000442b |
Previous | 11 of 44 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
I
""„ vi" 'WBattW'r"J:
N '22 GRUDZIEŃ (Pecember) 3rcd 17 — i33 STR l!
!
Jerzy
M POŁUDNIE
Opowieść i kraju na południc od tego piekła na liemi Saharv
Ioiaz pańska kolej Ken!" Jego
„„n v mówione pełnymi wargami
ii iiun' brzmiało dziwnie intmnie
diem opuścił pokój
N iti k go odświeżył ale me upo-„i- l
Pueciwnie — mysi ze kilka mi-nut
'emu w lvm samvm miejscu siała
również naga ponętna kobieta — jeszL
luiilii'! podnieciła jego pragnienie
{ brał sie niechętnie i wrócił do sa-Iniii- ku
Marie leżała przez poł na wiel-kim
tapczanie Zamknęła trzymaną w
ri'Mi kiazkę i wsunęła ją pod jedną z
pod i--
ok
"ie sadzi pan że natiysk bjł tu do-!- i
pomjsł?"
ictnj! Co to była za książka
C mogę ia zobaczyć''"
ie może pan! To niegrzeczna po-tti- i-
— nie dla młodych ludzi pedza-oi- h
-- dinotne życie na plantacji w bru-i- f
vsrod haremu tubylczych dziew -- ial (icNwiscie"
hui uśmiechnął sie "Nie mam hare-mu
Nawet jednej jedynej musso "
Sjioiizald na niego badawczo Koniu-c- k
ej języka przesunął się łakomie
niicdz w aigami "O doprawdy A co
pan lobit podczas gdy ja się kąpałam?"
Szczeize mówiąc — próbowałem
pi obu wzrokiem ścianę by dojrzeć
panią pod natryskiem Nie widziałem
biilci kobiety od wieków Nie jestem
jz nawet pewien jak one wyglądają bez
ubianiu"
Jest na to łatwa rada" Marie wsta-ła
icce jej mignęły ku węzłowi sznura
w pjmc Za chwilę szlafrok osunął sie
na podłogę
Stalą naga z ramionami cofniętymi
tekami lekko wzniesionymi Jej ciało
lożowe po energicznym ocieraniu się
szoistkim ręcznikiem — zdawało się go-rzeć
jak alabastrowy abażur
Stali tak przez chwilę wpatrzeni w
siebie — Dziewczyna z uśmiechem na
ustach z oczami stopnio-wo
mgła pożądania Ken w napięciu ze
wzrokiem ślizgającym się łapczywie po
jej wspaniałej nagości
Wtem chwycił ją brutalnie i nucił
mc l nią na tapczan
W ciągu następnych trzech miesięcy
Ken nie tracąc zainteresowania w pra-c- y
na plantacji był" częstym gościem w
Bamako i u Maria-Louis- e
Maria Rodziewiczówna
o=(
(— 0=() ()=()
Nagle jęk się wzniósł nad polaną
Ki ot ki rozpaczliwy i jedna postać osu-nęła
ie na ziemię na trupa powstańca
to leżał piersią na sztandaru
jak łztjwny bez ducha
I znowu cisza Bór szumiał głucho a
i dala dolatywały od wsi dźwięki past-usi
sunny nikt nie jęczał i nie wzdy-chał
— Panienko! — szeptał stłumionym
głosem diugi cień człowieczy klękając
"bok tiupa Swidy — Nie płaczcie Bóg
lak chciał! — koniec przerwało łkanie
Ona podniosła głowę i spojrzała w
niebo oczami zamglonymi rozpaczą i
bólem
— Boże Boże! Zabili mi go zabili'
— wweptała bezdźwięcznie — Wszy-tko
co kochałam wzięła Polska sz-Mk- o
a teraz o Boże wez mnie' Jam
"o sdina dała śmierci jam go sama za-biła'
__ Osunęła się znowu na zwłoki
Stdij sługa klęczał ciągle rękawem
'A utarł jęce złożył i półgłosem począł
odmawiać pacierz
— Zabierzmy go Ignacy stąd' —
°'uał sie po długiej przerwie głos kobie-ta
tuz spokojny ale zmieniony do nie-pozna- ma
— by go nie rzucono we wspól-na
doi z Moskalami co tu leża! Pocho-wani)
go sami gdzie w puszczy! To bę-dzie
moj grób
We dwoje dźwignęli z ziemi zwłoki
powstańca dziewczyna wzięła w swe ra-miona
zwisła głowę i poszli ztra dro-3'- m
brzemieniem w gęstwinę gdzie stał
Prnvt chłopski wóz strażnika Złożyli
2o na słomie stary na martwe ciało za-r?uc- ił
świtę i ruszyli ki ok za krokiem
mknąc w gąszczu Bli tak zgnębieni tak przybici ze
'nike zważali na gwar coraz bliższy na gałęzi na tętnienie koni i nie
spostizegh jak z gęstwiny wynurzyły
fle lufy strzelb siwe kurty powstańcze
kilk a psów gończych i spienione łby
końskie
— Hej kto tam? — krzyknął ktoś
jadący na przodzie na widok wozu i
ludzi
Władka Wismund podniosła głowę
Coraz więcej zbrojnych wychodziło na
Polane a wśród nich był także purp- ury znak z orłem taki sam jak ten co
Pod sosna leżał skrwawiony Spojrzała
P° ludziach po broni i zwróciła oczyi
"a ieeo co ja zagadnął i co stał na czele
oddziału
38
00 PIEKŁA
I Same okoliczności powodowały do-statecznie
i'ługie przerwy w t eh' wizy-tac- h h dr-tv-ać później spotkaniom ero-- !
