000192b |
Previous | 13 of 14 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
E
6
PS"NE
Ci dtftf'1" —♦WTTlDTrTlll
FOpRBDnnn vuvinionr jśsw """f ":
S PoniatowsKi" przybyłym
m e$l Zygmunt Błoński ktfi--
EaPTS" ffil J1bY S!PO:T" ciucinołt-- "p"olirr--u- K— i Zygmunt sle X tłumem odlezdzi "ni
MldJnu W szufladzie tnalail uletk i
fferŁS: inslrtwei' ' łam s? ua"' 1Dy '""" pr{" M#P&~ lokii komunistyczny jesr wciąż gtcony
oo ~ ?0 K- -" h- -- p powrocie steftris imlic 'e lPr"oat' aBr uł"Ł toł OB W' „alizi sir na ulicy natKni się na i-io-renc
L
-- i kióra biorąc go brata iiprasia obiad
i9S nudystów
w
irmam ~ ł crhr u tu
Ofwwero teraz ygmunt a- - --~- RTS2 iakiego klubu przywiozła go nudystów Już przed ojną
Im o nudystach o dziwa- -
GtSfW i bezwzgicu"ł us- - sr'
Janka
słyszał
ftk Czytał kiedyś
m
że się z tym śmiesznym dla niego
2etKnie UIZ P"u jahiujucui i
mu wcale nie było do śmiechu W
-- j „ioctwił wszelkie doczu- -
-- ! Jct i C10U "i"'"" r
5: PaSi lworz'1 przed 'l1"1 iTZf- -
l ESSwC tutaj jest męska garderoba
!3 fe&J w którym się znalazł Zygmunt przy-- f
PftfSczej szatnię pływalni niż garderobę
ISsItóego klubu Na rzędach wieszaków
ISńnrania i rozmaite części bielizny Przy- -
MilrWmta nagusieńki rozebrany "do rosołu"
MJZŹM Staruszek jednak był tak wysuszony
& fePrrss? --hirAin watnliwa czv dałobv sic
i a ILftfóntować rosół Podał Zygmuntowi wie- -
& f&m
1 1 Sisze pan będzie łaskaw się rozebrać
bx MzSiaunt mor"" powoli odzyskiwał przytomność
s?KMsie — powiedział — dziękuję ja nie
#ilirzyszcdłcrn tutaj tylko żeby zjeść
iŁ'tti &
M
la na
„♦
uv
w
4
$!lfs{tttszek przyjrzał mu się ze szczerym
lyśneJujn
nan to sobie obraża? Że pana
£KS5&fc ubraniu do jadalni?
wfcfelsńiaczeffo nie? — zdziwił się z
£&ZZć!L~' "
SS$ftv uan nie zna regulaminu naszego SafWejść w ubraniu do jadalni to najwięk-atóm-zwoito- ść
Zgorszone panie narobiłyby
tóafTo byłby straszny "shokmg" proszę
fflo?Ut1ias w ubraniu można dojść tylko do
JAiniląlś ani !??sie jednak nie rozbiorę — oświadczył
MmrcM ZYfimunt — nie lesiem nuuysią
ilŚ&raśzek widocznie urażony tonem
csanzczyl brwi
l$S?M poco pan tu przyszedł?
Oł-sj- Bo zostałem zaproszony na obiad
kolei
kroku dalej
jego
surowo
%$A~m to pan obiadu nie zje I3o do jadalni
kawubraniu nie puszczą
jjWJ4aiJUoi ™ ""'" "'"" " i"-- b
sohMylko wąski sznurek pereł i pantofelki
wsoMch obcasach Poza tym nie przesłaniało
ttfK&fobodnie uśmiechnęła do Zygmunta
Li 8? _ ' n ty -- :_ ii fttt7°5ZCZCS n e Solow: Jrubpiesz sic muj
raiPfDiKJc-sie- m gioana uzeKam na cicdic w
3 Zaincła za sobą drzwi Zygmunt stał po
i
ó si
JL n
Uli lllllll- -
tmm
PłMSń POPRZEDNICH ODCINKÓW
ŁiJ$mvBDanlis z Marsylii oskartony nle- -
swych o udział w bonapar- -
K4Ai%i kt-tiHt- "uMileny -o- i- o t- -ł- i_m wjan_iIc_ Inf Tuw ra-pM#
fsVi Farla który w chwili prze-f&'- m fimnlce skarbów ucieka z
iodnjlaiszy wraca do by sle
ftiffl losie swych I' wrogów którym za- -
HnuiirłriwTV l o bankructwie
iwśńfoo dobroctYńey wykupuie lego iljjją samobójstwa Wicehrabia de Morcerf I baron
lfl Francji do na okres karnawa-Jinrka- zl
d-Espln-ay
wybrał na polowanie na
Chrlslo odiie w okolicznościach 'tófflJia tajemniczego osobnika Slnbadcm
łWm
KTtl&mriica nnrhimnnnrfn nnlafll nic została mm
poiccony chciał już porzucić
fidy wreszcie przypomniał sobie że
na nia w zamiarze ?%be i szybko się w góry Po go-aaiftf- iiJ
t Hrr a j- - i— _t__ i!- -: JU4 "" KUZłY 1 KUZIUU Uldjirkunit
S?Ę wzięli się 'do pieczenia upolowanej
SftiflSB Po zasiedli do śniadania
Florence
ftt&lonirr HP7tv ri'Fninnv na
iidojrzał jeszcze statek Sindbada który
blaskach sIonca kołysał się lekko
z%&$8 Tcraz nic wydawał się większy od
ku Korsyce
raouniwucs mi — 'zwrócił się d Epmay do ik łrti 1
rmm--i
dy
nim
się
się
ze pan Sindbad popłynął do Malty
KSM2? ze jacht do
hrabia przypomina że w
tó?rl?go statku o było Sdjtów korsykańskich nT7e7 :
łlMtP CTl-- n
r-- v j" i?x5&&& tak
mns&i
to człowiek który nie
—
by
o-- j ~tl
JSC
podobnego rodzaju przy-BKiiS- ?
b)'ć jednak bardzo orzviete
Ibhi
ftL1!
!15mS#1
jakiemuś biedakowi
t rlln Alhn on Hha
""V "-- VŁ w— —
z żartuie Niech nłvna za
dziekolwiek wyladuie cała ludność
otwartymi rękami z wszelką
Fwnocą
spojrzał- - na kapitana i
ze słowem domyślać
"SZelkieffn TnHTaiii l-nntrohnH-Tictń-
W
'-M-orza
"~_
' !
Sadek
ffe#A&&i
(SI I3d W
ziycia obecnej
S
środku szatni ściskając pachą pneznaczone
na sprzedaż półbuciki Nie wiedział się za-chować
Głód nurtował wnętrzności bo-leśniej
Z sąsiedniej sali dochodziły dźwięki mu-zyki
Wyostrzone powonienie --Zygmunta wyczu-- 1 bliskość kuchni robić?t zrezygno- wać z jedynej od czterech dni okazji zjedzenia
obiadu? A może machnąć na wszystko ręką ro-zebrać
się zastosować się do regulaminu byle
tylko zjeść wreszcie obiad byle się ratować przed
omdleniem z głodu?
