000356b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
li M —
Jerzy Giżycki
op owieść z kraju na południe od fego pieklą na ziemi Sah
łitn konserwy uii£?mMd ±unu--
q'hra Beaumarchand Na długiej la-r- 1
„mi subiekci sortowali właśnie
transport z Europy wszelkiej ma- -
czei starz) "' uiajłj muiuu--rnr- t
murzynów: ozdobne hełmy
73ckie skasowanych modeli francu-fken- i
wojskowe z otokami ze złotych - —6- -j o
onow aiugopuic
tntt FDl_al"11-ro- mmunnr—ln—n-- j rDochodząc--e- 7-
£ to cuchnęło naftaliną brudem i
Ken dał głównemu subiektowi
naprędce listę potrzebnych mu
8Le'rw i czekając przygotowania za-5uen- ia
bv uniknąć zaduchu usiadł
8'itołku'u wejścia do sklepu
m stojąc obok bawił go jakimiś
fiteczkami
'fprca niknącą w niedalekiej pusz- -
zbliżała się gęsiego grupa tubylców
? pnedzie wspierając się na długim
fcune szedł stary chudy murzyn za-śfcle- U'
jak w togę w wielki kawał kwie-L'- ó
perkalu Za nim kilkanaście na-h°d- o
pasa kobiet niosło na głowach
Iwielkich koszach puszyste kłęby ba- -
Iftiy
fjwidząc bialvch stary przystanął i
lldrowwszy ich począł coś gadać w
Ejejscowytn narzeczu Widocznie żorż
f nie rozumiał gdyż skinął na jednego
fjubiektów
U "Co ten dzikus szwargocze? Spytaj
gile chce za tę bawełnę"
J "No co mówi?" naglił po chwili znie
rphwiony przeciągającą
rozmową
mówi" tłumaczył subiekt "że
mtał Dana o drogę miejsca gdzie
Izelnik okręgu chce by składano ba-In- c
Mówi ze nie może sprzedać
idu gdyż milicjanci dali surowy roz-- s
wieśniakom przynoszenia całej ba-n- y
naczelnikowi do jego rezydencji
fal odbędzie się sprzedaż"
I Przez chwilę Żorż spoglądał wślad
tubylcami oddalającymi się
pkom administracyjnym okręgu Mru-K- i
jak rozłoszczony niedźwiedź coś
Hkotal pod nosem Wreszcie wybu- -
ai
"Czas już dla mnie wynosić się z
gdzie tam
Ł -
0=()=(=()==()==()=()=()=(==()=====)==o===
Maria Rodziewiczówna
ożary Zgliszcza
l)Cft==()=()==()==()=()==()==()C=)======)
Pan się zbudził ze snów o potędze
testał się uśmiechać zeskoczył żywo
iloma i zbliżył się do starego - Skąd to? — pytał
Z Żydowego Wiru - Panienka sama woziła rozkaz?
i balaSamaa ze mną!niePaunfialiOśmrdyyńcpoałwa-a-ej
1-- Partię zostawiliście miejscu? i~ A juzci
:r-- Nie spotkaliście nikogo?
A kogoz mieliśmy spotkać?
Fn Dominik sam tego nie wiedział
łjicznie litewska odpowiedź strażnika
fokoiła
f- - dobrze Daj mi co niesiesz
fez mego konia i odprowadź stajni
Makarewicz się i spełnił
akaz
ustach jego gdy patrzył za Cz-a-fa-n
był drwiący złośliwy uśmieszek
Ę) miał swe wybitne svmDatie i
':e dokładne odbicie "gustów Wład- -
°M była jak sfinks on
ty i sprytny jak kapłan jakiego
Jjiaego bóstwa
Dziewczynka na odgłos innych kro- - ? za sobą obejrzała się powoli i
opiekuna lekkim ukłonem
Urekach trzymała kwiaty
jfj naraziłem panią na utrudzenie —
a:i
wPatrując się w nią z widocznym
baniem
~ Bynajmniej jestem panu bardzo
eczna za polecenie — odparła pól- - fCarewicz jednak dosłyszał bo się
serdecznie
swych
B
się po mu- -
sku
On
do
ją
ku Du
'-$-
j- j-na
j-j-go
To
do
$ ta- -
taz
iuiqi cue lyin razem ra- - fe fJsli iorfłinlr' Mirt
[ SlOŚnO nie nHirnwiniił m nn
K°zmowa się ale pana '"a Dle zrazahr Iqknnin7nr orinn- -
n: szedł wytrwale obok niei i na- - M S1P Dr 1 _
"
r-iag-jici
iej cos powieaziec i
ZV Pani- - nn7vrli cnhio 7rnhiń Ig propozycję? — ozwał się po chwi- -
fcham
t0 nagle 'l bez
EJ'Z- -
-- i
będzie' ale myśl C nosz?
u1 onystarn z pierwszej spo
Słuch
ją pani przedstawić!
am panalh— powtórzyła
JJ2 ™ciałbym bardźoprosićpa
niKy doslańf Talychmiaśt!
ary
jnuizk nwaywoebtrahzainł dsloobwieać żwe mspyokokjuup!cyNaocszzeul-- kujemy tubylców i teraz cała sprzedaż
ich produktów musi się odbywać pod oficjalną kontrolą Ale to nie wszystko
O nie! Ten bolszewik ustanowił ceny
poniżej których murzyni nie mają pra- wa sprzedawać W ładnych czasach ży- jemy co?"
Nowa grupa tubylców obładowanych
bawełną wynurzyła się z dżungli Potem
trzecia i czwarta
"Do diabła z naczelnikiem! wrzasnął
Żorz w napadzie furii Wtem niespo-dzianie
wybuchnął śmiechem
"Ha ha ha! Co za myśl! Pokażę te-mu
gryzipiórkowi że nie łatwo dać so- bie radę z nami starymi Afrykaninami"
Wpadł-d- o sklepu skąd prawie na-tychmiast
poczęły się rozlegać' jego
gromkie rozkazy:
"Mamadu! Weź paru ludzi i wynieś
cie na podwórze tę wielką wagę! Jazda
ruszaj się! Ty — chodź ze mną na ulicę
Będziesz" zniżył glos i Ken nn mógł
dosłyszeć dalszego ciągu rozkazu
W kilka minut później nastąpił wy buch śmiechu — tym razem czarni su
biekci me posiadali się z uciechy — i
zórz ukazał się na progu
Wcisnął się jakoś w kurtkę mundu-rową
oficera kawalerii o wiele dla nie-go
za ciasną i która dziwnie kontrasto-wała
ze spodniami khaki i płóciennymi
pantoflami Na głowie miał czapkę ad-mirała
francuskiego suto obszytą zło-conymi
galonami
Z przesadną godnością wyszedł na
środek ulicy Tam stanął z rękami na
biodrach i czekał tak na nadchodzącą
grupę obładowaną bawełną
Majestatycznym mchem Teki zatrzy-mał
murzynów Czarny subiekt który
przed kilku minutami występował w ro-li
tłumacza stanął w sztywnej pozycji
"na baczność" i nucił krótki rozkaz
Bez najmniejszego wahania ciężko
obładowani tubylcy skręcili do podwó-rza
faktorii
Rozdział IX
Ken był "w prymitywnym umyślnie
przyciemnionym "klubie" popijając ze
znudzoną miną zimny aperitif z oczami
skierowanymi ku żółtawemu Drostokato
kolonu wj
i
służbie
skłonił
W
fnbnmiinilrn
łat
urwała
a
13
H?