tyczny dynamizm Ale młode ciało Ma-n- e pulsujące nie było
ijtujiid airakcją ściągająca Kena do sto-jhc- y kolonu Lubił on ich przyjacielskie
I rozmów następujące po zaspokojeniu
Ipieiwszego głodu miłosneso wnpp7ki1
ido okolicznej brussy pływanie w
dolne miasto rzece Niger i prze-jażdżki
po niej łodzią przv świele ksie-zjc- a
j Maiie bła namiętna Ale lówniez
j wełna zdrowego lozsądku o otwartm
umsle i pozbawiona hipokrjzu Ken
pocza! Me zastanawiać c?v nie byłob
Idobize mieć ja stale na plantacji — ja-jko
zonę
I Ale pewnego ranka gdy opuszczał
I mieszkanie Marie ujrzał w ogrodzie in-nego
domu po drugiej stronic ulicy
(w smukła postać poruszająca sie wolno
i po ścieżkach pochjlaiacą sie od czasu
'do czasu be zeiwac kwiat i dołączyć do
rosnącego wciąż bukietu
Pomimo ze kobieta była odwrócona
od niego — nie mogło być omyłki Te
bujne wijące się włosy o złotawym od-cieniu
miękka linia lekko spadających
ramion ponętne zaokrąglenie bioder —
to była Stella
Wiele iazy podczas tych pieiwszych
okropnych miesięcy po nagłym wyjeź-dzie
z Ganda — myślał Ken o możli-wości
przygodnego spotkania I postano-wił
ze w takim wypadku unikając
szorstkości sprowadzi on ten kontakt do
możliwe] krótkości że będzie unikać
rozmowy dotyczącej ich paryskiej przy-jaźni
lub tej nocy w Ganda
srebrzystym din din din
wielkich nietoperzy
A jednak teraz gdy mógł po prostu
zawrócić i wejść z powrotem do miesz-kania
Marie — Ken o
wszystkich z bijącym
sercem poszedł szybkim krokiem ku ko-biecie
w ogrodzie
Słysząc zbliżające się kroki Stella
odwróciła się
1 wtem Ken zdał sobie sprawę że
nigdy nie przestał myśleć o niej Że
jedna z przyczyn może nawet najgłów-niejsz- a
jego zainteresowanie się do Ma-rie
było to że pomimo odmienności ry-sów
twarzy — przypominała mu Stellę
31
Pożary i Zgliszcza
purpurze
js
— Zabieramy trupów! — odparła
powoli
— Trupów! A my od trzech godzin
spieszymy im z pomocą
— Za późno' — wyciągnęła rękę
wskazuiac sosnv na skraju — Wszyscy
tam lezą i nie pomocy im trzeba a
tylko grobów i sądu bożego nad tymi
co panują na ziemi
Poszła spiesznie za wozem co się juz
był oddalił nieco
Partia pozostała jak rażona gromem
zgioza zdjęta i rozpaczą! żeby zarząd
ich wsłał dniem pierwej'
A Władka szła obok zwłok narzeczo-nego
i w myśli jej czarnej jak ten bór
ataneła postać jego życia pełna ener-giczna
a tak bezmiernie ofiarna i przy-pomniała
sobie jego słowa ctowane
niegdjs przez Czaplica: "Przekleństwem
wspomną nasze inne pokolenia co
przyjdą"
Zwiesiła głowę Sad Boży co strasz-nym
miał łnc dla katów Moskali czy u-sprawie-dhwi
tych co nosili imię Pola-ków
i włali setki ofiar w las po mę-czeństwo'
A Kazimierz Swida leżał tymczasem
na garści słomy w więzieniu powiatowe-go
miasteczka Pod okienkiem co godzi-na
przeciągały patrole z więźniami
wsrod bagnetów i nie wracały nigdy z
oskarżonymi
Był to ostatni pochód Polaków
Czasami słyszał jęki wleczonych i u-rąga- nia
straży potem strzały lub krzyki
i werble przy egzekucji
Az przjszła kolej na niego
Ruszył on wśród patrolu żołnierzy z
nabitą bronią gromada
gawiedzi Nie było jednej znajomej twa-rzy
Wepchnięto go do sali przed sad
wojenny złożony z Aprasjewa i kilku
oficerów
Nie spojrzeli prawie na niego wyrok
był gotów
— Służyłeś w wojsku rosyjskim bę-dziesz
rozstrzelany za godzinę
Był na to przygotowany schylił
głowę
— Chciałbym księdza przed śmier-cią
— rzekł spokojnie
'— Nie ma czasu! Mamy z tobą parę
słów do mówienia Gdzie twój brat?
Nip nr7vszedłem tu na wyznania
ani śledztwo Wyrok zapadł nie zalezę
Też była blondynką i chociaż rysy były
nne — kształt twarzy był podobny By-ło
tez pewne podobieństwo w budowie
ciała A dokoła obu tych kobiet była
jakaś nieokreślona aura płci otaczająca tlko intensywnie erotyczne kobiety
Obiaz de Ramaillet przemknął mu
pi zez pamięć i Ken opanowany był za
slepiającym gniewem Zdejmując swój
hełm kolonialny i wykonując nim staro-modnie
przesadny gest powitalny po-wiedział
ceremonialnie- - "Dzień dobry
pani de Ramaillet' Jak widzę zbiera Pani
kwiaty Prawdziwie romantyczne zajęcie
odpowiednie dla pierwszej damy wiel-kiego
okręgu "
Stella cofnęła się jak gdyby uderzo-na
w twarz
"Ken proszę cię' "
"Co czy cos jest nie w porządku''
Czy pizestałas lubić oficjalny ttuł któ-ry
przecież bjl częścią ceny sprze-dażnej''"
Twarz Stelli przybrała gniewny wy-raz
"Ken — dosc tego nonsensu' I wy-jaśnijmy
rzeczy które jak widzę są dia
ciebie niejasne " Pewnym krokiem po-deszła
do ławki ogrodowej i usiadła Ken
stał przed nią
Stella powiedziała "Co mam do po-wiedzenia
zajmie kilka minut więc mo-żesz
równie dobrze usiąść"
"Dziękuje serdecznie za uprzejme za-prośmy
ale wolę stać dla zmiany cho-ciażby
Nie dlatego bym długo siedział
tego lanka ale jeszcze niedawno leża-łam
w miłym
Ręka Stelli którą podniosła do twa-rzy
w udanym geście wąchania kwia-tów
— drżała zlekka Nie podnosząc
głowy powiedziała: "Tak Mane-Louis- e
jest bardzo ponętna"
Ken usiadł Nastąpiła pauza Potem
Ken powiedział- - "Więc wiedziałaś o
niei?" Ton jego głosu napastliwy przed
chwilą był teraz niepewny
Podniosła głowę i spojrzała na niego
badawczo "Oczywiście Jesteś juz w
Afryce dość długo by wiedzieć że nie
ma tu sekretów w białym osiedlu że
tubylczy służący widzą wszystko mówią
o wszystkim bez konieczności pytania
ich o cokolwiek" dodała pośpiesznie
Kena znów ogarnął gniew "A jed-nak
sadzać z jego reakcji twój mąz nie
wiedział o tobie i twojej 'włochatej
małpie' przepraszam chciałem powie-dzieć
— o dżentelmenie"
Stella drgnęła i pou-iosł- a się trochę
z ławki jak gdyby che lała odejść opa-dła
jednak znów na mi Powiedziała ze
smutkiem w głosie:
"Nie wiedziałam Ken że możesz
być tak okrutnym"
"Okrutny? To było proste stwierdze-nie
faktu" Jego nonszalancja brzmiała
fałszywie
"Faktu? Czyż nie otrzymałeś mego
listu?"
od was! Dajcie mi spokój
— Nie potrzebujemy ani twych wy-znań
ani śledztwa Mamy tu w papie-rach
wszystkie nazwiska i wskazówki
Więzienia pełne a szlak sybirski zatło-czony
będzie wami Brata twego nam
braknie Tego co zaprowadził wojsko
na ową przeklętą groblę co dostawiał
wam proch pojmał Czaplica i co naresz-cie
zamordował assaułę Syrojedowa
Gdzie on?
