drzvczvniło
!Wljlr2VhotceklMowrAaywsiekuctzetkpr?-pzhaht-orpunrtjoaikni pSon---- 'l tVVL- - '?Tiec "tn"inJn"ł'viiiniou ruvu„c zmta„rn„o'włkał
iil'C Się na poclS do Calais Ponie-eh- i
fpny maJący dobre połączenie
°P'ero'o pierwszej z minuta-oil- k
zostal ładny kawałek wie-iM- 6 spcdzen'a w bezczynrio'ści Zo-łSftr?ec- zy
w Przechowalni i wyszedł "Si0'
4?Jr?zatku myśl jego pracowała je-M- d? Relacja spraw załatwionych
wyciąganiem z nich wniosków
!jai ulice place jaskrawo oświetlo-grj- W
sklepów przechodził środ-isłi- P
arnego tłumu i oczywiście wie--
sWUga światła nctrn ctr7Plniarn
90 tn i-olc- l~_' rtn -- "ii
-- viuauu tiroena na wiety
I-
-
z tam na czerwonawym niebie
401
V
--# — — — = b — — _ ' A A
1 -
#
„
_
j
'
i w
j
-- : x
i
-
V
tu wiele gadać narody giną bez śladu
jak muchy-jednodniów- ki ale nasz twar-dy
i twórczy żyje i żyć będzie zawsze
aż do końca świata o czym was zapewnia
pod słowem honoru wasz dowódca na wy- gnaniu major piechoty Bolesław Antoni
Kosko!
— Amen — ziewnął w myślach Grze
gorczyk
Owszem bibliotekarce było wszystko
wolno Na straży jej swobód obywatel-skich
w obozie a zwłaszcza nieograniczo-nej
wolności słowa stał sam major W
niczym to nie zmieniało faktu że atmo-sfera
w Papenburgu była duszna Co
dzień ćl sami ludzie te same twarze te
same komunały O byle głupstwo wybu
chały sprzeczki i "zatargi honorowe"
Zwierzęta zamknięte w klatce z nudów
iwłażą na siebie
Podporucznika najbardziej męczyło
towarzystwo majora i jego pomocnika
Raczki dwóch wojujących patriotów Go-rący
patriotyzm popycha nieraz entuzja-stów
w te rejony działania gdzie kończy
się miłość ojczyzny a zaczyna się gorli-wość
ochotniczej policji politycznej
Raczka współpracując przez kilka lat
z oddziałami "likwidacyjnymi" ścigając
kolaborantów i zdrajców nasiąkł zamiło-waniami
do inkwizycji Ta pozostałość z
lat wojny przejawiała się w "zaostrzo-nej
czujności" w braku tolerancji dla
kacerzy w tępieniu defetyzmu Redaktor
nie lubił żartów z poważnych spraw U-zna-wał
tylko żarty "twórcze" skiero-wane
przeciwko wrogom ojczyzny Hu-mor
był dla niego tylko bronią w walce
z okupantem Nauka 'kultura i sztuka
także służyły temu celowi
Ci dwaj obrońcy zagrożonej polskości
porozumiewali się między sobą dość swo-istym
językiem:
— Ukraińcy znów brykają w swo-im
baraku — marszczył brew niajor —
Obawiam się czy nie infiltrują na
szych Wołyniaków
— Damy oko — przymrużał rzę-sy
redaktor — Dobrze że mi pan major
zwrócił uwagę na ten mankament
Trzeba będzie przeczyścić atmo- sferę
Podkomendnych swoich major z re
daktorem dzielili na dwie "kategorie: na
"jednostki pozytywne" i na "mai
:ładeusz 67 W
rysuje się kopuła Inwalidów a z prawej
strony wyrasta potężny masyw Łuku Tri-umfalnego
w centrum wielkiej gwiazdy
zbiegających się ulic Wiedział to a prze-icie- ż
nie łączyło się to w nim z niczym
co tu kiedyś przeżywał Kilka lat jakie go
dzieliły od Pawła Dalcza z owych czasów
wprost zatarły w nim poczucie ciągłości
tożsamości swego indywiduum
Był teraz innym człowiekiem czło-wiekiem
zarówno dobrze poinformowa-nym
o wszystkim co stanowiło treść ży-cia
dawnego Pawła Dalcza i zarówno o-bojęt- nym
temu wszystkiemu
Wrażenie to uderzało świadomość Pa-wła
już 'nie po raz pierwszy lecz nigdy
dotąd nie występowało z taką jaskrawoś-cią
Przyczyn tego można było doszuki-wać
się w fakcie iż znajdował się obec-nie
nareszcie na pełnych wodach pod
szeroko rozwiniętymi żaglami a może po
prostu w tym że przeszłość stała się obo-jętna
z chwilą gdy przestała wchodzić
w grę
Zresztą komórki człowieka żyją tyl-ko
lat siedem W ciągu siedmiu lat cały
organizm odnawia się w każdym naj-drobniejszym
szczególe Któż zaręczy że
nasze poczucie osobowości nie ulatnia się
wraz z obumierającymi komórkami i że
nie jesteśmy wciąż kimś nowym?
Paweł zatrzymał się przed jakąś wi-tryną
i przyglądał się swemu odbiciu
w szybie Czy jest kimś nowym? Oczy-wiście
W tym samym Paryżu który też
jest nowy Kiedyś stanowił trampolinę"
miał być startem a teraz stanowił jeden
z etapów
Obok niego zatrzymała się jakaś dziew-czyna
i zapytała go z ironią:
— No i na' którą z tych sukien zde-cyduje
się pan wreszcie?
