000436b |
Previous | 8 of 9 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
11
fi
Vii
-- 3
I
I
► ' WhilffilKn SPyMst&WUPiatt' 1
'"W-AłŁi- Ł jWA-łłiswas-
"iv' £słi $j'iwinmssamnsMas a
- -
M-"iKaU-
)M wmm NR 9? 'ZWIĄZKOWIEC" GRUDZIEŃ (Pecembtr) Sobota 13—1958 STR
Jerzy Giżycki
NA POŁUDNIE OD PIEKŁA
Opowieść i kraju na południe od tego piekła na ziemi Sahary
' Tu scena z "Amorkiem"' pizemkneła
iu nrzez myśl i Ken zakląwsryi zesko--
[cył z kopca i wrócił do donu Rzuciw- -
się w gięrjoKi iuiei zawaai watę
"Daj mi coś do picia!" zarząfój ostro
Nata stał dale] Na jego szerokiej
[twarzy malowało się uczucie niezado- -
Iwolenia &
"No na co czekasz? Przyniesie do pi- -
icia powiedziałem Jestem sprjmjony"
zanaaio spragmuuy w nie
dobrze" fł
Jednym ruchem Ken zertałisię z
tela "Kto u diabła pyta cielef0 zda-e- ?
Dawaj aperitif — zaraz!"
Nie przejmując się gniewa ?Kena
tata wzruszył ramionami "Ty pan —
y rozkazujesz Ja — boy ja słucham
Chcesz pić przyniosę pic Ale ja my
śle: 'Mói pan ma chore serce to oii chce
chory w wątrobie K tak T7 była jk bedzie
Ken opadł z powrotem na fotel
"Chore serce! Nonsens! Gorąco w
tej waszej przeklętej Afryce tjęC
ję Co innego można tu robić?"
"Pracować"
"Pracować? Jak? Stary robi
wszystko lepiej ode mnie O czym do-brze
wiesz"
"Tak wiem Ale ty jesteś tu pan
Dobrze jest by ludzie widzieli ciebie na
polu Ty mówisz do robotnika chowają-cego
się za kopiec termitów: 'Ty' leniu
— jazda do pracy!' A do innych 'Dobra
robota! Dobre chłopcy! Dostaniecie dużo
mięsa orzechy kola' Tak powinno
Ja przyniosę pić"
"Do diabła z wódką! I z też
chodzi o ścisłość" Ken wstał i
wyszedł
i Gdy podchodził grupy robotni-ków
na polu jego nastrój znów się
zmienił
"Czarne bydlaki! Głupie czarne by
nich
swą
być btall
Dhra
być
tobą
gdy
Nie
była
wsi
aiaiu Tak tutej- - °™„vwvkn "i micuich nsmot
L l__t--- U T1 ! KT4a hJ In
z wsi
juiuicijr u i mujiwi u mc- - ze osukiwanj
szoscią z nich w Ale kach w Bł"ci"
Stela'
Ken pogrążył się w pracy
Z początku jego obserwo- -
wali z kupy się przy tym le-na- ni
ze skończy nie- - piej się
— Wzięto Olechnę a zdra-dził!
— się mło-dzieniec
'
Więc u was tam bezrząd! U nas
tu lepiej i Partia dziś
w miejsce w którym stoi-cie
obozem wyznaczone jest jako punkt
połączenia obu oddziałów
— Macie w nim pozostać i czekać na-tarcia
bo Moskale wysłali na was rotę
piechoty sotnię kozaków podczas gdy
inne roty nadejdą zaledwie wtorek
tego czasu
— Dosyć! Po co tyle Nie zoba
czy z nas wtorku Powiem wodzo-wi
ze nam kazano zginąć o południu!
Wracaj pan! Masz w mienie i ro-dzinę
wracaj! Ot tam gdzieś
uderzył! wróg zapewne a mnie
as na stanowisko!
— Ależ panie się jak
nozecie o północy pomoc przyjd- zie świeża dla której znieść rotę to za- bawka'
— Ale dla nas nip 7ahawta
godzin sdvśmv bez sił
Wasza partia może nie
pod Krasną Choinę
(znosi inne roty
uaszedł bez pożegnania
B?ben istotnie gdzieś si rozlewł
'osie nad panował dziwny jakiś
h"JVUJ
biegł prawie w stronę te-odgło- su mówiłn mu ia im ir„'r
jorzei w
™Vuszył Si? z miejsca wroga
J ' ""H""u grouy uia "Koch znowu co pomarli w nocy
w trc Jak
h
Jia
ie ' yuu szianaarem wiei- -
łzy płynęły mu po twarzy milczał
-- "- u ju me śpiewasz Adasiu?
e"nguadnął -ho Swida urip"i ' nrrt
— Nip Ifnlntrnt Ht:„1_ j_j „ Sfai--i ' ""-&- " ~straszny że "pełaicizię nocy -- uz się śniło biedaku?
— Ot Tol-hu- m u "1UWU 5ZUKait Par Po li asach
v —
--"lilie czesosn lżualijvijAfbit ~p_ irz'ypięto Więc V-___t- _ - 'Kl7V7vL j "5011141! uisnaiem im
budlca ranna n0zgb''ud3ziłWemł3ŚnsieiP ZaSrała P°"
Aleksander głową
DsH-7- " 5 as hu-ii 'nn~ „ nota 9™ - na
g°rąC° °
37
długo Gdy jednak dzień po dniu wi-dzieli
go na polach — wydającego
łającego chwalącego zachę-cającego
— na ich czarnych twarzach
od potu poczęło się malować
zdziwienie
A potem przyzwyczaili się do faktu
ze tubabu — biały pan znów ustosunko-wywał
sie poważnie do swej pracy Tak
jak na początku kiedy przybył niespo-dzianie
z kraju za wielką wo-dą
Kiedy jeszcze nie złapał Kuru z jed-nym
z
Wówczas się to im zabaw-ne
— biały pan oszukiwany przez czar-ną
dziewczynę Ale teraz myśleli inaczej
Ten tubabu był to dobry pan Karmi!
dobrze nie pędził zanadto do roboty
iNawet w soboty woził ich czasem
t wielką udecJdao T ust mu- - po- -
pj
do
tern tańczyć odstawiać morowcow przed
dziewczętami Potem — to była najlep
sza część zabawy — się z
dziewczętami w krzaczki mieli tru-du
ze znalezieniem amatorek
ich lubiły Bo im paciorki
małe lusterka inne drobiazgi ? planta-cyjnego
sklepiku
Pozatem wyposzczeni na plantacji
byli od
miejscowych
A potem wracali na pieszo
życie na plantacji było dobre więc le
piej by było gdyby Kuru nie robiła tu
babu kawałów Lub gdy
by ostrozniejsza
Te sobotnie jazdy chociaż
właściwie po to tylko by dać
chłopakom okazję do zabawy i unikać
w ten sposób dezercji — inny
nieprzewidziany wynik Prezenty przy
wożone do różnych przez
plantacyjnych dobrą propagandą
ich nazvwa większość --prwohnrUW yuiid rosnaA ton v?w„Ł "„ "'°£ w„JfT& dośc odległych gdyż
-- na każdym razie sie cn„je„tfe'ryS„ jak
ludzie
będąc pewnym
musiał
uśmiechem przeko- - Zorientował
i kalkulowało kupować towar
Maria Rodziewiczówna
tłumaczył zmieszany
—
porządniej zbiera
się żytniarce
słów!
żaden
domu
Słyszycie?