— Zabity! — odparł Kazimierz
— Kłamiesz Lachu! Wśród trupów
go szukano daremnie Musiał uciec
Gdzie on? Ty wiesz!
Nie wiem W bitwie brat mi zginął z
oczu Macie policję i kozaków psy niech
tropią zwierzynę! Mnie nie pytajcie
Przede mną wieczność księdza rm od-mawiacie
więc się choć sam pomodlę'
Nie usłyszycie juz ode mnie ani jedne-go
wyrazu!
Aprasjew wstał Blada icgo twarz za-płyne- ła
żółcią jak u innych w rozdraż-nieniu
barwi się krwią Zaśmiał się
— Będziesz milczeć' Cha 'ha! Znaj-dę
sposób na rozwiązanie ci języka! Hei
prowadzić go na plac egzekucji riech
u słupa czeka dalszych rozkazów!
Zwrócił się do dwóch służbowych
kozaków
— A wy mołodcy luszajciu w dzie-sięciu
na dwór tego łotra Dwór strząść
od piwnic do strychu i oddać następnie
starszynie pod straż a wy mi tu cwałem
dostawcie zonę tego buntownika! Marsz!
Kozacy ruszyli pędem
Kazimierz zbladł i
— Panowie — ozwał się — moja zo
na słaba chora ma dziecko dwutygod-niowe
nie przeżyje napadu' Oszczędźcie
ja wyście ludzie także macie zony mat-ki
siostry! Ja wam przysięgam na Boga
w niebie jak go chcę oglądać po śmierci
ze nie wiem gdzie mój brat Zabieracie
ojca sierocie zostawcie mu matkę przy-najmniej!
Jeden z oficerów odwrócił oczy zmie-szał
się drugi ziewnął i począł przerzu-cać
papiery: Aprasjew złożył usta w
złośliwy uśmiech oczy bazyliszka wpił
w ofiarę
— Co? Już się odzywasz! To dobry
początek resztę dopowiesz jak ta słaba
i chora kobieta pozna sie z kozackimi
pletniami Hej zabierajcie go stąd je-żeli
się namyśli wyznać to niech go sta-wią
przede mną
Straż popchnęła Kazimierza za drzwi
na plac pusty
W środku szubienica stała ze świeżo
oberznietymi sznurami po ofiarach wczo-rajszej
egzekucji U jej słupów posta-wiono
skazańca
Słonce zaledwie wschodziło czerwo-ną
łuną bijać mu w oczy Oparł się o
drzewo i wciąż patrzył w tę jasność nie
słysząc nic nie widząc nic i nic nie
czując -
"O tak Twój boy rzuca celnie"
"Jeżeli otrzymałeś list — wiesz że
to co nazywasz faktem było jedynie
mylącym pozorem"
"Nie czytałem listu"
"Nie czytałeś?"
"Z początku Po prostu nie ciekawi-ły
mnie twoje tłumaczenia Ale Masson
nastawał wiec przeczytałem go później
dla świętego spokoju"
"Drogi Fernand!" w jej głosie było
wielkie ciepło "On jest prawdziwym
pizyjacielem "
"A ja tylko głupim naiwniakiem któ
ry miał bezczelność spodziewać się ze
piękna no i bardzo praktyczna dziew-czyna
francuska zechce dzielić 'lyzyka'
moich planów Ale ona nie chciała ry-zjk- a
Chciała zabezpieczenia Czyż te
moje marzenia nie były głupimi Pani
Naczelnikowo Pierwszego Stopnia?"
Stella potrząsnęła głową "To nie by-ło
głupim Ken lecz całkiem natural-nym
Wiesz dobrze ze kocham kocha-łam
ciebie" poprawiła się pośpiesznie
czeiwieniąc sie w zmieszaniu
"Pewnie pewnie' Kochałaś mnie a
twój ojciec wziął ołówek do ręki i do
wiodl ci na ćwiartce papiem ze nie
mam dosc pieniędzy by dać ci to upra-gnione
"
Stella podniosła się z ławki i pochy-lając
się chwyciła go za rękę któia
tmmał na kolanie
"Ken — jesteś zi aniony i urażony
Ale to nie usprawiedliwia twego usto-sunkowania
się do mnie Jest ono nie-uczciwe
Znasz mnie dość dobrze by
wiedzieć ze nie interesował mnie roz-miar
twego rachunku bankowego Ale
miałam obowiązek wobec mego ojca
Wiesz dobrze ze wobec śmierci mojej
matki przy urodzeniu mnie — musiał
on bc dla mnie i oicem i matką Od-mawiał
sobie wszystkiego by moc dać
mi dobre wykształcenie A nie mając
nic poza swą niewielką emerytura —
był w ciągłej obawie o moją przyszłość
Ja musiałam to zrobić dla niego Mu-siałam
zrezygnować z naszej miłości
Musiałam wyjsc za mąz za pana dc Ra-maillet
lub kogoś w tym lodzaju "
Z trudem zdławiła łkanie "Ken — czy
kiedykolwiek skłamałam tobie?"