Dopiero teraz zauważył że stoi przed
wystawą kobiecych sukien Dziewczyna
była szelmowsko swobodna i mówiła wy-bitnie
marsylskim akcentem Pawłowi
zdawało się że kiedyś ją widział lub
znał inna bardzo do niej podobną
— Cóż tam dobrego w Marsylii? —
zapytał prawie życzliwie
O la la — wydęła usta — jaki pan
dowcipny Niby wielka sztuka poznać
że jestem z Marsylii
Wypilibyśmy może szklankę cze-goś
lepszego? — zaproponował bez na-cisku
Potrząsnęła głową:
Nie będę panu przeszkadzać- - ale
kontentów którzy brużdżą" A
gdy malkontenci bruździli ponad' wytrzy
małość majora padały złowrogie słowa:
— wysiudac! Skończyć faceta
Gościa trzeba złamać Nie patyczko-wać
sie
Złośliwcy obmawiaiacy bliźnich na
drągu "Izby Lordów" twierdzili że ma
jor Kosko przy całej swojej nienawiści
do hitleryzmu i komunizmu na pewno
by znalazł wspólny język w sprawie bia-łoruskiej
z gauleiterem Kube'm a w
sprawie ukraińskiej z gauleiterem Ko- -
ch'em czy też z sowieckim wielkorządcą
Chruszczowem-- ' Łączyła ich wspólna po- -
nad-narodow- a' riiehial irracjonalna wiara
w finc-g- ę iwąruej rciu jeaynie wado-wie
żydowskiej imajprzachbvywał dale-ko
posuniętą ostrożność pamiętając że
wpływy międzynarodowego żydostwa a
zwłaszcza w Ameryce są potężne "Zresz-tą
— jak mawiał ze znamiennym uśmie
chem — problem ten w naszym kraju
został już rozwiązany i to z przesadną
iście niemiecką dokładnością"
Po co "first lady of Papenburg" (jak
Thompson nazywał Buszkowską) wypusz
czała się na krajoznawcze wycieczki z
majorem — nie całkiem było jasne W
ten ich niewinny "wypoczynek wśród
ruin" jakoś nie wszyscy wierzyli w ka
synie
— Jak sądzi pan panie Stefanie —
szepnął dyrygent chóru Sobczak do
Grzegorczyka podczas kolacji — czy to
prawda co w "Izbie Lordów" przebąkują
od pewnego czasu na temat tajemniczych
wyjazdów pana majora?
Podporucznik zajęty swoimi myśla-mi
słuchał Sobczaka połową ucha Dyry-gent
był chorobliwym mitomanem Wy-strzegano
go się jak ognia Na domiar złe-go
miał przykry zwyczaj powtarzania o-statni- ch
słów wypowiadanych w rozmo-wie
przez interlokutora Ta chęć upłyn-nienia
konwersacji brzmiała jak prze-drzeźnien- ie
przedmówcy i po paru minu-tach
stawała się torturą dla ucha Sob-czak
niewątpliwy psychopata i to z ga-tunku
"nieśmiałych plotkarzy" mówił
zalęknionym szeptem i chodził na czub-kach
palców Zjawiał się z reguły nieo-czekiwanie
Biedronka mówiła o nim że
nie podchodzi do rozmawiających ale
siada im cicho na ramieniu jak ptaszek
— Nic nie wiem — mruknął niechęt-nie
Grzegorczyk
— "Nic pan nie wie"? Na jakim 'pan
świecie żyje?
— Nie interesuję się plotkami 'is
— "Plotkami"! Pan to nazywa "plot-kami"?
Można i tak ale plotki nie biorą
się z powietrza Nie ma dymu bez ognia
Co się dzisiaj nazywa "plotką" jutro
staje się autentycznym faktem pojutrze
zaś mitem " "'
— "tjyc może"! a ja panu mowię:na
pewno Zna się trochę ludzi w tym graj--
mwwwłwt'"''"'""11111"'-1"11""111"""""""""""11"""- "
DołęgaMostowicz
ja wolałabym zjeść coś smacznego w pań
skim towarzystwie
— Dobrze
Bez ceremonii wsunęła dość dużą rę'
kę w czarnej rękawiczce pod jego ra-mię
i powiedziała:
— Więc miałam rację że pan jest
Amerykaninem?
— Amerykaninem?
— No przecież nie Francuzem Nie
zastrzegł się pan że wstąpimy do Du-va- la
— wybuchnęła śmiechem
— Pójdziemy gdzie chcesz — powie-dział
obojętnie — mam parę godzin
czasu
Skinęła na taksówkę i po paru minu-tach
byli przed dużą i przeciętnie ele-gancką
restauracją gdzieś w okolicy St
Lazare Stoliki były gęsto obsadzone
przez spiesznie jedzących gości przeważ-nie
mężczyzn Dziewczyna nie patrząc
na kartę wyrecytowała dość długą lita-nię
pbstalunku Widocznie czuła się tu
jak ii siebie w domu Paweł zamówił bu-telkę
burgunda
Przyglądając się profilowi szybko je-dzącej
dziewczyny jeszcze bardziej u-twier- dził
się w przekonaniu że kogoś
mu przypomina lecz w żaden sposób nie
mógł uprzytomnić sobie kogo i kiedy
widzianego W każdym razie sprawiła
miłe wrażenie W ni&ipełna pól godziny
uporała się z zawartością półmisków i
oświadczyła że na kawę zaprasza go do
siebie
Mieszkała w pobliżu na placu Europy
w starej kamienicy z windą w której
ledwie we dwójkę mogli się pomieścić
Zaimowała dwa czyściutkie pokoiki na
czwartym piętrze W równie czystej ła
zience mieściła się gazowa kuchenka na
której rozpoczęła przygotowywanie obie-canej
kawy Ponieważ jednak okazało się
że kawy zabrakło poczęstowała go her-batą"
o takini-smakuiż-e
wolałby gdyby
i herbaty też -- zabrakło
Gdy powiedział jb 'głośno wybuchnę
ta śmiecnem: „
— Jesteś paradny i naprawdę podo-basz
mi się Jesteś pierwszym Ameryka-ninem
którego można strawić bez nie-bezpieczeństwa
zepsucia sobie humoru
na tydzień
— Skądże wiesz że jestem Ameryka-ninem?
'— O na pewno Człowieka interesów
odróżnię" od razu No przyznaj się: po-szedłeś
ze mną tylko dlatego że nic in-nego
nie masz do roboty Wcale się do
mnie nie palisz co?
— Może i masz rację W każdym ra-zie
nie upieram śie przy tym żeby cię
trudzić f
Spojrzała nań z niechęcią:
— Jesteś zimną bestią — powiedziała
jakby z obrazą w głosie i jednocześnie
lAlAłfltA fin ml iniTn lrr1 n --UlUAUWflia Olę na jegu uiaur onvru jj Łóżko miała wygodne i szerokie i nie
dziw był' to bowieinspnętntrabTy-rtanowiąc- y'
rację istnienia całego tego?
dole Jak pan myśli gdzie oni pojechali
tym razem?
— Do Hamburga
— "Do Hamburga" Czy jest pan
iego pewien? — szepnął dyrygent — Bo
ja bym za ten ich Hamburg głowy nie
dał oj nie dal W moim przekonaniu
sprawę należało by wyświetlić To nie
są ludzie którym można w stu procen-tach
ufać Są na przykład pewne podej-rzenia
Sobczak z niezdrowym błyskiem w o--
ku przeszedł na żarliwy ledwie dosłyszal-ny
szept Grzegorczyk poczuł jego nie-świeży
oddech na szyi Odsunął się z nie-chcęc-ią
— Namnie juz czas Serwus!