Ale nagle uprzytomnił sobie że przecież wy- stępuje tutaj w charakterze Janka Jak wyni-kało
z rozmowy z Florence Janek dotychczas
bronił się przed odwiedzeniem tego klubu "Więc
czy ma prawo dla zaspokojenia' głodu wygłupiać
się w imieniu nieobecnego brata? ma prawo
postacią Janka robić z siebie małpę?
pan się wreszcie rozbierze? spytał
wysuszony staruszek
Nie Zygmunt prawie krzyknął w na-głym
wybuchu złości Wyszedł na korytarz
W drzwiach jadalni ukazała się wysoka
kelnerka przesłonięta króciutkim fartu-szkiem
Niosła na tacy puste talerze Drzwi ja-dalni
zostawiła otwarte
Zygmunt podszedł bliżej i zajrzał do środka
Jadalnia przypominała nieco plażową restaura-cję
Z tą jednak różnicą że na plaży kostiumy
kąpielowe przesłaniały co brzydsze części
a tu niestety nic niczym było przesłonięte
Towarzystwo w jadalni przeważnie mocno za-awansowane
w lalach w jaskrawy sposób prze-czyło
sloganowi widocznemu na korytarzu klu-bu:
"nagość piękna" Widok starych lub sta-rzejących
nagusów z powagą
stolikach obiad wywarł na Zygmuncie wra-żenie
makabryczne
Siedząca w pobliżu drzwi tłusta nie-wiasta
której jedyny strój stanowiła wpięta
we włosy na widok Zygmunta skrzywiła się
zgorszona i trąciła w łokieć zapatrzonego w ta- -
lerz nagusa w monoklu
— Spójrz co za skandal! wejść
w ubraniu: Nagus poprawił monokl i zmierzył
Zygmunta surowym strofującym spojrzeniem
Zygmunt odsunął się Zerknął do sąsiedniej
sali Kilka nagich par tańczyło "slow-foxą- "
dźwiękach muzyki płynącej z radiogramu Na
pierwszym planie dreptała w muzyki nie-zwykle
śmieszna para: mała chuda staruszka z
bransoletkami na cienkich wysuszonych nogach
i brzuchaty łysy jako kolano jegomość którego
jedyną ozdobą guz wielkości jabłka na łysej
czaszce
iiiijiiiiiiiiiiiiiii iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii nii
Aleksander Dumas '
BOD Dl A UfflliOT (Pllflfl
li M S li liii IT la iU V JIU B-VJ-L
U --
U- W
£?!f:-lł"-6 inillllllltll MIII
piiiiiiiiiiiiiHiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
marynan
Ffntr rywali spisku
wiciicnid
opalem zgonu
ukrytych Dantes
skarby Francl
bliskich
ilSttanntf Danii
Morrela weksle
MMali Rzymu
sle Jkmt dilwnvch
zwanego
niewdzię-S%f- ?'
mm tJolowania-Chwyci- ł
udał nł„łt„
czym
r7llfil nklnm
jm4ąCych
?Mmn$
dażrnaiwyraźniei Por--
!S$§Pan sobie
czym wspomniałem
rrasSEsw Jest
P&lswiadczenie
przez
ZnaC2V riocrnl
nich
Pod
śródziemnego
MBJBoBiiiiŁSClPzcri
Łfc
Napoleon
pod
jak
coraz
wało Czy
Czy
pod
Czy
naga
ciała
jest
się'
przy
duża
tóża
ktoś chce
przy
takt
był
A
W pół godziny po śniadaniu wszyscy udali
się na statek Płynęli cały dzień Kiedy za-padła
d'Epinay rzucił ostatnie spojrzenie-n- a
wyspę Monte Christo
Gdy wyskoczył na ląd zapomniał wkrótce
o całym zdarzeniu myśląc tylko o przyszłych
rzymskich rozkoszach
W parę dni potem znalazł się już w murach
Wiecznego Miasta kazał się wićźć jak najszyb-ciej
do hotelu pana Pastriniego u 'którego miał
zamówiony apartament hotelu ciężko było]
się dostać gdyż tłumy ludzi zalegały wszystkie
ulice
Rzym wrzał ruchem
zawsze wielkie chwile w jego życiu
Chwilami zaś tymi są: karnawał Bozc Ciało i
dzień świętego Piotra W pozostałych dniach roku
Wieczne Miasto zaledwie oddycha jest prawie
martwe
W hotelu przyjęto d'Epinaya bardzo nie-gościnnie
Służba wypychała go po prostu za
drzwi krzycząc że nie ma miejsca Musiał dopiero
posłać z przedsionka swój bilet wizytowy zarówno
Morcerfowi jak i panu Pastrinicmu
Pan Pastrini przybiegł na-tychmiast
za"
czym wyrzucił cicerona d'Epinaya
wprowadził przybyłego do hotelu gdzie spotkali
rowit - —'
z -
znośnych pokojów sypialnych wspólnego salonu
którego okna wychodziły na ulicę Był -- to
szczegół za który pan Pastrini kazał sobie sowi- -
cic zapłacić
- Wszystkie pozostałe pokoje drugiego
Stwi _ __x „ hv}v iednejro gościa lamegos wiei- -
s£jycc coz z tego? Czyżby miał wysadzić ' 5„ s „„ „_ Maiiv_
„U 2- - ' rUKKU UUKOl-Ł- a wk-- j ~- -j —- -
Kfif±t :_T — ouiL lii vyrn ~ w— !vstko dobrze panie Pastrini najza
cniejszy nam jednak przyaatapy teraz Koia- -
St?!1 ani ludzi Gotów jest jednak - Trzeba zamówić jakiś powóz na' jutro
fjaziesiat — z— drom bv wvswiadczvc dni następne
tn I— ASS W iusooie
na
~ —
i
i
_
i
Kolację dostaniecie panowie natychmiast
się jednak tyczy powozu' - _-
-
Co takiego? — zawołał Morcerf — po-wozu
mielibyśmy nie dostać?! Proszę sobie z
nic żartować '
— Postaram sie zrobić wszystko co tylko - fem Cóz zrobią? Jego jacht jest będzie w mej mocy Odpowiem jutro rano
wy i 'z pewnością nie" znajdzie się sta- - Cóż u diabla! za
°y zdołał go A przy tym cimy drożej ale powoź musi# oyc
°z i po--
?? uważnie
"ludność"
i„~7"-"-
! i~ !——pwnnsg
Co
jedynie
nie
Tu
noc
i
Do
To Po
mil
Co
nas
mu
Wątpię Darozo i w)4 cuty
dzie można coś znaleźć ' -
— Cóż ty na to Albercie? — zawołał
"" nay oburzony i
— A cóż ja się mam tym martwic zwłaszcza-ż- e
nic na to nie poradzę™ A-zres- ztą wszystkie
moje myśli krążą dokoła kolacji
—IwtyyprTjtiiBtfnMW tfcW"te-f- w 'f ft" & C 5?ftWvV'M?j?f'"9C&-W-- ł'
u O
W
IW
W1 ???'"s MI
ŁŁS
"IWIĄZKOWIEC" LIPIECJJULY) H - 19Jfl
-
— —
— —
—
'
ES
£bl3ld
n§sa
(powieść emigracji)
konsumujących
5#Jl
gorączkowym poprze-dzającym
poskutkowało
przepraszając nieporozumienie
napastującego
trudnosciZapła- -
przyobiecanej
S
sa
Zygmunt nic uśmiechnął się nawet Zamdliło
go — nie wiedział czy z głodu czy z obrzydzenia
Odwrócił się i splunął gniewnie "Nie psia krew!