"Nie nigdy"
Stella usiadła na ławce Milczała
przez chwilę
"A jednak nie wierzysz mi Tak 'ak
nie uwierzyłeś ze to co ci pisałam o pa-nu
Antonetti było prawdą Ale to była
prawda Jestem młodą normalną kobie-tą
Z normalnymi dla młodej kobiety
pragnieniami i potrzebami Mój mąz
jest bardzo dobry dla mnie na swój
sposób Ale " zapłoniła się zmieszana
"Powiedzmy ze pan Antonetti jest znacz-nie
młodszy od niego i silny Bardzo sil-ny
I chociaż nigdy nie było nic między
nami — wiem ze pragnie on by było
Dziesięciu żołnierzy z nabitą bronią
stanęło wprost jego piersi olicer prze-chadzał
się tu i tam pobrzękując szablą
Usta Swidy poruszały się chwilami
chciał się modlić lecz zapominał słów i
treści za lada ruchem czy głosem
dreszcz nim rzucał po źrenicach prze-chodziła
jak mgła obłędu zwracał je na
szlak dobrze znany dyszał jak ranny
śmiertelnie zwierz
Słonce wstawało coraz jaśniejsze
W miasteczku ruch się zaczynał z do-mów
wytykały się żydowskie głowy
zbierała się gawiedź około domu zarzą-du
biegała służba przyjeżdżały i odjeż-dżały
ordynanse różnymi drogami wle-czono
nowych więźniów a i drzwi zdob-nych
dwugłowym orłem bez czapek ze
zgiętym karkiem czekały gromadki chło-pów
szepcząc między sobą
Wsrod całej tej ciby skazany stał
obojętny nieczuły ze skrzyżowanymi na
piersi rękami z głową opartą o drewno
szubienicy z jedną okropną myślą w
mózgu
Minęły dwie godziny Widąc ze sie
chwieje na nogach przywiązano go do
słupa mieniono żołnierzy oficer spy-tał
czy wyzna co wie o bracie
Potrząsnął głową patrzył wciąż w
jednym kierunku I nagle zdało mu się
ze na drodze tej coś zamajaczyło Rosło
rosło zbliżało się Zrazu tylko kłąb ku-iz- u
potem by końskie kozackie piki i
wśród dziesięciu puszczonych cwałem
wierzchowców wóz jakiś skaczący po nie-równościach
gruntu
Kazimierz jęknął Kto raz słyszał la-ki
jek ten go do śmierci nie zapomni
Kozacy gnali na oślep jak huragan
wpadli na rynek osadzili konie przed
sądem w wozie leżało coś białego
Aprasjew ukazał się na ganku Star-szy
z Doncow salutując podjechał bli-żej
wojsko broń Zrobiło
się nagle tak cicho ze każde słowo sły-chać
było o wiorstę
Skazany słyszał je
W oczach jego zamiast mgły nabie-gł- a
krew cienkimi żyłkami wargi drżały
rysy kurczyły się ostatnim wysiłkiem
Patrzy juz prawie nieprzytomny na wóz
— I cóż? — rozległ się glos satrapy
— W domu nic nie znaleźliśmy —
odparł kozak Chłopi objęli straż kobie-tę
zabrali na podwodę Ot leży chora
była jęczała całą drogę
Aprasjew zeszedł ze schodów zaj-rzał
w wóz zmarszczył brwi pochylił
się więcej ręką trącił białą postać
— Toz ona nie żyje łotry! — krzyk-nął
nagle — Trupa mi przywieźliście
hultaje kiedy mi ona do śledztwa była
ootrzebna! Na od wach was za to wpa-kuję
i kije!
Postać powstańca u słupa zadrgała
parę razy rzucił się w tył wybełkotał
?oś zachrapał i zawisł na sznurach oczy
nieruchome patrzyły jeszcze na wóz
i NOTARIUSZE!
Fiss Ruih Canłon
BA CPA
Adwokat Obrońca Notariusz
1337 Dundas St West Toronto
Godz urzędowania 9 rano do 9 lccj_
Muro LE 7-11-
33 Mlcsz RO 6-99-
08
ti 100
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
55 Wellington St W Toronto Out
EM 6 4451 wieczorem WA 3 4495
91 S
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1437 Oueen St W — Toronto
Tcl Biura: LE 3-12-
11 Micszk: AT 9-84-
65 56S
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polaku
1147 Dundas St W Toronto
Tel LE 4-84-
31 i LE 4-04-
32
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
i R H SMELA BA LLB
POLSCY ADWOKACI
Sspolnkv firm} mlwukiuklej
Blaney Pasternak Łuck & Smcla
57 BLOOR ST W rOK WA 4 9755 prjimij uiecoraml za telcfonlcz-nn- i
porotiniienlcm 55 h
CM BIELSKI bab cl
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Prz Jęcie cocllcnnle Sultc 702
llornwint IililC
21 Dundas Sąuare
(przy Yonsc SI )
Toronto — EM 2-12- 51
Wieczorami za uprzednim
telefonicznym porozumieniem
72 W
OKULISTKI
Br Bukowska-Bejna- r O D
Wiktoria Bukowska O D
prouucla nowoczesny Bnblnet
oluillslczny przy
274 Roncesvalles Avenu
obok Gcoffrcy St
Tel LE 2-54-
93
Coillny piyJc'4- - codziennie od 10
rino do II wieczór W holjoly od
0 runo do 4 po pol 37S
DO TYCH TAK WAM
W RODZINNYM
na inne
W
TELEFONUJCIE
Dr E WACHNA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 2—8
386 Bathurst St — EM 4-ĆS- 15
W
Dr Tadeusz Więckowski
LEKARZ -
Tel WA 20844
310 Bloor St W — Toronto
projmujc io iiprmlnlm porozumie- niu telefonicznym W
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Speclallsta chorób lamy ustntl
Plijslcliins" A Siireeoiis" Hulldlnjf
Kancelaria No 270
86 Bloor St W — Toronto
Telefon WA 2-00-
56
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2092 Dundas St W - Toronto
Teł RO 9-46-
82
W
Dr H
DENTYSTA
71 Park Av
(róR Koncesvallcs
Godz przyjęć za zam telefon
LE 1-2-
005
49-- S
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
129 Grenadier Rd
(drufil dom od nonccsvalles)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
LE 1-4-
250 S
DLA
WASZYCH OCZU ZEISS
Punktal
szkła do
już ck' nabycia w Kanadzie
Pytajcie o nic u Waszego
specjalisty od oczu
03 s
Zbigniew H DC
DOKTOR CHIROPRAKTYKI
Specjalizacja !erenia arlretyzmu reumalyniu
lumbago syjulyki dolegliwości mukkułów
i stawów
Gil)incl ujposuony w najnowsc uridenia
X-R- ay — prześwietlenia
78 LAKESHORE RD MIMICO CL 5-22-
31
Ml-W-l- O
Jan Alexandrowicz — Nofary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych i majątkowych w
Polsce — Kontrakty inne dokumenty Imigracja Incomc Tax
Tłumaczenia
Toronto Ont 799-- A Oueen Sł West Tol EM 8-54- 41
12--W
NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE
KTÓRE SMA-KOWAŁY
KRAJU
Howard
Telefon
Cola - Ale - Cream Soda
BEZPŁATNA DOSTAWA
bankiety i okazje
TORONTO
1
DENTYSTA
v
i
WAInut
W
w dnie powszednio
do godz 7 wiecz
Nie dostarczamy towaru do prywatnych domów
Paczki PEKAO do Polski
DO WYBORU ŻYWNOŚĆ PREZENTY
LUB WYMIENIALNE NA PIENIĄDZE
(prawie 100 złotych za dolara)
Janiąue Trading - J Kamieński
TORONTO Ont: 835 Oueen St W — Tel EM 4-40- 25
EDMONTON Alta: 10649 97fh Street — Tel 2-38- 39
RÓWNIEŻ WSZELKIE LEKARSTWA ITR t
Najszybciej i najlaniej! Wolne od cła!
