000415b |
Previous | 9 of 10 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
ar--:
mmimmm —1""'™1" IT:7r -- 1 Jt- - „ l „ J - II ' III J
w? „ ' Cjjf "
' t _ i- -i
m
NR-J- ł "ZWIĄZKOWIEC" LISTOPAD [Navemfcsr) Sobota 29 — 1958
-- %
Jerzy 33
Opowieść x kraju na południa od lego pieklą na ziemi Sahary
mkaz ręce Idź Wracaj Zcgnii się
PmhcU" — tłumaczy danemu kandy-datowi
na drwala tubylczy felczer
Dobry
Dobry "
Dobry "
Doktorowi coraz bardziej chciało
1C "J IC
Oh nie! Tego nie można l'oc to
jtdrcc Co za pomysł przysyłać taką
nunc' ['rzecicz on nie dojedzie nawet
do dżungli"
Wślizgnął się pewnie po drodze" —
mottil gospodarz "Te stare dranie czę-sto
1 i robią by pozwolić zwiać synom
od nich na rodzinnych
pol?ch ' Potem do stróża: "Hej Samba
_ Cuaj tu
Przedstawiciel młody ale pełen
godnOiCi gdyż należał do rodziny kacy-ka
Siedział w cieniu drzewa diubalc na
skórzanej poduszce przyniesionej przez
jednej z paziów żuł orzechy kola i
spluwał niedbale przysłuchując się zar-lo- m
chłopaków
Wstał mrucząc gdyż Samba przysła-ny
przez białego i pewny jego poparcia
_ nic żenował się i wołał na niego jak
na jakiegoś zwykłego wieśniaka
"Tm młodzieniec" mówił kupiec
ttskazuiac na starą ruinę o cienkiej szyji
na której żyły były tak napięte jak gdy-by
głowa chciała się oderwać — "ten
młodzieniec jest tak piękny że dopraw-dy
nie mam serca zabierać go z twojej
wsi Odeślij go twojej matce na kochan-ka"
I zaśmiał się głośno a Samba i fel-czer
poklepali się po udach z uciechy
"Przedstawiciel- - poszarzał z wściekł-ości
1 milcząc popchnął starego ku
bramie podwórza Wezwany kiwnięciem
paź Mszcdł za nim za wrota i ściągnął
go paic razy przez plecy drzewcem cze-kana
Paziowie rozsiedli niedbale na ogro-dzeniu
z banko zarechotali piskliwie bo
siary dreptał tak śmiesznie zgięty w
paląk 1 becząc jak owca
"Dobry "
"Dobry "
"Dobry "
— mówił doktor i podnosząc od cza-su
do czasu hełm korkowy ocierał pot
z czoła Po odrzuceniu jeszcze trzech cho
rych na różne tropikalne przypadłości
-- -1 -- jŁfc llf-i-- - -- ♦
i
~
- ww
— Patrzaj patrzaj! krzyknął teraz
Topolmcki i rękę wyciągnął
Człowiek się poruszył
— Źyjc! — wrzasnęli obaj szaleni
radością
Po chwili Jcrzyna już złowił łódkę
przeszedł w nią i załamał ręce Przed
mm leżało widmo Świdy
Z odzieży zostały poszarpane krwiste
łachmany obnażona pierś czarna była
od razów nic miał butów czapki twarz
pokrywało błoto i krew z rąk obdartych
ściekały czerwone pasemka z ust sączył- a się też obficie krew Żył jednak rzu
tu parę razy oczami spojrzał na nich
podniósł rękę — i zemdlał
Powstańcy wsunęli się z czółnami w
?ąszcz loży ukryli się jak mogli i zajęl-i
się nim z całą troskliwością Po godzi-we
odzyskał przytomność obejrzał się
1 wstał Rany miał zawiązane krew ob
li)"] odzieli go jak mogli
— Nie ruszaj się pan! — błagali
— Dziękuję koledzy! Juzem zdrów!
fyńmy dalej wszak dziś niedziela tam
"a nas czekają Nie było pogoni?
— Nie Mozę nas nie dostrzegli i po-pali
prosto Ale pan jak im uszedł z
Życiom"'
— Myśleli żem zabity Pobiegli do
łna b was ścigać a ja tymczasem —
i
iw nic wiem sposobem ode
rwałem bmolaka i wdrapałem się do
"odka Musieli gonić niezawodnie i do-to- e
zescie się skryli ale teraz w drogę
"' Zwn'
rrZVUkll liinknA rrn Ur-- J łtirJflki
prosili go tvlkn hv sam nip nraeował
W Sie nu hrnł a~ : i : -- 1!
płsca szczęśliwi że go jeszcze mieli
Wgo Nie bali się już pościgu Rzeka
OZleWała SIP w tvclop' riminn fnrmil- -
£C vsepki kanały zalewy wśród któ-- J
m''"m dv juz ich nie znalazł
swida pod wieczór dostał gorączki f się siln m Pomimo przekładali wi- -
r"L icn zmęczonych zaczął wiosłować
' Jęku- - Jakby zdfÓW b'ł
ranie Powstańcy patrzyli nań z z&- -
'Jicin 1 UWIPlhioniom
Pod wieczór dobili do celu Miejscem
aaazki była mała zatnnzka ukrvta w ta
ach znakiem umówionym pamięt-- 9 głOS kllk-IlH- ri
Giai1 czółna u brzegu wyszli na ląd
"głęboka przygniotła ich jak zła
hWu mieJsce to oddalone było od
irzask ogni dochodziły tu wyraźnie
#wrigiiii
Giżycki
NA POŁUDNIE OD PIEKŁA
potrzebniejszym
przeditawiciela"
Rodziewiczówna
przegląd bł sknncjnnu
Materiał bł naogół marny Kack
— drań który przecież dostawał łapów-ki
'od głowy" przysłał wjbiórki z wy-jatkic- m kilku tęgich chłopaków któ-rjc- h pewnie chciał się pozbvc ze wzglę-do- w osobistych Pewno jakieś "silne
głowy" jak się mówi po francusku
Juz ich tam w lasach wytresują!