Dla obiadu nic zrobię z siebie' małpy!" Ruszył
dc wyjścia wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi
VI
PTYSIE Z KREMEM
Szedł szybko szosą nie orientując się gdzie
jest i jak się dostać do domu Dokuczliwy głód
podsycał złość na nudystów na Florence- - na
nieobecnego brata Już drugi raz "naciął się"
fatalnie idąc śladami jego życia Niema co Cie-kawe
znajomości ma braciszek w Londynie
Dopiero -- po półgodzinnym marszu spotkał
pierwszego przechodnia Był to mężczyzna w ro-botniczym
kombinezie flegmatycznie pykający
fajkę Gdy go Zygmunt zapytał o najbliższą stację
kolejki mruknął coś niezrozumiałego pod nosem
i wskazał ręką kierunek Chciał odejść lecz
Zygmunt powstrzymał go Wyjął spod pachy i
rozpakował przeznaczone na sprzedaż półbuciki
Janka
— Może pan to kupi?
Jegomość podejrzliwie łypnął okiem na
Zygmunta zapykał mocniej fajkę potrząsnął
przecząco głową i odszedł bez słowa
Do stacji kolejki dowlókł się Zygmunt nie-zwykle
wyczerpany Przeżycia ostatnich dni i
kilkudniowa głodówka zbiły go z nóg Nic wie-dział
jaka odległość dzieliła go od domu ale czuł
że pieszo już daleko nie zajdzie Zatrzymał się
przed budynkiem stacyjnym i oparł o mur żeby
odsapnąć
Siedzący obok na skrzynce stary sprze-dawca
gazet mrugnął do niego żartobliwie:'
— Zmęczył się pan co? Dzisiejsza młodzież
szybko się męczy A wie pan dlaczego? Bo żyje
niemoralnie' Te wszystkie wasze kina i dancingi
wyciągają z człowieka zdrowie Ja panie 40 lal
sprzedaję gazety i nie wiem co to zmęczenie A
wie pan dlaczego? Bo sprzedawanie gazet to
najzdrowsze zajęcie na świecie — zawsze na
świeżym powietrzu A w kinie jeszcze nigdy w
życiu nie byłem i dlatego jestem zdrów Mam cb
prawda reumatyzm ale to mi nie przeszkadza
Poczciwy monolog starego gazeciarza roz-broił
Zygmunta Nic mógł się powstrzymać od
uśmiechu Rozpakował ponownie swój pakunek i
pokazał gazeciarzowi
— Mam
"na sprzedaż trzewiki Może pan
kupi? '
Gazeciarz wziął półbuciki obejrzał je do-kładnie-
3Jgag8S8g333g5g8g38giWC8głaWl
która czy będzie 'dziś kochany panic Pastrini?
— Zachwilę będzie podana szanowny panic
wicehrabio
— A więc siadamy Franciszku
— A cóż będzie zkońmi i powozem?-- -
— Bądź spokojny mój przyjacielu Będą
Tuta] chodzi tylko o pieniądze
Morcerf z flegmą zasiadł do kolacji Był pe-wien
że człowiek który ma pieniądze wszystko
mieć może mieć musi na tym świecie
Rozdział Ul
BANDYCI RZYMSCY '
Nazajutrz pierwszy obudził się d'Epinay
Wedy zadzwonił zjawił się sam pan Pastrini
— A co! — zawołał — - nic mówiłem? Nic
ma już w całym Rzymie ani jednego? wolnego
powozu " —' Otóż to mi wasze piękne okrzyczane
Wieczne Miasto! '—wykrzyknął Morcerf wcho-dząc
— Musimy mieć choć własne okno na ten
czas
— W którym
— Na via dcl Corso' '
-- — o to będzie-bardz- o trudno — zawołał
pan Pastrini — bardzo trudno! Było jeszcze jedno
okno wolne na piątym piętrzcw pałacu Doria
ale wynajął je jakiś książę rosyjski za sto du-katów
Młodzi pnyjaciclc spojrzeli na siebie zdu-mieni
— Wiesz co kochany Albercie — powiedział
— jeżeli tutaj są takie warunki zabawy
to czy nic byłoby lepiej abyśmy pojechali na
zapusty weneckie?
— 'Nic za nic — odpowiedział Morcerf —
postanowiłem sobie zobaczyć rzymski karnawał
j zobaczę go
— Czy panowie nadal pragną bym wynajął
powóz na trzy dni ostatnie? — zapytaj Pastrini
biegnącego i — S widząc iż sprawa może przyjąć zły obrót
Anartament przyjaciół1 składał się dAoch _j_„:
piętra
„ i
się
f3 też f
źle
VrVT
Co
dopędzić
czy
d'Epi--
miejscu?
d'Epinay
Oczywiście — odpowiedział Morcerf —
cóż pan myśli że będziemy biegać piechotą po
ulicach Rzymu?
— A więc na kiedy powóz marn zamówić?
— Pragnęlibyśmy mieć go za godzinę
— Przyrzekam że będzie — odpowiedział
Pastrini kłaniając się
I rzeczywiściepo godzinie młodzieńcy mogli
zająć miejsca w powozie który choć skromny
cieszył ich bardzo nieproszony cicerone siedział
na tylnej ławeczce
Najpierw zwiedzili kościół świętego Piotra
co im zabrało wiele czasu O piątej po południu
wrócilf jio hotelu a wieczorem1 d'Epinay uznał
za najwłaściwsze pokazać Albertowi Koloseum
w świetle księżyca Drogę wyznaczono przez bra-mę
del Popolo a" potem wzdłuż murów aż do
bramy San-Giovan- ni
- Kiedy pan Pastrini dowiedział się o tej tra-sie
przybiegł bardzo zaniepokojony
" — Muszę panom oświadczyć — wołał — że
droga przez nich wybrana bardzo jest niebez-pieczna
— Niebezpieczna?- - A to z jakiego powodu?
— Z powodu Luigiego Vampy sławnego
bandy-t- y rzymskiego który wtónie grasuje w
tamtych stronach
— Porządnie schodzono — stwierdził — i
dla mnie za duże Ale dla żony będą w sam raz
Bo jej nogi z wiekiem zgrubiały ifchętnic chodzi
w męskim obuwiu Ile pan chce za to?
Zygmunt nie miał pojęcia jaką postawić
cenę
— Ile pan da?
— Więcej jak trzy szylingi nic warte- -
— Czy to starczy na bilet? — spjtal nie-pewnie
Zygmunt
Stary sprzedawca gazet przyjrzał się Zyg-muntowi
uważniej Widocznie coś w jego twarzy
wyczytaj bo spoważniał i żartobliwość zniknęła
z jego tonu
— A dokąd pan jedzie?
Zygmunt wymienił stację przy której mie-szkał
—Stąd pan dojedzie kolejką do Victorii —
poinformował go gazeciarz — bilet kosztuje
półtora szylinga Z Victorii dwa i pól pena au-tobusem
Wyjął z kieszeni garść monet odliczył I po-dał
Zygmuntowi
— Masz pan tu pięć szylingów Starczy na
bilet i starczy żeby coś przekąsić
Zygmunt przyjął pieniądze w milczeniu jak
gdyby się zawstydził że gazedarz odgadł w jego
oczach głód A stary wsunął trzewiki do torby
stojącej przy skrzynce i wrócił do swego po-przedniego
żartobliwego tonu:
— Akurat dobrze się złożyło Bo pojutrze
urodziny mojej żony i właśnie się głowiłem co
jej kupić w prezencie
Najbliższy pociąg odchodził za pól godziny
Zygmunt wszedł do bufetu stacyjnego poprosił
o herbatę i wskazał palcem leżące w oszklonej
szafce sandwicze
— Ile sztuk ? — spytała bufetowa
Położył na bufet 2"szylingową monetę
— Za dwa szylingi
Nałożyła mu na talerz osiem podwójnych
sandwiczów z jakąś zieloną sałatą i pomidorem
Ręce mu się trzęsły gdy odszedł od bufetu nlo„-są- c
talerz i herbatę do stołu Wypił łyk herbaty
i ugryzł prawic połowę pierwszego sandwicza
Nie jadł ale łykał Zdawało mu się że zniecier-pliwione
kiszki nie pozwalają mu na przeżucie
chleba że wchłaniają chleb zanim zdąży go
dotknąć zębami
Siedzący obok nad kuflem piwa czerstwy
rumiany jegomość z dużym zainteresowaniem
obserwował pośpiech z jakim Zygmunt potykał
sandwicze Gdy Zygmunt przełknął siódmy z
kolei sandwicz rumiany jegomość podniósł się
z pustym już kuflem i zwrócił się do Zygmunta
— Napije się pan piwa?