20--W
ŚWIEŻE POMARAŃCZE I CYTRYNY"" l--lw
tfll
"ZWIĄZKOWIEC"
Giżycki
zachodzącymi
przyjemnością
omy-jwając- ej
rozbrzmie-wającej
zapomniawszy
postanowieniach
przeprowadzony
towarzystwie"
korsykańskim
poczeiwieniał
zabezpieczenie
sprezentowało
ADWOKACI
OKULIŚCI
DENTYŚCI
SCHWABE
ZABEZPIECZENIA
okularów
Boyko
Ginger Orange
1-2-
151
MATERIAŁY
wm
M
t
ifl
4
nłl
fin
'mli
Mi
li m
M
!
f
łSfi I
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 17, 1958 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1958-12-17 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000266 |
Description
| Title | 000442b |
| OCR text | I ""„ vi" 'WBattW'r"J: N '22 GRUDZIEŃ (Pecember) 3rcd 17 — i33 STR l! ! Jerzy M POŁUDNIE Opowieść i kraju na południc od tego piekła na liemi Saharv Ioiaz pańska kolej Ken!" Jego „„n v mówione pełnymi wargami ii iiun' brzmiało dziwnie intmnie diem opuścił pokój N iti k go odświeżył ale me upo-„i- l Pueciwnie — mysi ze kilka mi-nut 'emu w lvm samvm miejscu siała również naga ponętna kobieta — jeszL luiilii'! podnieciła jego pragnienie { brał sie niechętnie i wrócił do sa-Iniii- ku Marie leżała przez poł na wiel-kim tapczanie Zamknęła trzymaną w ri'Mi kiazkę i wsunęła ją pod jedną z pod i-- ok "ie sadzi pan że natiysk bjł tu do-!- i pomjsł?" ictnj! Co to była za książka C mogę ia zobaczyć''" ie może pan! To niegrzeczna po-tti- i- — nie dla młodych ludzi pedza-oi- h -- dinotne życie na plantacji w bru-i- f vsrod haremu tubylczych dziew -- ial (icNwiscie" hui uśmiechnął sie "Nie mam hare-mu Nawet jednej jedynej musso " Sjioiizald na niego badawczo Koniu-c- k ej języka przesunął się łakomie niicdz w aigami "O doprawdy A co pan lobit podczas gdy ja się kąpałam?" Szczeize mówiąc — próbowałem pi obu wzrokiem ścianę by dojrzeć panią pod natryskiem Nie widziałem biilci kobiety od wieków Nie jestem jz nawet pewien jak one wyglądają bez ubianiu" Jest na to łatwa rada" Marie wsta-ła icce jej mignęły ku węzłowi sznura w pjmc Za chwilę szlafrok osunął sie na podłogę Stalą naga z ramionami cofniętymi tekami lekko wzniesionymi Jej ciało lożowe po energicznym ocieraniu się szoistkim ręcznikiem — zdawało się go-rzeć jak alabastrowy abażur Stali tak przez chwilę wpatrzeni w siebie — Dziewczyna z uśmiechem na ustach z oczami stopnio-wo mgła pożądania Ken w napięciu ze wzrokiem ślizgającym się łapczywie po jej wspaniałej nagości Wtem chwycił ją brutalnie i nucił mc l nią na tapczan W ciągu następnych trzech miesięcy Ken nie tracąc zainteresowania w pra-c- y na plantacji był" częstym gościem w Bamako i u Maria-Louis- e Maria Rodziewiczówna o=( (— 0=() ()=() Nagle jęk się wzniósł nad polaną Ki ot ki rozpaczliwy i jedna postać osu-nęła ie na ziemię na trupa powstańca to leżał piersią na sztandaru jak łztjwny bez ducha I znowu cisza Bór szumiał głucho a i dala dolatywały od wsi dźwięki past-usi sunny nikt nie jęczał i nie wzdy-chał — Panienko! — szeptał stłumionym głosem diugi cień człowieczy klękając "bok tiupa Swidy — Nie płaczcie Bóg lak chciał! — koniec przerwało łkanie Ona podniosła głowę i spojrzała w niebo oczami zamglonymi rozpaczą i bólem — Boże Boże! Zabili mi go zabili' — wweptała bezdźwięcznie — Wszy-tko co kochałam wzięła Polska sz-Mk- o a teraz o Boże wez mnie' Jam "o sdina dała śmierci jam go sama za-biła' __ Osunęła się znowu na zwłoki Stdij sługa klęczał ciągle rękawem 'A utarł jęce złożył i półgłosem począł odmawiać pacierz — Zabierzmy go Ignacy stąd' — °'uał sie po długiej przerwie głos kobie-ta tuz spokojny ale zmieniony do nie-pozna- ma — by go nie rzucono we wspól-na doi z Moskalami co tu leża! Pocho-wani) go sami gdzie w puszczy! To bę-dzie moj grób We dwoje dźwignęli z ziemi zwłoki powstańca dziewczyna wzięła w swe ra-miona zwisła głowę i poszli ztra dro-3'- m brzemieniem w gęstwinę gdzie stał Prnvt chłopski wóz strażnika Złożyli 2o na słomie stary na martwe ciało za-r?uc- ił świtę i ruszyli ki ok za krokiem mknąc w gąszczu Bli tak zgnębieni tak przybici ze 'nike zważali na gwar coraz bliższy na gałęzi na tętnienie koni i nie spostizegh jak z gęstwiny wynurzyły fle lufy strzelb siwe kurty powstańcze kilk a psów gończych i spienione łby końskie — Hej kto tam? — krzyknął ktoś jadący na przodzie na widok wozu i ludzi Władka Wismund podniosła głowę Coraz więcej zbrojnych wychodziło na Polane a wśród nich był także purp- ury znak z orłem taki sam jak ten co Pod sosna leżał skrwawiony Spojrzała P° ludziach po broni i zwróciła oczyi "a ieeo co ja zagadnął i co stał na czele oddziału 38 00 PIEKŁA I Same okoliczności powodowały do-statecznie i'ługie przerwy w t eh' wizy-tac- h h dr-tv-ać później spotkaniom ero-- ! tyczny dynamizm Ale młode ciało Ma-n- e pulsujące nie było ijtujiid airakcją ściągająca Kena do sto-jhc- y kolonu Lubił on ich przyjacielskie I rozmów następujące po zaspokojeniu Ipieiwszego głodu miłosneso wnpp7ki1 ido okolicznej brussy pływanie w dolne miasto rzece Niger i prze-jażdżki po niej łodzią przv świele ksie-zjc- a j Maiie bła namiętna Ale lówniez j wełna zdrowego lozsądku o otwartm umsle i pozbawiona hipokrjzu Ken pocza! Me zastanawiać c?v nie byłob Idobize mieć ja stale na plantacji — ja-jko zonę I Ale pewnego ranka gdy opuszczał I mieszkanie Marie