óS
siostra moja chce lato spędzić w Ems
cł-- y u morskich kąpieli Czy pani nie
zgodziłaby się jej towarzyszyć?
— Dlaczego? — spytała krótko
— Oh dla bardzo wielu przyczyn
Chwila która przebywamy jest tak peł
ną niebezpieczeństw trwogi niepokoju
tyle strasznych krwawych wypadków i
klęsk się gotuje ze nie mogę pogodzie
się z myślą by pani na nie tan z onsKa
była narażoną lub patrzeć na to miała
Zresztą obowiązkiem mym jest usuwać
od pani wszelką przykrość przysiągłem
to o"jcu memu i dotąd o ile mi sił star
czyło dochowywałem przysięgi Wszak
mi pani pod tym względem nic nie mozc
zarzucić
— O nie! Przeciwnie dziękuję panu
za tyloletnie starania i trudy z po
wodu
— Myli się pani Trudów nie czułem
bo sposobność służenia wam szczęściem
mi była
Głos pana Czaplica ścielił przy ostat
nich słowach Spojrzał gorąco na wycho
wanicę Zmarszczyła czoło cień niezado-wolenia
przesunął się po twarzy
Makarewicz w tejże chwili wymijał
ich Konik arabczyk wyrywpł mu się i
skakał pomimo to stary zdołał w prze
locie rzucić panu posępne spojrzenie
Można ze go uraczył w my
li nieładnym epitetem- -
— Wracając do rzeczy — zaczęlr
Władka — pan uważa obecność tu
za niepotrzebną w tych czasach?
— Za niebezpieczną — poprawił —
Jesteś pani bogata kochasz kraj i zapy
tana wyznasz to w oczy każdemu! Terar
to wystarcza by się dostać pod sąd stra-cić
fortunę i być wysłaną Tymczasem
nie koniec tym Tej nocy wzięłaś pani
czynny udział w powstaniu podobna
wypadek może się jeszcze przytrafić i
dość jednego słowa doniesienia na przy
kład takiego Makarewicza by panią zgu
bić i potępić
— Pan źle wybiera przykłady Mąka
rewicz mnie nie zdradzi
— Może być choć za nikogo ręczyć
nie trzeba! Krótko mówiąc bedę bardzo
szczęśliwy gdy potrafię namówić panią
na wyjazd za' granicę z moją siostrą
Niech burza co się sroży obedrze mnie
ze wszystkiego szczęśliwy będę jeśli w
zamian pani pozostanie nie tknięta
Nowe ognistevspojrzenie zakończyło
tyradę —
) Enii — inlejscowoti lecznicza
20
mego
TWĄZK0WEC?PAŹDZ1ERN1K (OcfoŁcr) ŚnhAS — 1953 _ ' st"r: Js'i?Wi"W'MH"5
zalany słońcem piasczysty placyk Wtem
drzwi zostały prawie całkowicie zapeł-nione
wielką masą która przetoczyła
się przez nie i opadła bezwładnie na to-porny
fotel obok Kena
"Uf!" westchnęła z ulgą ta ludzka
góra "Co za upał!"
Ken się uśmiechnął Nie było tak źle
tego dnia Ale oczywiście pomimo swe-go
wzrostu i mocnej budowy — ważył
on o jakieś pięćdziesiąt funtów mniej od
nowoprzybyłego A to w tropikalnym
klimacie robi wielką różnicę
"Taaak Termometr iest dość dale
ko od punktu zamarzania" Ken się zgo-dził
przez grzeczność
Grubas poruszył się niecierpliwie
"Zamarzanie! Zapomniałem co znaczy to
słowo Siedemnaście lat kolonij Z ur-lopami
we Francji oczywiście Ale jadę
tam zawsze w lecie by uniknąć zbyt
wielkich kontrastów temperatury"
Zamknął oczy i osunął się nizsj w
fotelu
Ken myślał: "Bieda z tymi francuski-mi
"kolonialami" polego głównie na
tym ze tak się boją o swoje zdrowie ze
wpędzają się w choróbska Ich angielscy
Koieazy często biorą urlopy w zimie ja-da
do Szwajcarii lub Tyrolu na narty
To im świetnie robi — zarówno kontrast
klimatyczny jak ruch na świeżym po- wietrzu Francuzi jada do Europy w le
cie siedzą całymi dniami w domu lub
w ogródku Najwyżej łowią trochę ryby
Opychają się świetnymi francuskimi po- trawami i nocami latają za białymi ko-bietami
których brakło im w koloniach
A gdy urlop się kończy — wracają do
kolonij nieraz bardziej zmęczeni mz
przed wyjazdem"
Wtem Ken zdał sobie sprawę że
większość tych myśli była nie jego wła-sna
lecz Fernanda Pragnienie zobacze-nia
się z przyjacielem ogarnęło go tak
silnie mruknął kilka soczystych prze-kleństw
Masywny fotel zaskrzypiał protestu-jąc- o
pod sąsiadem który zmienił pozy-cję
by lepiej się przyjrzeć Kenowi
"Jeżeli się nie mylę — to było po-wiedziane
po angielsku" zapytał
"Nie po amerykańsku" powiedział
Ken Uczucie samotności na myśl o przy-jacielu
nadało jego głosowi pewną
ostrość
Góra sadła zatrzęsła się od śmiechu
"Ha ha ha! Wy Amerykanie nie
bardzo lubicie Anglików co?"
"Niektórzy nie lubią Ja nic nie mam
przeciwko nim Ale Anglicy nie mają
pojęcia o klęciu Po prostu więc była to
poprawka zrobiona w celu ścisłości"
Francuz skinął głową potakująco z
udana powagą "Teraz wiem wreszcie
jak odróżnić Amerykanina od Anglika
można otwartych drzwi na takiego
to
p
an- -
ala
moją
że
k Ł A A m m h s A fc -
Władka długo szła milcząc i chmur-nie
patrząc na pałac sterdyński przed
sobą Zatrzymała się na ganku
— Dziękuję panu raz jeszcze za tro-skliwość!
Rozumiem ją i oceniam lecz
dziwić pana nie powinpo że odmawiam
W burzy się sroży wśród walczących
i cierpiących znajdzie się obowiązek i
dla słabej dziewczyny! Nie godzi się
uchodzić nikomu z ziemi gdzie będzie
za dni lub tygodni kilka rannych tyle
sierot i tyle biedaków bez dachu Nie
godzi się myśleć o swym bezpieczeństwie
wtedy a tym mniej o fortunie! To była
by zdrada panie Czaplic a nie mogę
wam wyrazić za wstręt i zgrozę ten
sam wyraz we mnie budzi!