Dęben To
opierajcie
wam
ttrnlwtrA
dwanaście alp
niemożliwość
Przychodzić Niech
nn
okolicą
Aleksander
iu"ai sii
uzis w
sen
ci
7lpl
P
pokiwał
rosiał
au?"uwy- - Południu! Gd™
za-rządzenia
lśniących
dalekiego
wydawało
i
wymykać
Dziewczę-ta
przywozili
i
kochankami
plantację
przyniosły
robotników
były
przekonali
Syryjczyków
Nie czy ta popular-ność
jego sklepiku nie jest przejściowa
isen nie przywoził naraz zbyt wiele to
waru więc częściej jeździć po za
go spod oka że
ta gorliwość się mu
Pożary i Zgliszcza
Czaplic
we
Do
niebezpieczeństwie
fehtia:iUiT'
r"„rsiKim
aeżelnik?
energiczniejszymi
30
2S@
sći
— W szałasie Będzie gorąco? O dzię-ki
ci Boże! Wiesz kolego było mi stra-szno
że ot — zginę jak tamci swoją
śmiercią ale to pizeszło1 Matka gdym
odchodził mówiła: „Do krwi ostatniej
dziecko broń kraju!" A jam jej to przy
siągł przed Panem Jezusem w farze!
Potem juz jej nie widziałem ale wiem
że ona mnie nie czeka z powrotem i nie
będzie szukać po więzieniach
Chłopak spojrzał jaśniej w górę
obejmując chorągiew ręką Coś szeptał
i mruczał do siebie czy do orła
Był na wpół tylko przytomny go-rączka
go trawiła nieznośna wywołana
ranami głodem i okropnym zmęcze-niem
Matkę wspominał i jak o łaskę o
bój ostatni prosił Boga
A bój nadchodził! Złowieszczy jak
bagnety moskipwskie ponury jak ich
chorągwie ciężki jak powietrze przed
burzą! Szedł niosąc ostatni wyrok i
spokój!
Czekano długie długie godziny
do zachodu się chyliło gdy garstka bo-haterów
ujrzała na błoniu zbity szyk
bojowy oskrzydlony kozakami Nie by-ło
tu już grobli wśród bagnisk Okolica
piaszczysta z trzech stron a z jednej
klin boru zakończony gromadą niebo-tycznych
sosen — oto pozycja walki
Pod ostatnią z sosen stanęli do boju
Polacy W oddziale panowała taka cisza
ze słychać było brzęczenie pszczół w bar-ci
nad ich cłowami i stukanie dzięciołów
w lesie Stali jak mur z palcem na cyn
glu broni wpatrzeni we wroga czekając
rozkazu
Aleksander z chorążym byli obok
siebie żelisławski w rozpiętej kurcie
spod której wyglądał siny szkaplerz dar
matczyny zapewne urósł zda się Z oczu
żar mu bił twarz mieniła się wzrusze-niem
wiatr roztargał włos płowy zabar-wił
krwią chude policzki Dyszał i drżał
Ciemna twarz Świdy była ponura
snnkoina Nie znać na niej było ani za
j111 i że rrinie przyjąć nie chcie-l- u ani strachu ani zapału żadnego z
niorś mi 2 cm Qvmis)e Drat- - ilraut u „:~ —" śledził -- —
i
„
idzie
nań
i
Sparty na broni spod brwi ruchy
Moskali Mysi jego aaienu uyia uu ytw
lub śmierci od tego pola gdzie spocznie
na wieki za chwilę od idei narodowej
od całej sprawy której tak bez granie
się poświęcił! On myślą był w cudownym
ko"ścioftu on nie słyszał nic tylko głos
swojej Władki: „Gdy zginiesz pan to
zyć będę jak wdowa i
nie w Bobo Diulasso lecz w Bamako
stolicy Sudanu francuskiego Było tam
więcej sklepów większych gdzie był le-pszy
wybór Pozatem jako większy ośro-dek
Bamako dawało lepsze szanse roz-rywki
Gdy pojechał do Bamako po raz
pierwszy nie postąpił jak swego czasu
w Kankanie — nie skląl i nie wypędził
hoya hotelowego gdy ten przyszedł do
niego wieczorem ze zwykłym pytaniem
co do dziewczyny na noc Ale zaspokoi-wszy
swój głód erotyczny nie miał po-tem
spodziewanego uczucia odprężenia
i zadowolenia się — przy-szedł
do przekonania że powodem tego
było iż widział tego dnia sporo białych
kobiet wobec których murzynka była
marną namiastką
Następnego — była to
sobota — podczas oglądania dla orien-tacji
różnego towaru jednym ze skle-pów
zauważył wśród kupujących białą
dziewczynę która go zaintrygowała
Nie była ona jakiejś wielkiej urody ale
dobrze zbudowana i o przyjemnej twa-rzy
przeciętej dużymi ustami o zmy-słowych
wargach Te wargi podnieci-ły
g°- -
"Juz tak długo nie całowałem
pomyślał Nie całuje się wywinię- - ciężarówką wsiJth ponętnie błękitnawych
przynajmniej
organizo-wane
pamiccU-wasz- ą
Namyśliwszy
popołudnia
rzynki
Gdy dziewczyna opuściła sklep Ken
poszedł za nią Zawróciła za jeden róg
potem za drugi Wtem stanęła i odwró-ciła
się ku niemu "Jeżeli ma pan iść za
mna Monsieur" powiedziała z uśmie-chem
"może pan równie dobrze nieść
mojf pakunki"
Było to tak nieoczekiwane że Ken
mruknął coś nieokreślonego i sięgnął
po paczki
Nieznajoma powiedziała z błyskiem
humoru w oczach: "Czy pan sądzi że to
jest ładnie tak przypatrywać się kobie-cie
jak pan to robił w sklepie?"
Ken roześmiał się "Nie było to może
bardzo grzecznie ale z pewnością przy-jemne
Czy pani się gniewa?"
Dziewczyna potrząsnęła głową prze-cząco
przy czym kłoniące się ku zacho-dowi
słońce zapaliło mnóstwo błysków
w jej blond włosach "Nie Żadną ko-bietę
bez względu na to co mówi nie
gniewa dowód zainteresowania ze stro-ny
przystojnego mężczyzny" Nie było
nic bezczelnego w jej odpowiedzi Było
to proste stwierdzenie faktu Kenowi
podobało się to podejście pozbawione
hipokryzji czy kokieterii
"Mój samochód jest niedaleko —
oszczędzi mi to roli jucznego zwierz-ęcia"
powiedział
Dziewczyna się roześmiała "Dobrze
się składa Nie lubię tych zapchanych
autobusików kursujących między dol
sierota!" Po migał dwóch go
uśmiech słaby łagodząc ostre cienie i
surowość twarzy i znowu patrzył by-stro
na złowrogą linię bagnetów nadcho-dzącą
jak fala
— Pal! — rozległ się nagle głos Ka-ziemier- za
za nim
Gromadka stanęła w ogniu i dymie
Dwieście kul wpadło w środek roty na-bijano
nie czekając rozkazu
Moskale nie przestając pochodu dali
salwę jak grad sypnęły naboje Kilku
nastu opuściło bron zsunęto się na
trawę
Wróg naciskał okrążał otaczał pow-stańców
okropną obręczą pełną dymu
ognia śmierci Kozacy obskoczyli ze
wszech stron musiano strzelać we wszy-stkich
kierunkach
A piechota była coraz bliżej Już wy-raźnie
widać było zwierzęce żołdaków
galony oficerów i bagnety błyszczące
świeżo polerowane chciwe krwi
Oddział ściskał się około pnia sosni-n- y
komendę głuszył jęk konających
Jeszcze sto kroków jeszcze pięćdzie-siąt!