Zajechały ciężarówki na które zało-żono
z boków i z tyłu drewniane krat
adbroydzseię to bractwo nie rozsypało po
Z kijem w ręku Benedykt starsz
szofer ogromn Dahomejczyk o smpa-Uczne- j
inteligentnej twarzy kierował
ładowaniem Pakował jak szparagi O siedzeniu nie bło mowy Stali ściś-nięci
jeden przy drugim zbici jak po- stawiona sztorcem wiązanka szczap Mie-li
tak jechać setki mil z przystankami
na noc lub dla oblewania wodą zemdlo-nych
Tu i ówdzie — kobieta Jedna na
piętnastu — do gotowania i "spania"
Tam gdzie tną drzewo wsi prawie nie
było Zresztą te wsie w wielkiej dżungli
— pożal się Boże! Dziesiątek chat — i
juz wieś Więc chociaż szkoda było
miejsc — trzeba było mieć z sobą kilka
kobiet
Poprzez kraty widać było rzędy wy- bałuszonych wylękłych ślepi Błyszczały
zęby otwartych ze wzruszenia gęb
Aaaaaaaaa1 — wyrwało się chórem
z piersi ściśniętych o plecy towarzyszy
gdy pierwsza prowadzona
zięcznie przez Benedykta zatoczyła w
pędzie łuk i wypadła za wrota
Jechali przez osadę
Tak jechali! Jechali jak biali jak
sam wielki kacyk gdy go komendant
brał czasem na przejażdżkę
Więc raptem duma poczęła ich roz-pierać
Radość ze paradują tak godnie
przed znajomymi Rzucali wrzaskliwe
żarty niedbałe pożegnania
Benedykt siedzący bokiem na szo-fcrski- m siedzeniu spoglądał z pogarda
spod pięknego korkowego hełmu na tę
półnagą dzicz Wiedział ze będzie do-brze
jeżeli po dwóch latach "kontrak-tu"
połowa z nich zostanie
Wiedzieli o tym właściwie i oni od
tych co wrócili ale nie myśleli o tym
w tej chwili co będzie za dwa lata Tak
ałafraA+AAAA
Maria
ciężarówka
=0=OC=ł
26
Pożary Zgliszcza
i Mf-rMgngiieiicgg=-
a[K
jakim
yWlenla
Świda powtórzył parę razy wołanie
Nie było odpowiedzi
Spojrzeli po sobie Ręce im opadły
Znowu rozległo się hasło w ciszy tej
dosłyszalne o milę
A dk A I
n n
i
—
'
Zaszeleściło cos w krzaKacn czarna
Dostać wypełzła na widownię odpowie
działa takimze wołaniem
— Kto ty? — krzyknął Aleksander
— Brat! Z prochem przyjechaliście?
— Tak Gdzie partia?
Człowiek zbliżył się kulejąc Miał
głowę obwiązaną chustka rozpacz i wy-niszczenie
na twarzy Stanął oparł się
o strzelbę patrząc z dziwnym wyrazem
na czółna _ Proch' — zaczai powoli — Cze
muż go tu nie było przed trzema dniami'
Czekaliśmy go jak zDawienia jas Kona-jący
świętych olejów dalibyśmy uciąć
rękę za garść tego siwego piasku A te-raz
— juz niepotrzebny!
— Czaplica wypuściliście? — zamru-czał
świda
— Uciekł W nocy podsunął się jak
gad do najbliższego ogniska nad pło-mieniem
opalił sznury i poszedł dla nas
po zgubę'
— Rozbili partię"' _ Moskale znaleźli nas gotowych
Spodziewaliśmy się napadu Strzelaliś-my
godzinę bili jak lwy' Potem nie sta-ło
prochu poszliśmy w rozsypkę' Nie
gonili nas — hUo im dosyć na jeden
dzień tego kurhanu pod który nazajutrz
„in7iiitmv nipciuset swoich
w doł bez trumien bez krzyża jak zbro
dniarzy'
Człowiek zalkał z głębi duszy
_ Cóz dalej? — spytał świda po
chwili milczenia _ Dalej nic Zostało nas trzystu co
godzina znika po kilku Dezerterują
biedacy a reszta zewsząd otoczona cze-ka
śmierci _ Gdzież oni? _ O parę wiorst stąd Mnie zostawio-no
dla was Zaprowadzę jeśli chcecie
_ Woda1 _ A tak' nawet to bliżej'
Ruszjli
Jerzvna z Topolnickim milczeli po-nuro
Mozę i im zaświeciła myśl ucieczki
dezercji jako jedyna deska zbawienia
Znal ustronne straże osady :w dzikicn
miejscowościach gdzie ukryty zbieg
przeczekać najgorsze chwile Mc
demoralizuje żołnierza
bo gorzej nie
trudno jest przewidzieć co będzie jut
Jechali jechali jak biali!
ro'
Rozdział XVI
Ody Ken powrócił do placówki Fcr-nmd- a
postanowili udać się na wielką
turę myśliwską która stopniowo wypro-wadziła
ich poza granice okręgu Masso-n- a
Na terytorium gdzie stosownie do
jego tropiciela bła pewność znalezie-nia
hipopotamów i bowołów
Wyszedłszy o świcie z malej wioski
gdzie pozostawili służących i ekwipu-nek
szli juz przez jakieś trzy godziny
poprzez w suszone słońcem kizaki —
Ken Masson czarny tłumacz którego
niezdarna francusczyzna była bardziej
malownicza niz użyteczna dwóch traga-rzy
i tropiciel który w tym wjpadku
miał również rolę przewodnika
B li w drodze do rzeki gdzie miah
jakoby bc hipopotamy
Torturowany przez piekielnv upal
znudzony monotonią pejzażu Ken począł
się zastanawiać dlaczego mdisz ten
trwał tak długo Coś bjło nie w poi zad-ku
Znając sztuczki do których ucieka-ją
się nieraz murzyńscy przewodnicy
Ken począł obserwować starannie ich
tropiciela Wkrótce zdał sobie prawe
ze szli zygzakami nie mającymi uspra- wiedliwienia na tak płaskim terenie
Ken bł przekonany ze zrozumiał
procesy myślowe ich przewodnika "Hi-Doootan-w
nie sa Dewne Mozp noshsza
ich zawczasu i beda sie trzvmać do srnri- -
ku rzeki wj suwając jedynie wierzchołki
nozdrzy uniemożliwiając w ten sposób
strzelanie do nich Jeżeli jednak będzie
prowadził białych tu i tam poprzez krza
ki — wcześniej czy później muszą się
natknąć na antylopy Dobre mięso' Wy-żerka
pierwszej klasy!"
Gdy Ken Dowiedział Fcrnanrlnwi n
swych podejrzeniach ten wezwał tłuma
cza dowiedz przewodnikowi oświad-czył
a ton ieeo ciosu nie Dozostawiał
żadnej wątpliwości co do tego ze był
wsciemy — -- ze jeżeli nie dojdziemy
wkrótce do rzeki — ten drań zawrze
znajomość z kolbą mego karabinu"
W kwadrans później byli u wody
Wszędzie pełno było olbrzymich talerzo-wych
śladów W miejscach gdzie stro-my
gliniasty brzeg poprzecinany był
wąwozikami odchodziły wgłąb brussy
charakterystyczne ścieżki wydeptane
przez zdążające nocami na pastwiska
hipopotamy
"Ciekawe" myślał Ken "ze zwierzę-ta
te nic pasą się u brzegu lecz odcho-dzą
pionowo od niego nieraz nawet dość
daleko i tam dopiero poczynają szukać
pokarmu"
Naprózno jednak rozdzieliwszy się
na dwie partie szukali w dół i w górę
rzeki Hipopotamów nie było Zniechę- -
-- 1 — ~~ g- t- —
choćby walczył w najświętszej sprawie
jak klęska
Placówka w jakimś nadbrzeżnym le-sie
przyjęła ich jak zwykle okrzykiem:
"Kto idzie?"