Twarz słuchającego pobladła spuś
cił oczy ku ziemi pod głębokim spojrzę
niem dzieweczki potem się zasępił Po
stanowienie to było mu okropnie nie na
rękę gmatwało plany trwożyło go
— Ależ pani powinna wyjechać! —
zawołał prawie gwałtownie
— Podniosła czoło spojrzała mu w
same oczy
— Powinnam — powtórzyła z przy-ciskiem
— pan mi to mówi po mojej
odpowiedzi?
— Pani tu zostać nie może! — nale-gał
uparcie
— Tu? W Sterdyniu zatem! Pan się
lęka dla siebie mego patriotyzmu! O i
owszem stąd mogę wyjechać! Przed ro-kiem
skończyłam lat dwadzieścia prawo
zwalnia pana z opieki Wyjadę do moich
Grabów
Czaplic na ten zwrot niespodziany
oniemiał z przerażenia Czego się bał:
:zy zęby nie przeczuła zdrady czy że
jpadł w jej opinii czy znieść nie mógł
myśli wyjazdu ze Sterdynia tej której
widok napełniał go jakąś skrytą rozko-r- ą
Dość że głosu mu zabrakło i ledwie
ię zdobył na jąkaną odpowiedź:
— Pani pani mi tego ciosu nie
zada'
— Nie — odparła niknąc mu z oczu
v sieni domu — nie jeśli pan nie wzno- -
vi nigdy dzisiejszej rozmowy!
jU~
co
co
Poszedł za nią ciągniony czarem
:hciwy jej widoku zawsze nie nasycony
ligdy choć obcował z -- nią Jat tyle
— Ja stracić — zamruczał ponuro —
nigdy! Lepiej wszystko co posiadam nę-dzarzem
zostać ale ją zachować! Spalił
bym Graby gdyby mi one ją zabrały
a człowieka co by stanął między nią a
mną zgniótłbym na proch zdruzgotał
zniszczył! Ot tak! Ona moja!
Pręt trzymany pękł mu w dłoni Wy-rzucił
go na dziedziniec oparł się o
okno ścisnął głowę rękami Myślał nad
sposobami pogodzenia z sobą wszystkie
go Fakty toczyły go rzeczywistość i sza-tan
gnały naprzód minuty biegły co-raz
bliżej "nadchodziła ta w której miał
wydać partię :
3 Nie ćzułwyrzutów-Abałsi- ę tylka
jegomościa i obserwować jego technikę
klęcia" Nie mogąc dłużej zachować po-wagę
nieznajomy zatrząsł się znów w
napadzie wesołości
Ken był znudzony Namyślał się
przez chwilę czy ma wstać i wyjść Ale
nazewnątrz było zbyt gorąco Postano-wił
więc pozostać mimo wszystko Ski-nął
na służącego by zamówić nowy
drink "Mogę równie dobrze być uprzej-my
wobec tego grubasa" pomyślał i
zwrócił się do niego: "Wypije pan co dla
towarzystwa Monsieur?"
Jego przygodny towarzysz skinął
głową co spowodowało fałd
tłuszczu jego podbródka "Z przyjem-nością
Monsieur Jeden drink a potem
w drogę" Gdy upał trochę się zmniej-szy
— będę musiał wracać do mojej
placówki i przeklętych ludożerców"
Ken rz-uci- ł mu szybkie badawcze
spojrzenie Nie gruby jegomość nie żar-tował
"Pan mówi poważnie ze tubylcy
w pańskim okręgu są ludożercami?"
"Oczywiście! Co w tym tak dzi-wnego?"
"Nic nic " mówił Ken bez prze-konania
"Słyszałem ze na południe
stąd w wielkiej dżungli są jeszcze ta-kie
plemiona Czy to tam pan przeby-wa?"
"Niestety Mówię to nie z powodu
ludożerców którzy nie są złymi chłopa-mi
w gruncie rzeczy Ale klimat w tej
dżungli! On jest gorszym mordercą"
Boy przyniósł zamówione napoje po
stawił je na koślawym stole odszedł
szurgając leniwie bosymi stopami
"Weil" powiedział Ken podnosząc
szklankę — "Szczęśliwego powrotu do
pańskich 'przeklętych ludożerców' Mi-mo
wszystko — musi to być dziwne uczu-cie
tak mieszkać wśród tych zjadaczy
ludzi" Wzrok jego prześliznął się po
wielkim brzuchu Francuza "Szczegól-nie
dla kogoś kto '
"Dla kogoś tak apetycznego chce
pan powiedzieć" dokończył z uśmiechem
jego rozmówca
"Jest to zapewne odpowiednie okre-ślenie
w tym wypadku" zgodził się Ken
"Ludożercy w dwudziestym wieku"
ciągnął dalej zamyślony Potem zwra-cając
się do towarzysza: "Co to są za
ludzie? To jest jednak głupie pytanie
na które nie można dać odpowiedź w
kilku słowach"
"Grubas" jak go Ken nazywał w
swych myślach skinął głową potakują-co
"Istotnie" Po chwili dodał z ożywie-niem:
"Jeżeli pana interesuje moje ple-mię
— najprościej by było by pan wy-brał
się do mnie na kilka dni i sam się
przyjrzał tym dzikusom Bardzo by mi
było miło Jestem jedynym białym na
mojej maleńkiej placówce i nudzę się
przeklętej nie wychodzących Wystarczy rozłościć dostatecznie piekielnie
niezbadana
przysiąc
chybotanie
b fr
pogarda z jaką wymawiała wyraz
"zdrada"!
— Mon cher Dominiąue! — przer-wał
mu zadumę wcale inny głos i wcale
inną postać niż marzoną miał przed
sobą gdy podniósł gowę
Była to 'kobieta lat około czterdzie-stu
bardzo strojna wbrew żałobie pa-triotycznej
wykrygowana w monstru-alnej
krynolinie twarzy okrągłej różo-wej
uśmiechniętej chcącej uchodzić za
młodziutką
Niestety było to trudno Bielidło i
róż mogły w błąd wprowadzić dzikiego
Europejczyk widział pod nim piegi
zmarszczki i zgrubiałą płeć niemłodej
osoby Na domiar nieszczęścia formy
jejmości nie były piętnastoletnie
Tak wyglądała siostra starsza pana
Czaplica pani pułkownikowa Ordyń-cowa
Kto był pan pułkownik Ordyniec
czy żył jeszcze lub czy istniał kiedykol-wiek
rzeczywiście nikt o tym dokładnie
nie wiedział byli tacy co utrzymywali
ze postać to mityczna utworzona w my-śli
i fantazji samej pani Nikt tez w
owym zapadłym Polesiu nie wiedział
gdzie siostra Czaplica spędziła młodość
gdzie straciła fortunę i wdzięki i skąd
się wzięła na horyzoncie powiatu Spa-dła
tu niespodziewanie przed kilkoma
laty z siedmiu pakami strojów i roz-siadła
się w Sterdyniu niby jako gospo-dyni
u brata
Rządziła modą rozwoziła plotki ro
mansowała z każdym co się nawinął
rozsiewała skandaliczne nowinki roz-szerzała
francuskie powieści i nadsek-wańsk- ą
mowę wiedziała o wszystkim a
czego nie dosłyszała lub nie rozumiała w
całości dopełniła własnym konceptem
Takie to było towarzystwo domowe
Władki od lat sześciu
— Jak się masz Emmo! — powitał
ją pan Czaplic całując w pulchną rącz-kę
ozdobioną mnóstwem pierścionków
— Ah bonjour bonjour! ) Jestem
mój drogi od wczoraj w białej złości
Wyobraź sobie był tutaj i zabawiwszy
godzinę wyjechał sobie precz nie za-czekawszy
na mnie nie zostawiwszy kar
ty ani ukłonów! Cest barbare!