Zygmunt uniósł głowę 1 nieufnie spojrzał
na pytającego
— Będziemi bardzo milo jeżeli napije się
pan ze mną piwa — powtórzył sąsiad 1 nic cze-kając
już na odpowiedź ruszył do bufetu Po
chwili wrócił z dwoma kuflami piwa z których
jeden postawił przed Zygmuntem
— Dziękuję — powiedział Zygmunt
Wymowa tego jednego po angielsku wy-powiedzianego
słowa widocznie wystarczyła fun-datorowi
piwa żeby się zorientować że ma przed
sobą cudzoziemca--
Wicehrabia' dc Morcerf potraktował prze
strogi Pastriniego z pogardliwą żartobliwością
Postanowił powóz uzbroić w karabiny Gdyby
spotkał się z Vampą weźmie bandytę żywcem
do niewoli i ofiaruje go w hołdzie Jego świą-tobliwości
Po dokonaniu takich czynów lud rzymski
uwieńczy ich na Kapitolu i obwoła zbawcami
ojczyzny
Pastrini słuchał tych żartów z widocznym
zgorszeniem i zwrócił się do d'Epinaya który
wydawał mu się rozsądniejszy
— Pan hrabia wic zapewne iż u nas nic
ma zwyczaju bronić się od napaści bandytów?
—Jak to? — zawołał z oburzeniem Morcerf
— jak to nic ma zwyczaju?
— Tak bo wszelka obrona byłaby bezsku-teczna
Jak' się bowiem bronić można kiedy
dziesięciu ludzi od stóp do głów uzbrojonych
wyskakuje nagle z kryjówki i celuje do was 7
kilkunastu luf na raz
— Bronić się będę w najbardziej nawet bez-nadziejnej
sytuacji
— Kochany Albercie — rzekł d'Eninay —
w tym wypadku chodzi tylko o zaspokojenie
naszego kaprysu Narażać życic w takicłi warun-kach
byłoby lekkomyślnością
— Per Bacco! — zawołał pan Pastrini —
Oto co się nazywa mówić rozsądnie
Morcerf zamilkł l dla pociechy nalał sobie
szklankę Lacrimac Chrisll
— A teraz panic Pastrini — rzekł d'Epinay
— gdy mój przyjaciel nieco się uspokoił powiedz
nam przynajmniej kto to jest właściwie ten
Lulgi Vampa?
— Nie mogłeś pan trafić lepiej Jak zwra-cając
się do mnie znam go bowiem od dzieciń-stwa
i są mi wiadome wszystkie szczegóły jego
życia Zdarzyło się nawet źe wpadłem w ręce je-go
ludzi Gdy mniejednak przed niego przypro
wadzono poznał mnie natychmiast 1 nie tylko nic
żądał okupu za uwolnienie ale nawet ofiarował
mi piękny złoty zegarek""
I właściciel hotelu począł opowiadać niezwy-kłą
historię rzymskiego bandyty
Luigi Vampa urodził się w Pampinara i od
piątego roku życia był pasterzem w dobrach
hrabiego San-Felic- e Od najmłodszych lat obja-wiał
niezwykły charakter Łatwo nauczył się
czytać 'I pisać Polem okazało się że umie także
rysować i rzeźbić z drzewa najrozmaitsze figu-rynki
Od ludzi zawsze stronił Zaprzyjaźnił się
tylko z dziewczynką Teresą iktóra pochodziła
z sąsiedniej "wioski i pasła' owcel Teresa była
piękna i wesoła Luigi zaś uparty i ponury Wszy
stkie pieniądze które zarabiał przeznaczał na
przystrojenie swojej towarzyszki Teresa była nie
tylko najpiękniejszą ale i najlepiej ubraną wie-śniaczką
w okolicy
Pewnego dnia młody pasterz 'zawiadomił in-tendenta
źe widział wilka schodzącego "ze zboczy
gór i krążącego dokoła stad intendent dał mu
wtedy strzelbę ze złamaną -- wprawdzie kolbą
doskonałego jednak wyrobu
13
CITY DRIYIHG SCHOOL
(Licencjonowana Szkoła Jazdy)
SI 25 za lekcję
Gwarantowane wyniki nauki
S0& Balhimt Sf — LE 2-36- 36
(róg Bloor) pi-st- )
College Phoio Studio m College Sł
VA 2-25- 07 — Toronto
HEW ROYAL
TELEVISIOH SEIWICE
Obsługa i reperacja aparatów
telewizyjnych i radiowych
Najlepsze i gwarantowane
wykonanie prac przez wysoko
kwalifikowanych fachowców
— techników
" fi wlcciór motna porozumiej ile
w Jcioku polskim
3 Bank Sf Torłnio Onrrl
Tolofon: LE 5-20-
15
W) konanie zamówień nt)clmUnt
OtHuca rtrtcz całą dobę 13fi
Jedyny Polski Salon
Pteknoicl
F!arya's Beaufy Parlor
Specjalizacja w trwale'
Ondulacji "Pcrmancnt
Wavcs"
216 Bathurit St EM 8-44- 32
iS
Jodyny polikl Salon Ploknołcl
AGNESiDEAUTY SALON Sptllic w trwlł ondulcl
(rbowtntu I ukUdłnlu wlotów
195 HARBORD STREET
(blisko Ilaihurtt)
Tol LE 4-30- 70
wlccomml 30
rOLSKI SKLEPODUWIA
Stanley Shoo Storo
Obuwie nnjleiuch flrmv !ndyj-jUc- h
t nnglclsklcli Wszelkie kolory
I rozmiary
1438 Dundłi Sł W Toronto
Tol LE 5-95-
30'
Wladclclcle:" D Msturkltwlci I lyn
R
INSTALACJE
elektryczne
oraz "wnłcr heaters"
wykonuje
STANISŁAW BAniJ
57 Crawford St
TeiEiVL 4-16- 75
"
William Shoo Storo
wiłłe: n CzFnoł_
Jolcc nhńl( Importów ńo
I Jłflnndyjsklo- - W)łlmy równie uhnwlo do Polik)
750 Quten St W EM 34898
fi
Wicie pofsklch tklepów 1 przed-siębiorstw
nic prowadl ksickoj
woici aż władze podatkowe' le-go
nie zafciclajit Powoduje to
wtedy wiclci nieprzyjemności
i kosztów i Jest znacznie wygodniej 1 ta-niej
prowadzić księgowość rc
gulnmlc"
KSIĘGI HAIIDL0WE
zakłada prowadzi i
bilansuje
T L U B A C Z
ii8 Poncełvallet'Av ApL-2- 2
Toronlo — Tol LE 2-65- 70
B
HASZYIIY do PISANIA
J5v
STR
Olunrtc
Tylko 89 jj łygpdnf ovo 4
lw będziesz włakicielcm tej
pięknej maszyny do pisania
L I JSHAROUH CO j
781 Quoen SU V ' Toronto
Dostarczamy w całej Kanadzie
8
Podern iofors
NOWE AUTA:
Chrysler Plymouth Faroo"
Wiolkl wybór używanych ta-mochod- ów
KaźdysamoehócJ
' GVARANTOWANY
Tylko $250 Zadatku
267 EgHnfontAvc East
prźyr'AcnncdyiRóad '
Toronto — Tel AM 1-7-
744
Pytaj o
MR RUSSEL STUPARYK !