Odpowiedź nie ucieszyła powstańca
Puścił ich bez słowa bez powitania nie
podnosząc się z ziemi na której leżał
nie dbając już o regulamin
Weszli do obozu Wokoło kilku dym-nych
ogni siedziały gromadki ludzi wy-chudłych
sczerniałych od niewygód po-ranionych
licho odzianych bezmyślnie
patrząc na kociołki z jedzeniem Nikt
nie rozmawiał nie śmiał się nie strzelał
na wiwat Potężne zniechęcenie nosiła
każda twarz Pod sztandarem ściemnia-łym
od prochu poszarpanym w kilku
miejscach kulami ku któremu zaraz na
wstępie poszły oczy świdy siedział Żeli-sławs- ki
z obwiązaną lewą ręką wychu-dły
na tykę
Ten jeszcze śpiewał po swojemu ale
nie była to juz raźna pobudka legionów
Do uszu świdy doszła tęskna nuta zna-nej
piosenki:
Lecą liście z drzewa
Co wyrosło wolne
Na szelest gałęzi tuz za nim chłopak
oczy podniósł Oczy te o poopalanych
rzęsach czerwone smutne zaświeciły na
widok towarzysza lecz zaraz igasły
przerażone śladami razów i ran
— I wam było ciężko — rzekł poda-jąc
rękę przyjacielowi
— Było aleśmy żywi i proch jest
Co przeszło minęło — odparł Świda
serdecznie ściskając dłoń chłopaka
— Aha co przeszło minęło' I nie
wróci się nie! — odparł chorąży kiwa-jąc
głową
— Ha wola Boska! — świda na orła
patrzył i opzy mu nabiegały ogniem —
Trzeba ginąć ale nie utyskując nie
skarżąc się nie jak podli! He kolego
myślałem ze choć nas dwóch nie straci
energii i ze padniemy szczęśliwi koło
tego ptaka! Otuchy bracie czy i ty osła-błeś?
Pójdziemy w pochód jeszcze!
— To i dzięki Bogu! — Zelislawski
wyprostował się i uśmiechnął się po
swojemu — Tylko mi nie mow żem
otuchę stracił mnie com z sześciu par-tiami
bojował i ginął! Nie ochoty mi
brak i zapału o nie! Ale gdy pomyślę
ilu byśmy tych złodziei wytłuc mogli
zęby ot tak prochu odrobina to mnie
wtedy taka złość ogarnia szalona jaką
tylko Mazur czuć może A przy tym
Chłopak się obejrzał czy go kto nie
słucha
Powstańcy otoczyli Jerzynę i Topól
nickiego opowiadano nawzajem minio-ne
wypadki
Aleksandra nie widziano za drzewem
— A przy tym — mówił ciszej Źeli-sławs- ki
— brat Wasz za święty na taką
wojnę! Pozwala dezerterować każdemu
i zabrania strzelać do chłopów: no to i
skończona rzecz! Teraz stoimy tak że
ceni rozpoczęli odwrót Po godzi lie
marszu byli znów nad rzeką Tm rvcm
nie była to jednak jakaś nowa sztucka
przewodnika Okazało się ze izeka za-taczała
tu wielki łuk który właśnie prze-cie- l'
Postanowili się wykapać b sie tro
chę odświeżyć W kilka minut później
gdy nadzy zbiegali na praszczsta plażę
wielkie krokodylisko dało z mej nurka
i zniknęło Wchodzili juz do wod yd
spostrzegli w niej o kilkanaście kroków
od brzegu długi brunatny cień To kro-kod- yl
zamiast uciekać spłoszoin cza-tował
na egzotyczne białe" mięso
Zgrzani zmordowani nie mieli za-miaru
rezgnować z kąpieli Na zmia-nę
jeden z nich na golasa z karabinem
w ręku stał na czatach u wejścia do
płytkiej zatoczki podczas gdy drugi ka
pał się gotów w każdej chwili do uciecz
ki na brzeg
Odświeżeni ruszyli dalej
Po jakiejś godzinie lekki wiatr pi
niosl do ich nozdizy znajoim zapach
Ken pociągnął nosem raz i diugi Tak
to byl dm 7 palących się łodg kuku
rjdzy lub sorgo Czyżby dochodzili do
jakiejś osad- -
Z niewielkiego pagoika na kton
weszli dostrzegli wieś mui Miska Nie
widać blo jednak tych paskudnych
płaskich kaz z ubitej gliny ktoie w tch
stronach zwiatowaly mieszkania białych
Ruszyli ku wsi gdy tłumacz podbiegł
do nich i wymachując długimi łapska-mi
począł perorować z ożywieniem swa
trudną do zrozumieniem francuzczyzną
Kilka razy powracało z coiaz to silniej
S7ym naciskiem to samo zdanie- - "Ya pas
bon Mossie — mouche!" — Nie dobrze
panie mucha!
Nie mogąc zrozumieć o co mu cho
dziło Ken machnął ręką i ruszył ku wsi
Masson szedł za nim
Dziwne to było osiedle Dwie liżecie
chat opuszczone waliło się w gruy Tu
i owdzie wałęsały się ospałym krokiem
wynędzniałe postacie w łachmanach W
cieniu chatynek oparte ciężko 0 glima
ne ściany lub wyciągnięte bezwładnie
na brudnych matach widniały okropne
żywe szkielety obciągnięte pofałdowaną
szarawa skórą
Zdumiony Ken odwiódł się ku tłu-maczowi
Teiaz dopiero spostrzegł zi-oń
jeden przy nich pozostał Reszla ich
murzynów gdzieś zniknęła
"Co się tu dzieje?" pytał Ken "Ce-mu
ta wieś wymiera?"
"Mucha! Mucha zla bardzo' Utnie —
śpisz długo długo Polem zdechniesz
całkiem "
W tej chwili Masson drgnął i ma-chnął
nerwowo ręką Prawie równoccś
nie Ken poczuł dotkliwe ukłucie w kark
odruchowo klasnął po nim dłonią
AiAAfcAai--'-1Łi- Łi J
chyba z rozpaczy iść do roboty zabić
kilku Moskali i na gałąź!
— Dlaczego!
— Bo nam chłopstwo ruszyć sięMiie
daje uzuchwalone porażką Jak się
lasu wytkniemy w pole w jednej chwi-li
juz otoczą krzyczą chcą brać i wia
zać! Ach żebyś wiedział kolego co się
we mnie dzieje gdy trzeba przed nimi
się cofać! Ach!
Powstaniec az poczerwieniał na to
wspomnienie
— Idźcie do wodza idźcie! — piosił
gorąco — i namówcie go zęby iść ru-szać
się bić działać bo jak kocham
Warszawę tak za trzy dni z partu zo-stanie
dziesięciu! To trudno z głodu
nędzy i bezczynności złe myśli przy-chodzą
Świda słuchał nie przerywając iu
szył ramionami
— Czy dezerterzy myślą ze ocaleją''
Imaginacja' Czaplic zna całą pailię wy-da
wszystkich1 Ach czemuście go le-piej
nie strzegli'
— Postawili na sliazy jakiegoś pa-niczy- ka
zasnął — burknął chorąy --
Wódz mu to płazem puścił ot sicdi
lam' — dodał icką wskazując
— Skończone cuda' — szepnął Air
ksander odchodząc — Skończony wnet
będzie nasz trud' Mozę jeszcze jedna
walka i trochę męki' Biedna moja Wład
ka'
Pod szałasem z liści i chrustu leżał
Kazimierz lekko ianny Bracia zemieni-I- i
z sobą tylko spojrzenie i uścisk dłoni
i przeszli do obecnej chwili nie wzmian
kując o ranach to im dusę rodaiły od
czasu rozstania Aleksander zdał rapoil
wręczył pieniądze powtórzył rozkaz wo-jewody
Ułożyli plan dalszy
Obóz zaruszał się niebawem Imię
Aleksandra drgnieniem przeszło po
wszystkich ożywiło najbardziej zniechę-conych
Jerzyna z Topolnickim mówili
o nim z jakąś czcią bafwochwalczą a
Żelisławski uwijał się wśród ognisk j
wołał z frenezją:
— Górą nasza' Kukułka jest wrócił!