-- Ale któż to był przecie?
'r-- Cet brute — cet incendiaire!
Ten gbur co
— Jak to Aleksander świda tu był
tutaj? — przerwał Czaplic uszom nie
wierząc — Czegóż on chciał?
— Ah ca o to się powinieneś Wład-ki
spytać! La belle tenebreuse raczyła
go przyjąć w swym saloniku sam na
sam! Sapristi — une grace royale % jej strony — i najzupełniej niespodzie-wana!
) Moj drogi Dominiku! (franc) ))'ACh'e)sttonbajorbuarr ——- actho bdazribeańrzydńocbary )Ctl brute cet Incendiaire! — len cham len
£T )" poazezacz: Ah a — Ach to )La belle tenebreusa - pieknajajemniczotó
— rsapristi '-=--
wie erare- - royaieT-4D- ó- Ucha -
tt
-
Niemczech Władki SyC7-a- ł mu W USZach Wsfręt i UasUa królett5ka
ĄH1- -
ADWOKACI
BROŚ i ŚMIECH
ADWOKACI
7 Rivorview Gdns
(okolica Janc i Bloor)
Toronto 9 Onł
Wieczorami i w soboty
Tel RO 6-63- 22
Xl w
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1147 Dundas Sf W Toronło
Tel LE 4-84-
31 I LE 4-84- 32
K
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1437 Quoen Sł W — Toronto
Tel Biura: LE 3-12-
11 Micszk: AT 9-84-
65 66S
CM BIELSKI B A BCL
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Prij Jęcie rod7lcnnlp — Sullc 702
Ilcrmnnt BltlK
21 Dundas Squarc Toronto
EM 2-12-
51
Wieczorami iv ponledzlakl t środy
od E"1 7 9
1720 Oucon St W - LE 1-0-
945
(prz Uoiiccsallcsl 72 W
DLA OCZYSZCZENIA
v froterowania l wygładzania
podtóc — ypożj czarny
"Floor Sanders Edgors & Pollshorł"
CANADIAN FLOOR SERVICE
661 Gerurd St E Toronto
Tel MO 1-52- 00 75 S-8- 3-
Polski tklad towarów żelaznych
farb naczyń kuchennych oraz przy-borów
wodociągowych I ogrzewania
J & J HARDWARE
J Stefaniak właić
745 Ouoen St W EM 6-48-
63
Solidna obsluRa — Nbktc ceny
Bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji
1 ogrzewania S
NAJLEPIEJ PODOBACIE SIE
nawet swej małżonce z uczesa-niem
wykonanym w zakładzie
fryzjerskim
MIKOŁAJA NIMCZUK
1226 College St (at Brock Avc)
LE 2-31-
32 79P85
' Niech nie będzie w Związku
żadnego rodaka który by nie
zwerbował na członka iednego
Polaka
wmw
DENTYŚCI
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Spccillsta chorób amy uitneh '
Plijsiclans' & Surscons Bulldlng
Kancelaria No 270
86 Bloor St W — Toronto
Telefon WA 2-00-
56 W
Dr Tadeusz Więckowski
LEKARZ DENTYSTA l
Tel WA 2-08-
44
310 Bloor St W — Toronto
przyjmuje po uprzednim porozumie-niu
telefoniczni m W
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2092 Dundas St W Toronło
Tel RO 9-46- 82
W
Dr E WACHHA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 I 2—8
386 Bathurst St — EM 4-6S-
15
W
Dr H SCHWABE
DENTYSTA
71 Howard Park Ave
(roK I!onccsvnllcs)
Godz przyjęć za zam telefon
LE 1-2-
005
49-- S
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
129 Grenadier Rd
(drugi dom od Ronccavallc)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE 1-4-
250 S
OKULIŚCI
OKULISTKI
Br Bukowska-Bcna- r O D
Wiktoria Bukowska O D
prowadza nowoczesny gabinet ' '
okulistyczny przy
274 Roncesvalles Avenue
obok Gcoffrcy SL
Tel LE 2-54-
93
Godziny przyjęć: cpdjlcnnlo od 10
rnno do 8 wieczór W soboty od
10 rano do 4 po pol 378
Jan Alexandrowcz — Notary Public
Notaiy Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc r sprawach- - rodzinnych bpadkowych i majątkowych w
Polsce — Kontrakty i Inne dokumenty Imigracja Incomo Tax
Tłumaczenia
Toronto Onł 799-- A Ouoon St Wesł Tel EM 8-54- 41
Sprowadzajcie Krewnych do Kanady
Mołecie teraz sprowadzić także BRACI I SIOSTRY Z POliSKI'
Zwróćcie się do nas po informacje osobiście lub listownie
DOMINION TRAVEL OFFICE LTD
55 Wellington West — Toronto Ont — Tel EM 6-64- 51
(dawniej 68 Wellington West)
Kierownik: S HEIFETZ NOTARIUSZ PUBLICZNY I &
PACZKI PEKAO DO POLSKI - WYSYŁKA PIENIĘDZY" DO
WYBORU ODBIORCY — PASZPORTY I WIZY DO POLSKI I USA
TŁUMACZENIA DOKUMENTÓW - Wtzyitkle (ertykl- - '
Akty darowizny pełnomocnictwa i inne notarialno dokumenty"
Wit
u
181'
mm
lilii
mm rJLnnh
Eml~X1-4ljPikml- imi itm
ffii mmU
I _Ht' ViWt4Ql T— )
?l
r y--
u i mwt m i
NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE i l { WMi Mi {
DO TYCH KTÓRE TAK WAM SM A- - '} ffiMWk
KOWAŁY W KRAJU RODZINNYM ""'£ ' 11 ~j
i
' s iII i
Cola - Ginger Ale - Orange - Cream Soda IfMfeJM
BEZPŁATNA DOSTAWA WHIlBUl } ' JJ fff
i na bankiety i inne okazje k fl1E1 1 'SJJtfte
i m K-- 4IOI i tlp W TORONTO Ł Mal --y w dnie p0WSZe(ine % WtwtW"
TELEFONUJCIE do godz 7 wiew f H W%Ą i Pil Uli
Min Hntirp7nmv tnwaril do nrVWaUlVCh dOmÓW " "l tli Mi f't
świąteczny m '
pieniężnymi!) J KB i ' fwjfelf
w HM
IWielkiriCoBikursI K U 1 9 5 8 -- 5 9 Wk J I
paczkowej e 1 'ifft$h
CO LTD" R "' ' l' 'lilii
APrez £j --JM 'J I i'')Jfl
W — EM 4M2S "§!£ 1 tj Ps
— Tel 238391' £ { f f { --
1
Kanady -- Bg tj fh 1j Hf
18 WIELE NOWOICI!lDUŹiZNIŹKjWNH lil H fiI 3 Sil
m PIENIĄDZE DO KRAJU PJ?ZEZPEKA0H&3TjKS W I J1S6? imagswiwłłfcw 'w®hfjmmm%mi':% ii ijsmiii mf mmi iipi i i
i ii iH'ni ! iw m n im ' im Hiifcyi 11 i ihhimi iihui p i i imii nmi i t- - c i'i ii& + rintE3KwśMUKKMKKBH& f Wvf 4 ''k m i
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, October 15, 1958 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1958-10-15 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000248 |
Description
| Title | 000356b |