Dyrygent złożył błagalnie ręce jak do
modlitwy:
— Tylko błagam was poruczniku o
nieujawnienie źródła Rzecz może się ro-zejść
Proszono mnie o szczególną dyskre-cję
Sam pan wie jacy ludzi teraz są
Powtórzą coś lekkomyślnie przekręcą
dołożą od siebie i o nieporozumienie nie
trudno Mało to takich kłopotów było w
naszym Papenburgu?
Grzegorczyk nie dosłyszał ani jed-nego
słowa z tych poufnych rewelacji
Dla świętego spokoju przyrzekł biedne-mu
maniakowi dyskrecję
— Dobrze już dobrze Niech pan so-bie
tymi sprawami głowy nie nabija Na-prawdę
szkoda czasu
"Szkoda czasu"! Cóż oznacza ten
frazes? Uprzytomnił sobie że palnął
głupstwo Rzeczywiście zwrot ten w dre-wnianym
grobowcu brzmiał szyderczo
Czas w Papenburgu był pojęciem niewy-miernym
Jak w życiu pozagrobowym
Trochę dla żartu trochę dla prze-chwałki
major Kosko lubił twierdzić że
bez niego obóz rozsypałby się jak domek
z kart ludzie poprzegryzaliby sobie gar-dła
nastałaby całkowita anarchia w dre-wnianym
miasteczku
— Wystarczy abym wyskoczył z obo-zu
na kilka dni a z miejsca zaczynają się
dzikie brewerie wśród moich sarmackich
Portorykańczyków! — mawiał nieraz do
swoich pretorianów — To dzicz!
I rzeczywiście nazajutrz po wyjeździe
majora i "Biedronki" do Hamburga —
dochodziła piąta po południu — wpadł
do obozu zziajany zabłocony Mrozek-ko- -
niokrad Twarz miał podrapaną wykrzy
wioną zwierzęcym przestrachem oko —
podbite język do polowy wywalony z
popuchniętych warg Niskie kretyńskie
czółko przekreślone paseczkiem czar
nych jak smoła włosów połyskiwało od
brudnego polu Mimo przejmującego
wilgotnego ziąbu na dworze biegł w roz
piętej kapocie spod której wyglądała
brudna koszula podarta na piersiach
— P moje szczęście! — zawodził
ochrypniętym głosem Chwytał się brud-nymi
palcami za czoło jakby chciał ze-drzeć
czarną opaskę włosów znad oczu
mieszkania i warunek istnienia jego wła
ścicielki
Systematycznie złożyła kanapę od-chyliła
kołdrę i poprawiła poduszki Roz-bierała
się żartując i śmiejąc się bez
przerwy Miała biodra wąskie i małe led-wie
uwypuklone piersi Jej czarne włosy
były ostrzyżone krótko prawie po męsku
Paweł rozbierał się nie mogąc pozbyć
się myśli że kiedyś znał tę dziewczynę
tylko na'pewno wówczas nie była wesoła
Przysiągłby że oczy pod tym wysokim
czołem musiały być smutne niemal tra-giczne
— Jeżeli tak będziesz śpieszył się na
'swój pogrzeb — odezwała się lekko lecz
z1niejakim podrażnieniem — to obawiam
się-m- ój przyjacielu że odbędzie się bez
ciebie
Paweł burknął coś pod nosem i bez
pośpiechu wsunął się pod kołdrę
Dziwił się sobie samemu lecz ta dziew-czyna
naprawdę go pociągała Można to
było wytłumaczyć tym że już od dość
dawna to znaczy od ostatniej nocy spę-dzonej
z Marychną jeszcze na długo
przed napadem żył w celibacie jednak
zdawało mu się że to nie wystarczałoby
Kontakt był tuż przy łóżku i wyciąg-nęła
rękę by zgasić światło
Gdy je zapaliła po upływie pewnego
czasu z powrotem była już w czarnym
szlafroczku i siedząc na łóżku 7aciągała
się papierosem
— Przyjaźń amerykańsko-francusk- a
— powiedziała wypuszczając wąską stru-gę
dymu — została zdaje się zadoku-mentowana
wystarczająco Mam wraże-nie
że nie zależy ci na dalszej wymia-nie
not?
Paweł leżąc przyglądał się jej spod
oka I nagle przymknął powieki
Teraz gdy siedziała zwrócona doń
profilem z papierosem w ręku odkrył
podobieństwo: przypominała mu Krzysz-tofa
Miała znacznie mniejsze i trywialne
oczy miała brzydsze usta i bardziej sma-głą
cerę ale ręce jej były prawic tak
piekne jak Krzysztofa
: Uczuł nagle przypływ wielkiego nie-zadowolenia
i nie poruszając się powie-dział:
— Pozwól Będę się ubierał
Paplała coś lecz słyszał tylko dźwięk
jej głosu wysoki niemal brzęczący Ja-kiż
piękny głos ma Krzysztof Przyszło
mu na myśl że mógłby wprost stąd po-jechać
na pocztę lub do pierwszego lep-szego
hotelu i zażądać telefonicznego
połączenia z Warszawą Dałoby się to
przed Krzysztofem zupełnie rzeczowo
umotywować: jak zdrowie stryja i co się
dzieje w fabryce?
Zawiązywał krawat nie patrząc w lu-stro
i musiał zawiązać go krzywo gdyż
dziewczyna chciała mu go poprawić Z
niechęcią odsunął jej ręce 'położył na
tualeciev banknot stufrankowy 1 mruk-nąwszy
"do y-ndze-nia"
TfyszedŁ
jUiiiiiiiiimimiiiiiiimmimiuMiife
CHCESZ kupiec 1
1 sprzedać 0 §
= OGŁOŚ ==
= W "ZWIĄZKOWCU" =
1 = DROBNE =
2 OGŁOSZENIA E=
E St za słowo =
s dadifl cl rezultaty! E5
5 Mieszkania Kupno — =s
5= Si prMzeadtarżymoTnoiaslznuekiwoagnłoi-a- === = szenia przynoszą na-- ==
= tychmiastowe wyniki! ==
= WYKORZYSTAJ ==
= USŁUGI = = "ZWIĄZKOWCA" EE
= 2 razy w tygodniu 111 as
riimmiJiiinimiiiiiiiimiimiiiiiiK—
OKULIŚCI
Okulistka
Br BUKOWSKA BEJNAR 00
274 Roncctvallei Ave
(P'iy Geotfrey) lei LE 2-54-
93
Godziny przyjęć: codziennie od 10
rano do 8 wlecr w soboty: od 10
do 4 wlecz
MW
DENTYŚCI
Dr W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
(drugi dom od Ilonccsvallea)
Pnyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE 1-4-
250
129 Grenadier Rd s
Dr E WACHHA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 i 2--8
386 Bałhurst St — EM 4-65-15
IW
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Sptclłllsta chorób amy utn
PhyŁlclnn's & Surgeona' Bulldlnf
Kancelaria No 270
86 Bloor St W — Toronło
Telefon WA 2-00-
56 IW
K
N
N
E
D
Y
M3
3
2
2
6
THE
COLA
ADWOKACI 1
E H ŁUCK BA LLD
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA BA LLO
ADWOKACI OBROŃCY
NOTARIUSZE
Wspólnicy firmy prawnicze]
Blaney Patttrnak- - Łuck Smłli
Englelson & Walton
57 BLOOR ST W róg Bay WA J-J-MJ Oddział w Tblseletown
wieczorami za telefonicznym
porozumieniem "1-- S
STEFAN A
MALICKI LU?