'ilwrżii
óWMC'£Jłi
iW0tfWV4' ny~7Wsrme??- -
iHi
V"iB
' }M"
Mis''
i m
$'4 ':
łf- -
ir- -
U
{fil
f łi 'ł mc l
™-=- ranl
ŁutfK I
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, July 14, 1956 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1956-07-14 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000028 |
Description
| Title | 000192b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | E 6 PS"NE Ci dtftf'1" —♦WTTlDTrTlll FOpRBDnnn vuvinionr jśsw """f ": S PoniatowsKi" przybyłym m e$l Zygmunt Błoński ktfi-- EaPTS" ffil J1bY S!PO:T" ciucinołt-- "p"olirr--u- K— i Zygmunt sle X tłumem odlezdzi "ni MldJnu W szufladzie tnalail uletk i fferŁS: inslrtwei' ' łam s? ua"' 1Dy '""" pr{" M#P&~ lokii komunistyczny jesr wciąż gtcony oo ~ ?0 K- -" h- -- p powrocie steftris imlic 'e lPr"oat' aBr uł"Ł toł OB W' „alizi sir na ulicy natKni się na i-io-renc L -- i kióra biorąc go brata iiprasia obiad i9S nudystów w irmam ~ ł crhr u tu Ofwwero teraz ygmunt a- - --~- RTS2 iakiego klubu przywiozła go nudystów Już przed ojną Im o nudystach o dziwa- - GtSfW i bezwzgicu"ł us- - sr' Janka słyszał ftk Czytał kiedyś m że się z tym śmiesznym dla niego 2etKnie UIZ P"u jahiujucui i mu wcale nie było do śmiechu W -- j „ioctwił wszelkie doczu- - -- ! Jct i C10U "i"'"" r 5: PaSi lworz'1 przed 'l1"1 iTZf- - l ESSwC tutaj jest męska garderoba !3 fe&J w którym się znalazł Zygmunt przy-- f PftfSczej szatnię pływalni niż garderobę ISsItóego klubu Na rzędach wieszaków ISńnrania i rozmaite części bielizny Przy- - MilrWmta nagusieńki rozebrany "do rosołu" MJZŹM Staruszek jednak był tak wysuszony & fePrrss? --hirAin watnliwa czv dałobv sic i a ILftfóntować rosół Podał Zygmuntowi wie- - & f&m 1 1 Sisze pan będzie łaskaw się rozebrać bx MzSiaunt mor"" powoli odzyskiwał przytomność s?KMsie — powiedział — dziękuję ja nie #ilirzyszcdłcrn tutaj tylko żeby zjeść iŁ'tti & M la na „♦ uv w 4 $!lfs{tttszek przyjrzał mu się ze szczerym lyśneJujn nan to sobie obraża? Że pana £KS5&fc ubraniu do jadalni? wfcfelsńiaczeffo nie? — zdziwił się z £&ZZć!L~' " SS$ftv uan nie zna regulaminu naszego SafWejść w ubraniu do jadalni to najwięk-atóm-zwoito- ść Zgorszone panie narobiłyby tóafTo byłby straszny "shokmg" proszę fflo?Ut1ias w ubraniu można dojść tylko do JAiniląlś ani !??sie jednak nie rozbiorę — oświadczył MmrcM ZYfimunt — nie lesiem nuuysią ilŚ&raśzek widocznie urażony tonem csanzczyl brwi l$S?M poco pan tu przyszedł? Oł-sj- Bo zostałem zaproszony na obiad kolei kroku dalej jego surowo %$A~m to pan obiadu nie zje I3o do jadalni kawubraniu nie puszczą jjWJ4aiJUoi ™ ""'" "'"" " i"-- b sohMylko wąski sznurek pereł i pantofelki wsoMch obcasach Poza tym nie przesłaniało ttfK&fobodnie uśmiechnęła do Zygmunta Li 8? _ ' n ty -- :_ ii fttt7°5ZCZCS n e Solow: Jrubpiesz sic muj raiPfDiKJc-sie- m gioana uzeKam na cicdic w 3 Zaincła za sobą drzwi Zygmunt stał po i ó si JL n Uli lllllll- - tmm PłMSń POPRZEDNICH ODCINKÓW ŁiJ$mvBDanlis z Marsylii oskartony nle- - swych o udział w bonapar- - K4Ai%i kt-tiHt- "uMileny -o- i- o t- -ł- i_m wjan_iIc_ Inf Tuw ra-pM# fsVi Farla który w chwili prze-f&'- m fimnlce skarbów ucieka z iodnjlaiszy wraca do by sle ftiffl losie swych I' wrogów którym za- - HnuiirłriwTV l o bankructwie iwśńfoo dobroctYńey wykupuie lego iljjją samobójstwa Wicehrabia de Morcerf I baron lfl Francji do na okres karnawa-Jinrka- zl d-Espln-ay wybrał na polowanie na Chrlslo odiie w okolicznościach 'tófflJia tajemniczego osobnika Slnbadcm łWm KTtl&mriica nnrhimnnnrfn nnlafll nic została mm poiccony chciał już porzucić fidy wreszcie przypomniał sobie że na nia w zamiarze ?%be i szybko się w góry Po go-aaiftf- iiJ t Hrr a j- - i— _t__ i!- -: JU4 "" KUZłY 1 KUZIUU Uldjirkunit S?Ę wzięli się 'do pieczenia upolowanej SftiflSB Po zasiedli do śniadania Florence ftt&lonirr HP7tv ri'Fninnv na iidojrzał jeszcze statek Sindbada który blaskach sIonca kołysał się lekko z%&$8 Tcraz nic wydawał się większy od ku Korsyce raouniwucs mi — 'zwrócił się d Epmay do ik łrti 1 rmm--i dy nim się się ze pan Sindbad popłynął do Malty KSM2? ze jacht do hrabia przypomina że w tó?rl?go statku o było Sdjtów korsykańskich nT7e7 : łlMtP CTl-- n r-- v j" i?x5&&& tak mns&i to człowiek który nie — by o-- j ~tl JSC podobnego rodzaju przy-BKiiS- ? b)'ć jednak bardzo orzviete Ibhi ftL1! !15mS#1 jakiemuś biedakowi t rlln Alhn on Hha ""V "-- VŁ w— — z żartuie Niech nłvna za dziekolwiek wyladuie cała ludność otwartymi rękami z wszelką Fwnocą spojrzał- - na kapitana i ze słowem domyślać "SZelkieffn TnHTaiii l-nntrohnH-Tictń- W '-M-orza "~_ ' ! Sadek ffe#A&&i (SI I3d W ziycia obecnej S środku szatni ściskając pachą pneznaczone na sprzedaż półbuciki Nie wiedział się za-chować Głód nurtował wnętrzności bo-leśniej Z sąsiedniej sali dochodziły dźwięki mu-zyki Wyostrzone powonienie --Zygmunta wyczu-- 1 bliskość kuchni robić?t zrezygno- wać z jedynej od czterech dni okazji zjedzenia obiadu? A może machnąć na wszystko ręką ro-zebrać się zastosować się do regulaminu byle tylko zjeść wreszcie obiad byle się ratować przed omdleniem z głodu? Ale nagle uprzytomnił sobie że przecież wy- stępuje tutaj w charakterze Janka Jak wyni-kało z rozmowy z Florence Janek dotychczas bronił się przed odwiedzeniem tego klubu "Więc czy ma prawo dla zaspokojenia' głodu wygłupiać się w imieniu nieobecnego brata? ma prawo postacią Janka robić z siebie małpę? pan się wreszcie rozbierze? spytał wysuszony staruszek Nie Zygmunt prawie krzyknął w na-głym wybuchu złości Wyszedł na korytarz W drzwiach jadalni ukazała się