ujrzał w ogrodzie in-nego domu po drugiej stronic ulicy (w smukła postać poruszająca sie wolno i po ścieżkach pochjlaiacą sie od czasu 'do czasu be zeiwac kwiat i dołączyć do rosnącego wciąż bukietu Pomimo ze kobieta była odwrócona od niego — nie mogło być omyłki Te bujne wijące się włosy o złotawym od-cieniu miękka linia lekko spadających ramion ponętne zaokrąglenie bioder — to była Stella Wiele iazy podczas tych pieiwszych okropnych miesięcy po nagłym wyjeź-dzie z Ganda — myślał Ken o możli-wości przygodnego spotkania I postano-wił ze w takim wypadku unikając szorstkości sprowadzi on ten kontakt do możliwe] krótkości że będzie unikać rozmowy dotyczącej ich paryskiej przy-jaźni lub tej nocy w Ganda srebrzystym din din din wielkich nietoperzy A jednak teraz gdy mógł po prostu zawrócić i wejść z powrotem do miesz-kania Marie — Ken o wszystkich z bijącym sercem poszedł szybkim krokiem ku ko-biecie w ogrodzie Słysząc zbliżające się kroki Stella odwróciła się 1 wtem Ken zdał sobie sprawę że nigdy nie przestał myśleć o niej Że jedna z przyczyn może nawet najgłów-niejsz- a jego zainteresowanie się do Ma-rie było to że pomimo odmienności ry-sów twarzy — przypominała mu Stellę 31 Pożary i Zgliszcza purpurze js — Zabieramy trupów! — odparła powoli — Trupów! A my od trzech godzin spieszymy im z pomocą — Za późno' — wyciągnęła rękę wskazuiac sosnv na skraju — Wszyscy tam lezą i nie pomocy im trzeba a tylko grobów i sądu bożego nad tymi co panują na ziemi Poszła spiesznie za wozem co się juz był oddalił nieco Partia pozostała jak rażona gromem zgioza zdjęta i rozpaczą! żeby zarząd ich wsłał dniem pierwej' A Władka szła obok zwłok narzeczo-nego i w myśli jej czarnej jak ten bór ataneła postać jego życia pełna ener-giczna a tak bezmiernie ofiarna i przy-pomniała sobie jego słowa ctowane niegdjs przez Czaplica: "Przekleństwem wspomną nasze inne pokolenia co przyjdą" Zwiesiła głowę Sad Boży co strasz-nym miał łnc dla katów Moskali czy u-sprawie-dhwi tych co nosili imię Pola-ków i włali setki ofiar w las po mę-czeństwo' A Kazimierz Swida leżał tymczasem na garści słomy w więzieniu powiatowe-go miasteczka Pod okienkiem co godzi-na przeciągały patrole z więźniami wsrod bagnetów i nie wracały nigdy z oskarżonymi Był to ostatni pochód Polaków Czasami słyszał jęki wleczonych i u-rąga- nia straży potem strzały lub krzyki i werble przy egzekucji Az przjszła kolej na niego Ruszył on wśród patrolu żołnierzy z nabitą bronią gromada gawiedzi Nie było jednej znajomej twa-rzy Wepchnięto go do sali przed sad wojenny złożony z Aprasjewa i kilku oficerów Nie spojrzeli prawie na niego wyrok był gotów — Służyłeś w wojsku rosyjskim bę-dziesz rozstrzelany za godzinę Był na to przygotowany schylił głowę — Chciałbym księdza przed śmier-cią — rzekł spokojnie '— Nie ma czasu! Mamy z tobą parę słów do mówienia Gdzie twój brat? Nip nr7vszedłem tu na wyznania ani śledztwo Wyrok zapadł nie zalezę Też była blondynką i chociaż rysy były nne — kształt twarzy był podobny By-ło tez pewne podobieństwo w budowie ciała A dokoła obu tych kobiet była jakaś nieokreślona aura płci otaczająca tlko intensywnie erotyczne kobiety Obiaz de Ramaillet przemknął mu pi zez pamięć i Ken opanowany był za slepiającym gniewem Zdejmując swój hełm kolonialny i wykonując nim staro-modnie przesadny gest powitalny po-wiedział ceremonialnie- - "Dzień dobry pani de Ramaillet' Jak widzę zbiera Pani kwiaty Prawdziwie romantyczne zajęcie odpowiednie dla pierwszej damy wiel-kiego okręgu " Stella cofnęła się jak gdyby uderzo-na w twarz "Ken proszę cię' " "Co czy cos jest nie w porządku'' Czy pizestałas lubić oficjalny ttuł któ-ry przecież bjl częścią ceny sprze-dażnej''" Twarz Stelli przybrała gniewny wy-raz "Ken — dosc tego nonsensu' I wy-jaśnijmy rzeczy które jak widzę są dia ciebie niejasne " Pewnym krokiem po-deszła do ławki ogrodowej i usiadła Ken stał przed nią Stella powiedziała "Co mam do po-wiedzenia zajmie kilka minut więc mo-żesz równie dobrze usiąść" "Dziękuje serdecznie za uprzejme za-prośmy ale wolę stać dla zmiany cho-ciażby Nie dlatego bym długo siedział tego lanka ale jeszcze niedawno leża-łam w miłym Ręka Stelli którą podniosła do twa-rzy w udanym geście wąchania kwia-tów — drżała zlekka Nie podnosząc głowy powiedziała: "Tak Mane-Louis- e jest bardzo ponętna" Ken usiadł Nastąpiła pauza Potem Ken powiedział- - "Więc wiedziałaś o niei?" Ton jego głosu napastliwy przed chwilą był teraz niepewny Podniosła głowę i spojrzała na niego badawczo "Oczywiście Jesteś juz w Afryce dość długo by wiedzieć że nie ma tu sekretów w białym osiedlu że tubylczy służący widzą wszystko mówią o wszystkim bez konieczności pytania ich o cokolwiek" dodała pośpiesznie Kena znów ogarnął gniew "A jed-nak sadzać z jego reakcji twój mąz nie wiedział o tobie i twojej 'włochatej małpie' przepraszam chciałem powie-dzieć — o dżentelmenie" Stella drgnęła i pou-iosł- a się trochę z ławki jak gdyby che lała odejść opa-dła jednak znów na mi Powiedziała ze smutkiem w głosie: "Nie wiedziałam Ken że możesz być tak okrutnym" "Okrutny? To było proste stwierdze-nie faktu" Jego nonszalancja brzmiała fałszywie "Faktu? Czyż nie otrzymałeś mego listu?" od was! Dajcie mi spokój — Nie