Hu-ha- ! '
"Kukułka jest!" — przebiegło po
obozie jak hasło wybawienia on tu był
panem wodzem kochaniem!
Na rozkaz'wodza odbito przywiezione
paki rozebrano broń Żelisławski obła-dowany
nabojami nie zważając na zmę-czone
nogi tańczył obertasa z każdym
co mu się nawinął
Noc zeszła na próbach broni i oży-wionej
rozmowie Aleksander leżał w
szałasie ludzie wyglądali go niespokojni
i okrzyk radosny powitał go gdy się
wreszcie ukazał koło ognisk
— A co? A co? — wołano chóremjj
Młody człowiek spokojnie' zapalił 'faj-kę
wziął torbę na plecy przerzucił
strzelbę przez raiiiięS FlZ
— Ot co-rrjjodparłlakonłez-nic
pod-nosząc
rękę""
Jedyny Polski Salon Piękności
Agnes Beauły Salon
Spccialiidcia w trwalcl onduUcl
farbowaniu I układaniu wlov6w
)?5 HARBORD STRCE1
(blisko HMhurMl
TEL: LE 4 3070
Oluarte uirnorami
7'J 1 102
DLA ZABEZPIECZENIA
WASZYCH OCZU ZEISS
Punktal
szkła do okularów
juz do nabycia w Kanadzie
Pytajcie o nic u Waszego
specjalisty od oczu
91 s
CZOSNEK JEST
DOBRY DLA WAS
SPYTAJCIE SWEGO DOKTORA
LUD DROGERZYSTE
nPrtlrCiiiiriMtMlissicsi'ttktrsna )liinvInini ikitmrtuMlurluiolnmAhmdi-a- mumsśirnohidlpakircilehlrmucn
I smaku kapsułki auli ra)ii c i7
su wilac dJ Ktmskl rosnko
wi'j t w W) skoiult ns[)ant'j formlo nlmimiiciii prłna uukisi1 i usłjst
Kit ktrit li kti sioilka inslimiCK"
Adims (arlu 1'rai'li's 7ulura Salt
Mlimulł' klnr usmlersn holi- - prn
n winit wmli' t tiilirlwmli rmniKfi
W tin iui1 s'v dniwltij I nioinlrj
Kupili-- pni Kv Adams (iarlli Peark--s
lak Jak tNsltfi' ni ni min ji'wii iiK a pioknnaile sic ?i" biillci li
adnwoltuil i'si Ir Ji-- nM ll'l I !5
Słarokrajowa
Apteka
p p Modwidskich
"Saniłas Pharmucy"
Wysyłka lekarstw do Polski
204 Bałhursł SI Toronto
(kolo Queen) Tol EM 3-37-
46
POZBĄDŹ SIC
Siwego
wlosu
bsdiiosi młodszy
o latał
RET0NE
banlo znany śioilck
mcdycny nada Two
R 1
jemu włohowi kolor pierwotny
i piękny
Boi użycia farb I utlonUnia
Dziiiaj przyślij wmówienie wraz
z $250 na adres:
ANCHOR DISTRIBUTORS
PO Box 1083 Statloo "C"
Toronto Ont
Obecnie no nabycia w
"MIDTOWN DRUGS"
(32 Oueon St W (rńu Palmomlnn Avo)
Toronto Ont — Tol EM 8 7200
ri!7 we wszystkich nplckach
Tyslio podlekouuń - Owiiriintowmiy
zwrot piciilędy w ralo niezadowolenia
Proszę plsnć o bezpłatne Informacjo w
sprawie "Ilclonc na siwe włosy"
l-K- -4
Lunsky
WA 1-3- 924
11 Gorovole Avo
--mw
""r!"S"3?5
Jedyny Polski Salon
Piękności
Marya's Beauły Parlor
Specjalizacja w trwalcł
ondulacji "Pcrmancnt
Wawcs
216 Bathursr St EM 8-44-
32
P
LEKARZE
NOWOOTWARTY
GABINET LEKARSKI
Dr L GINZBERG MD
LEKARZ CHIRURG
i l niurrowctti W lodiMiskleKo Ogńlrm
praktika C Imrotn koblorc Akiuicr
640 BLOOR ST WEST
iró) luclldl
LE 2-22-
22
Otwarte ml 2 4 16 8 uleczrtr
orw na eaiutm lenia
B7ri)5
DENTYŚCI
Dr H SCHWABE
DENTYSTA
71 Howard Park Ava
irńK Knmoiynllosj
Goilz prrjjcć za zam telefon
LE 1-20- 0S
49 S
DR T L GRADOWSKI
DENTYSTA CHIRURG
Mówi po polsku
514 Dundas Sł W — Toronto
Tol EM 8-90-
38 7P
DR W W SYD0RUK
DENTYSTA
lnymu po upnodnlm MUfanlci
nym porozumieniu
80 Roncesvallos Ave Toronto Tl LE 5-36- 88
41P- -
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
129 Grenadier Rd
IdrtiKl dom od Ronccviillcii)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE M250
n
OKULISTA
S 0 Df
Dadanlo oczu dorosłych I diltcl
Sporządzanie recept
Dopasowywanie okularów
420 Ronccsvallos Ave
Ililliiko Howard 1'arki
Teł gabinet LE 1-4-
251 Mieszk CL 9-80-
29 P
OKULISTKI
Br Bukowska-Bejna- r O O
Wiktoria Bukowska O D
prowadzi) nowoczesny gabinet
okulistyczny przy
274 Roncesvalles Avenua
obok Geoffrey St
Teł LE 2-54-
93
(indlny przyjęć: codlennie od 10
rano do I) wlcciór W noboly od
IU rano do 4 po pol 378 5b"
OKULIŚCI
BR0G0WSKI
Okulista
470 College St
Oczy badimy ckulaiy dostosowujmy do wsysiKicn ucick-ló- w
wioku na nerwowość na ból głowy Mówimy po polsku
H WITKIN - okulista 4Ęfe
Dadanla oczu — Dopasowywanie okulirów
wypełnianie recept
godJny pryjcć 930—0
599 Bloor St W Toronto- - Tcl LK S-15- 21
(Ulisko 1'almerston obok Bloor Medlcal Center)
Wieczorami przyjmuje po uprzednim umówieniu ila
DR TEODOR TKACZ (Tickett)
Oficjalny Lkar Zwijku Polaków w Kanadzie
Grupa 1
Łuck Chiropractic Clinic
BRACIA ŁUKOWSCY
' t DOKTORZY ĆHIROPRAKTYKI
Specjaliści w leczeniu arlrclyzmu reumatyzmu
polio Jumbauo oyjatyW rJolegliwokl muskułów
i stawów oraz zasilania i normowania całego
orEŁnizmu — X-R- ay prześwietlenia
ST 0-62- 48
Teł EM 8-37-
54 p
1848 BLOOR ST W TORONTO ONT— TEL RO 9-22- 59
140 CHURCH ST ST CATHARINES TEL MU 4-31-61 7ir
yĘĘgĘ0m'#
RATUJCIE WASZE ZDROWIE
LEKARSTWAMI ROŚLINNYMI
MISJONARZ w Abltlbl BOUILLON
uratował tysiące ludzi z ciężkich chorób
iotądka wątroby nerek żólcl aktmy'
_ nawet reumatyzmu przy pomocy praw-dziwych
lekarstw roślinnych uiywanych
przez Indian
MSZCIE 7 CALYSI ZAUFANIEM PO
POLSKU co-Wa- m dolega Otrzymacie
nałychml3it''odppwIedi l odpowiednie
łtriiarsiwu na nm unvw
Ćen umiarkowaneTU_L'j£
IM
KS
Adriii ŁTES" REsMEDETS"rDUTKI' t'i
MISSIONNĄIRE z = iscu
-iO- "Box-łJ40'AMOS Abltlbl" CanEid4ł
A 4 iu
i
U
r5
u
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, November 29, 1958 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1958-11-29 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000261 |
Description
| Title | 000415b |