wysoka kelnerka przesłonięta króciutkim fartu-szkiem Niosła na tacy puste talerze Drzwi ja-dalni zostawiła otwarte Zygmunt podszedł bliżej i zajrzał do środka Jadalnia przypominała nieco plażową restaura-cję Z tą jednak różnicą że na plaży kostiumy kąpielowe przesłaniały co brzydsze części a tu niestety nic niczym było przesłonięte Towarzystwo w jadalni przeważnie mocno za-awansowane w lalach w jaskrawy sposób prze-czyło sloganowi widocznemu na korytarzu klu-bu: "nagość piękna" Widok starych lub sta-rzejących nagusów z powagą stolikach obiad wywarł na Zygmuncie wra-żenie makabryczne Siedząca w pobliżu drzwi tłusta nie-wiasta której jedyny strój stanowiła wpięta we włosy na widok Zygmunta skrzywiła się zgorszona i trąciła w łokieć zapatrzonego w ta- - lerz nagusa w monoklu — Spójrz co za skandal! wejść w ubraniu: Nagus poprawił monokl i zmierzył Zygmunta surowym strofującym spojrzeniem Zygmunt odsunął się Zerknął do sąsiedniej sali Kilka nagich par tańczyło "slow-foxą- " dźwiękach muzyki płynącej z radiogramu Na pierwszym planie dreptała w muzyki nie-zwykle śmieszna para: mała chuda staruszka z bransoletkami na cienkich wysuszonych nogach i brzuchaty łysy jako kolano jegomość którego jedyną ozdobą guz wielkości jabłka na łysej czaszce iiiijiiiiiiiiiiiiiii iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii nii Aleksander Dumas ' BOD Dl A UfflliOT (Pllflfl li M S li liii IT la iU V JIU B-VJ-L U -- U- W £?!f:-lł"-6 inillllllltll MIII piiiiiiiiiiiiiHiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii marynan Ffntr rywali spisku wiciicnid opalem zgonu ukrytych Dantes skarby Francl bliskich ilSttanntf Danii Morrela weksle MMali Rzymu sle Jkmt dilwnvch zwanego niewdzię-S%f- ?' mm tJolowania-Chwyci- ł udał nł„łt„ czym r7llfil nklnm jm4ąCych ?Mmn$ dażrnaiwyraźniei Por-- !S$§Pan sobie czym wspomniałem rrasSEsw Jest P&lswiadczenie przez ZnaC2V riocrnl nich Pod śródziemnego MBJBoBiiiiŁSClPzcri Łfc Napoleon pod jak coraz wało Czy Czy pod Czy naga ciała jest się' przy duża tóża ktoś chce przy takt był A W pół godziny po śniadaniu wszyscy udali się na statek Płynęli cały dzień Kiedy za-padła d'Epinay rzucił ostatnie spojrzenie-n- a wyspę Monte Christo Gdy wyskoczył na ląd zapomniał wkrótce o całym zdarzeniu myśląc tylko o przyszłych rzymskich rozkoszach W parę dni potem znalazł się już w murach Wiecznego Miasta kazał się wićźć jak najszyb-ciej do hotelu pana Pastriniego u 'którego miał zamówiony apartament hotelu ciężko było] się dostać gdyż tłumy ludzi zalegały wszystkie ulice Rzym wrzał ruchem zawsze wielkie chwile w jego życiu Chwilami zaś tymi są: karnawał Bozc Ciało i dzień świętego Piotra W pozostałych dniach roku Wieczne Miasto zaledwie oddycha jest prawie martwe W hotelu przyjęto d'Epinaya bardzo nie-gościnnie Służba wypychała go po prostu za drzwi krzycząc że nie ma miejsca Musiał dopiero posłać z przedsionka swój bilet wizytowy zarówno Morcerfowi jak i panu Pastrinicmu Pan Pastrini przybiegł na-tychmiast za" czym wyrzucił cicerona d'Epinaya wprowadził przybyłego do hotelu gdzie spotkali rowit - —' z - znośnych pokojów sypialnych wspólnego salonu którego okna wychodziły na ulicę Był -- to szczegół za który pan Pastrini kazał sobie sowi- - cic zapłacić - Wszystkie pozostałe pokoje drugiego Stwi _ __x „ hv}v iednejro gościa lamegos wiei- - s£jycc coz z tego? Czyżby miał wysadzić ' 5„ s „„ „_ Maiiv_ „U 2- - ' rUKKU UUKOl-Ł- a wk-- j ~- -j —- - Kfif±t :_T — ouiL lii vyrn ~ w— !vstko dobrze panie Pastrini najza cniejszy nam jednak przyaatapy teraz Koia- - St?!1 ani ludzi Gotów jest jednak - Trzeba zamówić jakiś powóz na' jutro fjaziesiat — z— drom bv wvswiadczvc dni następne tn I— ASS W iusooie na ~ — i i _ i Kolację dostaniecie panowie natychmiast się jednak tyczy powozu' - _- - Co takiego? — zawołał Morcerf — po-wozu mielibyśmy nie dostać?! Proszę sobie z nic żartować ' — Postaram sie zrobić wszystko co tylko - fem Cóz zrobią? Jego jacht jest będzie w mej mocy Odpowiem jutro rano wy i 'z pewnością nie" znajdzie się sta- - Cóż u diabla! za °y zdołał go A przy tym cimy drożej ale powoź musi# oyc °z i po-- ?? uważnie "ludność" i„~7"-"- ! i~ !——pwnnsg Co jedynie nie Tu noc i Do To Po mil Co nas mu Wątpię Darozo i w)4 cuty dzie można coś znaleźć ' - — Cóż ty na to Albercie? — zawołał "" nay oburzony i — A cóż ja się mam tym martwic zwłaszcza-ż- e nic na to nie poradzę™ A-zres- ztą wszystkie moje myśli krążą dokoła kolacji —IwtyyprTjtiiBtfnMW tfcW"te-f- w 'f ft" & C 5?ftWvV'M?j?f'"9C&-W-- ł' u O W IW W1 ???'"s MI ŁŁS "IWIĄZKOWIEC" LIPIECJJULY) H - 19Jfl - — — — — — ' ES £bl3ld n§sa (powieść emigracji) konsumujących 5#Jl gorączkowym poprze-dzającym poskutkowało przepraszając nieporozumienie napastującego trudnosciZapła- - przyobiecanej S sa Zygmunt nic uśmiechnął się nawet Zamdliło go — nie wiedział czy z głodu czy z obrzydzenia Odwrócił się i splunął gniewnie "Nie psia krew! Dla obiadu nic zrobię z siebie' małpy!" Ruszył dc wyjścia wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi VI PTYSIE Z KREMEM Szedł szybko szosą nie orientując się gdzie jest i jak się dostać do domu Dokuczliwy głód podsycał złość na nudystów na Florence- - na nieobecnego brata Już drugi raz "naciął się" fatalnie idąc śladami jego życia Niema co Cie-kawe znajomości ma braciszek w Londynie Dopiero -- po półgodzinnym marszu spotkał pierwszego przechodnia Był to mężczyzna w ro-botniczym kombinezie flegmatycznie pykający fajkę Gdy go Zygmunt zapytał o najbliższą stację kolejki mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i