potrzebujemy ani twych wy-znań ani śledztwa Mamy tu w papie-rach wszystkie nazwiska i wskazówki Więzienia pełne a szlak sybirski zatło-czony będzie wami Brata twego nam braknie Tego co zaprowadził wojsko na ową przeklętą groblę co dostawiał wam proch pojmał Czaplica i co naresz-cie zamordował assaułę Syrojedowa Gdzie on? — Zabity! — odparł Kazimierz — Kłamiesz Lachu! Wśród trupów go szukano daremnie Musiał uciec Gdzie on? Ty wiesz! Nie wiem W bitwie brat mi zginął z oczu Macie policję i kozaków psy niech tropią zwierzynę! Mnie nie pytajcie Przede mną wieczność księdza rm od-mawiacie więc się choć sam pomodlę' Nie usłyszycie juz ode mnie ani jedne-go wyrazu! Aprasjew wstał Blada icgo twarz za-płyne- ła żółcią jak u innych w rozdraż-nieniu barwi się krwią Zaśmiał się — Będziesz milczeć' Cha 'ha! Znaj-dę sposób na rozwiązanie ci języka! Hei prowadzić go na plac egzekucji riech u słupa czeka dalszych rozkazów! Zwrócił się do dwóch służbowych kozaków — A wy mołodcy luszajciu w dzie-sięciu na dwór tego łotra Dwór strząść od piwnic do strychu i oddać następnie starszynie pod straż a wy mi tu cwałem dostawcie zonę tego buntownika! Marsz! Kozacy ruszyli pędem Kazimierz zbladł i — Panowie — ozwał się — moja zo na słaba chora ma dziecko dwutygod-niowe nie przeżyje napadu' Oszczędźcie ja wyście ludzie także macie zony mat-ki siostry! Ja wam przysięgam na Boga w niebie jak go chcę oglądać po śmierci ze nie wiem gdzie mój brat Zabieracie ojca sierocie zostawcie mu matkę przy-najmniej! Jeden z oficerów odwrócił oczy zmie-szał się drugi ziewnął i począł przerzu-cać papiery: Aprasjew złożył usta w złośliwy uśmiech oczy bazyliszka wpił w ofiarę — Co? Już się odzywasz! To dobry początek resztę dopowiesz jak ta słaba i chora kobieta pozna sie z kozackimi pletniami Hej zabierajcie go stąd je-żeli się namyśli wyznać to niech go sta-wią przede mną Straż popchnęła Kazimierza za drzwi na plac pusty W środku szubienica stała ze świeżo oberznietymi sznurami po ofiarach wczo-rajszej egzekucji U jej słupów posta-wiono skazańca Słonce zaledwie wschodziło czerwo-ną łuną bijać mu w oczy Oparł się o drzewo i wciąż patrzył w tę jasność nie słysząc nic nie widząc nic i nic nie czując - "O tak Twój boy rzuca celnie" "Jeżeli otrzymałeś list — wiesz że to co nazywasz faktem było jedynie mylącym pozorem" "Nie czytałem listu" "Nie czytałeś?" "Z początku Po prostu nie ciekawi-ły mnie twoje tłumaczenia Ale Masson nastawał wiec przeczytałem go później dla świętego spokoju" "Drogi Fernand!" w jej głosie było wielkie ciepło "On jest prawdziwym pizyjacielem " "A ja tylko głupim naiwniakiem któ ry miał bezczelność spodziewać się ze piękna no i bardzo praktyczna dziew-czyna francuska zechce dzielić 'lyzyka' moich planów Ale ona nie chciała ry-zjk- a Chciała zabezpieczenia Czyż te moje marzenia nie były głupimi Pani Naczelnikowo Pierwszego Stopnia?" Stella potrząsnęła głową "To nie by-ło głupim Ken lecz całkiem natural-nym Wiesz dobrze ze kocham kocha-łam ciebie" poprawiła się pośpiesznie czeiwieniąc sie w zmieszaniu "Pewnie pewnie' Kochałaś mnie a twój ojciec wziął ołówek do ręki i do wiodl ci na ćwiartce papiem ze nie mam dosc pieniędzy by dać ci to upra-gnione " Stella podniosła się z ławki i pochy-lając się chwyciła go za rękę któia tmmał na kolanie "Ken — jesteś zi aniony i urażony Ale to nie usprawiedliwia twego usto-sunkowania się do mnie Jest ono nie-uczciwe Znasz mnie dość dobrze by wiedzieć ze nie interesował mnie roz-miar twego rachunku bankowego Ale miałam obowiązek wobec mego ojca Wiesz dobrze ze wobec śmierci mojej matki przy urodzeniu mnie — musiał on bc dla mnie i oicem i matką Od-mawiał sobie wszystkiego by moc dać mi dobre wykształcenie A nie mając nic poza swą niewielką emerytura — był w ciągłej obawie o moją przyszłość Ja musiałam to zrobić dla niego Mu-siałam zrezygnować z naszej miłości Musiałam wyjsc za mąz za pana dc Ra-maillet lub kogoś w tym lodzaju " Z trudem zdławiła łkanie "Ken — czy kiedykolwiek skłamałam tobie?" "Nie nigdy" Stella usiadła na ławce Milczała przez chwilę "A jednak nie wierzysz mi Tak 'ak nie uwierzyłeś ze to co ci pisałam o pa-nu Antonetti było prawdą Ale to była prawda Jestem młodą normalną kobie-tą Z normalnymi dla młodej kobiety pragnieniami i potrzebami Mój mąz jest bardzo dobry dla mnie na swój sposób Ale " zapłoniła się zmieszana "Powiedzmy ze pan Antonetti jest znacz-nie młodszy od niego i silny Bardzo sil-ny I chociaż nigdy nie było nic między nami — wiem ze pragnie on by było Dziesięciu żołnierzy z nabitą bronią stanęło wprost jego piersi olicer prze-chadzał się tu i tam pobrzękując szablą Usta Swidy poruszały się chwilami chciał się modlić lecz zapominał słów i treści za lada ruchem czy głosem dreszcz nim rzucał po źrenicach prze-chodziła jak mgła obłędu zwracał je na szlak dobrze znany dyszał jak ranny śmiertelnie zwierz Słonce wstawało coraz jaśniejsze W miasteczku ruch się zaczynał z do-mów wytykały się żydowskie głowy zbierała się gawiedź około domu zarzą-du biegała służba przyjeżdżały i odjeż-dżały ordynanse różnymi drogami wle-czono nowych więźniów a i drzwi zdob-nych dwugłowym orłem bez czapek ze zgiętym karkiem czekały gromadki chło-pów szepcząc między sobą