Nowa salwa zmieszana z przecią-głym
„hurrah!" Kilka kul gwizdnęło
obok Aleksandra przed nim
las bagnetów
— Pal! kolego! — wyszeptał mu nad
uchem żelisławski — Pal! O Boże'
Urwał podskoczył otworzył usta ku-la
go tknęła Chwilę jedną ręką trzyma-jąc
sztandar a drugą ranę kryjąc stał
jeszcze otwieraiąc szeroko sine oczy
Wtem zbielał az do warg zatrząsł się za-toczył
chwycił powietrze parę razy puś-cił
ranę ręka szukając oparcia strumień
krwi barwił mu koszulę
— Kolego! — wybełkotał rozpacznie
a oczy zachodziły mu bielmem konał
ale drzewiec trzymał kurczowo w stygną
cej dłoni
Aleksander poderwał go z ziemi Wo-koło
szalały kule oślepiał proch bagne-ty
dochodziły prawie piersi
— Co ci? — krzyknął Swida rzuca
jąc broń żal mu było chłopaka jak
brata
— Trzymaj masz mój ptak! Och
matko boli!
Roztworzył ręce oczy stanęły słupem
krew wybiegła na wargi drzewiec się
pochylił — chorąży nie żył
świda porwał sztandar chłopaka na
ziemi złożył obejrzał się ogłuszony hu-kiem
oślepiony dymem
Piechota dała nową salwę ostatnią
spuściła karabiny błyszczącym ostrzem
dotykała rozbitków
— Hej bracia do chorągwi! — krzy-knął
Kazimierz
Kilkadziesiąt niedobitków poskoczyło
na komendę
Za późno! Biały ptak Władki zachwiał
się znowu na ziemię pochylił wzdłuż
drzewca z głową na purpurze legł Ale
ksander trafiony śmiertelnie Jak zra
niony tur chciał się rJorwaćnle"dołał
'" £s7%ł%£&'
nym miastem a Kulubah" Gestem ręki
wskazała ku stromemu wzgórzu domi-nującemu
nad handlową częścią Ba-mako
"O pani mieszka tam na górze!
Więc musi pani być urzędniczką pań-stwową"
"Tak Sekretarką naczelnika wydzia-łu
rolnictwa"
"Co za zbieg okoliczności! Mam mu
złożć jutro wizytę My plantatorzy ma-my
moc zagadnień rolniczych"
Dziewczyna rzuciła mu ukośne spoj-rzenie
"Czy jest pan pewien panic
plantatorze że te zagadnienia nie przy-szły
panu na myśl w tej chwili dzięki
innemu zbiegowi okoliczności?"
Odpowiadając jej żartobliwie Ken
myślał "Sprytna dziewczyna! Będę mu-siał
częściej przyjeżdżać do Bamako"
Zanim dojechali do dwumieszkanio-weg- o
bungalow na górze — wiedzieli
dość o sobie by się czuć prawie że sta-rymi
znajomymi Marie-Louis- e jak
zresztą wiele Francuzek zdawała się
mieć sporo zdrowego rozsądku i dar
stwarzania dokoła siebie atmosfery na-turalności
i odprężenia Połączone z jej
zdecydowaną atrakcyjnością —
tworzyło to wcale milą kombinację
Gdy wysiedli z samochodu Ken czuł
że nie ma potrzeby na tradycyjne pyta-nie
Po prostu zebrał paczki i zwrócił
się ku wejściu domu
Przez kontrast z upałem na dworze
w mieszkaniu nanował nryiernny chłód
Z westchnieniem zadowolenia Ken op
na wygodny fotel
Marie uśmiechnęła się "Słońce dało
nam niezłą szkołę na tej drodze wijącej
się po nagrzanym skalistym stoku Dam
panu na chwilę coś chłodnego do picia "
"Ma ładne biodra" myślał Ken gdy
odwróciła się szybko by wyjść z pokoju
"I kołyszą się akurat w miarę gdy idzie"
Niedługo Marie-Louis- e była z powro-tem
niosąc tacę pełną butelek aperiti-fó- w
Wypili po wielkiej szklanicy po-czym
Marie wstała i przeciągnęła się
leniwie Pod jej cienką bluzką piersi
wyprężyły się zachęcająco
"Czuję się obrzydliwie lepka po mo-jej
turze zakupowej na tym upale" po-wiedziała
"Wezmę natrysk a potem
pan może zrobić to samo jeżeli ma pan
ochotę"
Wkrótce rozległ się szum wody Oczy
Kena wbiły się w cienką ścianę za któ-rą
stała naga dziewczyna pieszczona cie
płymi strumieniami Ż napiętymi nerwa-mi
z ciałem opanowanym nagłym pożą-daniem
Ken musiał walczyć z sobą b
nie wpaść do łazienki i nie przygarną
do siebie kuszące okrągłości
Gdy Marie wróciła z twarzą wypo
częlą i ożywioną zawiązywała jeszcze
otaczający jej talię sznur szlafroka
=
rysach jego chwilami! kolegów przytłoczyło jeden
zaczerniał
fizyczną
z roztrzaskaną czaszką ani jęknął drugi
lżej ranny wił się ostatnich kurczach
— Ratujcie znak! — zawołał Kazi-mierz
JWe zdołano usłuchać Ostrza bagne-tów'
poczerwieniały krwią piechurzy
wdzierali się na trupy brodzili w poso-c- e
kłując niemiłosiernie
— Hurrah hurrah hurrah!
Kazimierz dobył szabli ale w tejże
chwili kilku kozaków rzuciło się nań z
tyłu zwaliło na ziemię skrępowało w
1 mgnieniu oka Uprowadzili go na bok
— Hurrah hurrah hurrah! — przed
bagnetem moskiewskim zabrakło ofiar
zakomenderowali ofice-rowie
— Stój! —
Żołnierze opuścili broń otarli twarze
z potu i sadzy rozejrzeli się obojętnie
po placu boju
Gromada trupów połamana broń pu-ste
torby od nabojów czarne kałuże po
ziemi pozrywane gałęzie a nad tym si-wy
dym swąd spalenizny i nieokreślona
dusząca woń świeżej krwi
Kozacy już plądrowali po oboie ofi-cerowie
otoczyli skrępowanego naczel-nika
— Gdzie kasa? — szeptano w szere-gach
wojska — czy nam tu pohulaćmie
dadzą?
I oczy żołdactwa szły chciwie po tru-pach
i obozie Nagle spieniony łeb koń-ski
wynurzył się z gęstwiny ordynans
to był zakurzony spotniały czerwony
jak upiór
— Cofać się do wsi natychmiast! —
krzyknął podając majorowi pismo puł
kownika
— A to dlaczego?
— Tysiąc Lachów tu idzie! Nie dacie
im rady dzisiaj! Wracajcie z jeńcami!
Zawrócił konia i pognał z powrotem
— Formuj &ię broń na ramię na
prawo zwrot w tył marsz!