| OCR text | li M — Jerzy Giżycki op owieść z kraju na południe od fego pieklą na ziemi Sah łitn konserwy uii£?mMd ±unu-- q'hra Beaumarchand Na długiej la-r- 1 „mi subiekci sortowali właśnie transport z Europy wszelkiej ma- - czei starz) "' uiajłj muiuu--rnr- t murzynów: ozdobne hełmy 73ckie skasowanych modeli francu-fken- i wojskowe z otokami ze złotych - —6- -j o onow aiugopuic tntt FDl_al"11-ro- mmunnr—ln—n-- j rDochodząc--e- 7- £ to cuchnęło naftaliną brudem i Ken dał głównemu subiektowi naprędce listę potrzebnych mu 8Le'rw i czekając przygotowania za-5uen- ia bv uniknąć zaduchu usiadł 8'itołku'u wejścia do sklepu m stojąc obok bawił go jakimiś fiteczkami 'fprca niknącą w niedalekiej pusz- - zbliżała się gęsiego grupa tubylców ? pnedzie wspierając się na długim fcune szedł stary chudy murzyn za-śfcle- U' jak w togę w wielki kawał kwie-L'- ó perkalu Za nim kilkanaście na-h°d- o pasa kobiet niosło na głowach Iwielkich koszach puszyste kłęby ba- - Iftiy fjwidząc bialvch stary przystanął i lldrowwszy ich począł coś gadać w Ejejscowytn narzeczu Widocznie żorż f nie rozumiał gdyż skinął na jednego fjubiektów U "Co ten dzikus szwargocze? Spytaj gile chce za tę bawełnę" J "No co mówi?" naglił po chwili znie rphwiony przeciągającą rozmową mówi" tłumaczył subiekt "że mtał Dana o drogę miejsca gdzie Izelnik okręgu chce by składano ba-In- c Mówi ze nie może sprzedać idu gdyż milicjanci dali surowy roz-- s wieśniakom przynoszenia całej ba-n- y naczelnikowi do jego rezydencji fal odbędzie się sprzedaż" I Przez chwilę Żorż spoglądał wślad tubylcami oddalającymi się pkom administracyjnym okręgu Mru-K- i jak rozłoszczony niedźwiedź coś Hkotal pod nosem Wreszcie wybu- - ai "Czas już dla mnie wynosić się z gdzie tam Ł - 0=()=(=()==()==()=()=()=(==()=====)==o=== Maria Rodziewiczówna ożary Zgliszcza l)Cft==()=()==()==()=()==()==()C=)======) Pan się zbudził ze snów o potędze testał się uśmiechać zeskoczył żywo iloma i zbliżył się do starego - Skąd to? — pytał Z Żydowego Wiru - Panienka sama woziła rozkaz? i balaSamaa ze mną!niePaunfialiOśmrdyyńcpoałwa-a-ej 1-- Partię zostawiliście miejscu? i~ A juzci :r-- Nie spotkaliście nikogo? A kogoz mieliśmy spotkać? Fn Dominik sam tego nie wiedział łjicznie litewska odpowiedź strażnika fokoiła f- - dobrze Daj mi co niesiesz fez mego konia i odprowadź stajni Makarewicz się i spełnił akaz ustach jego gdy patrzył za Cz-a-fa-n był drwiący złośliwy uśmieszek Ę) miał swe wybitne svmDatie i ':e dokładne odbicie "gustów Wład- - °M była jak sfinks on ty i sprytny jak kapłan jakiego Jjiaego bóstwa Dziewczynka na odgłos innych kro- - ? za sobą obejrzała się powoli i opiekuna lekkim ukłonem Urekach trzymała kwiaty jfj naraziłem panią na utrudzenie — a:i wPatrując się w nią z widocznym baniem ~ Bynajmniej jestem panu bardzo eczna za polecenie — odparła pól- - fCarewicz jednak dosłyszał bo się serdecznie swych B się po mu- - sku On do ją ku Du '-$- j- j-na j-j-go To do $ ta- - taz iuiqi cue lyin razem ra- - fe fJsli iorfłinlr' Mirt [ SlOŚnO nie nHirnwiniił m nn K°zmowa się ale pana '"a Dle zrazahr Iqknnin7nr orinn- - n: szedł wytrwale obok niei i na- - M S1P Dr 1 _ " r-iag-jici iej cos powieaziec i ZV Pani- - nn7vrli cnhio 7rnhiń Ig propozycję? — ozwał się po chwi- - fcham t0 nagle 'l bez EJ'Z- - -- i będzie' ale myśl C nosz? u1 onystarn z pierwszej spo Słuch ją pani przedstawić! am panalh— powtórzyła JJ2 ™ciałbym bardźoprosićpa niKy doslańf Talychmiaśt! ary jnuizk nwaywoebtrahzainł dsloobwieać żwe mspyokokjuup!cyNaocszzeul-- kujemy tubylców i teraz cała sprzedaż ich produktów musi się odbywać pod oficjalną kontrolą Ale to nie wszystko O nie! Ten bolszewik ustanowił ceny poniżej których murzyni nie mają pra- wa sprzedawać W ładnych czasach ży- jemy co?" Nowa grupa tubylców obładowanych bawełną wynurzyła się z dżungli Potem trzecia i czwarta "Do diabła z naczelnikiem! wrzasnął Żorz w napadzie furii Wtem niespo-dzianie wybuchnął śmiechem "Ha ha ha! Co za myśl! Pokażę te-mu gryzipiórkowi że nie łatwo dać so- bie radę z nami starymi Afrykaninami" Wpadł-d- o sklepu skąd prawie na-tychmiast poczęły się rozlegać' jego gromkie rozkazy: "Mamadu! Weź paru ludzi i wynieś cie na podwórze tę wielką wagę! Jazda ruszaj się! Ty — chodź ze mną na ulicę Będziesz" zniżył glos i Ken nn mógł dosłyszeć dalszego ciągu rozkazu W kilka minut później nastąpił wy buch śmiechu — tym razem czarni su biekci me posiadali się z uciechy — i zórz ukazał się na progu Wcisnął się jakoś w kurtkę mundu-rową oficera kawalerii o wiele dla nie-go za ciasną i która dziwnie kontrasto-wała ze spodniami khaki i płóciennymi pantoflami Na głowie miał czapkę ad-mirała francuskiego suto obszytą zło-conymi galonami Z przesadną godnością wyszedł na środek ulicy Tam stanął z rękami na biodrach i czekał tak na nadchodzącą grupę obładowaną bawełną Majestatycznym mchem Teki zatrzy-mał murzynów Czarny subiekt który przed kilku minutami występował w ro-li tłumacza stanął w sztywnej pozycji "na baczność" i nucił krótki rozkaz Bez najmniejszego wahania ciężko obładowani tubylcy skręcili do podwó-rza faktorii Rozdział IX Ken był "w prymitywnym umyślnie przyciemnionym "klubie" popijając ze znudzoną miną zimny aperitif z oczami skierowanymi ku żółtawemu Drostokato kolonu wj i służbie skłonił W fnbnmiinilrn