ADWOKAT OBROŃCA
1 BiuroNłOeTlsARAITUS9Z0301 0
W poniedziałki i środy pd
6 30 do 9 wleci" '
--
W soboty od 10 do 12 w poł
383 Roncesvalles Ave
LE 4-88-
25
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Tel Biura: LE 3-12-
11
1479 Queen Sł W — Toronto
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
0134sDundas St-~W""-Toro-nto
"
Tel LE 4-84-
31 i LE 4-84-
32'
G IIEIFETZ BA
ADWOKAT
Outtn SI Wtt NOTARIUSr ':
S HEIFETZ
UnTADIIICT
cm m?i w
S5 Wellington Sł W( Toronto Onł
EM 6-64- 51 wltczoraml WA Uiti
10
E V MATURA LLM
ADWOKAT— OBROŃCĄ '
NOTARIUSZ :
10 Adelalde SI East Toronto lOnl
Tel Biura — EM 43135"
Mleiik — LE I-S-
411
100-- W
BIELSKI & BIELSKI
Adwokaci Nolarluiz Obrońcy
CM BIELSKI BA BCL
VW BIELSKI B COMM
Sulle 404
Board ofTrada Bulld
II ADELAIOE ST W- - TORONTO'
TEL EM 2-12- 51 „
Wletzorem za telefonicznym i porozumieniem '
TEL! CH 4-71- 14 JW'
Jan Alexandrowicz '— Notary Public
POLSKIE BIURO' INFORMACYJNE
Pomoc w sprawach rodzinnych: jpndkowych i majątkowych w
Polsce — Konirakty i inne dokumenty Imigircja Ineomc Tax R
Thimaaonia "" ' - Toronto Onł 618-- A Qucen St Wait Tel EM'8-544- 1
E
H
Ożywajcie najlepszy węgiel!
NIEBIESKI"
In n BIB aV mm m mm
SSfe
'WEGIEX
- i"Mwi
Będziecie miei ciepły wygodny dom oizcze '
dTirio nlnnlaHrn 7adiuońefa r) nut Tnrar '
WĘGIEL OLEJ OPAŁOWY PIECE PALNIKI OLEJOWE"
OOMPAMV LlWlTO
r
Kennedy Travel Bureau ĘB
296 Oueen Sf W Toronto EM 2-32- 26 gmj PWYJAZDY SAMOLOTOWE I OKRĘTOWE
ULCOWE BILETY WYCIECZKOWE I RODZINNE
PRZEDPŁACONE BILETY DLA EMIGRANTÓW
SPROWADZANIE RODZIN I NARZECZONYCH --
MAŁŻEŃSTWA "PER PROCURA"
PASZPORTY WIZY DO POLSKI I EUROPY
WSCHODNIEJ
NOTARIALNE TŁUMACZENIA DOKUMENTÓW
WYSYŁKA PACZEK I PIENIĘDZY
Żądajcie Prospektów — Telefonujcie iglaizajcie 'ile zau-faniem:
zostaniecie obsłużeni — szybko starannie i solidnie
przez kierownika Działu Polskiego: Jerzego ŁUCKIEGO
Korzystajcie obniżki cen na biletach samolotowych
i okrętowych
GINGER ALE
ORANGE
NOTARIUSZE
Jedyny napój który smakiem
tak żywo przypomina napojt
używane przez W l
w "Starym Kralu"
CREAMSODA
Zachwl rodziny! iDladzieci wydarzenie! (
Napój nie-mając- y sobie równego!
--
" " "CZTERY NIEDOŚCIGNIONE SMAKI
i
p
i
'i
''
i
z
-
'
V
4)
lU
-- i
ff
Ol- -
1
'""w N
x
i- -
t fck f
IM f
'£
iii'1??