wskazał ręką kierunek Chciał odejść lecz Zygmunt powstrzymał go Wyjął spod pachy i rozpakował przeznaczone na sprzedaż półbuciki Janka — Może pan to kupi? Jegomość podejrzliwie łypnął okiem na Zygmunta zapykał mocniej fajkę potrząsnął przecząco głową i odszedł bez słowa Do stacji kolejki dowlókł się Zygmunt nie-zwykle wyczerpany Przeżycia ostatnich dni i kilkudniowa głodówka zbiły go z nóg Nic wie-dział jaka odległość dzieliła go od domu ale czuł że pieszo już daleko nie zajdzie Zatrzymał się przed budynkiem stacyjnym i oparł o mur żeby odsapnąć Siedzący obok na skrzynce stary sprze-dawca gazet mrugnął do niego żartobliwie:' — Zmęczył się pan co? Dzisiejsza młodzież szybko się męczy A wie pan dlaczego? Bo żyje niemoralnie' Te wszystkie wasze kina i dancingi wyciągają z człowieka zdrowie Ja panie 40 lal sprzedaję gazety i nie wiem co to zmęczenie A wie pan dlaczego? Bo sprzedawanie gazet to najzdrowsze zajęcie na świecie — zawsze na świeżym powietrzu A w kinie jeszcze nigdy w życiu nie byłem i dlatego jestem zdrów Mam cb prawda reumatyzm ale to mi nie przeszkadza Poczciwy monolog starego gazeciarza roz-broił Zygmunta Nic mógł się powstrzymać od uśmiechu Rozpakował ponownie swój pakunek i pokazał gazeciarzowi — Mam "na sprzedaż trzewiki Może pan kupi? ' Gazeciarz wziął półbuciki obejrzał je do-kładnie- 3Jgag8S8g333g5g8g38giWC8głaWl która czy będzie 'dziś kochany panic Pastrini? — Zachwilę będzie podana szanowny panic wicehrabio — A więc siadamy Franciszku — A cóż będzie zkońmi i powozem?-- - — Bądź spokojny mój przyjacielu Będą Tuta] chodzi tylko o pieniądze Morcerf z flegmą zasiadł do kolacji Był pe-wien że człowiek który ma pieniądze wszystko mieć może mieć musi na tym świecie Rozdział Ul BANDYCI RZYMSCY ' Nazajutrz pierwszy obudził się d'Epinay Wedy zadzwonił zjawił się sam pan Pastrini — A co! — zawołał — - nic mówiłem? Nic ma już w całym Rzymie ani jednego? wolnego powozu " —' Otóż to mi wasze piękne okrzyczane Wieczne Miasto! '—wykrzyknął Morcerf wcho-dząc — Musimy mieć choć własne okno na ten czas — W którym — Na via dcl Corso' ' -- — o to będzie-bardz- o trudno — zawołał pan Pastrini — bardzo trudno! Było jeszcze jedno okno wolne na piątym piętrzcw pałacu Doria ale wynajął je jakiś książę rosyjski za sto du-katów Młodzi pnyjaciclc spojrzeli na siebie zdu-mieni — Wiesz co kochany Albercie — powiedział — jeżeli tutaj są takie warunki zabawy to czy nic byłoby lepiej abyśmy pojechali na zapusty weneckie? — 'Nic za nic — odpowiedział Morcerf — postanowiłem sobie zobaczyć rzymski karnawał j zobaczę go — Czy panowie nadal pragną bym wynajął powóz na trzy dni ostatnie? — zapytaj Pastrini biegnącego i — S widząc iż sprawa może przyjąć zły obrót Anartament przyjaciół1 składał się dAoch _j_„: piętra „ i się f3 też f źle VrVT Co dopędzić czy d'Epi-- miejscu? d'Epinay Oczywiście — odpowiedział Morcerf — cóż pan myśli że będziemy biegać piechotą po ulicach Rzymu? — A więc na kiedy powóz marn zamówić? — Pragnęlibyśmy mieć go za godzinę — Przyrzekam że będzie — odpowiedział Pastrini kłaniając się I rzeczywiściepo godzinie młodzieńcy mogli zająć miejsca w powozie który choć skromny cieszył ich bardzo nieproszony cicerone siedział na tylnej ławeczce Najpierw zwiedzili kościół świętego Piotra co im zabrało wiele czasu O piątej po południu wrócilf jio hotelu a wieczorem1 d'Epinay uznał za najwłaściwsze pokazać Albertowi Koloseum w świetle księżyca Drogę wyznaczono przez bra-mę del Popolo a" potem wzdłuż murów aż do bramy San-Giovan- ni - Kiedy pan Pastrini dowiedział się o tej tra-sie przybiegł bardzo zaniepokojony " — Muszę panom oświadczyć — wołał — że droga przez nich wybrana bardzo jest niebez-pieczna — Niebezpieczna?- - A to z jakiego powodu? — Z powodu Luigiego Vampy sławnego bandy-t- y rzymskiego który wtónie grasuje w tamtych stronach — Porządnie schodzono — stwierdził — i dla mnie za duże Ale dla żony będą w sam raz Bo jej nogi z wiekiem zgrubiały ifchętnic chodzi w męskim obuwiu Ile pan chce za to? Zygmunt nie miał pojęcia jaką postawić cenę — Ile pan da? — Więcej jak trzy szylingi nic warte- - — Czy to starczy na bilet? — spjtal nie-pewnie Zygmunt Stary sprzedawca gazet przyjrzał się Zyg-muntowi uważniej Widocznie coś w jego twarzy wyczytaj bo spoważniał i żartobliwość zniknęła z jego tonu — A dokąd pan jedzie? Zygmunt wymienił stację przy której mie-szkał —Stąd pan dojedzie kolejką do Victorii — poinformował go gazeciarz — bilet kosztuje półtora szylinga Z Victorii dwa i pól pena au-tobusem Wyjął z kieszeni garść monet odliczył I po-dał Zygmuntowi — Masz pan tu pięć szylingów Starczy na bilet i starczy żeby coś przekąsić Zygmunt przyjął pieniądze w milczeniu jak gdyby się zawstydził że gazedarz odgadł w jego oczach głód A stary wsunął trzewiki do torby stojącej przy skrzynce i wrócił do swego po-przedniego żartobliwego tonu: — Akurat dobrze się złożyło Bo pojutrze urodziny mojej żony i właśnie się głowiłem co jej kupić w prezencie Najbliższy pociąg odchodził za pól godziny Zygmunt wszedł do bufetu stacyjnego poprosił o herbatę i wskazał palcem leżące w oszklonej szafce sandwicze — Ile sztuk ? — spytała bufetowa Położył na bufet 2"szylingową monetę — Za dwa szylingi Nałożyła mu na talerz osiem podwójnych sandwiczów z jakąś zieloną sałatą i pomidorem Ręce mu się trzęsły gdy odszedł od bufetu nlo„-są- c talerz i herbatę do stołu Wypił łyk herbaty i ugryzł prawic połowę pierwszego sandwicza Nie jadł ale łykał Zdawało mu się że zniecier-pliwione kiszki nie pozwalają mu na przeżucie chleba