| OCR text | ar--: mmimmm —1""'™1" IT:7r -- 1 Jt- - „ l „ J - II ' III J w? „ ' Cjjf " ' t _ i- -i m NR-J- ł "ZWIĄZKOWIEC" LISTOPAD [Navemfcsr) Sobota 29 — 1958 -- % Jerzy 33 Opowieść x kraju na południa od lego pieklą na ziemi Sahary mkaz ręce Idź Wracaj Zcgnii się PmhcU" — tłumaczy danemu kandy-datowi na drwala tubylczy felczer Dobry Dobry " Dobry " Doktorowi coraz bardziej chciało 1C "J IC Oh nie! Tego nie można l'oc to jtdrcc Co za pomysł przysyłać taką nunc' ['rzecicz on nie dojedzie nawet do dżungli" Wślizgnął się pewnie po drodze" — mottil gospodarz "Te stare dranie czę-sto 1 i robią by pozwolić zwiać synom od nich na rodzinnych pol?ch ' Potem do stróża: "Hej Samba _ Cuaj tu Przedstawiciel młody ale pełen godnOiCi gdyż należał do rodziny kacy-ka Siedział w cieniu drzewa diubalc na skórzanej poduszce przyniesionej przez jednej z paziów żuł orzechy kola i spluwał niedbale przysłuchując się zar-lo- m chłopaków Wstał mrucząc gdyż Samba przysła-ny przez białego i pewny jego poparcia _ nic żenował się i wołał na niego jak na jakiegoś zwykłego wieśniaka "Tm młodzieniec" mówił kupiec ttskazuiac na starą ruinę o cienkiej szyji na której żyły były tak napięte jak gdy-by głowa chciała się oderwać — "ten młodzieniec jest tak piękny że dopraw-dy nie mam serca zabierać go z twojej wsi Odeślij go twojej matce na kochan-ka" I zaśmiał się głośno a Samba i fel-czer poklepali się po udach z uciechy "Przedstawiciel- - poszarzał z wściekł-ości 1 milcząc popchnął starego ku bramie podwórza Wezwany kiwnięciem paź Mszcdł za nim za wrota i ściągnął go paic razy przez plecy drzewcem cze-kana Paziowie rozsiedli niedbale na ogro-dzeniu z banko zarechotali piskliwie bo siary dreptał tak śmiesznie zgięty w paląk 1 becząc jak owca "Dobry " "Dobry " "Dobry " — mówił doktor i podnosząc od cza-su do czasu hełm korkowy ocierał pot z czoła Po odrzuceniu jeszcze trzech cho rych na różne tropikalne przypadłości -- -1 -- jŁfc llf-i-- - -- ♦ i ~ - ww — Patrzaj patrzaj! krzyknął teraz Topolmcki i rękę wyciągnął Człowiek się poruszył — Źyjc! — wrzasnęli obaj szaleni radością Po chwili Jcrzyna już złowił łódkę przeszedł w nią i załamał ręce Przed mm leżało widmo Świdy Z odzieży zostały poszarpane krwiste łachmany obnażona pierś czarna była od razów nic miał butów czapki twarz pokrywało błoto i krew z rąk obdartych ściekały czerwone pasemka z ust sączył- a się też obficie krew Żył jednak rzu tu parę razy oczami spojrzał na nich podniósł rękę — i zemdlał Powstańcy wsunęli się z czółnami w ?ąszcz loży ukryli się jak mogli i zajęl-i się nim z całą troskliwością Po godzi-we odzyskał przytomność obejrzał się 1 wstał Rany miał zawiązane krew ob li)"] odzieli go jak mogli — Nie ruszaj się pan! — błagali — Dziękuję koledzy! Juzem zdrów! fyńmy dalej wszak dziś niedziela tam "a nas czekają Nie było pogoni? — Nie Mozę nas nie dostrzegli i po-pali prosto Ale pan jak im uszedł z Życiom"' — Myśleli żem zabity Pobiegli do łna b was ścigać a ja tymczasem — i iw nic wiem sposobem ode rwałem bmolaka i wdrapałem się do "odka Musieli gonić niezawodnie i do-to- e zescie się skryli ale teraz w drogę "' Zwn' rrZVUkll liinknA rrn Ur-- J łtirJflki prosili go tvlkn hv sam nip nraeował W Sie nu hrnł a~ : i : -- 1! płsca szczęśliwi że go jeszcze mieli Wgo Nie bali się już pościgu Rzeka OZleWała SIP w tvclop' riminn fnrmil- - £C vsepki kanały zalewy wśród któ-- J m''"m dv juz ich nie znalazł swida pod wieczór dostał gorączki f się siln m Pomimo przekładali wi- - r"L icn zmęczonych zaczął wiosłować ' Jęku- - Jakby zdfÓW b'ł ranie Powstańcy patrzyli nań z z&- - 'Jicin 1 UWIPlhioniom Pod wieczór dobili do celu Miejscem aaazki była mała zatnnzka ukrvta w ta ach znakiem umówionym pamięt-- 9 głOS kllk-IlH- ri Giai1 czółna u brzegu wyszli na ląd "głęboka przygniotła ich jak zła hWu mieJsce to oddalone było od irzask ogni dochodziły tu wyraźnie #wrigiiii Giżycki NA POŁUDNIE OD PIEKŁA potrzebniejszym przeditawiciela" Rodziewiczówna przegląd bł sknncjnnu Materiał bł naogół marny Kack — drań który przecież dostawał łapów-ki 'od głowy" przysłał wjbiórki z wy-jatkic- m kilku tęgich chłopaków któ-rjc- h pewnie chciał się pozbvc ze wzglę-do- w osobistych Pewno jakieś "silne głowy" jak się mówi po francusku Juz ich tam w lasach wytresują! Zajechały ciężarówki na które zało-żono z boków i z tyłu drewniane krat adbroydzseię to bractwo nie rozsypało po Z kijem w ręku Benedykt starsz szofer ogromn Dahomejczyk o smpa-Uczne- j inteligentnej twarzy kierował ładowaniem Pakował jak szparagi O siedzeniu nie bło mowy Stali ściś-nięci jeden przy drugim zbici jak po- stawiona sztorcem wiązanka szczap Mie-li tak jechać setki mil z przystankami na noc lub dla oblewania wodą zemdlo-nych Tu i ówdzie — kobieta Jedna na piętnastu — do gotowania i "spania" Tam gdzie tną drzewo wsi prawie nie było Zresztą te wsie w wielkiej dżungli — pożal się Boże! Dziesiątek chat — i juz wieś Więc chociaż szkoda było miejsc — trzeba było mieć z sobą kilka kobiet Poprzez kraty widać było rzędy wy- bałuszonych wylękłych ślepi Błyszczały zęby otwartych ze wzruszenia gęb Aaaaaaaaa1 — wyrwało się chórem z piersi ściśniętych o plecy towarzyszy gdy pierwsza prowadzona zięcznie przez Benedykta zatoczyła w pędzie łuk i wypadła za wrota Jechali przez osadę Tak jechali! Jechali jak biali jak sam wielki kacyk gdy go komendant brał czasem na przejażdżkę