h 'P
"'
i
'1 'Ai
!f1%1
i
i'4
~ii
IM
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, February 15, 1961 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1961-02-15 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000065 |
Description
| Title | 000057b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | m "A -- fi t ą: R al te m -- $gy#r "-"- ™ "W" --q™'" " ~ '% CV __t? Ar Xl _ - ~— £ła i - 5 -- Ljm-j sssa _ -- rfi—jjjjflst v4kft — — - -- — - ' 'W 11 mmmWli TTHl "ZWIĄZKOWIEC" LUTY (February) środa 15 — 1961 STR - rpusz Nowakowski ROZ WSITSTKSGH SWIET70H : ffnelile autorskie zastrzeżone (Copyrlgnt by T Nowakowski) irm znów razem gdy Biedronka i thodu --(tysiąc — jakby nie było!) '' 7„mik iednego 1 najwyDitniej fp kulturo nia-ro-nln- n u: poetów na emigracji zawinaia w świetlicę: Mli 'prawdziwa poezja jest wodą „-rl- W Której jti f"cj-- VVpowiedzcie„temu ode mnie tuórczość jest przegotowaną wo- - „ńmv sie przed czystą poezją! Iet nieustraszony ksiądz Henias Pl_ w kacecie --prześladowców $ z obawą spoglądał na niesforną -- P SWODOUIUej uuuj-vuo- i xia aur „ńw nie dostrzegał czarnej !y w ławce Pozwalała sobie na nie-i™'mva- ei podczas jego kazań Gdy M rozognił w dniu Pierwszym Maja: Robociarze katolicy niechaj was (jzi patron świata pracy święty „iiai przyhamowała go w ffllbluźnierezym pomrukiem: tfcj_ gniety Józef? Nie przestrzegał U sów o zatrudnianiu mioaocianycn! ki dai Boże nawinąć 'się złośliwej 0jj UnCe pod języczek! Jeśli się świę- - Patronom aostawaio uopiero mo-lazwykły- ch śmiertelnikach Ze szcze- - zajadioscią znęcaia się nau uieu- - łscarźyl się przy obiedzie że ogień M w Warszawie" jego' rękopisy z lo- - Kri AwiJnctrintYt umkrTukiurnła VIII U3I"IWŁWVUi Vin Niektórym grafomanom Bóg Jńlfta zesłał Powstanie warszawskie W ffańskich bezcennych rękopisów re- - naprawdę szkoda! !j eszony Raczka nie wiedział czy się ć czy się usmiecnnąc na ten poaej- - komplement bazyliszka Niby to flnim Dyia mowa tyitto o jamcns [Mianach ale dlaczego ludzie chi-- kasynie? Jmajor po każdym popisie pani Bu kiej wodził dumnie roziskrzonym ja po ooecnycn jaKuy im cnciai po- - zachwyconym patriotycznym Widzicie ludzie małej wiary? przeproszeniem francowaty świata Paryża odcięty niezależny panie aziejaszKu sąd yt o h :e w :eó w ie: 0-- msz za y od i od sad !wach kultury i sztuki jest! Nawet nawet cywilna banda nawet pa-oficero- wie rezerwy u nas myślą wkład! Troska tutaj kia troska o dobro duchowe o im- - iijerabilia o tę przynależność do Za l S32 ttnasz INsdto licząc się z przyszłymi ewentu- - ifioami- - 7łn7vł ui7vtv kilku --nntenta-flrt [lansowym co nrzvszło mu' łat-- e ambasador polski otrzymał pole- - $ie utorowania mu drógjdo zawarcia inanych znajomości UUyl'Sobie pewną formułkę postę--m ia Z tvmi nnnnmi --nnwflżnie tol iwy i z punktu zaznaczał że jest irszym Polakiem który przyjeżdża Pa ryża bez zamiaru zaciągnięcia no- - ™ lecz odwrotnie w celu nawiązania Miłków osobistych z" tymi sferami Srełyłyby zainteresowane w znalezie- - luOŻeeo rvnkn 7Wtn rn7auchrHnia al© Polski Bdzo ostrożnie przy tym dawał do fienia że przemysł francuski miał-Wierwszenst- wo przed każdym in-!V- J drogi onanowania iwsDomniane- - 'lynkunależą do'całkiem wyjątkowych 'firn tylko Pawiowi Dalczowi wiado- - ychl rOhHHl'!)7 Ml vnnmnAl 1U ntn -- —" IU6IUUWillil lytn ŁUtllU- - W daleko posuniętą rezerwę i nad-pjU- e obecnie 'jedzie d'o Londynu J??1" "niektóre rzeczy mogą nabrać ?h kształtów" a poprzedzająca go Rotacja ambasady brzmiała bardzo TvuJaco osiągnął tyle poza wy-~:'f- n dobrego wrażenia że kilka gru- - "3}0 soi m prawi lat g całą jej EJ Pan się tym Rvł przy pożegnaniu z naciskiem mo iż rńiłobimbyło kiedykol- - Wi mteresv- - Si wyWczęnieasu jakiego Ja trzymał sie w'Parvżu Drzvczvniło !Wljlr2VhotceklMowrAaywsiekuctzetkpr?-pzhaht-orpunrtjoaikni pSon---- 'l tVVL- - '?Tiec "tn"inJn"ł'viiiniou ruvu„c zmta„rn„o'włkał iil'C Się na poclS do Calais Ponie-eh- i fpny maJący dobre połączenie °P'ero'o pierwszej z minuta-oil- k zostal ładny kawałek wie-iM- 6 spcdzen'a w bezczynrio'ści Zo-łSftr?ec- zy w Przechowalni i wyszedł "Si0' 4?Jr?zatku myśl jego pracowała je-M- d? Relacja spraw załatwionych wyciąganiem z nich wniosków !jai ulice place jaskrawo oświetlo-grj- W sklepów przechodził środ-isłi- P arnego tłumu i oczywiście wie-- sWUga światła nctrn ctr7Plniarn 90 tn i-olc- l~_' rtn -- "ii -- viuauu tiroena na wiety I- - z tam na czerwonawym niebie 401 V --# — — — = b — — _ ' A A 1 - # „ _ j ' i w j -- : x i - V tu wiele gadać narody giną bez śladu jak muchy-jednodniów- ki ale nasz twar-dy i twórczy żyje i żyć będzie zawsze aż do końca świata o czym was zapewnia pod słowem honoru wasz dowódca na wy- gnaniu major piechoty Bolesław Antoni Kosko! — Amen — ziewnął w myślach Grze gorczyk Owszem bibliotekarce było wszystko wolno Na straży jej swobód obywatel-skich w obozie a zwłaszcza nieograniczo-nej wolności słowa stał sam major W niczym to nie zmieniało faktu że atmo-sfera w Papenburgu była duszna Co dzień ćl sami ludzie te same twarze te same komunały O byle głupstwo wybu chały sprzeczki i "zatargi honorowe" Zwierzęta zamknięte w klatce z nudów iwłażą na siebie Podporucznika najbardziej męczyło towarzystwo majora i jego pomocnika Raczki dwóch wojujących patriotów Go-rący patriotyzm popycha nieraz entuzja-stów w te rejony działania gdzie kończy się miłość ojczyzny