Komenda niespodziana jak piorun
przerwała marzenia o rabunku żołnie-rze
z klątwą na ustach usłuchali jej bez
ociągania i namysłu Kozaków dziesiętni
cy napędzali groźbą pletni ruszano
ku wsi ' -- ~ '
Pod gromadką sosen na skraju pusz-czy
zapanowała cisza grobowa Dym opa-dał
przybity rosa bęben' pochodu mo-skiewskiego
oddalał się i 'cichł
Nad tym ludzkim kurhanem zbierały
się białe nocne opary i psy wioskowe
zwabione krwią naszczekując i wyjąc
okrążały pole bitwy
Ofiara była dokonaną
Aż około północy nad obozem poja-śniało
od księżyca i jakby wyszły z tego
światła ukazały się dwa ciemne cienie
Bez szmeru i ełosu kołowały wśród tru-pów
i wyglądały w tym fantastycznym
otoczeniu jak patrony kraju co z nieba
przyszły by olejem wybranych 'namaścić
czoła swoich rvcerzv Nadikażdynirisie
pochylali i patrzyli w bladedblićzayź
- „ - -- n 'ipflilpg --t
7
i
w
w
iwiateczna "wyprzedaż
25%
do 50%
zniżki
Ceny które je-steśmy
dumni
zaofiarować
Naprawdę pra-wdziwa
oszczę- dność na naj-nowszych
faso-nach
tego se
zonu
Do Waszego wyboru
tylko $129
Futra z naszego składu
w cenie do $385
Muskrał Mink Shade (dyed)
Moułon (processed lamb) dyed
Grey Black Persian Lamb Paw
dyed
Jap Coney Mink Shade
(dyed rabbit)
STOLE $2900
CLUTCH CAPE $3900
JACKET $6900
Ceny zniżone na wielu futrach
Dogodne spłaty
2-let-nia
gwarancja na każdym
futrze
Madison Furs
416 Bloor W WA 2-94-
64 itnarte do 9 wlecz Soboty do 7 w
85 P
WYKWALIFIKOWANY
KRAWIEC Z EUROPY
A B BERESNEVICIUS
1299 Dundas St W Toronto
(blisko Dovcrcourt 11(1)
Duży wybór modnych angiel-skich
męskich i damskich
materiałów na ubrania i palta
Robota gwarantowana naj-lepsza
w Toronto
Mówimy wszystkimi językami
europejskimi
45 p- -
CZOSNEK JEST
DOBRY DLA WAS
SPYTAJCIE SWEGO DOKTORA
LUB OROGERZYSTE
Czosnek jest naturalnym środkiem
nntyseptycznym który usuwn za-nieczyszczenia
krwi Adams Gnrllc
Pcarles sa to małe bez zapachu
I smaku kapsułki znwlcrajnee czy- sty wyclqg z całej główki czosnko-wej
i w tej bkondensownnej formie
otrzymujecie pełną wartość I wszyst- kie korzyści tego środka rośUnncgo
Adams Garllc Pcatllcs zawiera Sall-cylaml- dc który uśmierza bóle przy reumatyzmie 1 artrctyzmle Pomaga
Wam czuć się zdrowiej i mocniej
Kupcie paczkę Adams Garllc Pcarles
tak Jak tysiące Jut uczyniło Jeszcze
dziś a przekonacie filę ze będziecie
zadowoleni żeście je zażyli J7 P-10- 3
Starokrajowa
Apteka
p p Medwidskich
"Sanilas Pharmacy"
Wysyłka lekarstw do Polski
204 Bathurst St Toronto
(koło Queen) Tel EM 3-37-
46
E-- 4
5
DLA ZABEZPIECZENIA
WASZYCH OCZU ZEISS
Punkłal
szkła do okularów
już do nabycia w Kanadzie
Pytajcie o nie u 'Waszego
specjalisty od oczu
03 S
Lunsky
WA 1-3- 924 ók
U Gorevale Ave '
2 t n ' n~A :x:rt-Ll- A i
POZBĄDŹ SIE
Siwego
będitesi młodszy
o latał
RET0NE
bardzo znany środek
medyczny nada Two
BHIU
jemu włosowi kolor pierwotny
i piękny
Bez uzvela farb t ułlcnlunia
I Dzisiaj przyślij zamówienie wraz
z $250 na adres:
ANCHOR DISTRIBUTORS
PO Box 1083 Słałłon "C"
Toronto Ont
Obecnie ao nabycia w
"MIDTOWN ORUCS"
452 Ouien St W (róg Palmtriton Ave)
Toronło Ont — Tel EM 8-72- 00 oraz we us-}stkl- ch apteknen
Tysiące podziękowań — Gwarantowany J zwrot pieniędzy w razie niezadowolenia
Prosię pisać o bezpłatne informacje w h
sprawie "Rctone na siwe włosy" JH
l-E- -4 R
BIURO
Dr lur
K MICHALSKI
Wizy — Paszporty —
itd
57 QUEEN ST W EM 8-94-
30
(kolo Bay) pok 308 Toronto
9-- P
DENTYŚCI
DR W W SYDORUK
DENTYSTA
Przymu po uprzednim Ulttonlcz- -
nym porozumieniu
80 Ronceivlleł Ave„ Toronto
Tal LE 5-36-
88
4l-- p
DR T L
DENTYSTA CHIRURG
Mówi po polsku
514 Dundas St W — Toronto
Tal EM 8-90- 38 ' 87--P
Dr H SCHWABE
DENTYSTA
71 Howard Park Ava
(róg ltoncesvalles)
Godz przyjęć za zam telefon
LE 1-2-
005
49-- S
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
„129 Grtndltr Rd
(drugi dom od Konceavallei)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Talifon LE M250
S
OKULISTA
S 0 D„
Badanie oczu dorosłych I dzlcl
Sporządzanie recept
Dopasowywanie okularów
420 Roncesvalles Ava '
(blisko Howard Park)
Tel gabinet LE 1-4-
251 Mlesik CL 9-80-
29 P
Br Bukowska-Bena- r O D
Wiktoria O D
prowadzą nowoczesny gabinet
okulistyczny przy
274 Roncesvalles Avenu
obok Geoffrey St
Tel LE 2-54-
93
Godziny codziennie od 10
rano do II wieczór W soboty od
0 rano do 4 po poi 37S
St
Oczy badamy okulary do wszystkich defek-tów
na nerwowość na ból Mówimy po polsku
H WITKIH - okulista
OKULIŚCI
OKULISTKI
dostosowujemy
Badanie oczu — Dopasowywani okularów
wypełnianie recept
godziny przyjęć 930 —
Bloor SI W Toronto Teł LE 5-15- 21
(Blisko Palmerston obok Bloor Medical Center)
Wieczorami przyjmuje po uprzednim umówieniu się
ST 8-62- 48 E4
DR TEODOR TK2CZ (Tickelt)
Oficjalny Lekarz Związku Polaków w Kanadzie
Grupa
Luck Chiropractic
ŁUKOWSCY
DOKTORZY CHIROPRAKTYKI
Specjaliści leczeniu artretyzmu reumatyzmu
'1potliifoawńlwumbnargflo? 7siyłKjal1tayTklii3 dI olengirlmiwnouśrcainhmusnkaulłaóriwn
I
J
Emicraeia
Bukowska
Okulista
470 College
wzroku głowy
fe
6
599
1
BRACIA
w
Tel EM 83754
p
'I
'3 orcŁnizmu— X-R- av Drześwietlenia ? X
$1848 BLOOR SfWi TORONTO CłNT — TEL RO 9-225- 91
V —— i— Ą
doszli do naiwiekszego-stosifrciałJede- ń i SJKnKCi tulmujmiw
Jpoiteugim uśuwalff2aT)l&cHtiż:riaglei fwyca Vrf - i C r Vv& jaa™'
7mjvsł &7ńZiMf~z?v!ir&ri~?Li
włosu
TŁUMACZEŃ
GRAN0WSKI
BR0G0WSKI
przyjęć:
Ciinic
tiS?£wiiS
i&J?4& f &lr
I
'l
r łjis
?4 4i imi
łk--M
8
m
mW
i
M
Bi m
m
lik
I
I!1
iii
M!