Więc raptem duma poczęła ich roz-pierać Radość ze paradują tak godnie przed znajomymi Rzucali wrzaskliwe żarty niedbałe pożegnania Benedykt siedzący bokiem na szo-fcrski- m siedzeniu spoglądał z pogarda spod pięknego korkowego hełmu na tę półnagą dzicz Wiedział ze będzie do-brze jeżeli po dwóch latach "kontrak-tu" połowa z nich zostanie Wiedzieli o tym właściwie i oni od tych co wrócili ale nie myśleli o tym w tej chwili co będzie za dwa lata Tak ałafraA+AAAA Maria ciężarówka =0=OC=ł 26 Pożary Zgliszcza i Mf-rMgngiieiicgg=- a[K jakim yWlenla Świda powtórzył parę razy wołanie Nie było odpowiedzi Spojrzeli po sobie Ręce im opadły Znowu rozległo się hasło w ciszy tej dosłyszalne o milę A dk A I n n i — ' Zaszeleściło cos w krzaKacn czarna Dostać wypełzła na widownię odpowie działa takimze wołaniem — Kto ty? — krzyknął Aleksander — Brat! Z prochem przyjechaliście? — Tak Gdzie partia? Człowiek zbliżył się kulejąc Miał głowę obwiązaną chustka rozpacz i wy-niszczenie na twarzy Stanął oparł się o strzelbę patrząc z dziwnym wyrazem na czółna _ Proch' — zaczai powoli — Cze muż go tu nie było przed trzema dniami' Czekaliśmy go jak zDawienia jas Kona-jący świętych olejów dalibyśmy uciąć rękę za garść tego siwego piasku A te-raz — juz niepotrzebny! — Czaplica wypuściliście? — zamru-czał świda — Uciekł W nocy podsunął się jak gad do najbliższego ogniska nad pło-mieniem opalił sznury i poszedł dla nas po zgubę' — Rozbili partię"' _ Moskale znaleźli nas gotowych Spodziewaliśmy się napadu Strzelaliś-my godzinę bili jak lwy' Potem nie sta-ło prochu poszliśmy w rozsypkę' Nie gonili nas — hUo im dosyć na jeden dzień tego kurhanu pod który nazajutrz „in7iiitmv nipciuset swoich w doł bez trumien bez krzyża jak zbro dniarzy' Człowiek zalkał z głębi duszy _ Cóz dalej? — spytał świda po chwili milczenia _ Dalej nic Zostało nas trzystu co godzina znika po kilku Dezerterują biedacy a reszta zewsząd otoczona cze-ka śmierci _ Gdzież oni? _ O parę wiorst stąd Mnie zostawio-no dla was Zaprowadzę jeśli chcecie _ Woda1 _ A tak' nawet to bliżej' Ruszjli Jerzvna z Topolnickim milczeli po-nuro Mozę i im zaświeciła myśl ucieczki dezercji jako jedyna deska zbawienia Znal ustronne straże osady :w dzikicn miejscowościach gdzie ukryty zbieg przeczekać najgorsze chwile Mc demoralizuje żołnierza bo gorzej nie trudno jest przewidzieć co będzie jut Jechali jechali jak biali! ro' Rozdział XVI Ody Ken powrócił do placówki Fcr-nmd- a postanowili udać się na wielką turę myśliwską która stopniowo wypro-wadziła ich poza granice okręgu Masso-n- a Na terytorium gdzie stosownie do jego tropiciela bła pewność znalezie-nia hipopotamów i bowołów Wyszedłszy o świcie z malej wioski gdzie pozostawili służących i ekwipu-nek szli juz przez jakieś trzy godziny poprzez w suszone słońcem kizaki — Ken Masson czarny tłumacz którego niezdarna francusczyzna była bardziej malownicza niz użyteczna dwóch traga-rzy i tropiciel który w tym wjpadku miał również rolę przewodnika B li w drodze do rzeki gdzie miah jakoby bc hipopotamy Torturowany przez piekielnv upal znudzony monotonią pejzażu Ken począł się zastanawiać dlaczego mdisz ten trwał tak długo Coś bjło nie w poi zad-ku Znając sztuczki do których ucieka-ją się nieraz murzyńscy przewodnicy Ken począł obserwować starannie ich tropiciela Wkrótce zdał sobie prawe ze szli zygzakami nie mającymi uspra- wiedliwienia na tak płaskim terenie Ken bł przekonany ze zrozumiał procesy myślowe ich przewodnika "Hi-Doootan-w nie sa Dewne Mozp noshsza ich zawczasu i beda sie trzvmać do srnri- - ku rzeki wj suwając jedynie wierzchołki nozdrzy uniemożliwiając w ten sposób strzelanie do nich Jeżeli jednak będzie prowadził białych tu i tam poprzez krza ki — wcześniej czy później muszą się natknąć na antylopy Dobre mięso' Wy-żerka pierwszej klasy!" Gdy Ken Dowiedział Fcrnanrlnwi n swych podejrzeniach ten wezwał tłuma cza dowiedz przewodnikowi oświad-czył a ton ieeo ciosu nie Dozostawiał żadnej wątpliwości co do tego ze był wsciemy — -- ze jeżeli nie dojdziemy wkrótce do rzeki — ten drań zawrze znajomość z kolbą mego karabinu" W kwadrans później byli u wody Wszędzie pełno było olbrzymich talerzo-wych śladów W miejscach gdzie stro-my gliniasty brzeg poprzecinany był wąwozikami odchodziły wgłąb brussy charakterystyczne ścieżki wydeptane przez zdążające nocami na pastwiska hipopotamy "Ciekawe" myślał Ken "ze zwierzę-ta te nic pasą się u brzegu lecz odcho-dzą pionowo od niego nieraz nawet dość daleko i tam dopiero poczynają szukać pokarmu" Naprózno jednak rozdzieliwszy się na dwie partie szukali w dół i w górę rzeki Hipopotamów nie było Zniechę- - -- 1 — ~~ g- t- — choćby walczył w najświętszej sprawie jak klęska Placówka w jakimś nadbrzeżnym le-sie przyjęła ich jak zwykle okrzykiem: "Kto idzie?" Odpowiedź nie ucieszyła powstańca Puścił ich bez słowa bez powitania nie podnosząc się z ziemi na której leżał nie dbając już o regulamin Weszli do obozu Wokoło kilku dym-nych ogni siedziały gromadki ludzi wy-chudłych sczerniałych od niewygód po-ranionych licho odzianych bezmyślnie patrząc na kociołki z jedzeniem Nikt nie rozmawiał nie śmiał się nie strzelał na wiwat Potężne zniechęcenie nosiła każda twarz Pod sztandarem ściemnia-łym od prochu poszarpanym w kilku miejscach kulami ku któremu zaraz na