a zaczyna się gorli-wość ochotniczej policji politycznej Raczka współpracując przez kilka lat z oddziałami "likwidacyjnymi" ścigając kolaborantów i zdrajców nasiąkł zamiło-waniami do inkwizycji Ta pozostałość z lat wojny przejawiała się w "zaostrzo-nej czujności" w braku tolerancji dla kacerzy w tępieniu defetyzmu Redaktor nie lubił żartów z poważnych spraw U-zna-wał tylko żarty "twórcze" skiero-wane przeciwko wrogom ojczyzny Hu-mor był dla niego tylko bronią w walce z okupantem Nauka 'kultura i sztuka także służyły temu celowi Ci dwaj obrońcy zagrożonej polskości porozumiewali się między sobą dość swo-istym językiem: — Ukraińcy znów brykają w swo-im baraku — marszczył brew niajor — Obawiam się czy nie infiltrują na szych Wołyniaków — Damy oko — przymrużał rzę-sy redaktor — Dobrze że mi pan major zwrócił uwagę na ten mankament Trzeba będzie przeczyścić atmo- sferę Podkomendnych swoich major z re daktorem dzielili na dwie "kategorie: na "jednostki pozytywne" i na "mai :ładeusz 67 W rysuje się kopuła Inwalidów a z prawej strony wyrasta potężny masyw Łuku Tri-umfalnego w centrum wielkiej gwiazdy zbiegających się ulic Wiedział to a prze-icie- ż nie łączyło się to w nim z niczym co tu kiedyś przeżywał Kilka lat jakie go dzieliły od Pawła Dalcza z owych czasów wprost zatarły w nim poczucie ciągłości tożsamości swego indywiduum Był teraz innym człowiekiem czło-wiekiem zarówno dobrze poinformowa-nym o wszystkim co stanowiło treść ży-cia dawnego Pawła Dalcza i zarówno o-bojęt- nym temu wszystkiemu Wrażenie to uderzało świadomość Pa-wła już 'nie po raz pierwszy lecz nigdy dotąd nie występowało z taką jaskrawoś-cią Przyczyn tego można było doszuki-wać się w fakcie iż znajdował się obec-nie nareszcie na pełnych wodach pod szeroko rozwiniętymi żaglami a może po prostu w tym że przeszłość stała się obo-jętna z chwilą gdy przestała wchodzić w grę Zresztą komórki człowieka żyją tyl-ko lat siedem W ciągu siedmiu lat cały organizm odnawia się w każdym naj-drobniejszym szczególe Któż zaręczy że nasze poczucie osobowości nie ulatnia się wraz z obumierającymi komórkami i że nie jesteśmy wciąż kimś nowym? Paweł zatrzymał się przed jakąś wi-tryną i przyglądał się swemu odbiciu w szybie Czy jest kimś nowym? Oczy-wiście W tym samym Paryżu który też jest nowy Kiedyś stanowił trampolinę" miał być startem a teraz stanowił jeden z etapów Obok niego zatrzymała się jakaś dziew-czyna i zapytała go z ironią: — No i na' którą z tych sukien zde-cyduje się pan wreszcie? Dopiero teraz zauważył że stoi przed wystawą kobiecych sukien Dziewczyna była szelmowsko swobodna i mówiła wy-bitnie marsylskim akcentem Pawłowi zdawało się że kiedyś ją widział lub znał inna bardzo do niej podobną — Cóż tam dobrego w Marsylii? — zapytał prawie życzliwie O la la — wydęła usta — jaki pan dowcipny Niby wielka sztuka poznać że jestem z Marsylii Wypilibyśmy może szklankę cze-goś lepszego? — zaproponował bez na-cisku Potrząsnęła głową: Nie będę panu przeszkadzać- - ale kontentów którzy brużdżą" A gdy malkontenci bruździli ponad' wytrzy małość majora padały złowrogie słowa: — wysiudac! Skończyć faceta Gościa trzeba złamać Nie patyczko-wać sie Złośliwcy obmawiaiacy bliźnich na drągu "Izby Lordów" twierdzili że ma jor Kosko przy całej swojej nienawiści do hitleryzmu i komunizmu na pewno by znalazł wspólny język w sprawie bia-łoruskiej z gauleiterem Kube'm a w sprawie ukraińskiej z gauleiterem Ko- - ch'em czy też z sowieckim wielkorządcą Chruszczowem-- ' Łączyła ich wspólna po- - nad-narodow- a' riiehial irracjonalna wiara w finc-g- ę iwąruej rciu jeaynie wado-wie żydowskiej imajprzachbvywał dale-ko posuniętą ostrożność pamiętając że wpływy międzynarodowego żydostwa a zwłaszcza w Ameryce są potężne "Zresz-tą — jak mawiał ze znamiennym uśmie chem — problem ten w naszym kraju został już rozwiązany i to z przesadną iście niemiecką dokładnością" Po co "first lady of Papenburg" (jak Thompson nazywał Buszkowską) wypusz czała się na krajoznawcze wycieczki z majorem — nie całkiem było jasne W ten ich niewinny "wypoczynek wśród ruin" jakoś nie wszyscy wierzyli w ka synie — Jak sądzi pan panie Stefanie — szepnął dyrygent chóru Sobczak do Grzegorczyka podczas kolacji — czy to prawda co w "Izbie Lordów" przebąkują od pewnego czasu na temat tajemniczych wyjazdów pana majora? Podporucznik zajęty swoimi myśla-mi słuchał Sobczaka połową ucha Dyry-gent był chorobliwym mitomanem Wy-strzegano go się jak ognia Na domiar złe-go miał przykry zwyczaj powtarzania o-statni- ch słów wypowiadanych w rozmo-wie przez interlokutora Ta chęć upłyn-nienia konwersacji brzmiała jak prze-drzeźnien- ie przedmówcy i po paru minu-tach stawała się torturą dla ucha Sob-czak niewątpliwy psychopata i to z ga-tunku "nieśmiałych plotkarzy" mówił zalęknionym szeptem i chodził na czub-kach palców Zjawiał się z reguły nieo-czekiwanie Biedronka mówiła o nim że nie podchodzi do rozmawiających ale siada im cicho na ramieniu jak ptaszek — Nic nie wiem — mruknął niechęt-nie Grzegorczyk — "Nic pan nie wie"? Na jakim 'pan świecie żyje? — Nie interesuję się plotkami 'is — "Plotkami"! Pan to nazywa "plot-kami"? Można i tak ale plotki nie biorą się z powietrza Nie ma dymu bez ognia Co się dzisiaj nazywa "plotką" jutro staje się autentycznym faktem pojutrze zaś mitem " "' — "tjyc może"! a ja panu mowię:na pewno Zna się trochę ludzi w