i- Hm-i
Mli V mMtmeunl
'II
ii
:1ł" irmt iw
J lite a Ił-I- ł mu
tmIi Wl
cAiftJsItrit ~i??JUJt d" MwVĄ?ts?' S?iir2Ł-- 3 i'~v!i?'~'WKJ'"'-X"AT- :
jlK- -J )' :
)- - i ifm1
M WŁPC3ag?jVvftrtifWV:_£J w1 n £ - "
im
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 13, 1958 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1958-12-13 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000265 |
Description
| Title | 000436b |
| OCR text | 11 fi Vii -- 3 I I ► ' WhilffilKn SPyMst&WUPiatt' 1 '"W-AłŁi- Ł jWA-łłiswas- "iv' £słi $j'iwinmssamnsMas a - - M-"iKaU- )M wmm NR 9? 'ZWIĄZKOWIEC" GRUDZIEŃ (Pecembtr) Sobota 13—1958 STR Jerzy Giżycki NA POŁUDNIE OD PIEKŁA Opowieść i kraju na południe od tego piekła na ziemi Sahary ' Tu scena z "Amorkiem"' pizemkneła iu nrzez myśl i Ken zakląwsryi zesko-- [cył z kopca i wrócił do donu Rzuciw- - się w gięrjoKi iuiei zawaai watę "Daj mi coś do picia!" zarząfój ostro Nata stał dale] Na jego szerokiej [twarzy malowało się uczucie niezado- - Iwolenia & "No na co czekasz? Przyniesie do pi- - icia powiedziałem Jestem sprjmjony" zanaaio spragmuuy w nie dobrze" fł Jednym ruchem Ken zertałisię z tela "Kto u diabła pyta cielef0 zda-e- ? Dawaj aperitif — zaraz!" Nie przejmując się gniewa ?Kena tata wzruszył ramionami "Ty pan — y rozkazujesz Ja — boy ja słucham Chcesz pić przyniosę pic Ale ja my śle: 'Mói pan ma chore serce to oii chce chory w wątrobie K tak T7 była jk bedzie Ken opadł z powrotem na fotel "Chore serce! Nonsens! Gorąco w tej waszej przeklętej Afryce tjęC ję Co innego można tu robić?" "Pracować" "Pracować? Jak? Stary robi wszystko lepiej ode mnie O czym do-brze wiesz" "Tak wiem Ale ty jesteś tu pan Dobrze jest by ludzie widzieli ciebie na polu Ty mówisz do robotnika chowają-cego się za kopiec termitów: 'Ty' leniu — jazda do pracy!' A do innych 'Dobra robota! Dobre chłopcy! Dostaniecie dużo mięsa orzechy kola' Tak powinno Ja przyniosę pić" "Do diabła z wódką! I z też chodzi o ścisłość" Ken wstał i wyszedł i Gdy podchodził grupy robotni-ków na polu jego nastrój znów się zmienił "Czarne bydlaki! Głupie czarne by nich swą być btall Dhra być tobą gdy Nie była wsi aiaiu Tak tutej- - °™„vwvkn "i micuich nsmot L l__t--- U T1 ! KT4a hJ In z wsi juiuicijr u i mujiwi u mc- - ze osukiwanj szoscią z nich w Ale kach w Bł"ci" Stela' Ken pogrążył się w pracy Z początku jego obserwo- - wali z kupy się przy tym le-na- ni ze skończy nie- - piej się — Wzięto Olechnę a zdra-dził! — się mło-dzieniec ' Więc u was tam bezrząd! U nas tu lepiej i Partia dziś w miejsce w którym stoi-cie obozem wyznaczone jest jako punkt połączenia obu oddziałów — Macie w nim pozostać i czekać na-tarcia bo Moskale wysłali na was rotę piechoty sotnię kozaków podczas gdy inne roty nadejdą zaledwie wtorek tego czasu — Dosyć! Po co tyle Nie zoba czy z nas wtorku Powiem wodzo-wi ze nam kazano zginąć o południu! Wracaj pan! Masz w mienie i ro-dzinę wracaj! Ot tam gdzieś uderzył! wróg zapewne a mnie as na stanowisko! — Ależ panie się jak nozecie o północy pomoc przyjd- zie świeża dla której znieść rotę to za- bawka' — Ale dla nas nip 7ahawta godzin sdvśmv bez sił Wasza partia może nie pod Krasną Choinę (znosi inne roty uaszedł bez pożegnania B?ben istotnie gdzieś si rozlewł 'osie nad panował dziwny jakiś h"JVUJ biegł prawie w stronę te-odgło- su mówiłn mu ia im ir„'r jorzei w ™Vuszył Si? z miejsca wroga J ' ""H""u grouy uia "Koch znowu co pomarli w nocy w trc Jak h Jia ie ' yuu szianaarem wiei- - łzy płynęły mu po twarzy milczał -- "- u ju me śpiewasz Adasiu? e"nguadnął -ho Swida urip"i ' nrrt — Nip Ifnlntrnt Ht:„1_ j_j „ Sfai--i ' ""-&- " ~straszny że "pełaicizię nocy -- uz się śniło biedaku? — Ot Tol-hu- m u "1UWU 5ZUKait Par Po li asach v — --"lilie czesosn lżualijvijAfbit ~p_ irz'ypięto Więc V-___t- _ - 'Kl7V7vL j "5011141! uisnaiem im budlca ranna n0zgb''ud3ziłWemł3ŚnsieiP ZaSrała P°" Aleksander głową DsH-7- " 5 as hu-ii 'nn~ „ nota 9™ - na g°rąC° ° 37 długo Gdy jednak dzień po dniu wi-dzieli go na polach — wydającego łającego chwalącego zachę-cającego — na ich czarnych twarzach od potu poczęło się malować zdziwienie A potem przyzwyczaili się do faktu ze tubabu — biały pan znów ustosunko-wywał sie poważnie do swej pracy Tak jak na początku kiedy przybył niespo-dzianie z kraju za wielką wo-dą Kiedy jeszcze nie złapał Kuru z jed-nym z Wówczas się to im zabaw-ne — biały pan oszukiwany przez czar-ną dziewczynę Ale teraz myśleli inaczej Ten tubabu był to dobry pan Karmi! dobrze nie pędził zanadto do roboty iNawet w soboty woził ich czasem t wielką udecJdao T ust mu- - po- - pj do tern tańczyć odstawiać morowcow przed dziewczętami Potem — to była najlep sza część zabawy — się z dziewczętami w krzaczki mieli tru-du ze znalezieniem amatorek ich lubiły Bo im paciorki małe lusterka inne drobiazgi ? planta-cyjnego sklepiku Pozatem wyposzczeni na plantacji byli od miejscowych A potem wracali na pieszo życie na plantacji było dobre więc le piej by było gdyby Kuru nie robiła tu babu kawałów Lub gdy by ostrozniejsza Te sobotnie jazdy chociaż właściwie po to tylko by dać chłopakom okazję do zabawy i unikać w ten sposób dezercji — inny nieprzewidziany wynik Prezenty przy wożone do różnych przez plantacyjnych dobrą propagandą ich nazvwa większość --prwohnrUW yuiid rosnaA ton v?w„Ł "„ "'°£ w„JfT& dośc odległych gdyż -- na każdym razie sie cn„je„tfe'ryS„ jak ludzie będąc pewnym musiał uśmiechem przeko- - Zorientował i kalkulowało kupować towar Maria Rodziewiczówna tłumaczył zmieszany — porządniej zbiera się żytniarce