wstępie poszły oczy świdy siedział Żeli-sławs- ki z obwiązaną lewą ręką wychu-dły na tykę Ten jeszcze śpiewał po swojemu ale nie była to juz raźna pobudka legionów Do uszu świdy doszła tęskna nuta zna-nej piosenki: Lecą liście z drzewa Co wyrosło wolne Na szelest gałęzi tuz za nim chłopak oczy podniósł Oczy te o poopalanych rzęsach czerwone smutne zaświeciły na widok towarzysza lecz zaraz igasły przerażone śladami razów i ran — I wam było ciężko — rzekł poda-jąc rękę przyjacielowi — Było aleśmy żywi i proch jest Co przeszło minęło — odparł Świda serdecznie ściskając dłoń chłopaka — Aha co przeszło minęło' I nie wróci się nie! — odparł chorąży kiwa-jąc głową — Ha wola Boska! — świda na orła patrzył i opzy mu nabiegały ogniem — Trzeba ginąć ale nie utyskując nie skarżąc się nie jak podli! He kolego myślałem ze choć nas dwóch nie straci energii i ze padniemy szczęśliwi koło tego ptaka! Otuchy bracie czy i ty osła-błeś? Pójdziemy w pochód jeszcze! — To i dzięki Bogu! — Zelislawski wyprostował się i uśmiechnął się po swojemu — Tylko mi nie mow żem otuchę stracił mnie com z sześciu par-tiami bojował i ginął! Nie ochoty mi brak i zapału o nie! Ale gdy pomyślę ilu byśmy tych złodziei wytłuc mogli zęby ot tak prochu odrobina to mnie wtedy taka złość ogarnia szalona jaką tylko Mazur czuć może A przy tym Chłopak się obejrzał czy go kto nie słucha Powstańcy otoczyli Jerzynę i Topól nickiego opowiadano nawzajem minio-ne wypadki Aleksandra nie widziano za drzewem — A przy tym — mówił ciszej Źeli-sławs- ki — brat Wasz za święty na taką wojnę! Pozwala dezerterować każdemu i zabrania strzelać do chłopów: no to i skończona rzecz! Teraz stoimy tak że ceni rozpoczęli odwrót Po godzi lie marszu byli znów nad rzeką Tm rvcm nie była to jednak jakaś nowa sztucka przewodnika Okazało się ze izeka za-taczała tu wielki łuk który właśnie prze-cie- l' Postanowili się wykapać b sie tro chę odświeżyć W kilka minut później gdy nadzy zbiegali na praszczsta plażę wielkie krokodylisko dało z mej nurka i zniknęło Wchodzili juz do wod yd spostrzegli w niej o kilkanaście kroków od brzegu długi brunatny cień To kro-kod- yl zamiast uciekać spłoszoin cza-tował na egzotyczne białe" mięso Zgrzani zmordowani nie mieli za-miaru rezgnować z kąpieli Na zmia-nę jeden z nich na golasa z karabinem w ręku stał na czatach u wejścia do płytkiej zatoczki podczas gdy drugi ka pał się gotów w każdej chwili do uciecz ki na brzeg Odświeżeni ruszyli dalej Po jakiejś godzinie lekki wiatr pi niosl do ich nozdizy znajoim zapach Ken pociągnął nosem raz i diugi Tak to byl dm 7 palących się łodg kuku rjdzy lub sorgo Czyżby dochodzili do jakiejś osad- - Z niewielkiego pagoika na kton weszli dostrzegli wieś mui Miska Nie widać blo jednak tych paskudnych płaskich kaz z ubitej gliny ktoie w tch stronach zwiatowaly mieszkania białych Ruszyli ku wsi gdy tłumacz podbiegł do nich i wymachując długimi łapska-mi począł perorować z ożywieniem swa trudną do zrozumieniem francuzczyzną Kilka razy powracało z coiaz to silniej S7ym naciskiem to samo zdanie- - "Ya pas bon Mossie — mouche!" — Nie dobrze panie mucha! Nie mogąc zrozumieć o co mu cho dziło Ken machnął ręką i ruszył ku wsi Masson szedł za nim Dziwne to było osiedle Dwie liżecie chat opuszczone waliło się w gruy Tu i owdzie wałęsały się ospałym krokiem wynędzniałe postacie w łachmanach W cieniu chatynek oparte ciężko 0 glima ne ściany lub wyciągnięte bezwładnie na brudnych matach widniały okropne żywe szkielety obciągnięte pofałdowaną szarawa skórą Zdumiony Ken odwiódł się ku tłu-maczowi Teiaz dopiero spostrzegł zi-oń jeden przy nich pozostał Reszla ich murzynów gdzieś zniknęła "Co się tu dzieje?" pytał Ken "Ce-mu ta wieś wymiera?" "Mucha! Mucha zla bardzo' Utnie — śpisz długo długo Polem zdechniesz całkiem " W tej chwili Masson drgnął i ma-chnął nerwowo ręką Prawie równoccś nie Ken poczuł dotkliwe ukłucie w kark odruchowo klasnął po nim dłonią AiAAfcAai--'-1Łi- Łi J chyba z rozpaczy iść do roboty zabić kilku Moskali i na gałąź! — Dlaczego! — Bo nam chłopstwo ruszyć sięMiie daje uzuchwalone porażką Jak się lasu wytkniemy w pole w jednej chwi-li juz otoczą krzyczą chcą brać i wia zać! Ach żebyś wiedział kolego co się we mnie dzieje gdy trzeba przed nimi się cofać! Ach! Powstaniec az poczerwieniał na to wspomnienie — Idźcie do wodza idźcie! — piosił gorąco — i namówcie go zęby iść ru-szać się bić działać bo jak kocham Warszawę tak za trzy dni z partu zo-stanie dziesięciu! To trudno z głodu nędzy i bezczynności złe myśli przy-chodzą Świda słuchał nie przerywając iu szył ramionami — Czy dezerterzy myślą ze ocaleją'' Imaginacja' Czaplic zna całą pailię wy-da wszystkich1 Ach czemuście go le-piej nie strzegli' — Postawili na sliazy jakiegoś pa-niczy- ka zasnął — burknął chorąy -- Wódz mu to płazem puścił ot sicdi lam' — dodał icką wskazując — Skończone cuda' — szepnął Air ksander odchodząc — Skończony wnet będzie nasz trud' Mozę jeszcze jedna walka i trochę męki' Biedna moja Wład ka' Pod szałasem z liści i chrustu leżał Kazimierz lekko ianny Bracia zemieni-I- i z sobą tylko spojrzenie i uścisk dłoni i przeszli do obecnej chwili nie wzmian kując o ranach to im dusę rodaiły od czasu rozstania Aleksander zdał rapoil wręczył pieniądze powtórzył rozkaz wo-jewody Ułożyli plan dalszy Obóz