łat urwała a 13 H? óS siostra moja chce lato spędzić w Ems cł-- y u morskich kąpieli Czy pani nie zgodziłaby się jej towarzyszyć? — Dlaczego? — spytała krótko — Oh dla bardzo wielu przyczyn Chwila która przebywamy jest tak peł ną niebezpieczeństw trwogi niepokoju tyle strasznych krwawych wypadków i klęsk się gotuje ze nie mogę pogodzie się z myślą by pani na nie tan z onsKa była narażoną lub patrzeć na to miała Zresztą obowiązkiem mym jest usuwać od pani wszelką przykrość przysiągłem to o"jcu memu i dotąd o ile mi sił star czyło dochowywałem przysięgi Wszak mi pani pod tym względem nic nie mozc zarzucić — O nie! Przeciwnie dziękuję panu za tyloletnie starania i trudy z po wodu — Myli się pani Trudów nie czułem bo sposobność służenia wam szczęściem mi była Głos pana Czaplica ścielił przy ostat nich słowach Spojrzał gorąco na wycho wanicę Zmarszczyła czoło cień niezado-wolenia przesunął się po twarzy Makarewicz w tejże chwili wymijał ich Konik arabczyk wyrywpł mu się i skakał pomimo to stary zdołał w prze locie rzucić panu posępne spojrzenie Można ze go uraczył w my li nieładnym epitetem- - — Wracając do rzeczy — zaczęlr Władka — pan uważa obecność tu za niepotrzebną w tych czasach? — Za niebezpieczną — poprawił — Jesteś pani bogata kochasz kraj i zapy tana wyznasz to w oczy każdemu! Terar to wystarcza by się dostać pod sąd stra-cić fortunę i być wysłaną Tymczasem nie koniec tym Tej nocy wzięłaś pani czynny udział w powstaniu podobna wypadek może się jeszcze przytrafić i dość jednego słowa doniesienia na przy kład takiego Makarewicza by panią zgu bić i potępić — Pan źle wybiera przykłady Mąka rewicz mnie nie zdradzi — Może być choć za nikogo ręczyć nie trzeba! Krótko mówiąc bedę bardzo szczęśliwy gdy potrafię namówić panią na wyjazd za' granicę z moją siostrą Niech burza co się sroży obedrze mnie ze wszystkiego szczęśliwy będę jeśli w zamian pani pozostanie nie tknięta Nowe ognistevspojrzenie zakończyło tyradę — ) Enii — inlejscowoti lecznicza 20 mego TWĄZK0WEC?PAŹDZ1ERN1K (OcfoŁcr) ŚnhAS — 1953 _ ' st"r: Js'i?Wi"W'MH"5 zalany słońcem piasczysty placyk Wtem drzwi zostały prawie całkowicie zapeł-nione wielką masą która przetoczyła się przez nie i opadła bezwładnie na to-porny fotel obok Kena "Uf!" westchnęła z ulgą ta ludzka góra "Co za upał!" Ken się uśmiechnął Nie było tak źle tego dnia Ale oczywiście pomimo swe-go wzrostu i mocnej budowy — ważył on o jakieś pięćdziesiąt funtów mniej od nowoprzybyłego A to w tropikalnym klimacie robi wielką różnicę "Taaak Termometr iest dość dale ko od punktu zamarzania" Ken się zgo-dził przez grzeczność Grubas poruszył się niecierpliwie "Zamarzanie! Zapomniałem co znaczy to słowo Siedemnaście lat kolonij Z ur-lopami we Francji oczywiście Ale jadę tam zawsze w lecie by uniknąć zbyt wielkich kontrastów temperatury" Zamknął oczy i osunął się nizsj w fotelu Ken myślał: "Bieda z tymi francuski-mi "kolonialami" polego głównie na tym ze tak się boją o swoje zdrowie ze wpędzają się w choróbska Ich angielscy Koieazy często biorą urlopy w zimie ja-da do Szwajcarii lub Tyrolu na narty To im świetnie robi — zarówno kontrast klimatyczny jak ruch na świeżym po- wietrzu Francuzi jada do Europy w le cie siedzą całymi dniami w domu lub w ogródku Najwyżej łowią trochę ryby Opychają się świetnymi francuskimi po- trawami i nocami latają za białymi ko-bietami których brakło im w koloniach A gdy urlop się kończy — wracają do kolonij nieraz bardziej zmęczeni mz przed wyjazdem" Wtem Ken zdał sobie sprawę że większość tych myśli była nie jego wła-sna lecz Fernanda Pragnienie zobacze-nia się z przyjacielem ogarnęło go tak silnie mruknął kilka soczystych prze-kleństw Masywny fotel zaskrzypiał protestu-jąc- o pod sąsiadem który zmienił pozy-cję by lepiej się przyjrzeć Kenowi "Jeżeli się nie mylę — to było po-wiedziane po angielsku" zapytał "Nie po amerykańsku" powiedział Ken Uczucie samotności na myśl o przy-jacielu nadało jego głosowi pewną ostrość Góra sadła zatrzęsła się od śmiechu "Ha ha ha! Wy Amerykanie nie bardzo lubicie Anglików co?" "Niektórzy nie lubią Ja nic nie mam przeciwko nim Ale Anglicy nie mają pojęcia o klęciu Po prostu więc była to poprawka zrobiona w celu ścisłości" Francuz skinął głową potakująco z udana powagą "Teraz wiem wreszcie jak odróżnić Amerykanina od Anglika można otwartych drzwi na takiego to p an- - ala moją że k Ł A A m m h s A fc - Władka długo szła milcząc i chmur-nie patrząc na pałac sterdyński przed sobą Zatrzymała się na ganku — Dziękuję panu raz jeszcze za tro-skliwość! Rozumiem ją i oceniam lecz dziwić pana nie powinpo że odmawiam W burzy się sroży wśród walczących i cierpiących znajdzie się obowiązek i dla słabej dziewczyny! Nie godzi się uchodzić nikomu z ziemi gdzie będzie za dni lub tygodni kilka rannych tyle sierot i tyle biedaków bez dachu Nie godzi się myśleć o swym bezpieczeństwie wtedy a tym mniej o fortunie! To była by zdrada panie Czaplic a nie mogę wam wyrazić za wstręt i zgrozę ten sam wyraz we mnie budzi! Twarz słuchającego pobladła spuś cił oczy ku ziemi pod głębokim spojrzę niem dzieweczki potem się zasępił Po stanowienie to było mu okropnie nie na rękę gmatwało plany trwożyło go — Ależ pani powinna wyjechać! — zawołał prawie gwałtownie — Podniosła czoło spojrzała mu w same oczy — Powinnam — powtórzyła z przy-ciskiem — pan mi to mówi po mojej odpowiedzi? — Pani tu zostać nie może! — nale-gał uparcie — Tu? W Sterdyniu zatem! Pan się lęka dla siebie mego patriotyzmu! O i owszem stąd mogę wyjechać! Przed ro-kiem skończyłam lat dwadzieścia prawo zwalnia pana z opieki Wyjadę do moich Grabów Czaplic na ten zwrot niespodziany oniemiał z przerażenia Czego się bał: :zy zęby nie przeczuła zdrady czy że jpadł w jej opinii czy znieść nie mógł myśli wyjazdu ze Sterdynia tej której widok napełniał go jakąś skrytą rozko-r- ą Dość że głosu mu zabrakło i ledwie ię zdobył na jąkaną odpowiedź: — Pani pani mi tego ciosu nie zada' — Nie — odparła niknąc mu z oczu v sieni domu — nie jeśli pan nie wzno- - vi nigdy dzisiejszej rozmowy! jU~ co co Poszedł za nią ciągniony czarem :hciwy jej widoku zawsze nie nasycony ligdy choć obcował z -- nią Jat tyle — Ja stracić — zamruczał ponuro — nigdy! Lepiej wszystko co posiadam nę-dzarzem zostać ale ją zachować! Spalił bym Graby gdyby mi one ją zabrały a człowieka co by stanął między nią a mną zgniótłbym na proch zdruzgotał zniszczył! Ot tak! Ona moja! Pręt trzymany pękł mu w dłoni Wy-rzucił go na dziedziniec oparł się o okno ścisnął głowę rękami Myślał nad sposobami pogodzenia z sobą wszystkie go Fakty toczyły go rzeczywistość i sza-tan gnały naprzód minuty biegły co-raz bliżej "nadchodziła ta w której miał wydać partię : 3 Nie ćzułwyrzutów-Abałsi- ę tylka jegomościa i obserwować jego technikę klęcia" Nie mogąc dłużej zachować po-wagę nieznajomy zatrząsł się znów w napadzie wesołości Ken był znudzony Namyślał się przez chwilę czy ma wstać i wyjść Ale nazewnątrz było zbyt gorąco Postano-wił więc pozostać mimo wszystko Ski-nął na służącego by zamówić nowy drink "Mogę równie dobrze być uprzej-my wobec tego grubasa" pomyślał i zwrócił się do niego: "Wypije pan co dla towarzystwa Monsieur?" Jego przygodny towarzysz skinął głową co spowodowało fałd tłuszczu jego podbródka "Z przyjem-nością Monsieur Jeden drink a potem w drogę" Gdy upał trochę się zmniej-szy — będę musiał wracać do mojej placówki i przeklętych ludożerców" Ken rz-uci- ł mu szybkie badawcze spojrzenie Nie gruby jegomość nie żar-tował "Pan mówi poważnie ze tubylcy w pańskim okręgu są ludożercami?" "Oczywiście! Co w tym tak dzi-wnego?" "Nic nic " mówił Ken bez prze-konania "Słyszałem ze na południe stąd w wielkiej dżungli są jeszcze ta-kie plemiona Czy to tam pan przeby-wa?" "Niestety Mówię to nie z powodu ludożerców którzy nie są złymi chłopa-mi w gruncie rzeczy Ale klimat w tej dżungli! On jest gorszym mordercą" Boy przyniósł zamówione napoje po stawił je na koślawym stole odszedł szurgając leniwie bosymi stopami "Weil" powiedział Ken podnosząc szklankę — "Szczęśliwego powrotu do pańskich 'przeklętych ludożerców' Mi-mo wszystko — musi to być dziwne uczu-cie tak mieszkać wśród tych zjadaczy ludzi" Wzrok jego prześliznął się po wielkim brzuchu Francuza "Szczegól-nie dla kogoś kto ' "Dla kogoś tak apetycznego chce pan powiedzieć" dokończył z uśmiechem jego rozmówca "Jest to zapewne odpowiednie okre-ślenie w tym wypadku" zgodził się Ken "Ludożercy w dwudziestym wieku" ciągnął dalej zamyślony Potem zwra-cając się do towarzysza: "Co to są za ludzie? To jest jednak głupie pytanie na które nie można dać odpowiedź w kilku słowach" "Grubas" jak go Ken nazywał w swych myślach skinął głową potakują-co "Istotnie" Po chwili dodał z ożywie-niem: "Jeżeli pana interesuje moje ple-mię — najprościej by było by pan wy-brał się do mnie na kilka dni i sam się przyjrzał tym dzikusom Bardzo by mi było miło Jestem jedynym białym na mojej maleńkiej placówce i nudzę się przeklętej nie wychodzących Wystarczy rozłościć dostatecznie piekielnie niezbadana przysiąc chybotanie b fr pogarda z jaką wymawiała wyraz "zdrada"! — Mon cher Dominiąue! — przer-wał mu zadumę wcale inny głos i wcale inną postać niż marzoną miał przed sobą gdy podniósł gowę Była to 'kobieta lat około czterdzie-stu bardzo strojna wbrew żałobie pa-triotycznej wykrygowana w monstru-alnej krynolinie twarzy okrągłej różo-wej uśmiechniętej chcącej uchodzić za młodziutką Niestety było to trudno Bielidło i róż mogły w błąd wprowadzić dzikiego Europejczyk widział pod nim piegi zmarszczki i zgrubiałą płeć niemłodej osoby Na domiar nieszczęścia formy jejmości nie były piętnastoletnie Tak wyglądała siostra starsza pana Czaplica pani pułkownikowa Ordyń-cowa Kto był pan pułkownik Ordyniec czy żył jeszcze lub czy istniał kiedykol-wiek rzeczywiście nikt o tym dokładnie nie wiedział byli tacy co utrzymywali ze postać to mityczna utworzona w my-śli i fantazji samej pani Nikt tez w owym zapadłym Polesiu nie wiedział gdzie siostra Czaplica spędziła młodość gdzie straciła fortunę i wdzięki i skąd się wzięła na horyzoncie powiatu Spa-dła tu niespodziewanie przed kilkoma laty z siedmiu pakami strojów i roz-siadła się w Sterdyniu niby jako gospo-dyni u brata Rządziła modą rozwoziła plotki ro mansowała z każdym co się nawinął rozsiewała skandaliczne nowinki roz-szerzała francuskie powieści i nadsek-wańsk- ą mowę wiedziała o wszystkim a czego nie dosłyszała lub nie rozumiała w całości dopełniła własnym konceptem Takie to było towarzystwo domowe Władki od lat sześciu — Jak się masz Emmo! — powitał ją pan Czaplic całując w pulchną rącz-kę ozdobioną mnóstwem pierścionków — Ah bonjour bonjour! ) Jestem mój drogi od wczoraj w białej złości Wyobraź sobie był tutaj i zabawiwszy godzinę wyjechał sobie precz nie za-czekawszy na mnie nie zostawiwszy kar ty ani ukłonów! Cest barbare! -- Ale któż to był przecie? 