słów! żaden domu Słyszycie? Dęben To opierajcie wam ttrnlwtrA dwanaście alp niemożliwość Przychodzić Niech nn okolicą Aleksander iu"ai sii uzis w sen ci 7lpl P pokiwał rosiał au?"uwy- - Południu! Gd™ za-rządzenia lśniących dalekiego wydawało i wymykać Dziewczę-ta przywozili i kochankami plantację przyniosły robotników były przekonali Syryjczyków Nie czy ta popular-ność jego sklepiku nie jest przejściowa isen nie przywoził naraz zbyt wiele to waru więc częściej jeździć po za go spod oka że ta gorliwość się mu Pożary i Zgliszcza Czaplic we Do niebezpieczeństwie fehtia:iUiT' r"„rsiKim aeżelnik? energiczniejszymi 30 2S@ sći — W szałasie Będzie gorąco? O dzię-ki ci Boże! Wiesz kolego było mi stra-szno że ot — zginę jak tamci swoją śmiercią ale to pizeszło1 Matka gdym odchodził mówiła: „Do krwi ostatniej dziecko broń kraju!" A jam jej to przy siągł przed Panem Jezusem w farze! Potem juz jej nie widziałem ale wiem że ona mnie nie czeka z powrotem i nie będzie szukać po więzieniach Chłopak spojrzał jaśniej w górę obejmując chorągiew ręką Coś szeptał i mruczał do siebie czy do orła Był na wpół tylko przytomny go-rączka go trawiła nieznośna wywołana ranami głodem i okropnym zmęcze-niem Matkę wspominał i jak o łaskę o bój ostatni prosił Boga A bój nadchodził! Złowieszczy jak bagnety moskipwskie ponury jak ich chorągwie ciężki jak powietrze przed burzą! Szedł niosąc ostatni wyrok i spokój! Czekano długie długie godziny do zachodu się chyliło gdy garstka bo-haterów ujrzała na błoniu zbity szyk bojowy oskrzydlony kozakami Nie by-ło tu już grobli wśród bagnisk Okolica piaszczysta z trzech stron a z jednej klin boru zakończony gromadą niebo-tycznych sosen — oto pozycja walki Pod ostatnią z sosen stanęli do boju Polacy W oddziale panowała taka cisza ze słychać było brzęczenie pszczół w bar-ci nad ich cłowami i stukanie dzięciołów w lesie Stali jak mur z palcem na cyn glu broni wpatrzeni we wroga czekając rozkazu Aleksander z chorążym byli obok siebie żelisławski w rozpiętej kurcie spod której wyglądał siny szkaplerz dar matczyny zapewne urósł zda się Z oczu żar mu bił twarz mieniła się wzrusze-niem wiatr roztargał włos płowy zabar-wił krwią chude policzki Dyszał i drżał Ciemna twarz Świdy była ponura snnkoina Nie znać na niej było ani za j111 i że rrinie przyjąć nie chcie-l- u ani strachu ani zapału żadnego z niorś mi 2 cm Qvmis)e Drat- - ilraut u „:~ —" śledził -- — i „ idzie nań i Sparty na broni spod brwi ruchy Moskali Mysi jego aaienu uyia uu ytw lub śmierci od tego pola gdzie spocznie na wieki za chwilę od idei narodowej od całej sprawy której tak bez granie się poświęcił! On myślą był w cudownym ko"ścioftu on nie słyszał nic tylko głos swojej Władki: „Gdy zginiesz pan to zyć będę jak wdowa i nie w Bobo Diulasso lecz w Bamako stolicy Sudanu francuskiego Było tam więcej sklepów większych gdzie był le-pszy wybór Pozatem jako większy ośro-dek Bamako dawało lepsze szanse roz-rywki Gdy pojechał do Bamako po raz pierwszy nie postąpił jak swego czasu w Kankanie — nie skląl i nie wypędził hoya hotelowego gdy ten przyszedł do niego wieczorem ze zwykłym pytaniem co do dziewczyny na noc Ale zaspokoi-wszy swój głód erotyczny nie miał po-tem spodziewanego uczucia odprężenia i zadowolenia się — przy-szedł do przekonania że powodem tego było iż widział tego dnia sporo białych kobiet wobec których murzynka była marną namiastką Następnego — była to sobota — podczas oglądania dla orien-tacji różnego towaru jednym ze skle-pów zauważył wśród kupujących białą dziewczynę która go zaintrygowała Nie była ona jakiejś wielkiej urody ale dobrze zbudowana i o przyjemnej twa-rzy przeciętej dużymi ustami o zmy-słowych wargach Te wargi podnieci-ły g°- - "Juz tak długo nie całowałem pomyślał Nie całuje się wywinię- - ciężarówką wsiJth ponętnie błękitnawych przynajmniej organizo-wane pamiccU-wasz- ą Namyśliwszy popołudnia rzynki Gdy dziewczyna opuściła sklep Ken poszedł za nią Zawróciła za jeden róg potem za drugi Wtem stanęła i odwró-ciła się ku niemu "Jeżeli ma pan iść za mna Monsieur" powiedziała z uśmie-chem "może pan równie dobrze nieść mojf pakunki" Było to tak nieoczekiwane że Ken mruknął coś nieokreślonego i sięgnął po paczki Nieznajoma powiedziała z błyskiem humoru w oczach: "Czy pan sądzi że to jest ładnie tak przypatrywać się kobie-cie jak pan to robił w sklepie?" Ken roześmiał się "Nie było to może bardzo grzecznie ale z pewnością przy-jemne Czy pani się gniewa?" Dziewczyna potrząsnęła głową prze-cząco przy czym kłoniące się ku zacho-dowi słońce zapaliło mnóstwo błysków w jej blond włosach "Nie Żadną ko-bietę bez względu na to co mówi nie gniewa dowód zainteresowania ze stro-ny przystojnego mężczyzny" Nie było nic bezczelnego w jej odpowiedzi Było to proste stwierdzenie faktu Kenowi podobało się to podejście pozbawione hipokryzji czy kokieterii "Mój samochód jest niedaleko — oszczędzi mi to roli jucznego zwierz-ęcia" powiedział Dziewczyna się roześmiała "Dobrze się składa Nie lubię tych zapchanych autobusików kursujących między dol sierota!" Po migał dwóch go uśmiech słaby łagodząc ostre cienie i surowość twarzy i znowu patrzył by-stro na złowrogą linię bagnetów nadcho-dzącą jak fala — Pal! — rozległ się nagle głos Ka-ziemier- za za nim Gromadka stanęła w ogniu i dymie Dwieście kul wpadło w środek roty na-bijano nie czekając rozkazu Moskale nie przestając pochodu dali salwę jak grad sypnęły naboje Kilku nastu opuściło bron zsunęto się na trawę Wróg naciskał okrążał otaczał pow-stańców okropną obręczą pełną dymu ognia