tym graj-- mwwwłwt'"''"'""11111"'-1"11""111"""""""""""11"""- " DołęgaMostowicz ja wolałabym zjeść coś smacznego w pań skim towarzystwie — Dobrze Bez ceremonii wsunęła dość dużą rę' kę w czarnej rękawiczce pod jego ra-mię i powiedziała: — Więc miałam rację że pan jest Amerykaninem? — Amerykaninem? — No przecież nie Francuzem Nie zastrzegł się pan że wstąpimy do Du-va- la — wybuchnęła śmiechem — Pójdziemy gdzie chcesz — powie-dział obojętnie — mam parę godzin czasu Skinęła na taksówkę i po paru minu-tach byli przed dużą i przeciętnie ele-gancką restauracją gdzieś w okolicy St Lazare Stoliki były gęsto obsadzone przez spiesznie jedzących gości przeważ-nie mężczyzn Dziewczyna nie patrząc na kartę wyrecytowała dość długą lita-nię pbstalunku Widocznie czuła się tu jak ii siebie w domu Paweł zamówił bu-telkę burgunda Przyglądając się profilowi szybko je-dzącej dziewczyny jeszcze bardziej u-twier- dził się w przekonaniu że kogoś mu przypomina lecz w żaden sposób nie mógł uprzytomnić sobie kogo i kiedy widzianego W każdym razie sprawiła miłe wrażenie W ni&ipełna pól godziny uporała się z zawartością półmisków i oświadczyła że na kawę zaprasza go do siebie Mieszkała w pobliżu na placu Europy w starej kamienicy z windą w której ledwie we dwójkę mogli się pomieścić Zaimowała dwa czyściutkie pokoiki na czwartym piętrze W równie czystej ła zience mieściła się gazowa kuchenka na której rozpoczęła przygotowywanie obie-canej kawy Ponieważ jednak okazało się że kawy zabrakło poczęstowała go her-batą" o takini-smakuiż-e wolałby gdyby i herbaty też -- zabrakło Gdy powiedział jb 'głośno wybuchnę ta śmiecnem: „ — Jesteś paradny i naprawdę podo-basz mi się Jesteś pierwszym Ameryka-ninem którego można strawić bez nie-bezpieczeństwa zepsucia sobie humoru na tydzień — Skądże wiesz że jestem Ameryka-ninem? '— O na pewno Człowieka interesów odróżnię" od razu No przyznaj się: po-szedłeś ze mną tylko dlatego że nic in-nego nie masz do roboty Wcale się do mnie nie palisz co? — Może i masz rację W każdym ra-zie nie upieram śie przy tym żeby cię trudzić f Spojrzała nań z niechęcią: — Jesteś zimną bestią — powiedziała jakby z obrazą w głosie i jednocześnie lAlAłfltA fin ml iniTn lrr1 n --UlUAUWflia Olę na jegu uiaur onvru jj Łóżko miała wygodne i szerokie i nie dziw był' to bowieinspnętntrabTy-rtanowiąc- y' rację istnienia całego tego? dole Jak pan myśli gdzie oni pojechali tym razem? — Do Hamburga — "Do Hamburga" Czy jest pan iego pewien? — szepnął dyrygent — Bo ja bym za ten ich Hamburg głowy nie dał oj nie dal W moim przekonaniu sprawę należało by wyświetlić To nie są ludzie którym można w stu procen-tach ufać Są na przykład pewne podej-rzenia Sobczak z niezdrowym błyskiem w o-- ku przeszedł na żarliwy ledwie dosłyszal-ny szept Grzegorczyk poczuł jego nie-świeży oddech na szyi Odsunął się z nie-chcęc-ią — Namnie juz czas Serwus! Dyrygent złożył błagalnie ręce jak do modlitwy: — Tylko błagam was poruczniku o nieujawnienie źródła Rzecz może się ro-zejść Proszono mnie o szczególną dyskre-cję Sam pan wie jacy ludzi teraz są Powtórzą coś lekkomyślnie przekręcą dołożą od siebie i o nieporozumienie nie trudno Mało to takich kłopotów było w naszym Papenburgu? Grzegorczyk nie dosłyszał ani jed-nego słowa z tych poufnych rewelacji Dla świętego spokoju przyrzekł biedne-mu maniakowi dyskrecję — Dobrze już dobrze Niech pan so-bie tymi sprawami głowy nie nabija Na-prawdę szkoda czasu "Szkoda czasu"! Cóż oznacza ten frazes? Uprzytomnił sobie że palnął głupstwo Rzeczywiście zwrot ten w dre-wnianym grobowcu brzmiał szyderczo Czas w Papenburgu był pojęciem niewy-miernym Jak w życiu pozagrobowym Trochę dla żartu trochę dla prze-chwałki major Kosko lubił twierdzić że bez niego obóz rozsypałby się jak domek z kart ludzie poprzegryzaliby sobie gar-dła nastałaby całkowita anarchia w dre-wnianym miasteczku — Wystarczy abym wyskoczył z obo-zu na kilka dni a z miejsca zaczynają się dzikie brewerie wśród moich sarmackich Portorykańczyków! — mawiał nieraz do swoich pretorianów — To dzicz! I rzeczywiście nazajutrz po wyjeździe majora i "Biedronki" do Hamburga — dochodziła piąta po południu — wpadł do obozu zziajany zabłocony Mrozek-ko- - niokrad Twarz miał podrapaną wykrzy wioną zwierzęcym przestrachem oko — podbite język do polowy wywalony z popuchniętych warg Niskie kretyńskie czółko przekreślone paseczkiem czar nych jak smoła włosów połyskiwało od brudnego polu Mimo przejmującego wilgotnego ziąbu na dworze biegł w roz piętej kapocie spod której wyglądała brudna koszula podarta na piersiach — P moje szczęście! — zawodził ochrypniętym głosem Chwytał się brud-nymi palcami za czoło jakby chciał ze-drzeć czarną opaskę włosów znad oczu mieszkania i warunek istnienia jego wła ścicielki Systematycznie złożyła kanapę od-chyliła kołdrę i poprawiła poduszki Roz-bierała się żartując i śmiejąc się bez przerwy Miała biodra wąskie i małe led-wie uwypuklone piersi Jej czarne włosy były ostrzyżone krótko prawie po męsku Paweł rozbierał się nie mogąc pozbyć się myśli że kiedyś znał tę dziewczynę tylko na'pewno wówczas nie była wesoła Przysiągłby że oczy pod tym wysokim czołem musiały być smutne niemal tra-giczne — Jeżeli tak będziesz śpieszył się na 'swój pogrzeb — odezwała się lekko lecz z1niejakim podrażnieniem — to obawiam się-m- ój przyjacielu że odbędzie się bez ciebie Paweł burknął coś pod