zaruszał się niebawem Imię Aleksandra drgnieniem przeszło po wszystkich ożywiło najbardziej zniechę-conych Jerzyna z Topolnickim mówili o nim z jakąś czcią bafwochwalczą a Żelisławski uwijał się wśród ognisk j wołał z frenezją: — Górą nasza' Kukułka jest wrócił! Hu-ha- ! ' "Kukułka jest!" — przebiegło po obozie jak hasło wybawienia on tu był panem wodzem kochaniem! Na rozkaz'wodza odbito przywiezione paki rozebrano broń Żelisławski obła-dowany nabojami nie zważając na zmę-czone nogi tańczył obertasa z każdym co mu się nawinął Noc zeszła na próbach broni i oży-wionej rozmowie Aleksander leżał w szałasie ludzie wyglądali go niespokojni i okrzyk radosny powitał go gdy się wreszcie ukazał koło ognisk — A co? A co? — wołano chóremjj Młody człowiek spokojnie' zapalił 'faj-kę wziął torbę na plecy przerzucił strzelbę przez raiiiięS FlZ — Ot co-rrjjodparłlakonłez-nic pod-nosząc rękę"" Jedyny Polski Salon Piękności Agnes Beauły Salon Spccialiidcia w trwalcl onduUcl farbowaniu I układaniu wlov6w )?5 HARBORD STRCE1 (blisko HMhurMl TEL: LE 4 3070 Oluarte uirnorami 7'J 1 102 DLA ZABEZPIECZENIA WASZYCH OCZU ZEISS Punktal szkła do okularów juz do nabycia w Kanadzie Pytajcie o nic u Waszego specjalisty od oczu 91 s CZOSNEK JEST DOBRY DLA WAS SPYTAJCIE SWEGO DOKTORA LUD DROGERZYSTE nPrtlrCiiiiriMtMlissicsi'ttktrsna )liinvInini ikitmrtuMlurluiolnmAhmdi-a- mumsśirnohidlpakircilehlrmucn I smaku kapsułki auli ra)ii c i7 su wilac dJ Ktmskl rosnko wi'j t w W) skoiult ns[)ant'j formlo nlmimiiciii prłna uukisi1 i usłjst Kit ktrit li kti sioilka inslimiCK" Adims (arlu 1'rai'li's 7ulura Salt Mlimulł' klnr usmlersn holi- - prn n winit wmli' t tiilirlwmli rmniKfi W tin iui1 s'v dniwltij I nioinlrj Kupili-- pni Kv Adams (iarlli Peark--s lak Jak tNsltfi' ni ni min ji'wii iiK a pioknnaile sic ?i" biillci li adnwoltuil i'si Ir Ji-- nM ll'l I !5 Słarokrajowa Apteka p p Modwidskich "Saniłas Pharmucy" Wysyłka lekarstw do Polski 204 Bałhursł SI Toronto (kolo Queen) Tol EM 3-37- 46 POZBĄDŹ SIC Siwego wlosu bsdiiosi młodszy o latał RET0NE banlo znany śioilck mcdycny nada Two R 1 jemu włohowi kolor pierwotny i piękny Boi użycia farb I utlonUnia Dziiiaj przyślij wmówienie wraz z $250 na adres: ANCHOR DISTRIBUTORS PO Box 1083 Statloo "C" Toronto Ont Obecnie no nabycia w "MIDTOWN DRUGS" (32 Oueon St W (rńu Palmomlnn Avo) Toronto Ont — Tol EM 8 7200 ri!7 we wszystkich nplckach Tyslio podlekouuń - Owiiriintowmiy zwrot piciilędy w ralo niezadowolenia Proszę plsnć o bezpłatne Informacjo w sprawie "Ilclonc na siwe włosy" l-K- -4 Lunsky WA 1-3- 924 11 Gorovole Avo --mw ""r!"S"3?5 Jedyny Polski Salon Piękności Marya's Beauły Parlor Specjalizacja w trwalcł ondulacji "Pcrmancnt Wawcs 216 Bathursr St EM 8-44- 32 P LEKARZE NOWOOTWARTY GABINET LEKARSKI Dr L GINZBERG MD LEKARZ CHIRURG i l niurrowctti W lodiMiskleKo Ogńlrm praktika C Imrotn koblorc Akiuicr 640 BLOOR ST WEST iró) luclldl LE 2-22- 22 Otwarte ml 2 4 16 8 uleczrtr orw na eaiutm lenia B7ri)5 DENTYŚCI Dr H SCHWABE DENTYSTA 71 Howard Park Ava irńK Knmoiynllosj Goilz prrjjcć za zam telefon LE 1-20- 0S 49 S DR T L GRADOWSKI DENTYSTA CHIRURG Mówi po polsku 514 Dundas Sł W — Toronto Tol EM 8-90- 38 7P DR W W SYD0RUK DENTYSTA lnymu po upnodnlm MUfanlci nym porozumieniu 80 Roncesvallos Ave Toronto Tl LE 5-36- 88 41P- - Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA 129 Grenadier Rd IdrtiKl dom od Ronccviillcii) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE M250 n OKULISTA S 0 Df Dadanlo oczu dorosłych I diltcl Sporządzanie recept Dopasowywanie okularów 420 Ronccsvallos Ave Ililliiko Howard 1'arki Teł gabinet LE 1-4- 251 Mieszk CL 9-80- 29 P OKULISTKI Br Bukowska-Bejna- r O O Wiktoria Bukowska O D prowadzi) nowoczesny gabinet okulistyczny przy 274 Roncesvalles Avenua obok Geoffrey St Teł LE 2-54- 93 (indlny przyjęć: codlennie od 10 rano do I) wlcciór W noboly od IU rano do 4 po pol 378 5b" OKULIŚCI BR0G0WSKI Okulista 470 College St Oczy badimy ckulaiy dostosowujmy do wsysiKicn ucick-ló- w wioku na nerwowość na ból głowy Mówimy po polsku H WITKIN - okulista 4Ęfe Dadanla oczu — Dopasowywanie okulirów wypełnianie recept godJny pryjcć 930—0 599 Bloor St W Toronto- - Tcl LK S-15- 21 (Ulisko 1'almerston obok Bloor Medlcal Center) Wieczorami przyjmuje po uprzednim umówieniu ila DR TEODOR TKACZ (Tickett) Oficjalny Lkar Zwijku Polaków w Kanadzie Grupa 1 Łuck Chiropractic Clinic BRACIA ŁUKOWSCY ' t DOKTORZY ĆHIROPRAKTYKI Specjaliści w leczeniu arlrclyzmu reumatyzmu polio Jumbauo oyjatyW rJolegliwokl muskułów i stawów oraz zasilania i normowania całego orEŁnizmu — X-R- ay prześwietlenia ST 0-62- 48 Teł EM 8-37- 54 p 1848 BLOOR ST W TORONTO ONT— TEL RO 9-22- 59 140 CHURCH ST ST CATHARINES TEL MU 4-31-61 7ir yĘĘgĘ0m'# RATUJCIE WASZE ZDROWIE LEKARSTWAMI ROŚLINNYMI MISJONARZ w Abltlbl BOUILLON uratował tysiące ludzi z ciężkich chorób iotądka wątroby nerek żólcl aktmy' _ nawet reumatyzmu przy pomocy praw-dziwych lekarstw roślinnych uiywanych przez Indian MSZCIE 7 CALYSI ZAUFANIEM PO POLSKU co-Wa- m dolega Otrzymacie nałychml3it''odppwIedi l odpowiednie łtriiarsiwu na nm unvw Ćen umiarkowaneTU_L'j£ IM KS Adriii ŁTES" REsMEDETS"rDUTKI' t'i MISSIONNĄIRE z = iscu -iO- "Box-łJ40'AMOS Abltlbl" CanEid4ł A 4 iu i U r5 u |
Tags
Comments
Post a Comment for 000415b