śmierci Kozacy obskoczyli ze wszech stron musiano strzelać we wszy-stkich kierunkach A piechota była coraz bliżej Już wy-raźnie widać było zwierzęce żołdaków galony oficerów i bagnety błyszczące świeżo polerowane chciwe krwi Oddział ściskał się około pnia sosni-n- y komendę głuszył jęk konających Jeszcze sto kroków jeszcze pięćdzie-siąt! Nowa salwa zmieszana z przecią-głym „hurrah!" Kilka kul gwizdnęło obok Aleksandra przed nim las bagnetów — Pal! kolego! — wyszeptał mu nad uchem żelisławski — Pal! O Boże' Urwał podskoczył otworzył usta ku-la go tknęła Chwilę jedną ręką trzyma-jąc sztandar a drugą ranę kryjąc stał jeszcze otwieraiąc szeroko sine oczy Wtem zbielał az do warg zatrząsł się za-toczył chwycił powietrze parę razy puś-cił ranę ręka szukając oparcia strumień krwi barwił mu koszulę — Kolego! — wybełkotał rozpacznie a oczy zachodziły mu bielmem konał ale drzewiec trzymał kurczowo w stygną cej dłoni Aleksander poderwał go z ziemi Wo-koło szalały kule oślepiał proch bagne-ty dochodziły prawie piersi — Co ci? — krzyknął Swida rzuca jąc broń żal mu było chłopaka jak brata — Trzymaj masz mój ptak! Och matko boli! Roztworzył ręce oczy stanęły słupem krew wybiegła na wargi drzewiec się pochylił — chorąży nie żył świda porwał sztandar chłopaka na ziemi złożył obejrzał się ogłuszony hu-kiem oślepiony dymem Piechota dała nową salwę ostatnią spuściła karabiny błyszczącym ostrzem dotykała rozbitków — Hej bracia do chorągwi! — krzy-knął Kazimierz Kilkadziesiąt niedobitków poskoczyło na komendę Za późno! Biały ptak Władki zachwiał się znowu na ziemię pochylił wzdłuż drzewca z głową na purpurze legł Ale ksander trafiony śmiertelnie Jak zra niony tur chciał się rJorwaćnle"dołał '" £s7%ł%£&' nym miastem a Kulubah" Gestem ręki wskazała ku stromemu wzgórzu domi-nującemu nad handlową częścią Ba-mako "O pani mieszka tam na górze! Więc musi pani być urzędniczką pań-stwową" "Tak Sekretarką naczelnika wydzia-łu rolnictwa" "Co za zbieg okoliczności! Mam mu złożć jutro wizytę My plantatorzy ma-my moc zagadnień rolniczych" Dziewczyna rzuciła mu ukośne spoj-rzenie "Czy jest pan pewien panic plantatorze że te zagadnienia nie przy-szły panu na myśl w tej chwili dzięki innemu zbiegowi okoliczności?" Odpowiadając jej żartobliwie Ken myślał "Sprytna dziewczyna! Będę mu-siał częściej przyjeżdżać do Bamako" Zanim dojechali do dwumieszkanio-weg- o bungalow na górze — wiedzieli dość o sobie by się czuć prawie że sta-rymi znajomymi Marie-Louis- e jak zresztą wiele Francuzek zdawała się mieć sporo zdrowego rozsądku i dar stwarzania dokoła siebie atmosfery na-turalności i odprężenia Połączone z jej zdecydowaną atrakcyjnością — tworzyło to wcale milą kombinację Gdy wysiedli z samochodu Ken czuł że nie ma potrzeby na tradycyjne pyta-nie Po prostu zebrał paczki i zwrócił się ku wejściu domu Przez kontrast z upałem na dworze w mieszkaniu nanował nryiernny chłód Z westchnieniem zadowolenia Ken op na wygodny fotel Marie uśmiechnęła się "Słońce dało nam niezłą szkołę na tej drodze wijącej się po nagrzanym skalistym stoku Dam panu na chwilę coś chłodnego do picia " "Ma ładne biodra" myślał Ken gdy odwróciła się szybko by wyjść z pokoju "I kołyszą się akurat w miarę gdy idzie" Niedługo Marie-Louis- e była z powro-tem niosąc tacę pełną butelek aperiti-fó- w Wypili po wielkiej szklanicy po-czym Marie wstała i przeciągnęła się leniwie Pod jej cienką bluzką piersi wyprężyły się zachęcająco "Czuję się obrzydliwie lepka po mo-jej turze zakupowej na tym upale" po-wiedziała "Wezmę natrysk a potem pan może zrobić to samo jeżeli ma pan ochotę" Wkrótce rozległ się szum wody Oczy Kena wbiły się w cienką ścianę za któ-rą stała naga dziewczyna pieszczona cie płymi strumieniami Ż napiętymi nerwa-mi z ciałem opanowanym nagłym pożą-daniem Ken musiał walczyć z sobą b nie wpaść do łazienki i nie przygarną do siebie kuszące okrągłości Gdy Marie wróciła z twarzą wypo częlą i ożywioną zawiązywała jeszcze otaczający jej talię sznur szlafroka = rysach jego chwilami! kolegów przytłoczyło jeden zaczerniał fizyczną z roztrzaskaną czaszką ani jęknął drugi lżej ranny wił się ostatnich kurczach — Ratujcie znak! — zawołał Kazi-mierz JWe zdołano usłuchać Ostrza bagne-tów' poczerwieniały krwią piechurzy wdzierali się na trupy brodzili w poso-c- e kłując niemiłosiernie — Hurrah hurrah hurrah! Kazimierz dobył szabli ale w tejże chwili kilku kozaków rzuciło się nań z tyłu zwaliło na ziemię skrępowało w 1 mgnieniu oka Uprowadzili go na bok — Hurrah hurrah hurrah! — przed bagnetem moskiewskim zabrakło ofiar zakomenderowali ofice-rowie — Stój! — Żołnierze opuścili broń otarli twarze z potu i sadzy rozejrzeli się obojętnie po placu boju Gromada trupów połamana broń pu-ste torby od nabojów czarne kałuże po ziemi pozrywane gałęzie a nad tym si-wy dym swąd spalenizny i nieokreślona dusząca woń świeżej krwi Kozacy już plądrowali po oboie ofi-cerowie otoczyli skrępowanego naczel-nika — Gdzie kasa? — szeptano w szere-gach wojska — czy nam tu pohulaćmie dadzą? I oczy żołdactwa szły chciwie po tru-pach i obozie Nagle spieniony łeb koń-ski wynurzył się z gęstwiny ordynans to był zakurzony spotniały czerwony jak upiór — Cofać się do wsi natychmiast! — krzyknął podając majorowi pismo puł kownika — A to dlaczego? — Tysiąc Lachów tu idzie! Nie dacie im rady dzisiaj! Wracajcie z jeńcami! Zawrócił konia i pognał z powrotem — Formuj &ię broń na ramię na prawo zwrot w tył marsz! Komenda niespodziana jak piorun przerwała marzenia o rabunku żołnie-rze z klątwą na ustach usłuchali jej bez