nosem i bez pośpiechu wsunął się pod kołdrę Dziwił się sobie samemu lecz ta dziew-czyna naprawdę go pociągała Można to było wytłumaczyć tym że już od dość dawna to znaczy od ostatniej nocy spę-dzonej z Marychną jeszcze na długo przed napadem żył w celibacie jednak zdawało mu się że to nie wystarczałoby Kontakt był tuż przy łóżku i wyciąg-nęła rękę by zgasić światło Gdy je zapaliła po upływie pewnego czasu z powrotem była już w czarnym szlafroczku i siedząc na łóżku 7aciągała się papierosem — Przyjaźń amerykańsko-francusk- a — powiedziała wypuszczając wąską stru-gę dymu — została zdaje się zadoku-mentowana wystarczająco Mam wraże-nie że nie zależy ci na dalszej wymia-nie not? Paweł leżąc przyglądał się jej spod oka I nagle przymknął powieki Teraz gdy siedziała zwrócona doń profilem z papierosem w ręku odkrył podobieństwo: przypominała mu Krzysz-tofa Miała znacznie mniejsze i trywialne oczy miała brzydsze usta i bardziej sma-głą cerę ale ręce jej były prawic tak piekne jak Krzysztofa : Uczuł nagle przypływ wielkiego nie-zadowolenia i nie poruszając się powie-dział: — Pozwól Będę się ubierał Paplała coś lecz słyszał tylko dźwięk jej głosu wysoki niemal brzęczący Ja-kiż piękny głos ma Krzysztof Przyszło mu na myśl że mógłby wprost stąd po-jechać na pocztę lub do pierwszego lep-szego hotelu i zażądać telefonicznego połączenia z Warszawą Dałoby się to przed Krzysztofem zupełnie rzeczowo umotywować: jak zdrowie stryja i co się dzieje w fabryce? Zawiązywał krawat nie patrząc w lu-stro i musiał zawiązać go krzywo gdyż dziewczyna chciała mu go poprawić Z niechęcią odsunął jej ręce 'położył na tualeciev banknot stufrankowy 1 mruk-nąwszy "do y-ndze-nia" TfyszedŁ jUiiiiiiiiimimiiiiiiimmimiuMiife CHCESZ kupiec 1 1 sprzedać 0 § = OGŁOŚ == = W "ZWIĄZKOWCU" = 1 = DROBNE = 2 OGŁOSZENIA E= E St za słowo = s dadifl cl rezultaty! E5 5 Mieszkania Kupno — =s 5= Si prMzeadtarżymoTnoiaslznuekiwoagnłoi-a- === = szenia przynoszą na-- == = tychmiastowe wyniki! == = WYKORZYSTAJ == = USŁUGI = = "ZWIĄZKOWCA" EE = 2 razy w tygodniu 111 as riimmiJiiinimiiiiiiiimiimiiiiiiK— OKULIŚCI Okulistka Br BUKOWSKA BEJNAR 00 274 Roncctvallei Ave (P'iy Geotfrey) lei LE 2-54- 93 Godziny przyjęć: codziennie od 10 rano do 8 wlecr w soboty: od 10 do 4 wlecz MW DENTYŚCI Dr W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA (drugi dom od Ilonccsvallea) Pnyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE 1-4- 250 129 Grenadier Rd s Dr E WACHHA DENTYSTA Godziny: 10—12 i 2--8 386 Bałhurst St — EM 4-65-15 IW Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Sptclłllsta chorób amy utn PhyŁlclnn's & Surgeona' Bulldlnf Kancelaria No 270 86 Bloor St W — Toronło Telefon WA 2-00- 56 IW K N N E D Y M3 3 2 2 6 THE COLA ADWOKACI 1 E H ŁUCK BA LLD (ŁUKOWSKI) I R H SMELA BA LLO ADWOKACI OBROŃCY NOTARIUSZE Wspólnicy firmy prawnicze] Blaney Patttrnak- - Łuck Smłli Englelson & Walton 57 BLOOR ST W róg Bay WA J-J-MJ Oddział w Tblseletown wieczorami za telefonicznym porozumieniem "1-- S STEFAN A MALICKI LU? ADWOKAT OBROŃCA 1 BiuroNłOeTlsARAITUS9Z0301 0 W poniedziałki i środy pd 6 30 do 9 wleci" ' -- W soboty od 10 do 12 w poł 383 Roncesvalles Ave LE 4-88- 25 JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Tel Biura: LE 3-12- 11 1479 Queen Sł W — Toronto GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 0134sDundas St-~W""-Toro-nto " Tel LE 4-84- 31 i LE 4-84- 32' G IIEIFETZ BA ADWOKAT Outtn SI Wtt NOTARIUSr ': S HEIFETZ UnTADIIICT cm m?i w S5 Wellington Sł W( Toronto Onł EM 6-64- 51 wltczoraml WA Uiti 10 E V MATURA LLM ADWOKAT— OBROŃCĄ ' NOTARIUSZ : 10 Adelalde SI East Toronto lOnl Tel Biura — EM 43135" Mleiik — LE I-S- 411 100-- W BIELSKI & BIELSKI Adwokaci Nolarluiz Obrońcy CM BIELSKI BA BCL VW BIELSKI B COMM Sulle 404 Board ofTrada Bulld II ADELAIOE ST W- - TORONTO' TEL EM 2-12- 51 „ Wletzorem za telefonicznym i porozumieniem ' TEL! CH 4-71- 14 JW' Jan Alexandrowicz '— Notary Public POLSKIE BIURO' INFORMACYJNE Pomoc w sprawach rodzinnych: jpndkowych i majątkowych w Polsce — Konirakty i inne dokumenty Imigircja Ineomc Tax R Thimaaonia "" ' - Toronto Onł 618-- A Qucen St Wait Tel EM'8-544- 1 E H Ożywajcie najlepszy węgiel! NIEBIESKI" In n BIB aV mm m mm SSfe 'WEGIEX - i"Mwi Będziecie miei ciepły wygodny dom oizcze ' dTirio nlnnlaHrn 7adiuońefa r) nut Tnrar ' WĘGIEL OLEJ OPAŁOWY PIECE PALNIKI OLEJOWE" OOMPAMV LlWlTO r Kennedy Travel Bureau ĘB 296 Oueen Sf W Toronto EM 2-32- 26 gmj PWYJAZDY SAMOLOTOWE I OKRĘTOWE ULCOWE BILETY WYCIECZKOWE I RODZINNE PRZEDPŁACONE BILETY DLA EMIGRANTÓW SPROWADZANIE RODZIN I NARZECZONYCH -- MAŁŻEŃSTWA "PER PROCURA" PASZPORTY WIZY DO POLSKI I EUROPY WSCHODNIEJ NOTARIALNE TŁUMACZENIA DOKUMENTÓW WYSYŁKA PACZEK I PIENIĘDZY Żądajcie Prospektów — Telefonujcie iglaizajcie 'ile zau-faniem: zostaniecie obsłużeni — szybko starannie i solidnie przez kierownika Działu Polskiego: Jerzego ŁUCKIEGO Korzystajcie obniżki cen na biletach samolotowych i okrętowych GINGER ALE ORANGE NOTARIUSZE Jedyny napój który smakiem tak żywo przypomina napojt używane przez W l w "Starym Kralu" CREAMSODA Zachwl rodziny! iDladzieci wydarzenie! ( Napój nie-mając- y sobie równego! -- " " "CZTERY NIEDOŚCIGNIONE SMAKI i p i 'i '' i z - ' V 4) lU -- i ff Ol- - 1 '""w N x i- - t fck f IM f '£ iii'1?? h 'P "' i '1 'Ai !f1%1 i i'4 ~ii IM |
Tags
Comments
Post a Comment for 000057b