Wsrod całej tej ciby skazany stał obojętny nieczuły ze skrzyżowanymi na piersi rękami z głową opartą o drewno szubienicy z jedną okropną myślą w mózgu Minęły dwie godziny Widąc ze sie chwieje na nogach przywiązano go do słupa mieniono żołnierzy oficer spy-tał czy wyzna co wie o bracie Potrząsnął głową patrzył wciąż w jednym kierunku I nagle zdało mu się ze na drodze tej coś zamajaczyło Rosło rosło zbliżało się Zrazu tylko kłąb ku-iz- u potem by końskie kozackie piki i wśród dziesięciu puszczonych cwałem wierzchowców wóz jakiś skaczący po nie-równościach gruntu Kazimierz jęknął Kto raz słyszał la-ki jek ten go do śmierci nie zapomni Kozacy gnali na oślep jak huragan wpadli na rynek osadzili konie przed sądem w wozie leżało coś białego Aprasjew ukazał się na ganku Star-szy z Doncow salutując podjechał bli-żej wojsko broń Zrobiło się nagle tak cicho ze każde słowo sły-chać było o wiorstę Skazany słyszał je W oczach jego zamiast mgły nabie-gł- a krew cienkimi żyłkami wargi drżały rysy kurczyły się ostatnim wysiłkiem Patrzy juz prawie nieprzytomny na wóz — I cóż? — rozległ się glos satrapy — W domu nic nie znaleźliśmy — odparł kozak Chłopi objęli straż kobie-tę zabrali na podwodę Ot leży chora była jęczała całą drogę Aprasjew zeszedł ze schodów zaj-rzał w wóz zmarszczył brwi pochylił się więcej ręką trącił białą postać — Toz ona nie żyje łotry! — krzyk-nął nagle — Trupa mi przywieźliście hultaje kiedy mi ona do śledztwa była ootrzebna! Na od wach was za to wpa-kuję i kije! Postać powstańca u słupa zadrgała parę razy rzucił się w tył wybełkotał ?oś zachrapał i zawisł na sznurach oczy nieruchome patrzyły jeszcze na wóz i NOTARIUSZE! Fiss Ruih Canłon BA CPA Adwokat Obrońca Notariusz 1337 Dundas St West Toronto Godz urzędowania 9 rano do 9 lccj_ Muro LE 7-11- 33 Mlcsz RO 6-99- 08 ti 100 G HEIFETZ BA ADWOKAT S HEIFETZ NOTARIUSZ 55 Wellington St W Toronto Out EM 6 4451 wieczorem WA 3 4495 91 S JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1437 Oueen St W — Toronto Tcl Biura: LE 3-12- 11 Micszk: AT 9-84- 65 56S GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polaku 1147 Dundas St W Toronto Tel LE 4-84- 31 i LE 4-04- 32 E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) i R H SMELA BA LLB POLSCY ADWOKACI Sspolnkv firm} mlwukiuklej Blaney Pasternak Łuck & Smcla 57 BLOOR ST W rOK WA 4 9755 prjimij uiecoraml za telcfonlcz-nn- i porotiniienlcm 55 h CM BIELSKI bab cl ADWOKAT I NOTARIUSZ Prz Jęcie cocllcnnle Sultc 702 llornwint IililC 21 Dundas Sąuare (przy Yonsc SI ) Toronto — EM 2-12- 51 Wieczorami za uprzednim telefonicznym porozumieniem 72 W OKULISTKI Br Bukowska-Bejna- r O D Wiktoria Bukowska O D prouucla nowoczesny Bnblnet oluillslczny przy 274 Roncesvalles Avenu obok Gcoffrcy St Tel LE 2-54- 93 Coillny piyJc'4- - codziennie od 10 rino do II wieczór W holjoly od 0 runo do 4 po pol 37S DO TYCH TAK WAM W RODZINNYM na inne W TELEFONUJCIE Dr E WACHNA DENTYSTA Godziny: 10—12 2—8 386 Bathurst St — EM 4-ĆS- 15 W Dr Tadeusz Więckowski LEKARZ - Tel WA 20844 310 Bloor St W — Toronto projmujc io iiprmlnlm porozumie- niu telefonicznym W Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Speclallsta chorób lamy ustntl Plijslcliins" A Siireeoiis" Hulldlnjf Kancelaria No 270 86 Bloor St W — Toronto Telefon WA 2-00- 56 Dr M LUCYK DENTYSTA 2092 Dundas St W - Toronto Teł RO 9-46- 82 W Dr H DENTYSTA 71 Park Av (róR Koncesvallcs Godz przyjęć za zam telefon LE 1-2- 005 49-- S Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA 129 Grenadier Rd (drufil dom od nonccsvalles) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem LE 1-4- 250 S DLA WASZYCH OCZU ZEISS Punktal szkła do już ck' nabycia w Kanadzie Pytajcie o nic u Waszego specjalisty od oczu 03 s Zbigniew H DC DOKTOR CHIROPRAKTYKI Specjalizacja !erenia arlretyzmu reumalyniu lumbago syjulyki dolegliwości mukkułów i stawów Gil)incl ujposuony w najnowsc uridenia X-R- ay — prześwietlenia 78 LAKESHORE RD MIMICO CL 5-22- 31 Ml-W-l- O Jan Alexandrowicz — Nofary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych i majątkowych w Polsce — Kontrakty inne dokumenty Imigracja Incomc Tax Tłumaczenia Toronto Ont 799-- A Oueen Sł West Tol EM 8-54- 41 12--W NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE KTÓRE SMA-KOWAŁY KRAJU Howard Telefon Cola - Ale - Cream Soda BEZPŁATNA DOSTAWA bankiety i okazje TORONTO 1 DENTYSTA v i WAInut W w dnie powszednio do godz 7 wiecz Nie dostarczamy towaru do prywatnych domów Paczki PEKAO do Polski DO WYBORU ŻYWNOŚĆ PREZENTY LUB WYMIENIALNE NA PIENIĄDZE (prawie 100 złotych za dolara) Janiąue Trading - J Kamieński TORONTO Ont: 835 Oueen St W — Tel EM 4-40- 25 EDMONTON Alta: 10649 97fh Street — Tel 2-38- 39 RÓWNIEŻ WSZELKIE LEKARSTWA ITR t Najszybciej i najlaniej! Wolne od cła! 20--W ŚWIEŻE POMARAŃCZE I CYTRYNY"" l--lw tfll "ZWIĄZKOWIEC" Giżycki zachodzącymi przyjemnością omy-jwając- ej rozbrzmie-wającej zapomniawszy postanowieniach przeprowadzony towarzystwie" korsykańskim poczeiwieniał zabezpieczenie sprezentowało ADWOKACI OKULIŚCI DENTYŚCI SCHWABE ZABEZPIECZENIA okularów Boyko Ginger Orange 1-2- 151 MATERIAŁY wm M t ifl 4 nłl fin 'mli Mi li m M ! f łSfi I |
Tags
Comments
Post a Comment for 000442b