ociągania i namysłu Kozaków dziesiętni cy napędzali groźbą pletni ruszano ku wsi ' -- ~ ' Pod gromadką sosen na skraju pusz-czy zapanowała cisza grobowa Dym opa-dał przybity rosa bęben' pochodu mo-skiewskiego oddalał się i 'cichł Nad tym ludzkim kurhanem zbierały się białe nocne opary i psy wioskowe zwabione krwią naszczekując i wyjąc okrążały pole bitwy Ofiara była dokonaną Aż około północy nad obozem poja-śniało od księżyca i jakby wyszły z tego światła ukazały się dwa ciemne cienie Bez szmeru i ełosu kołowały wśród tru-pów i wyglądały w tym fantastycznym otoczeniu jak patrony kraju co z nieba przyszły by olejem wybranych 'namaścić czoła swoich rvcerzv Nadikażdynirisie pochylali i patrzyli w bladedblićzayź - „ - -- n 'ipflilpg --t 7 i w w iwiateczna "wyprzedaż 25% do 50% zniżki Ceny które je-steśmy dumni zaofiarować Naprawdę pra-wdziwa oszczę- dność na naj-nowszych faso-nach tego se zonu Do Waszego wyboru tylko $129 Futra z naszego składu w cenie do $385 Muskrał Mink Shade (dyed) Moułon (processed lamb) dyed Grey Black Persian Lamb Paw dyed Jap Coney Mink Shade (dyed rabbit) STOLE $2900 CLUTCH CAPE $3900 JACKET $6900 Ceny zniżone na wielu futrach Dogodne spłaty 2-let-nia gwarancja na każdym futrze Madison Furs 416 Bloor W WA 2-94- 64 itnarte do 9 wlecz Soboty do 7 w 85 P WYKWALIFIKOWANY KRAWIEC Z EUROPY A B BERESNEVICIUS 1299 Dundas St W Toronto (blisko Dovcrcourt 11(1) Duży wybór modnych angiel-skich męskich i damskich materiałów na ubrania i palta Robota gwarantowana naj-lepsza w Toronto Mówimy wszystkimi językami europejskimi 45 p- - CZOSNEK JEST DOBRY DLA WAS SPYTAJCIE SWEGO DOKTORA LUB OROGERZYSTE Czosnek jest naturalnym środkiem nntyseptycznym który usuwn za-nieczyszczenia krwi Adams Gnrllc Pcarles sa to małe bez zapachu I smaku kapsułki znwlcrajnee czy- sty wyclqg z całej główki czosnko-wej i w tej bkondensownnej formie otrzymujecie pełną wartość I wszyst- kie korzyści tego środka rośUnncgo Adams Garllc Pcatllcs zawiera Sall-cylaml- dc który uśmierza bóle przy reumatyzmie 1 artrctyzmle Pomaga Wam czuć się zdrowiej i mocniej Kupcie paczkę Adams Garllc Pcarles tak Jak tysiące Jut uczyniło Jeszcze dziś a przekonacie filę ze będziecie zadowoleni żeście je zażyli J7 P-10- 3 Starokrajowa Apteka p p Medwidskich "Sanilas Pharmacy" Wysyłka lekarstw do Polski 204 Bathurst St Toronto (koło Queen) Tel EM 3-37- 46 E-- 4 5 DLA ZABEZPIECZENIA WASZYCH OCZU ZEISS Punkłal szkła do okularów już do nabycia w Kanadzie Pytajcie o nie u 'Waszego specjalisty od oczu 03 S Lunsky WA 1-3- 924 ók U Gorevale Ave ' 2 t n ' n~A :x:rt-Ll- A i POZBĄDŹ SIE Siwego będitesi młodszy o latał RET0NE bardzo znany środek medyczny nada Two BHIU jemu włosowi kolor pierwotny i piękny Bez uzvela farb t ułlcnlunia I Dzisiaj przyślij zamówienie wraz z $250 na adres: ANCHOR DISTRIBUTORS PO Box 1083 Słałłon "C" Toronto Ont Obecnie ao nabycia w "MIDTOWN ORUCS" 452 Ouien St W (róg Palmtriton Ave) Toronło Ont — Tel EM 8-72- 00 oraz we us-}stkl- ch apteknen Tysiące podziękowań — Gwarantowany J zwrot pieniędzy w razie niezadowolenia Prosię pisać o bezpłatne informacje w h sprawie "Rctone na siwe włosy" JH l-E- -4 R BIURO Dr lur K MICHALSKI Wizy — Paszporty — itd 57 QUEEN ST W EM 8-94- 30 (kolo Bay) pok 308 Toronto 9-- P DENTYŚCI DR W W SYDORUK DENTYSTA Przymu po uprzednim Ulttonlcz- - nym porozumieniu 80 Ronceivlleł Ave„ Toronto Tal LE 5-36- 88 4l-- p DR T L DENTYSTA CHIRURG Mówi po polsku 514 Dundas St W — Toronto Tal EM 8-90- 38 ' 87--P Dr H SCHWABE DENTYSTA 71 Howard Park Ava (róg ltoncesvalles) Godz przyjęć za zam telefon LE 1-2- 005 49-- S Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA „129 Grtndltr Rd (drugi dom od Konceavallei) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Talifon LE M250 S OKULISTA S 0 D„ Badanie oczu dorosłych I dzlcl Sporządzanie recept Dopasowywanie okularów 420 Roncesvalles Ava ' (blisko Howard Park) Tel gabinet LE 1-4- 251 Mlesik CL 9-80- 29 P Br Bukowska-Bena- r O D Wiktoria O D prowadzą nowoczesny gabinet okulistyczny przy 274 Roncesvalles Avenu obok Geoffrey St Tel LE 2-54- 93 Godziny codziennie od 10 rano do II wieczór W soboty od 0 rano do 4 po poi 37S St Oczy badamy okulary do wszystkich defek-tów na nerwowość na ból Mówimy po polsku H WITKIH - okulista OKULIŚCI OKULISTKI dostosowujemy Badanie oczu — Dopasowywani okularów wypełnianie recept godziny przyjęć 930 — Bloor SI W Toronto Teł LE 5-15- 21 (Blisko Palmerston obok Bloor Medical Center) Wieczorami przyjmuje po uprzednim umówieniu się ST 8-62- 48 E4 DR TEODOR TK2CZ (Tickelt) Oficjalny Lekarz Związku Polaków w Kanadzie Grupa Luck Chiropractic ŁUKOWSCY DOKTORZY CHIROPRAKTYKI Specjaliści leczeniu artretyzmu reumatyzmu '1potliifoawńlwumbnargflo? 7siyłKjal1tayTklii3 dI olengirlmiwnouśrcainhmusnkaulłaóriwn I J Emicraeia Bukowska Okulista 470 College wzroku głowy fe 6 599 1 BRACIA w Tel EM 83754 p 'I '3 orcŁnizmu— X-R- av Drześwietlenia ? X $1848 BLOOR SfWi TORONTO CłNT — TEL RO 9-225- 91 V —— i— Ą doszli do naiwiekszego-stosifrciałJede- ń i SJKnKCi tulmujmiw Jpoiteugim uśuwalff2aT)l&cHtiż:riaglei fwyca Vrf - i C r Vv& jaa™' 7mjvsł &7ńZiMf~z?v!ir&ri~?Li włosu TŁUMACZEŃ GRAN0WSKI BR0G0WSKI przyjęć: Ciinic tiS?£wiiS i&J?4& f &lr I 'l r łjis ?4 4i imi łk--M 8 m mW i M Bi m m lik I I!1 iii M! i- Hm-i Mli V mMtmeunl 'II ii :1ł" irmt iw J lite a Ił-I- ł mu tmIi Wl cAiftJsItrit ~i??JUJt d" MwVĄ?ts?' S?iir2Ł-- 3 i'~v!i?'~'WKJ'"'-X"AT- : jlK- -J )' : )- - i ifm1 M WŁPC3ag?jVvftrtifWV:_£J w1 n £ - " im |
Tags
Comments
Post a Comment for 000436b