że wchłaniają chleb zanim zdąży go dotknąć zębami Siedzący obok nad kuflem piwa czerstwy rumiany jegomość z dużym zainteresowaniem obserwował pośpiech z jakim Zygmunt potykał sandwicze Gdy Zygmunt przełknął siódmy z kolei sandwicz rumiany jegomość podniósł się z pustym już kuflem i zwrócił się do Zygmunta — Napije się pan piwa? Zygmunt uniósł głowę 1 nieufnie spojrzał na pytającego — Będziemi bardzo milo jeżeli napije się pan ze mną piwa — powtórzył sąsiad 1 nic cze-kając już na odpowiedź ruszył do bufetu Po chwili wrócił z dwoma kuflami piwa z których jeden postawił przed Zygmuntem — Dziękuję — powiedział Zygmunt Wymowa tego jednego po angielsku wy-powiedzianego słowa widocznie wystarczyła fun-datorowi piwa żeby się zorientować że ma przed sobą cudzoziemca-- Wicehrabia' dc Morcerf potraktował prze strogi Pastriniego z pogardliwą żartobliwością Postanowił powóz uzbroić w karabiny Gdyby spotkał się z Vampą weźmie bandytę żywcem do niewoli i ofiaruje go w hołdzie Jego świą-tobliwości Po dokonaniu takich czynów lud rzymski uwieńczy ich na Kapitolu i obwoła zbawcami ojczyzny Pastrini słuchał tych żartów z widocznym zgorszeniem i zwrócił się do d'Epinaya który wydawał mu się rozsądniejszy — Pan hrabia wic zapewne iż u nas nic ma zwyczaju bronić się od napaści bandytów? —Jak to? — zawołał z oburzeniem Morcerf — jak to nic ma zwyczaju? — Tak bo wszelka obrona byłaby bezsku-teczna Jak' się bowiem bronić można kiedy dziesięciu ludzi od stóp do głów uzbrojonych wyskakuje nagle z kryjówki i celuje do was 7 kilkunastu luf na raz — Bronić się będę w najbardziej nawet bez-nadziejnej sytuacji — Kochany Albercie — rzekł d'Eninay — w tym wypadku chodzi tylko o zaspokojenie naszego kaprysu Narażać życic w takicłi warun-kach byłoby lekkomyślnością — Per Bacco! — zawołał pan Pastrini — Oto co się nazywa mówić rozsądnie Morcerf zamilkł l dla pociechy nalał sobie szklankę Lacrimac Chrisll — A teraz panic Pastrini — rzekł d'Epinay — gdy mój przyjaciel nieco się uspokoił powiedz nam przynajmniej kto to jest właściwie ten Lulgi Vampa? — Nie mogłeś pan trafić lepiej Jak zwra-cając się do mnie znam go bowiem od dzieciń-stwa i są mi wiadome wszystkie szczegóły jego życia Zdarzyło się nawet źe wpadłem w ręce je-go ludzi Gdy mniejednak przed niego przypro wadzono poznał mnie natychmiast 1 nie tylko nic żądał okupu za uwolnienie ale nawet ofiarował mi piękny złoty zegarek"" I właściciel hotelu począł opowiadać niezwy-kłą historię rzymskiego bandyty Luigi Vampa urodził się w Pampinara i od piątego roku życia był pasterzem w dobrach hrabiego San-Felic- e Od najmłodszych lat obja-wiał niezwykły charakter Łatwo nauczył się czytać 'I pisać Polem okazało się że umie także rysować i rzeźbić z drzewa najrozmaitsze figu-rynki Od ludzi zawsze stronił Zaprzyjaźnił się tylko z dziewczynką Teresą iktóra pochodziła z sąsiedniej "wioski i pasła' owcel Teresa była piękna i wesoła Luigi zaś uparty i ponury Wszy stkie pieniądze które zarabiał przeznaczał na przystrojenie swojej towarzyszki Teresa była nie tylko najpiękniejszą ale i najlepiej ubraną wie-śniaczką w okolicy Pewnego dnia młody pasterz 'zawiadomił in-tendenta źe widział wilka schodzącego "ze zboczy gór i krążącego dokoła stad intendent dał mu wtedy strzelbę ze złamaną -- wprawdzie kolbą doskonałego jednak wyrobu 13 CITY DRIYIHG SCHOOL (Licencjonowana Szkoła Jazdy) SI 25 za lekcję Gwarantowane wyniki nauki S0& Balhimt Sf — LE 2-36- 36 (róg Bloor) pi-st- ) College Phoio Studio m College Sł VA 2-25- 07 — Toronto HEW ROYAL TELEVISIOH SEIWICE Obsługa i reperacja aparatów telewizyjnych i radiowych Najlepsze i gwarantowane wykonanie prac przez wysoko kwalifikowanych fachowców — techników " fi wlcciór motna porozumiej ile w Jcioku polskim 3 Bank Sf Torłnio Onrrl Tolofon: LE 5-20- 15 W) konanie zamówień nt)clmUnt OtHuca rtrtcz całą dobę 13fi Jedyny Polski Salon Pteknoicl F!arya's Beaufy Parlor Specjalizacja w trwale' Ondulacji "Pcrmancnt Wavcs" 216 Bathurit St EM 8-44- 32 iS Jodyny polikl Salon Ploknołcl AGNESiDEAUTY SALON Sptllic w trwlł ondulcl (rbowtntu I ukUdłnlu wlotów 195 HARBORD STREET (blisko Ilaihurtt) Tol LE 4-30- 70 wlccomml 30 rOLSKI SKLEPODUWIA Stanley Shoo Storo Obuwie nnjleiuch flrmv !ndyj-jUc- h t nnglclsklcli Wszelkie kolory I rozmiary 1438 Dundłi Sł W Toronto Tol LE 5-95- 30' Wladclclcle:" D Msturkltwlci I lyn R INSTALACJE elektryczne oraz "wnłcr heaters" wykonuje STANISŁAW BAniJ 57 Crawford St TeiEiVL 4-16- 75 " William Shoo Storo wiłłe: n CzFnoł_ Jolcc nhńl( Importów ńo I Jłflnndyjsklo- - W)łlmy równie uhnwlo do Polik) 750 Quten St W EM 34898 fi Wicie pofsklch tklepów 1 przed-siębiorstw nic prowadl ksickoj woici aż władze podatkowe' le-go nie zafciclajit Powoduje to wtedy wiclci nieprzyjemności i kosztów i Jest znacznie wygodniej 1 ta-niej prowadzić księgowość rc gulnmlc" KSIĘGI HAIIDL0WE zakłada prowadzi i bilansuje T L U B A C Z ii8 Poncełvallet'Av ApL-2- 2 Toronlo — Tol LE 2-65- 70 B HASZYIIY do PISANIA J5v STR Olunrtc Tylko 89 jj łygpdnf ovo 4 lw będziesz włakicielcm tej pięknej maszyny do pisania L I JSHAROUH CO j 781 Quoen SU V ' Toronto Dostarczamy w całej Kanadzie 8 Podern iofors NOWE AUTA: Chrysler Plymouth Faroo" Wiolkl wybór używanych ta-mochod- ów KaźdysamoehócJ ' GVARANTOWANY Tylko $250 Zadatku 267 EgHnfontAvc East prźyr'AcnncdyiRóad ' Toronto — Tel AM 1-7- 744 Pytaj o MR RUSSEL STUPARYK ! 'ilwrżii óWMC'£Jłi iW0tfWV4' ny~7Wsrme??- - iHi V"iB ' }M" Mis'' i m $'4 ': łf- - ir- - U {fil f łi 'ł mc l ™-=- ranl ŁutfK I |
Tags
Comments
Post a Comment for 000192b