'r-- Cet brute — cet incendiaire! Ten gbur co — Jak to Aleksander świda tu był tutaj? — przerwał Czaplic uszom nie wierząc — Czegóż on chciał? — Ah ca o to się powinieneś Wład-ki spytać! La belle tenebreuse raczyła go przyjąć w swym saloniku sam na sam! Sapristi — une grace royale % jej strony — i najzupełniej niespodzie-wana! ) Moj drogi Dominiku! (franc) ))'ACh'e)sttonbajorbuarr ——- actho bdazribeańrzydńocbary )Ctl brute cet Incendiaire! — len cham len £T )" poazezacz: Ah a — Ach to )La belle tenebreusa - pieknajajemniczotó — rsapristi '-=-- wie erare- - royaieT-4D- ó- Ucha - tt - Niemczech Władki SyC7-a- ł mu W USZach Wsfręt i UasUa królett5ka ĄH1- - ADWOKACI BROŚ i ŚMIECH ADWOKACI 7 Rivorview Gdns (okolica Janc i Bloor) Toronto 9 Onł Wieczorami i w soboty Tel RO 6-63- 22 Xl w GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1147 Dundas Sf W Toronło Tel LE 4-84- 31 I LE 4-84- 32 K JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1437 Quoen Sł W — Toronto Tel Biura: LE 3-12- 11 Micszk: AT 9-84- 65 66S CM BIELSKI B A BCL ADWOKAT I NOTARIUSZ Prij Jęcie rod7lcnnlp — Sullc 702 Ilcrmnnt BltlK 21 Dundas Squarc Toronto EM 2-12- 51 Wieczorami iv ponledzlakl t środy od E"1 7 9 1720 Oucon St W - LE 1-0- 945 (prz Uoiiccsallcsl 72 W DLA OCZYSZCZENIA v froterowania l wygładzania podtóc — ypożj czarny "Floor Sanders Edgors & Pollshorł" CANADIAN FLOOR SERVICE 661 Gerurd St E Toronto Tel MO 1-52- 00 75 S-8- 3- Polski tklad towarów żelaznych farb naczyń kuchennych oraz przy-borów wodociągowych I ogrzewania J & J HARDWARE J Stefaniak właić 745 Ouoen St W EM 6-48- 63 Solidna obsluRa — Nbktc ceny Bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji 1 ogrzewania S NAJLEPIEJ PODOBACIE SIE nawet swej małżonce z uczesa-niem wykonanym w zakładzie fryzjerskim MIKOŁAJA NIMCZUK 1226 College St (at Brock Avc) LE 2-31- 32 79P85 ' Niech nie będzie w Związku żadnego rodaka który by nie zwerbował na członka iednego Polaka wmw DENTYŚCI Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Spccillsta chorób amy uitneh ' Plijsiclans' & Surscons Bulldlng Kancelaria No 270 86 Bloor St W — Toronto Telefon WA 2-00- 56 W Dr Tadeusz Więckowski LEKARZ DENTYSTA l Tel WA 2-08- 44 310 Bloor St W — Toronto przyjmuje po uprzednim porozumie-niu telefoniczni m W Dr M LUCYK DENTYSTA 2092 Dundas St W Toronło Tel RO 9-46- 82 W Dr E WACHHA DENTYSTA Godziny: 10—12 I 2—8 386 Bathurst St — EM 4-6S- 15 W Dr H SCHWABE DENTYSTA 71 Howard Park Ave (roK I!onccsvnllcs) Godz przyjęć za zam telefon LE 1-2- 005 49-- S Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA 129 Grenadier Rd (drugi dom od Ronccavallc) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE 1-4- 250 S OKULIŚCI OKULISTKI Br Bukowska-Bcna- r O D Wiktoria Bukowska O D prowadza nowoczesny gabinet ' ' okulistyczny przy 274 Roncesvalles Avenue obok Gcoffrcy SL Tel LE 2-54- 93 Godziny przyjęć: cpdjlcnnlo od 10 rnno do 8 wieczór W soboty od 10 rano do 4 po pol 378 Jan Alexandrowcz — Notary Public Notaiy Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc r sprawach- - rodzinnych bpadkowych i majątkowych w Polsce — Kontrakty i Inne dokumenty Imigracja Incomo Tax Tłumaczenia Toronto Onł 799-- A Ouoon St Wesł Tel EM 8-54- 41 Sprowadzajcie Krewnych do Kanady Mołecie teraz sprowadzić także BRACI I SIOSTRY Z POliSKI' Zwróćcie się do nas po informacje osobiście lub listownie DOMINION TRAVEL OFFICE LTD 55 Wellington West — Toronto Ont — Tel EM 6-64- 51 (dawniej 68 Wellington West) Kierownik: S HEIFETZ NOTARIUSZ PUBLICZNY I & PACZKI PEKAO DO POLSKI - WYSYŁKA PIENIĘDZY" DO WYBORU ODBIORCY — PASZPORTY I WIZY DO POLSKI I USA TŁUMACZENIA DOKUMENTÓW - Wtzyitkle (ertykl- - ' Akty darowizny pełnomocnictwa i inne notarialno dokumenty" Wit u 181' mm lilii mm rJLnnh Eml~X1-4ljPikml- imi itm ffii mmU I _Ht' ViWt4Ql T— ) ?l r y-- u i mwt m i NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE i l { WMi Mi { DO TYCH KTÓRE TAK WAM SM A- - '} ffiMWk KOWAŁY W KRAJU RODZINNYM ""'£ ' 11 ~j i ' s iII i Cola - Ginger Ale - Orange - Cream Soda IfMfeJM BEZPŁATNA DOSTAWA WHIlBUl } ' JJ fff i na bankiety i inne okazje k fl1E1 1 'SJJtfte i m K-- 4IOI i tlp W TORONTO Ł Mal --y w dnie p0WSZe(ine % WtwtW" TELEFONUJCIE do godz 7 wiew f H W%Ą i Pil Uli Min Hntirp7nmv tnwaril do nrVWaUlVCh dOmÓW " "l tli Mi f't świąteczny m ' pieniężnymi!) J KB i ' fwjfelf w HM IWielkiriCoBikursI K U 1 9 5 8 -- 5 9 Wk J I paczkowej e 1 'ifft$h CO LTD" R "' ' l' 'lilii APrez £j --JM 'J I i'')Jfl W — EM 4M2S "§!£ 1 tj Ps — Tel 238391' £ { f f { -- 1 Kanady -- Bg tj fh 1j Hf 18 WIELE NOWOICI!lDUŹiZNIŹKjWNH lil H fiI 3 Sil m PIENIĄDZE DO KRAJU PJ?ZEZPEKA0H&3TjKS W I J1S6? imagswiwłłfcw 'w®hfjmmm%mi':% ii ijsmiii mf mmi iipi i i i ii iH'ni ! iw m n im ' im Hiifcyi 11 i ihhimi iihui p i i imii nmi i t- - c i'i ii& + rintE3KwśMUKKMKKBH& f Wvf 4 ''k m i |
Tags
Comments
Post a Comment for 000356b
